22
Kiedy Louis się obudził, nie wiedział, co się dzieje. Było mu gorąco na całym ciele, ale koc już dłużej go nie okrywał. Nie wiedział, skąd to ciepło się brało, ale rozprzestrzeniało się ono przez jego żyły i w górę kręgosłupa, a gdy otworzył oczy, zobaczył loki pomiędzy swoimi nogami i nagłe jęknięcie, łamiące się i niskie - tak różne od jego zwyczajowego wysokiego skomlenia i krzyków - wyrwało się z jego ciała.
Harry zamruczał wokół jego penisa i Louis poruszył się niespokojnie. Jedynym powodem, dla którego obciągał starszemu chłopakowi, było to, że obudziło go ciche pojękiwanie oraz kręcące się obok niego ciało i kiedy otworzył oczy, penis Louisa tworzył pod pościelą namiot, a sam zainteresowany pokryty był warstwą potu, przez co Harry poczuł się źle. Więc ściągnął nakrycie z opalonego, spoconego ciała Louisa, rozplątał ich kończyny i delikatnie wśliznął się pomiędzy jego rozchylone nogi. Wciął twardego penisa w usta, ssąc go lekko, gdy tamten spał, i Harry zastanowił się, czy dałby radę doprowadzić Louisa do orgazmu bez wcześniejszego obudzenia go. Wiedział, że prawdopodobnie nie, ale warto było spróbować.
Louis ścisnął pościel i w tym momencie Harry zauważył, że chłopak nie spał. Zassał główkę jego penisa, potarł szczelinę i już poruszył się, żeby wypuścić go na chwilkę w ust w celu powiedzenia dzień dobry, ale Louis warknął, gdy tylko chłopak zaczął się wycofywać, a drobne ręce zacisnęły się w jego włosach i zmusiły do powtórnego obniżenia głowy. Harry zakrztusił się i obryzgał śliną, łzy stanęły mu w oczach, gdy penis Louisa został mu siłą wepchnięty do gardła, które zaczęło palić… chłopak to kochał. I Louis przez moment czuł, jak gdyby powinno mu być przykro, że jego całuśnik powstrzymywał łzy i wyglądał, jakby odczuwał ból, co wstrząsnęło jego sercem, ale zaraz potem wypełniła go adrenalina i uzmysłowił sobie, jak bardzo to lubił - jak Harry wyglądał z penisem w buzi, jak śliczne były jego wielkie zielone oczy, kiedy stawały się czerwone od łez.
Ale Harry także pojękiwał przy jego penisie, więc musiało mu się podobać, prawda? Gdyby było inaczej, nie wydawałby takich odgłosów. I boże, Louis miał rację, ponieważ Harry absolutnie o to błagał, biorąc penisa Louisa najgłębiej, jak mógł, rozluźniając gardło i skomląc, kiedy Louis eksperymentalnie pociągnął za jego włosy. Starszy chłopak stracił panowanie, gdy Harry wbił paznokcie w jego uda, dochodząc mocno w jego gardle, co Harry połykał bez problemu i pozwolił, aby mięknący penis opuścił jego usta.
Po wszystkim Harry rozluźnił się na łóżku, cmokając Louisa w usta i mrucząc „Co w ciebie wstąpiło?”, a jego głos był szorstki i bardzo wypieprzony i Louis zdecydował, że to także mu się podobało.
- Ładnie wyglądałeś - było całą jego odpowiedzią.
Harry nic nie powiedział, ale i tak go pocałował, no bo kurwa.
***
Louis popijał swoją herbatę, kiedy jego oczy rozbłysły i odstawił kubek z sapnięciem.
- Harry? - zapytał.
- Hmm, kochanie? - odpowiedział Harry i nie poświęcał tak wiele uwagi temu, co rozpraszało drugiego chłopaka, po prostu patrzył… patrzył na jego wysokie kości policzkowe, eleganckie brwi, guzikowaty nos i miłe, niebieskie oczy.
- Co się dzieje na dworze? - zapytał Louis i jego oczy rozszerzyły się nawet bardziej, więc Harry oderwał wzrok od ślicznej twarzy swojego chłopaka i wtedy zauważył śnieg.
- Oh - odparł, ponieważ zdał sobie sprawę z tego, że Louis nigdy wcześniej nie widział śniegu. W Nibylandii zawsze było słonecznie, jasno i pięknie, poza okazjonalnymi burzami z piorunami, które przechodziły po kilku minutach. - To jest śnieg.
- Co to jest śnieg? - zdziwił się Louis głośno. Użył powoli słowa „śnieg”, pozwalając jego obcości stoczyć się ze swego języka.
- Pokaże ci - mruknął Harry i nakazał Louisowi dokończyć herbatę, kończąc także swoją własną. Zostawiając pieniądze na stoliku, obaj wstali i ręka w rękę wyszli z małej kafejki w Holmes Chapel na dziedziniec tuż przed nią. Śnieg właśnie zaczynał przylepiać się do ziemi i Louis uśmiechnął się szeroko na ten widok.
- Jakie to ładne - wyszeptał i Harry zastanowił się, jak to jest widzieć śnieg po raz pierwszy. Dorastając w Anglii był przyzwyczajony do tego widoku.
- Prawda? - Wziął rękę Louisa i wystawił ją spodem do góry, pozwalając małym, zawiłym śnieżynkom na nią opaść. Louis przestudiował je uważnie i uśmiechnął z powodu ich ładnych kształtów.
- Śnieg to właściwie tylko zamarznięty deszcz. Kiedy jest wystarczająco zimno, deszcz zamarza w chmurach, dzięki czemu właśnie tak wygląda, gdy spada na ziemię.
- Oh - wypuścił z siebie Louis i jego policzki zarumieniły się na tle kasztanowej czapki, którą pożyczył, a czubek jego nosa stał się jasnoczerwony i Harry pomyślał, że chłopak wyglądał absolutnie uroczo. Ucałował lekko czubek jego guzikowatego nosa i ponownie wziął go za rękę, zaprowadzając na ławkę pod markizą, gdzie mogli być poza zasięgiem śniegu. Było zimno, ale ich płaszcze były ciepłe i puszyste, i chłopcy przycisnęli się jeden do drugiego. - Chcę to zjeść - powiedział Louis dumnie i wiedział, że nie zrobiłby tego, dopóki nie usłyszałby, że to okej, ale zaskoczył go chichot Harry’ego.
- Możesz, kochany! Śnieg powstaje z wody. Możesz go zjeść… jest po prostu trochę zimny.
- Yay! - wykrzyknął Louis i wybieg na ledwo zgromadzony śnieg, rozkładając ramiona i odchylając głowę do tyłu, by złapać śnieg na język. Harry uśmiechnął się jak idiota, ponieważ Louis naprawdę był przeuroczy, i pokazał chłopakowi gestem, by ten do niego wrócił, i Louis natychmiast przytruchtał, dzięki czemu Harry mógł przyciągnąć go do siebie za poły jego płaszcza i pocałować powoli.
- Kurwa, kocham cię - wymamrotał.
- Ja ciebie też, Haz - odpowiedział Louis i jak zwykle był wesoły. Usiadł z powrotem przy swoim całuśniku, a chociaż wciąż był zahipnotyzowany spadającym śniegiem, zerknął na lewo, kiedy pojawili się tam ludzie, którzy opuszczali kafejkę, całując się w policzki i mrucząc coś o „wesołych świętach”. - Co to znaczy? - zdziwił się.
Oh, pomyślał Harry.
- No cóż… - zaczął, ale nie wiedział, z której strony podejść temat. Mógł mu powiedzieć, że to czas zabawy i prezentów, ale zdecydował już wcześniej, że przestanie wykazywać się niekompetencją. Nie miał niczego do ukrycia przed Louisem, a Louis potrafił wszystko znieść. W końcu był najdzielniejszym chłopcem. - Cóż - spróbował jeszcze raz - niektórzy ludzie obchodzą dzień… a nazywamy go świętem, co oznacza, że jest, eee, wyjątkowy… zwany Bożym Narodzeniem, na cześć narodzin człowieka o imieniu Jezus. To dosyć długa historia. - Doszedł do wniosku, że religia nie była taka ważna i było mnóstwo czasu, by wyjaśnić mu to później. - Lecz ludzie, um, zrobili z tego dzień, albo raczej okres, gdy wręczają sobie nawzajem różne rzeczy, a to wszystko tak naprawdę jest po to, by być szczęśliwym. Zapalamy lampki i dajemy prezenty. To czas piękna i radości, i, eee… - Harry ucichł, ponieważ nie miał pojęcia, dokąd zmierzał ze swoim wyjaśnieniem.
Louis myślał nad tym przez chwilę, jego niebieskie oczy błyszczały od śnieżynki, która przykleiła mu się rzęs, a oddech tworzył małe obłoczki w powietrzu przy twarzy Harry’ego.
- Podoba mi się - powiedział w końcu. - To miłe. Uszczęśliwianie ludzi jest dobre. - Pociągnął za oba końce wydzierganego na drutach szalika Harry’ego i upewnił się, że chłopak będzie miły i bliski. Ujął jego twarz w ubrane w (pożyczone) rękawiczki dłonie i pocałował go mocno.
- Wesołych Świąt, Harry.
22
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz