24
Harry wszedł chwiejnie do domu, czując pustkę. Jego ręka nie trzymała żadnej dłoni, drobne palce nie wczepiały się w bok jego koszulki. Umysł miał zamglony, wzrok zamazany, ale nie potrafił do końca zrozumieć, czego mu brakowało. Z pulsującą głową zawinął się w pościel, czując chłód i zmęczenie.
Kiedy się obudził, jego oczy zareagowały okropnie na światło, a jego głowa wciąż bolała, jednak tym razem ktoś krzyczał na niego cieniutkim głosikiem, choć Harry nie umiał wskazać, skąd ów głos dochodził. Pomyślał, że to tylko jego skacowana wyobraźnia szaleje, ale, jak się okazało, na brzegu jego łóżka stała maleńka dziewczyna, szczypiąc go w palce u stóp. Podwinął pod siebie nogi i dziewczyna ściągnęła na niego brwi, kiedy podniosła się i otrzepała z miejsca, gdzie została przewrócona stopą Harry’ego.
- Dzwoneczek? - mruknął Harry, a jego głos był szorstki i zachrypnięty i wtedy zdał sobie sprawę, że przy jego boku brakowało pewnego chłopca. - Gdzie jest Louis?
- Nie wiesz? - burknęła Dzwoneczek i, jak na tak maleńką wróżkę, była głośna.
- Cholera - zaklął Harry pod nosem, bo wszystko sobie przypomniał. Przypomniał sobie tą okropną rzecz, którą do niego powiedział, swój ostry ton oraz łzy, które wezbrały w jasnoniebieskich oczach Louisa. Przypomniał sobie także, że nie czuł się w ogóle winny, przypomniał sobie całowanie tamtej dziewczyny… w tym momencie naprawdę miał ochotę zwymiotować. - Kurwa - zaklął ponownie.
- No - powiedziała zjadliwie Dzwoneczek. - Wiesz, jest teraz w rozsypce. Jak mogłeś to zrobić? Myśli, że go nie kochasz.
- Kocham! - z oburzeniem obalił jej zdanie Harry.
- Cóż, z pewnością nie tak to wygląda - odparła Dzwoneczek i odleciała na malutkich skrzydełkach, promieniując jasnym blaskiem, który zranił oczy chłopaka, na drugą stronę łóżka na jego udo. - Złamałeś mu serce.
Harry zacisnął pięści na pościeli, zamykając mocno powieki. Pociągnął ręką po zmatowiałych włosach i nawrzeszczał na siebie w myślach.
- Naprawdę spierdoliłem, co nie?
- Nie da się ukryć.
- Muszę się z nim zobaczyć, Dzwonku, proszę - powiedział błagalnie i usiadł głębiej na łóżku, opierając plecy o wezgłowie, z niepokojem i zmartwieniem wymalowanym na twarz. Potrzebował w coś uderzyć. Jak mógł tak bardzo spierdolić? Jeden pieprzony pocałunek - odbiło mu się w głowie. To było o wiele więcej. Wiedział, że to było o wiele więcej. Ale tak bardzo chciał, by wszystko przez chwilę było normalne, choć wiedział, że on i Louis nie byli typowi. Nigdy tacy nie będą. A Harry kochał Louisa, ponieważ był on inny, jednak pod wpływem alkoholu, ludzi oraz gwaru imprezy zapomniał, co było dla niego ważne i teraz desperacko pragnął pokazać Louisowi, że już sobie przypomniał - że już pamiętał, co się dla niego liczy.
- A niby czemu miałabym ci na to pozwolić? On się rozpłakał, Harry! Rozpłakał! W całym swoim życiu płakał wyłącznie przez ciebie i nie wiem, dlaczego powinnam ci pozwolić się z nim znowu zobaczyć. - Była surowa, onieśmielając lekko Harry’ego, mimo że to tylko wróżka, którą w sekundę mógłby zmiażdżyć. To przez jej blask. Był przepięknie przerażający.
- Proszę - wyszeptał Harry i spojrzał w dół na swoje ręce na podołku. Nie wiedział, co jeszcze mógłby powiedzieć. - Muszę z nim porozmawiać. Proszę, Dzwonku.
Dzwoneczek westchnęła, ale ostatecznie ustąpiła.
- Dobra. Ale jeżeli kiedykolwiek znowu go skrzywdzisz, urwę ci głowę.
Harry ani przez sekundę w to nie wątpił.
***
Gdy tylko przybył do Nibylandii, musiał przeszukać całą okolicę, by go znaleźć. Dzwoneczek, wciąż wahając się nad słusznością zabrania go w to miejsce, odmówiła powiedzenia mu, gdzie przebywał Louis, więc zacisnął szczęki i zbadał te części krainy, które znał.
Okazał się być tam, gdzie Harry powinien był się go spodziewać. Zwinął się w małą kulkę na drzewie, na baldachimie, który zbudował kiedyś z zagubionymi chłopcami. Harry’emu zajęło chwilę dostanie się na górę (wciąż nie radził sobie najlepiej ze wspinaczką po drzewach) i w chwili, w której dostrzegł zwiniętego Louisa z podbródkiem na kolanach, wyglądającego tak smutno, jak młodszy chłopak nigdy wcześniej go nie wiedział, jego serce niemal pękło w piersi. A kiedy Louis wymamrotał „Idź sobie.” naprawdę pękło.
- Lou - wyszeptał Harry.
- Powiedziałem, że masz sobie iść.
- Proszę, pozwól mi ze sobą porozmawiać. Jeżeli po tym nie będziesz chciał mnie widzieć, nie będziesz musiał.
- Dobra - ustąpił Louis i Harry podpełzł do niego, dyndając wysoko ponad ziemią, ale jego serce nie biło szybciej z tego powodu. Kiedy spróbował objąć ręką delikatne ramiona Louisa, chłopak strząsnął ją z siebie. - Nie rób tego.
- Lou - wyszeptał ponownie Harry - proszę.
- O co prosisz? - warknął Louis. - Czego ode mnie chcesz?
Harry poczuł się, jakby rozrywano go na pół. Zacisnął pięści oraz oczy; nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.
- Kocham cię - spróbował, ale brwi Louisa zmarszczyły się i chłopak stał się jeszcze bardziej zdenerwowany, a ślady smutku na jego twarzy także się pogłębiły. Mimo to pozostał cicho. - Mogę cię pocałować?
- Jeśli chcesz - mruknął Louis. - To i tak nie będzie ważne, przecież to tylko pieprzony pocałunek, prawda?
- Nie! Będzie. Pomyliłem się, okej? Nie miałem tego na myśli, nie wiedziałem, co mówię… Po prostu…
- No to czemu to powiedziałeś, Harry? Dlaczego to powiedziałeś, jeżeli nie miałeś tego na myśli? - krzyknął Louis, a jego głos się załamał. - Poczułem się nic niewart, Harry. Czy żaden z naszych pocałunków się nie liczy?
- Nie! - powiedział Harry ponownie. - Wszystkie się liczą, każdy jeden. Byłem pijany i zdenerwowany, a sprawy mają się odrobinę inaczej pomiędzy innymi ludźmi i nami. Większość ludzi… oni tego nie rozumieją, Lou. Ludzie są głupi i biorą miłość za coś, czym nie jest. Całowanie się, seks i cała reszta kiedyś robiona była z miłości i umiłowania, była czymś świętym, ale teraz robi się to dla zabawy. Szczególnie całowanie jest czymś, co nie liczy się tak bardzo. Po prostu wiedz… musisz wiedzieć, że gdybym miał kiedykolwiek pocałować kogoś innego, to nie znaczyłoby tyle, co wtedy, gdy całuję ciebie, ponieważ kiedy całuję ciebie, robię to dlatego, że cię kocham. Wczorajszej nocy musiałem pocałować tamtą dziewczynę. To nic nie znaczyło. To nigdy nie będzie nic znaczyć, jeżeli nie dotyczy ciebie. - Harry miał łzy w oczach, bo czuł, jak gdyby nie potrafił przedstawić swojego punktu widzenia w sposób, w jaki chciał. Louis był zaćmiony, tak bardzo, bardzo zaćmiony, że trudno było mu wyjaśnić rzeczy, których nie wiedział, kiedy ktoś już wcześniej powiedział mu, że jest odwrotnie. - Kocham cię, Lou. Tylko ciebie.
Przez moment Louis był cicho i Harry pomyślał, że to wskazówka, by za moment wstał, że Louis mu nie wybaczy. Jednak chłopak mruknął „Pokaż mi.”, więc Harry ujął jego policzki w dłonie i pocałował go mocno, szybciej niż kiedykolwiek, starając się mu to pokazać. A Louis oddawał pocałunek, szarpiąc paznokciami jego skórę i ubrania, gdyż mimo to, iż był tak oziębły, tęsknił za nim. Nienawidził być tak podłym w stosunku do Harry’ego, ponieważ go kochał i chciał go, i po prostu nienawidził czuć się tak złamanym.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię - Harry powtarzał jak mantrę pomiędzy pocałunkami, próbując mu o tym przypomnieć, wyryć mu to pod czaszką, pokazać mu.
- Pokaż mi, Harry, pokaż mi, pokaż.
Więc Harry powoli zdjął z nich obu ubrania, dotykając Louisa we wszystkich miejscach i nie chcąc żadnego z nich nigdy zapomnieć. Zakreślił uspokajająco koła na jego biodrach, brzuchu, łagodnie przejechał po jego miękkiej skórze. Przygotował go powoli, delikatnie, składając pocałunki na jego szyi, za uchem i na całej twarzy.
- Kocham cię - powiedział, gdy ostrożnie się w niego wśliznął.
Na twarzy Louisa, skręconej z przyjemności, gościł błogi wyraz, niebieskie oczy błyszczały, chłonąc Harry’ego w swoim zasięgu. Młodszy chłopak wchodził w niego powoli, z pasją, a jego biodra zataczały ciasne kółka; skupiony był jedynie na tym, by Louis poczuł się dobrze, żeby poczuł się kochany.
- Kocham cię - powtórzył. - Kocham cię bardziej, niż zdajesz sobie z tego sprawę, Lou. Zajebiście mocno.
Skończyli w tej samej chwili i gdy tylko doszli do siebie po orgazmie, dysząc ciężko i urywanie, Louis wreszcie powiedział:
- Ja też cię kocham.
24
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz