środa, 29 stycznia 2014

960

-Pieprz się, Harry!

-Co ja takiego zrobiłem?

Kłótnia się pogarszała. Chociaż nigdy nie było tak intensywnie. Jasne, czasem się kłócili. Ale zawsze kończyli delikatnym pocałunkiem i przytulali się.

Nigdy na siebie nie krzyczeli.

Tym razem nie zapowiadało się na szybkie zakończenie pocałunkiem i przytuleniem.

Louis podniósł jego iPhona z wściekłym wyrazem twarzy. – Widziałem wiadomości. Nawet nie próbuj zaprzeczyć, bo widziałem pieprzone wiadomości!

Na początku Harry poczuł się zmieszany… zanim zorientował się, o czym mówi Louis.

-Grzebałeś w moim telefonie?

-Nie odwracaj kota ogonem i nie zwalaj na mnie winy, Styles – Louis wydyszał, przeciągając palcem po ekranie. – Nie zrobiłem nic złego, tu chodzi o ciebie!

-Uh, tak, poza naruszeniem mojej prywatności! Nawet nie wiem, o jakich wiadomościach mówisz, Louis! Ja nic nie zrobiłem!

Louis rzucił telefonem przez pokój, wyrzucając ręce w powietrze, gdy urządzenie uderzyło w brzuch Harry’ego i roztrzaskało się na podłodze.

-O wiadomościach między tobą i Nicholasem. Czytałem je. Wyświetliły się na ekranie i myślałem, że to mój telefon i przeczytałem je.

Harry zwęził oczy i dotknął brzucha w miejscu, gdzie uderzył go telefon. – Przestałeś przynajmniej na chwilę, żeby pomyśleć, że może są wyrwane z kontekstu? Bo zdradzę ci mały sekret, Louis. Między mną, a Grimmy’m nic nie ma!

-Wszystkie były flirtujące! Z podtekstem seksualnym!

-I wszystkie od Nicka! To on ze mną flirtuje! Czytałeś moje odpowiedzi? Bo ja z nim nie! Gadam z Grimmy’m o seksie tylko wtedy, gdy chodzi o ciebie. Albo on mówi o - zrobił cudzysłów w powietrzu. - ‘ładnym, gejowskim chłopaku, który wygląda jak szósty członek twojego zespołu. Serio, co jest z tobą seksowny, mały boybanderze?’ To nie brzmi znajomo? Bo założę się, że to jedna z moich wiadomości na telefonie.

Louis przygryzł dolną wargę i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, patrząc w dół, nie chcąc nawiązać kontaktu wzrokowego z Harrym z powodu gniewu czy wstydu, Harry nie był pewien.

-Nigdy bym cię nie zdradził, Louis – wymamrotał, schylając się po zniszczony telefon na podłodze, potem zaczął iść w kierunku Louisa. – Wierzysz mi?

Mógł zobaczyć, jak Louis drży, co znaczy, że albo był naprawdę zły, albo smutny. Korzystając z okazji, Harry wziął rękę Louisa w swoje dłonie.

-Jestem kutasem – wymamrotał, splatając własne palce z Harrym.

Harry zaśmiał się i potrząsnął głową, przyciągając Louisa i oplatając ręce wokół niego. – Kutasem z zepsutym telefonem. Rzuciłeś swoim we mnie. Mój ładuje się w sypialni.

Parsknięcie uciekło Louisowi z gardła, ale potrząsnął głową, chowając ją w klatce piersiowej Harry’ego. – To było przerażające. Myślałem… Myślałem, że my…

-To się nie stanie.

-Proszę zostań.

-Na zawsze.

-Za długo cię kocham, żebyś odszedł.

-Czuję to samo, Boo.

-Nie będziemy się już tak kłócić, dobrze? Przepraszam, że byłem tak zazdrosny.

Harry uśmiechnął się, wiedząc, że to już koniec awantury. – Jesteś zabawny, kiedy się gniewasz. Przerażający, straszny. Ale kiedy jest już koniec i patrzę wstecz, śmieję się z tego – ścisnął Louisa nieco mocniej, żeby nie mógł uciec.

Louis westchnął i mimo wszystko odsunął się, wyśmiewając się ze swojego, wcześniejszego gniewu. – Jesteś okropny! Okropny! Beznadziejny! Niena-

Usta przerwały to zdanie i Harry całował Louisa. Było to delikatne, wystarczająco, żeby poczuć, ale nie spotęgować.

-Kocham cię – Louis wymamrotał w wargi Harry’ego, odsuwając się nieznacznie.

-A ja ciebie. Chodź tutaj – zaprowadził Louisa do kanapy i popchnął go, siadając mu na kolanach. Rzucił zniszczony telefon obok i przytulił starszego do siebie. – Dlaczego byłeś tak… zazdrosny? Nie wiem. Jakby, zmartwiony tym wszystkim pomimo, że mówiłem ci milion razy, że jesteś dla mnie jedyny.

Szatyn przygryzł dolną wargę, jakby Harry właśnie wkroczył na jakieś zakazane terytorium.

-Ja… nigdy nie spotykałem się z kimś takim, jak ty. Nie jestem przyzwyczajony do bycia z kimś, kto mnie kocha i chce mnie, bo mnie kocha.

Przygnębiony wyraz twarzy Louisa, niemal przeraził Harry’ego. To nie był ten znajomy uśmiech, zaróżowione policzki, czy impertynencki wzrok próbujący udowodnić, że ma rację. Ten był smutny, trudno było na niego patrzeć.

-Dziewczyny, z którymi się spotykałem były takimi…dziwkami. Były zapatrzone w siebie. I, może nie byłem najlepszym chłopakiem na świecie – hej, jestem gejem – ale naprawdę się starałem! One spotykały się za moimi plecami z innymi, lepszym i… i poddałem się z dziewczynami prosząc Hannah by była moją przykrywką.

Jasne było, że Louis nie lubił rozmawiać o swojej przeszłości. Harry wiedział o tym, zanim zaczęli rozmowę. Po prostu nigdy tego nie robili… Gdy Louis zadawał pytania o dzieciństwo Harry’ego, jego byłych, czy byłe – młodszy wiedział, żeby nie zadawać tych pytań jemu.

-Jesteś taki inny – Louis kontynuował, łapiąc rękę Harry’ego i patrząc na nie. – Troszczysz się o mnie i chcesz, żeby nic mi nie było. Nie pozwalasz mi nawet nosić pieprzonych siatek z Tesco. Uszczęśliwiasz mnie. Rozumiesz mnie. Martwisz się na tyle, żeby zapytać, czego chcę w przyszłości. Wiesz, ile dzieci chcę mieć…

-Piątkę – Harry przerwał, uśmiechając się.

Louis zaśmiał się. – Widzisz? Po prostu… Cały czas myślałem, że będziesz, jak inni, chociaż wiedziałem, że taki nie jesteś. I to przerażające… być tak w tobie zakochanym i to z wzajemnością.

-Louisie Williamie Tomlinsonie – młodszy wyszeptał, kładąc ich na kanapie. – Spędzę każdy dzień mojego życia na pokazywaniu ci, że nie będę, jak te dziwki, z którymi się spotykałeś. Chcę udowodnić ci, że cię kocham. Tak mocno.

Uśmiech rozjaśnił twarz chłopaka z Doncaster, gdy położył głowę na ramieni Harry’ego. – Ja też cię kocham.

Nie odzywali się przez kilka minut, rozkoszując się własnym towarzystwem.

-Hej, Harry?

-Boo?

-Moglibyśmy…

Harry popatrzył na Louisa z góry i uśmiechnął się, pocierając jego ramie. – Dla ciebie wszystko, Boo Bear, wiesz to.


Louis zarumienił się i odwzajemnił uśmiech. – Możemy pójść i kupić mi jutro nowy telefon? Mój jest zepsuty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz