poniedziałek, 27 stycznia 2014

941

17:15
- Zamykanie drzwi od windy. Jazda w górę.

Louis i Harry przecisnęli się przez drzwi w samą porę.

- Uff - powiedział Louis i strzepnął pył ze swojego prawego ramienia.

- Koleś - powiedział Harry i osunął się naprzeciwko ściany z lustrem. Nadal dyszał z powodu wyścigu.

- Byłem pierwszy, prawda? - odezwał się Louis i strzepnął pył z drugiego ramienia.

- Byłeś? - Harry przeciągnął ręką przez swoje włosy. - Nie jestem pewien co do tego.

- Drugie piętro. - Elektroniczny głos był damski, z amerykańskim akcentem i beznamiętnym tonem.

- To było “pierwszy, który wciśnie guzik” i ja nacisnąłem go pierwszy.

- Nie, nie było tak. To było… - Harry rozciągnął buzię -…coś innego.

- Trzecie piętro.

- Trzecie piętro - naśladował Louis, wymawiając jego “r” w taki sposób jak nagranie.

Harry odwrócił się i potrząsnął głową na wprost lustra. Zrobił smutną minkę, następnie szczęśliwą, a potem szczęśliwo-agresywną twarz.

- Czwarte piętro.

- Czwarte piętro - przedrzeźniał Louis. I znowu. - Czwarrrte piętrrro.

Harry uśmiechnął się szeroko.

PING, zabrzmiał dźwig.

- Piąte piętro. Otwieranie drzwi - zabrzmiał głos.

Dźwig podskoczył, zatrzymując się. Hydraulika zaszeleściła. Drzwi odsunęły się i gładko otworzyły.

Mężczyzna wszedł do środka, a Louis i Harry posunęli się do lewego narożnika.

Mężczyzna miał na sobie garnitur i czerwony krawat, a w ręce trzymał skórzaną torbę na laptopa. Był łysy z tyłu głowy, a jego skóra miała różowy kolor. Louis i Harry mieli wystarczająco czasu, aby oglądać jego tył, gdy stał nieruchomo twarzą do drzwi.
- Zamykanie drzwi. Jazda w górę.

- Zamykanie drzwi. Jazda w górę - Louis wymawiał bezgłośnie do Harry’ego.

Harry wydał z siebie stłumiony chichot.

- Szóste piętro.

- Szóste piętro - powiedział bezgłośnie Louis, gdy ręka mężczyzny wylądowała na “8”.

Louis podniósł brwi na Harry’ego. Harry ssał swoje wargi i spojrzał w górę na światła z sufitu.

- Siódme piętro - wymamrotał pod nosem Louis, i Harry, jakkolwiek jego oczy były zatrzymane na białych, rażących kwadratach nad nim, fuknął.

Mężczyzna przesunął się na stopach.

- Siódme piętro - powiedział głos z windy.

- Ósme… - zaczął Louis, ale Harry mu przerwał - Lou, na którym piętrze powinniśmy wysiąść?

Louis zatrzymał się. - Oh - powiedział - dobre pytanie.

- Nie nacisnąłeś nawet guzika? - powiedział Harry i zaczął się zwyczajnie śmiać.

- Dlaczego ja? Ty byłeś pierwszy.

- Ah, przyznałeś, że byłem pierwszy.

Przepychali się teraz wzajemnie, prawa ręka Louisa trąciła Harry’ego łokciem w lewy rękaw, a prawa ręka Harry’ego sięgnęła przez jego ciało, by popchnąć go w talii. Mężczyzna powłóczył nogami w dalszy, przeciwległy róg. Nie było za dużo miejsca do posunięcia; to była naprawdę bardzo mała kabina.

PING.

- Dziewiąte piętro. Otwieranie drzwi

Winda podskoczyła, drzwi przesunęły się, a mężczyzna wyszedł. Przez chwilę nic się nie działo. Mężczyzna poszedł; gdy przekroczył róg posłał im niechętne spojrzenie.

- Zamykanie drzwi. Jazda w górę.

- Które piętro mam nacisnąć? - powiedział Louis.

- Myślisz, że ten facet nas rozpoznał? - powiedział Harry.

- Dlaczego? Masz fantazje o nim? - odpowiedział Louis, gorączkowo przeszukując kieszenie w celu znalezienia karty.

- Zamknij się - powiedział pogodnie Harry i wcisnął “11”.

- Jedenaście? - powiedział Louis - Jesteś pewien? - wyjął coś razem z kartą i przyglądał się temu. - Możesz to przeczytać? Gdzie na tej rzeczy jest napisane, które to piętro?

- Pewnie nigdzie - powiedział Harry - Prawdopodobnie przez bezpieczeństwo.

- W takim razie skąd mamy wiedzieć gdzie musimy wysiąść?

Harry wzruszył ramionami. - To jedenaste. Jestem pewien.

- Jesteś pewien?

- Dość pewien.

- Jedenaste piętrrro - powiedział Louis i poruszył brwiami, w stylu Marlene-Dietrich. - Jedenaste piętrrro. Jazda w górę - obniżył swój głos - Jazda w górę. Jazda w górę na całego.

- Co się stało z dziesiątym piętrem? - spytał Harry.

Louis spojrzał w górę i dookoła, tak jakby mógł wychwycić inny dźwięk. - Ta, co stało się z dziesiątym piętrem? - uderzył w ścianę - Hej, wy. Dziesiąte piętro, proszę!

Światła z numerków zamrugały.

- Co to mówi? - spytał Louis.

- To mówi dziesiąte - powiedział Harry - tak myślę.

- To mówi szóste, ty głupku. Jest zepsute.

Wyciągnęli szyje i wpatrywali się przez chwilę w światła. Skakały od “6” do “7” do “8” do “7” do “6” i z powrotem do “7”.

- Kurwa - powiedział Louis.

- Nadal się poruszamy? - powiedział Harry.

- Słyszałeś, żeby to mówiło “dziesiąte piętro”? - powiedział Louis.

- Utknęliśmy? - spytał Harry, niedowierzając.

- Dziesiąte piętro - powiedział Louis obojętnym tonem do drzwi windy. - Dziesiąte piętro.

Pojawiło się lekkie kołysanie, a następnie nic.

- Jeśli utknęliśmy - zaczął Harry - nie powinno być żadnego szarpnięcia?

- Nie utknęliśmy - powiedział Louis.


17:25
- Kurwa - powiedział Louis - myślę, że utknęliśmy.

- Racja - powiedział Harry - Okej, co robimy? - nacisnął losowo guziki: 10, 5, 1, G.

- Nie, nie, musisz zadzwonić po pomoc.

- Okej. Który to?

Zrobili rundę po panelu z guzikami w lewym rogu, obok drzwi. Były dwa rzędy z ponumerowanymi guzikami, głośnik, kilka instrukcji w języku brajla, dwie śruby utrzymujące nieistniejącą tabliczkę, która musiała upaść z jakiegoś powodu, zwrot “Schindler 500A” i dwa inne guziki. Jeden był podpisany “DRZWI”, a drugi “POMOC”. To było trochę jak w “Alicji z Krainy Czarów” - który wybrać?

Louis wybrał POMOC.

Wpatrywali się oczekująco w głośnik.

Louis nacisnął POMOC ponownie. Przykucnął i umieścił twarz blisko głośnika. - Halo - powiedział - Halo.

Harry wybrał DRZWI. Pojawiło się lekkie szarpnięcie i Harry uderzył ręką.

Louis złapał Harry’ego za rękaw. - Co to było?

- Nie wiem.

- Nie naciskaj tego przycisku, Harry. To nie jest dobry guzik do naciśnięcia. Halo! Halo!! - krzyczał Louis do głośnika i naciskał POMOC w rytmiczny sposób. - Haaaaaaloooooo! Halo! Halo?

- Zadzwonię do Zayna - powiedział Harry i sięgnął do przedniej, prawej kieszeni swoich dżinsów. Spojrzał na telefon. - Kurwa.


17:35
- Może jeśli ruszymy się bardziej w górę?

- Co, jak pod sufitem?

- Jeśli cię podniosę? Tutaj, po prostu… - Louis zajął pozycję za Harrym obejmując go od tyłu, podparł jego nogi i podniósł go. - Cokolwiek?

Głos Harry’ego był napięty, a jego płuca były ściśnięte. Trzymał ręce nad głową. - Nie - powiedział - nadal nic. - Miał telefony w obydwóch rękach i przyglądał im się z każdej strony. - Twój też nie. Ani jednej kreski.

- Kurwa - powiedział Louis i puścił. Harry przewrócił się na ziemię i stuknął czołem o lustro. Dwa telefony poleciały naprzeciwko ściany z metalowym hukiem.

- Ał - powiedział Harry. - Nie rzucaj mną tak po prostu.

- Co teraz robimy? - powiedział Louis.

- To boli - odpowiedział Harry. Podniósł głowę wyżej do lustra i pomasował swoje czoło.

- Halo? - powiedział Louis do głośnika.


17:40
- Cóż, może oni mogą nas usłyszeć, ale my ich nie - powiedział Harry - Są pewnie w drodze.

- Sh - powiedział Louis - Co to było?

Obydwoje stanęli jak wryci. Powietrze z klimatyzacji brzęczało.

Ramiona Louisa opadły. - Nie. Sprawdź swój telefon jeszcze raz. Możemy mamy teraz zasięg?

- Jeśli oni mogą nas ułyszeć, ale my ich nie - zaczął Harry - powinniśmy mówić mnóstwo rzeczy.

- Jak myślisz, ile jest tutaj tlenu? - spytał Louis.

- Tlenu? Nie jesteśmy w zamkniętej przestrzeni, Lou. Tutaj wszędzie jest tlen.

Louis walnął w drzwi. - Halo, halo, halo, pomocy.

Harry patrzył przed chwilę, po czym dołączył do uderzenia i jęczenia.


17:45
Harry osunął się na podłogę. Wziął swój telefon i obrócił nim, poczekał, po czym znowu obrócił. Nadal zero zasięgu.

Wziął telefon Louisa, bawiąc się naciskiem od wyłączania, obrócił nim, poczekał, po czym znowu obrócił. Louis trzymał ręce naprzeciwko drzwi i twarz naprzeciwko szpary w drzwiach. - Halo! - krzyknął. - Pomocy! Utknęliśmy! Halo!

- Lou - powiedział Harry - Louis. Nie masz klaustrofobii, prawda?

Louis odwrócił się i spojrzał na Harry’ego. - Nie - powiedział. Nacisnął POMOC pięć razy pod rząd. - Jak myślisz ile im to zajmie?

Harry wzruszył ramionami. - Dziesięć minut?


17:55
- Minęło dziesięć minut?

Harry wzruszył ramionami. - Może zajmie im to piętnaście?

Louis spojrzał na swój telefon. - 17:55 - powiedział - gdzie reszta? Kiedy wrócą? Kiedy zauważą, że nas tam nie ma? Gdzie mieliśmy się spotkać, aby pójść na obiad?

- Obiad - powiedział Harry.

- Co jeśli nie znajdą nas do końca obiadu? Masz coś do jedzenia przy sobie?


18:00
Harry opróżnił swoje kieszenie - jeden telefon, jedna karta do pokoju, jeden zgnieciony bilet do Alligator World, jedna struna, jedno pudełeczko z tik-takami (liczba tik-taków: trzy), jedna mała plastikowa tubka zdarta ze sznurowadła.

Louis gapił się na tik-taki. - Będziemy musieli losować kto dostanie trzeciego - powiedział.

- Nie, możemy się nim podzielić. - Harry wziął małego tik-taka, ostrożnie umieszczając go pomiędzy przednimi zębami i ugryzł. Tik-tak podzielił się na około siedemnaście części. Harry parsknął. Louis wydał z siebie nagły chichot.

- Okej, okej - powiedział Harry, oprócz tego, że nie wyszło to zupełnie tak, ponieważ starał się zebrać tik-taka w kupkę jego językiem. Słowa zabrzmiały bardziej jak “o-eh, o-eh”. A następnie “ucho”, czym tak naprawdę było “tutaj”* i znaczyło “chodź i weź swoją część tik-taka”.

Louis patrzył na białe okruchy, które były oblepione na czubku języka Harry’ego.

- Huh - powiedział Harry, pokazując Louisowi język.

- Nie - Louis stroił miny - Obrzydliwość.

Harry zgarnął język i polizał swoje usta. - Powinieneś się za tym uganiać - powiedział - To było jak główne wyżywienie.

Louis spojrzał na usta Harry’ego. - Jesteś psychiczny - powiedział.


18:05
Louis opróżnił swoje kieszenie - jeden telefon, jedna karta do pokoju, jeden czarny guzik (z czterema dziurkami), jeden mały łańcuch, jedna gumka od ołówka, plik dolarów.

Louis patrzył się ponuro na łupy. - Nawet żadnego żelka.


18:15
- Halo? Halo! Pomocy! Pomocy, pomocy, pomocy! - jęczał Louis przez szparę w drzwiach. Odwrócił się do Harry’ego. - Mamy coś płaskiego? Coś, co moglibyśmy przecisnąć przez tą lukę?

- Dlaczego?

- Po prostu, żeby zobaczyć. Wywrzeć nacisk czy coś. Dać znak. - Louis okopywał swoją kieszeń, ale te same sześć rzeczy wyszło na wierzch. Obrócił kartą od pokoju w rękach. Następnie umieścił ją w otworze. Poruszał nią w górę i w dół.

Harry patrzył.

Louis potrząsnął kartą. - To bezsensowne - powiedział.

- Mógłbyś pomyśleć, że mogłaby tu być kamera - powiedział Harry.

- Oh kurwa - powiedział Louis - zgubiłem kartę.


18:20
Harry usiadł na podłodze, w rogu naprzeciwko panelu. Podciągnął kolana i położył swój telefon naprzeciw ud.

- Jak dużo czasu minęło? - spytał Louis.

- Nie wiem. Pół godziny?

- Nie - powiedział Louis i spojrzał na swój własny telefon - Generalnie minęła godzina. Godzina.

Harry skupił się na wyświetlaczu. Jego kciuk przebił się szybko przez klucz.

- Gdzie są fani, gdy ich potrzebujesz? - powiedział Louis. Umieścił swoją głową naprzeciwko otworu. - Fani! Hej, fani! Przyjdźcie i nas uratujcie! - czekał. Nic. Odwrócił się. - To naprawdę długo. - osunął się na podłogę obok Harry’ego. - W co grasz? - spytał.


18:25
- Raz, dwa, trzy, start.

Obydwoje puknęli w ekrany, aby zacząć grę. Harry trzymał swój telefon pochylony na kolanach. Louis usiadł z lewą nogą w górze i prawą luźno zwisającą na kolanie Harry’ego; jego język był w lewym kąciku ust, gdy jego palce przesuwały się po ekranie.

Ting ting ting, brzmiała elektroniczna muzyka.


18:35
- Dobrze, jak dużo masz?

Harry spojrzał na wyświetlacz. - Pięć tysięcy trzysta dwadzieścia.

Louis zarechotał. - Słabo. Ja mam siedem tysięcy sto pięć.

- Siedem tysięcy co? To chore, stary. Pokaż mi. - Harry pochylił się nad Louisem i puknął w ekran, po czym powiedział:

- Whooops.

- Ty kutasie. - Harry okładał prawe nad ramię Louisa dwoma pięściami. Telefon spadł na ziemię. - Oszukiwałeś.

- Nieprawda - zachichotał Louis i opadł na bok. Harry cały czas go okładał; Louis kopnął powietrze i odpierał uderzenia; Harry opadł na Louisa i zaklinował jego lewą rękę; Louis kontynuował swoje ciosy drugą ręką; Harry prychnął; Louis mrugnął na twarz Harry’ego; Harry wypuścił jego rękę i wylądował płasko na plecach.

18:40
- Rewanż? - spytał Harry.

18:50
- Jak dużo masz?

- Pokaż mi swój ekran pierwszy.

Louis zachichotał. - Nie, pokaż mi swój - Louis zgarnął telefon Harry’ego.

Ale Harry wyszarpnął mu go i schował za plecami.

Louis chwycił telefon poprzez otoczenie ciała Harry’ego przez swoje ręce.

Harry wykręcił obie ręce, przenosząc telefon z ręki do ręki i przetaczając się na bok zostaje złapany za biodra przez Louisa, kładzie się na brzuchu i układa telefon pod nim wypuszczając z siebie oddech, gdy Louis siada okrakiem na jego plecach, następnie na udach, po czym rzuca się w dół na całą długość Harry’ego i kładzie ręce pod talią Harry’ego.

- Nie - sapie Harry - tylko nie łaskotanie. Przestań.

Louis zakręcił palcami i pełzał nimi wzdłuż koszulki Harry’ego.

Z ust Harry’ego wybuchł chichot. - Nie, zejdź ze mnie. Nie.

Louis ścisnął biodra Harry’ego.


18:54
- Myślę, że ekran się stłukł - powiedział Harry i spojrzał na swój telefon.

- Czy ta gra zżera dużo baterii? - spytał Louis. Odchylał swój własny telefon tam i z powrotem.

- Cóż, w takim razie ją wyłącz.

- Włączanie i wyłączanie zabiera jej więcej niż po prostu pozostawienie.

- Cóż, w takim razie ją zostaw.


19:00
- Ekran nie do końca się stłukł - powiedział Harry - Mam na myśli, był już wcześniej stłuczony. Upuściłem go wcześniejszego dnia. W ubikacji, na kafelki.

Louis zmrużył oczy na widok ekranu Harry’ego. - Dziewiętnasta - powiedział - Dziewiętnasta! To coś jak dwie godziny! - podskoczył i zaatakował przycisk POMOC z dwoma wskazującymi palcami, przemieniając je. Przekręcił szyję i tors przykładając twarz bliżej głośnika - Halo? Czy ktoś tam jest? Utknęliśmy w tej windzie! Haaaaaalooooo!


19:05
- O której jest obiad?

- Skąd mam wiedzieć? Ósmej?

- W takim razie ludzie nie przegapią nas?

- Na pewno.

- Dlaczego ludzie przegapiają nas teraz?

- Nie powiedziałeś czasem, że… - zaczął Harry.

- Co? O Boże… - powiedział Louis. Lewą ręką złapał się gwałtownie za tył szyi. - Co powiedziałem?

- Nie powiedziałeś czasem, że… - głos Harry’ego był niepewny -…zamierzasz mieć wcześniejszą noc i nie chcesz, żeby ci przeszkadzano? I potem…

- I wtedy byłeś jak, yeah, dla mnie to brzmi dobrze - Louis złapał się za lewy policzek.

Harry przechylił się do tyłu. Jego głowa opadła z hukiem o ścianę. - Myślą, że poszliśmy do łóżka.

- Nie bądź głupi. Nikt nie chodzi do łóżka o piątej.

- Zayn czasami tak.

- Zayn! - zaryczał Louis i machnął swoją lewą ręką bezradnie. Ponownie pochylił się nad głośnikiem.

- Zayn! Ty głupi gnojku. Wyciągnij nas stąd!

- Jestem celebrytą - powiedział Harry - zabierz nas stąd. - Odwrócił się na bok śmiejąc się.

Louis patrzył się na niego przez kilka sekund, po czym sam lekko się zaśmiał.

Jego telefon leżący plackiem w rogu wyemitował jęk eeeee.

Louis popędził na kolanach i chwycił go. - Kurwa - powiedział - bateria padła.

19:12
- To nie ma znaczenia - powiedział Harry - Nie możemy do nikogo zadzwonić.

Louis kontynuował potrząsanie telefonem w górę i w dół.

- Lou - powiedział Harry. Położył swoją rękę na kolanie Louisa. - to nie jest pusta butelka szamponu.

- Co? - Louis zaprzestał potrząsanie.

- Butelka szamponu. Wiesz, kiedy starasz się uzyskać ostatnią krople?

- Potrząsasz butelką? Harry, musisz ją ścisnąć.

- Ścisnąć butelkę?

- Tak, odwrócić do góry nogami i ścisnąć na końcu. Jeśli potrząśniesz… Postrząsanie jest dla soku pomarańczowego.

- Potrząsanie - powiedział wolno Harry - To nie jest jak rzecz Jamesa Bonda? Wstrząsać, nie mieszać?

- Wstrząśnięte, nie mieszane - powiedział Louis - Wstrząśnięte! Nie mieszane!

- Pamiętasz ten hotel, w którym to było? Meksyk? Nie, Nashville. To było Nashville. Z, wiesz, szklaną windą.

- Oh, taak - westchnął Louis - Dlaczego każdy hotel nie może mieć szklanej windy?


19:16
Harry usiadł w rogu, kołysząc telefonem naprzeciwko kolan.

Louis opadł obok niego, prawie poziomo na podłodze, lewą nogę trzymając wyciągniętą i stopą rytmicznie stukając w drzwi, a prawe kolano umieszczając naprzeciwko nogi Harry’ego.

Harry wybrał numer Zayna. Wybrał numer Liama. Następnie wybrał numer Nialla, ochroniarza Paula, jego mamy, Liama mamy oraz numer studia tatuażu Kevina Paula w Derby.

Ekran uporczywie pokazywał zero kresek.

- Myślisz, że było coś krętackiego w tym facecie? - spytał nagle Louis - Myślisz, że to było celowe? Jak uprowadzenie?

Harry okręcił się, aby spojrzeć na Louisa. - Chcesz tik-taka?


19:20
- Nie powinniśmy ich zatrzymać na później?

- Nie będziemy tu aż tak długo - powiedział Harry - Którą chcesz? - nadstawił pięści.

- Hm - Louis patrzył od lewej do prawej. Następnie pacnął lewą rękę Harry’ego.

- Okej, otwórz buzię.

- Otwórz rękę.

- Nie, otwórz buzię.

Louis uśmiechnął się do Harry’ego i otworzył szeroko buzię.

- Kto będzie miał dłużej - powiedział Harry. Wcisnął tik-taka w jego buzię i docisnął lewą dłoń do ust Louisa. Szatyn wytknął język i złowił tik-taka z miejsca, w którym tkwiła skóra Harry’ego. Tik-tak smakował miętą i potem.


19:23
- Nadal masz swojego?

- Yeah.

- Pokaż - powiedział Harry.

Louis wytknął język. Harry lustrował drobinkę białego.

- Gdzie twój? - spytał Louis.

- W mojej buzi.

Louis spojrzał na Harry’ego. Potarł swój rękaw i następnie, bez ostrzeżenia, skoczył, chwycił podbródek Harry’ego i zmusił go do otworzenia buzi. Harry zacisnął usta; Louis pracował swoim palcem wskazującym pomiędzy nimi. Harry parsknął, a Louis powiedział - Nie ma go tutaj, ty kłamco. Wygrałem.


19:25
- Co z wodą? - powiedział Louis - Nie mamy niczego do picia.

- Będziemy pić własne siki - powiedział mrocznie Harry.

- Nie mów tak - powiedział Louis i usiadł wyprostowany - Naprawdę muszę zrobić siusiu.

- Nie - powiedział Harry.

- Nie, naprawdę muszę.

- To nie dlatego, że to powiedziałem?

- Naprawdę muszę iść. - Louis podskoczył i zaczął wiercić się wokół kabiny. - To straszne.

- Jeśli mielibyśmy butelkę… - zaczął Harry, ale Louis jęknął.

- Ale nie mamy butelki! - podskakiwał w górę i w dół. Wagon lekko się kołysał. Położył rękę w luce pomiędzy drzwiami. - Zastanawiam się czy mógłbym się tu wysiusiać.

- Tu mogą być przewody? Mógłbyś się porazić prądem.

- Nie bądź głupi, Harry. - Louis wepchnął swoją rękę głęboko do kieszeni. Kieszeń napięła się przy szwach. Zrobił mały ruch w stylu kangurzego skoku.

- Tańczysz - powiedział Harry.

- Jak długo już minęło? - spytał Louis.

Harry plątał swoimi nogami. Wsunął telefon do kieszeni.

- Nie martw się, zostaniemy uratowani. Jak nie dzisiaj to jutro.

- Jutro? - głos Louisa skrzeknął w przemęczeniu - To musi być dzisiaj. To nie może być jeden dzień i kolejny.

- Hej, to brzmi jak nasza piosenka - powiedział Harry i zakołysał biodrami.

- To było jak godziny.

Harry zaczął mruczeć melodie, podnosząc ręce w stylu flamenco, krocząc w miejscu.

Louis skrzyżował nogi.

- Jeden dzień i nie kolejny - mruczał Harry. Rzucił się w piruecie tak dynamicznie, że stracił równowagę i upadł na Louisa, odsunął się do tyłu, potrząsnął głową i zaczął się śmiać.


19:30
Harry i Louis śpiewali “One way Or another” do siebie. Harry przeciągnął swoje ramiona w górę i w dół, w stylu tłoczka. “I’m gonna getcha, getcha, getcha, getcha”. Louis zrobił ruch swoimi łokciami w stylu odpływającej kaczki, po czym zaczął wysoko kopać na prawo i lewo. Harry naśladował żołnierzy. Ich buty stukały w ścianę. Louis zmienił tekst “Jednego dnia, nie kolejnego, znajdą nas, wydostaną nas, wydostaną nas, wydostaną nas, wydostaną nas” “Stąd” - dokończył Harry i potrząsnął głową jak wiatrak.

Zabrzmiał musujący dźwięk, światła migotały, nie zauważyli nic, a następnie światła zupełnie padły.

Winda pogrążyła się w ciemności.

Louis krzyczał i dotykał wszystkiego, żeby znaleźć Harry’ego.

Harry stracił równowagę. Jedynym dźwiękiem były ostre oddechy, wydobywające się z dwóch buzi.

- Co to było? - syknął Louis.

- Nie wiem - powiedział Harry. Wypuścił z siebie szorstki kaszel.

Brali wdechy i wydechy. Czerń cisnęła w ich otwarte oczy.

- Kurwa - powiedział Louis.


19:35
To był mały dźwięk: Louis - Czy twój telefon nadal działa?

Tarcie materiały o materiał. Harry poklepał się po kieszeni.

Telefon zaświecił się tępo w ciemności. Upiorny blask oświetlił twarz Harry’ego.

Harry podniósł telefon i obrócił nim dookoła windy. Nikłym, zamglonym wzrokiem znalazł panel z rzędem przycisków, naciskami POMOC oraz DRZWI, metal na ścianach, lustro za nim, pulpit na suficie, lukę w drzwiach, porzucony telefon Louisa w kącie, kolano Louisa (trzęsące się), drugie kolano Louisa (skaczące w górę i w dół), twarz Louisa (jasne oczy, podniesione brwi, usta złączone w zdeterminowanym uśmiechu).

- Wszystko dobrze, wiesz - powiedział Harry.

- Wiem - powiedział Louis, promiennym głosem.

- Może starają się nas uratować. I musieli przeciąć kilka przewodów czy coś.

- Yeah - powiedział Louis.

19:40
Przykucnęli w kącie, naprzeciwko panelu. Harry osunął się lekko. Louis usiadł prosto, więc Harry mógł położyć głowę na jego ramieniu. Loczek położył telefon na kolanach. Louis trzymał rękę na nodze Harry’ego, blisko telefonu.

Komórka przeszła w tryb uśpienia. Ponownie pochłonęła ich ciemność.

Ręka Harry’ego drgnęła, ale Louis powiedział - Zostaw to. Prawdopodobnie powinniśmy oszczędzać energię. Oraz nadal muszę siusiu.

- Nie naprawdę?

- Gorzej niż kiedykolwiek - powiedział Louis.

- Będzie dobrze - zaczął Harry - Po prostu o tym nie myśl. Nie myśl o… - zatrzymał się -…wodospadzie. - zaczął się głośno, niekontrolowanie śmiać.

- Harry, ty palancie - powiedział Louis - Zamierzam się osiusiać przez ciebie.

- Wiesz co jest dobre w chęci siusiu? - spytał Harry i przestał się na chwilę śmiać.

- Nie, co?

- Wiesz, jak budzisz się czasami rano? I naprawdę musisz iść siusiu? Ale nie możesz. Ponieważ…

- Oh, nie - powiedział Louis.

- Ponieważ masz…

- Poranną erekcje! - powiedział Louis, w tym samym czasie jak Harry powiedział - Wzwód!

- Ponieważ, mógłbyś totalnie…

- Harry, nie pomagasz.

Ale Harry śmiał się tak mocno, że teraz jego stopy uderzały w rozbawieniu o podłogę. - Nie, naprawdę, to mogłoby całkowicie pomóc. Wszystko co musisz zrobić to…

Louis ponownie czknął.

- Mógłbym pomóc - powiedział Harry - Mogę pożyczyć pomocną dłoń. - wybuchnął na nowo. - Pomocna dłoń? Złapałeś?

Czkawka Louisa zmieniła się w fuknięcie i chichot.

Harry potrząsnął głową w ubawie. - Pomocna dłoń - powtórzył bez tchu. - Jak to. - W ciemności dłoń Harry’ego obmacywała Louisa, ślizgając się w górę jego nogi, odnajdując jego krocze, wykonując jedno pociągnięcie wzdłuż jego szerokości i rzucając się ponownie.

- Hej - skomlał Louis. Harry potrząsał ze śmiechem naprzeciwko ramienia Louisa, śmiejąc się tak głośno, że skończyło się kaszlem.

- Ty fiucie - powiedział Louis - jesteś absolutnie… - zatrzymał się.

- Cóż, czy to zadziałało? - powiedział Harry, kiedy przestał się śmiać wystarczająco, żeby mówić - Ah, marzę o tym, żeby widzieć twoją twarz, stary. - Rozbrzmiał dźwięk Harry’ego klepiącego podłogę. - Gdzie mój telefon?

Po chwili, Louis powiedział cienkim, wysokim głosem - To zadziałało. Tak tylko mówię.

Harry zaprzestał klepania. - Nie ma opcji.

- Tak, jest. Ty kutasie. Odruchowa reakcja. Czy coś.

Harry zachichotał, potem przestał i zakaszlał. - Racja - powiedział - Dobrze.

Przysunęli się do siebie w ciemności.


19:50
- Wiesz, ja też mam, teraz.

- Daj spokój, nie wierzę ci. Robisz siusiu.

- Nie robię. Spójrz. Nie, nie możesz spojrzeć. Tutaj, poczuj.

- Ja nie… - zaczął Louis, ale dłoń Harry’ego poszukała jego, ciągnąc do swoich nóg i przesuwając na krocze.

- Widzisz? - powiedział Harry. Jego oddech uwiązł na “ssszz”

- Okej - powiedział Louis. Jego głos załamał się na “eej”


19:52
Louis ścisnął.

Harry dyszał i śmiał się.


19:53
Louis ponownie ścisnął.

Harry przestał się śmiać.


19:53:07
Louis ścisnął jeszcze raz.

- Okej, okej - powiedział Harry, a jego głos był napięty - Przestań teraz.

Louis nie przestał.

Oddech Harry’ego brzmiał jakby nadymał policzki, jego usta były ściśnięte razem, a jego nozdrza buzowały z kłopotem.

Louis wygiął palce i sunął w dół po jednej stronie erekcji Harry’ego, przez dżins, wskazujący palec trzymając po prawej, środkowy po lewej, kciuk pod spodem.

- Serio, Louis, miałem to na myśli. Musisz przestać.

- Dlaczego? - Louis przeniósł swoją głowę bliżej miejsca, w którym przypuszczał, że jest ucho Harry’ego. - Ponieważ… - obniżył swój głos -…zamierzasz dojść?

Harry drgnął.

- Cóż, w takim razie, może lepiej… - mamrotał Louis. Wspiął się przez Harry’ego siadając na jego udach okrakiem, grzebał przy sprzączce od paska i zamku, ciągnąc za niego i dżins, wkładając rękę i biorąc w nią kutasa Harry’ego przez szczelinę w bokserkach.

Harry wydał z siebie zaskoczone tchnienie.

Naga pięść Louisa zacisnęła się naokoło zwilżonego kutasa Harry’ego.

Jeśli Harry miałby zamknięte oczy, to nie byłoby różnicy. Fuknięcie z oddechem wymknęło się z jego zamkniętych ust.

Louis wzmocnił się z jedną ręką naprzeciwko biodra Harry’ego, drugą dając kolejny skoncentrowany uścisk i przesunięcie po jego kutasie.

Harry dyszał z otwartą buzią, oddychając szybko w ciemną przestrzeń i doszedł.

Jego głowa wydała głuchy odgłos uderzając w ścianę.

Nastąpiła cisza. Louis prześlizgnął swoją rękę do klatki Harry’ego.

Jego oddech był gruby i ciężki.

- Mogę wyczuć twoje serce - powiedział Louis.

Głos Harry’ego zadrżał. - Ty głupi dupku. Ostrzegałem cię.

- Marzę o tym, żebym mógł widzieć twoją twarz - powiedział Louis i zachichotał krótko.

- Czy wszystko poszło na twoją rękę?

- Nie, tylko trochę. Reszta jest na twojej koszulce.

- Oh nie, nie naprawdę - Harry dotknął ręką swojego brzucha - Teraz mam to na swojej ręce.

- Musimy to czymś zmyć.

- Czym? Nie mamy żadnych chusteczek.

- Możemy użyć… - zatrzymał się - Możemy użyć twojego szala.

- Mojego szala?

- Yeah. - Louis był już w trakcie rozwiązywania go, plącząc końcówką we włosach Harry’ego. - To nie jest zbyt dobrze wchłaniające, ale nieważne. - Zgniótł szal i musnął nim koszulkę Harry’ego, czyszcząc również swoją własną rękę.

Harry wziął wdech i wydech. - Jestem wykończony - powiedział.

Louis zaprzestał wycierania. Wyczuł podbródek Harry’ego, dopasowując swoją lewą rękę dookoła szczęki chłopaka i ściskał jego policzki dopóki nie nabrzmiały przy jego ustach. - Jesteś taki słodki, kiedy właśnie doszedłeś - powiedział i pochylił się do przodu, po czym obsadził pełny pocałunek na buzi Harry’ego.

- Oi - powiedział Harry - Za co to było?

- Za nic - powiedział Louis.

Harry był cicho. Po chwili powiedział - W takim razie co z tobą?

- Co ze mną? - Głos Louisa pisnął przy “ąą”

Harry, szybko jak mysz, wyrzucił swoją prawą rękę. Wylądowała gdzieś na torsie Louisa, ale Harry zsunął ją w dół przez jego pasek prosto na krocze. - Nadal nie potrzebujesz pójść siusiu - uśmiechnął się szeroko.

- Ty nie…- zaczął Louis, ale - Ja tak - powiedział Harry i rozpiął zamek Louisa - Myślę, że ja tak. - Pociągnął za zapięcie, borykając się z dżinsami, a ręce Louisa były już w drodze, gdy kutas Harry’ego buchnął mu ręce.

Wahał się przez chwilę. Zaraz owinął palce dookoła niego. Skóra była gładka i gorąca.

Louis wydał z siebie zduszony dźwięk.

- Właśnie tak? - spytał Harry, chrapliwym głosem. Przekręcał pięścią w górę i w dół penisa Louisa, trochę niezręcznie, gubiąc rytm przy kolejnych ruchach, ale to nie miało znaczenia, bo Louis nic nie mówił, jedynie jęczał przez zęby, gdy jego uda drżały naprzeciwko nóg Harry’ego.

Harry pociągnął lekko napletek Louisa w dół przy kolejnym ruchu; czuł jak chłopak się wije.

- Oh - powiedział Louis. Jego ręka drapała uda Harry’ego.

Harry obciągał i pociągał. Jego rytm był rozbity; prawą ręką trzymał ślizgającą się, a lewą pomagał sobie, po czym jego kciuk prześlizgnął się pod jądra Louisa.

Louis jęknął, jakby w bólu. Jego palce zakopały się w skórze Harry’ego, a podbrzusze pulsowało pod kłykciami chłopaka.

Harry starał się kontynuować.

- Nie - wymamrotał Louis - przestań. Przestań.

Harry przestał.

Oddech Louisa można było usłyszeć w całej przestrzeni.

- Doszedłeś? - spytał Harry.

Louis gwałtownie osunął się - Tak. Kurwa, tak.

- Nie byłem pewien - powiedział Harry - Gdzie to zniknęło? - Ruszył ręką. - Oh - zarechotał.

- Co?

- Mam to na szyi. Wystrzeliłeś swoim ładunkiem na moją szyję, stary.

- Nie mam mowy.

- Tutaj. - Harry ścisnął rękę Louisa i przesunął jego palcem po skórze pomiędzy kołnierzem a gardłem, w wilgotnym rozlewisku nad obojczykami i zaśmiał się, po czym Louis zrobił to samo i ponownie pocałował Harry’ego, tym razem z języczkiem.

Światło trzasnęło i zamigotało.

Louis i Harry mieli zamknięte oczy i nie zareagowali.

Winda zakołysała się. Zęby Louisa stuknęły w Harry’ego.

- Kurwa - jęknął Louis i złapał Harry’ego za ramię.

Ich oczy się otworzyły. Światło trzasnęło i pojawiło się w ataku.

- Co do… - powiedział Harry.

Słychać było stukanie i głosy, dużo głosów, po drugiej stronie drzwi. Amerykańskie głosy. - Chłopcy? Jesteś tam? Wszystko okej?

Louis spojrzał na Harry’ego szeroko otwartymi oczami. Zamrugali i zarumienili się, nagle dostrzegając się.

- Chłopcy? Louis? Harry?

- Kurwa - wymamrotał Louis i zgarnął szalik, czyszcząc gorączkowo szyję Harry’ego i zasuwając jego zamek. Harry usiłował usiąść prosto; przejechał ręką przez włosy.

- Chłopcy? Wszystko jest tam dobrze? Będziecie na zewnątrz za minutę. - Coś zabrzmiało jak piłowanie wydając głośny skowyt.

- Yeah - powiedział Louis.

- Jest okej! - krzyknął Harry.

Spojrzeli na siebie.

- Nie mogli jeszcze trochę poczekać? - powiedział Louis - Ten czas jest nieodpowiedni.

- Smakujesz tik-takiem - powiedział Harry.

Louis przekrzywił głowę. - Wiesz - zaczął - Pamiętasz jak upuściłem moją kartę w dół windy. Kartę do mojego pokoju.

Musieli teraz krzyczeć przez brzęczenie maszyny.

- Możesz zatrzymać się u mnie - powiedział szybko Harry - Mam… duże łóżko.

Louis zbliżył swoją twarz bliżej Harry’ego. - Nie potrzebujemy dużego łóżka - odsunął się patrząc jak Harry mocno się rumieni, ponownie pochylając się do przodu - Ale następnym razem - zaczął - zostawmy zapalone światła.

- Dlaczego? - spytał Harry.

Słychać było głośny odgłos, po czym metalowe narzędzie wcisnęło się pomiędzy drzwi, w lukę. Rozniósł się powiew kurzu. Harry zakaszlał.

- Ponieważ następnym razem - zaczął Louis - następnym razem chcę widzieć twoją twarz.


20:15
Drzwi gwałtownie się otworzyły. Rażące, białe światło wtargnęło w środek windy oślepiając ich i rzucając cień na każdy zakamarek i szczelinę ostatnich trzech godzin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz