9
1.
- Zakochałem się w Harry’m Styles’ie. - wypowiedział głośno w swoje odbicie, wcześniej upewniają się że nikt go nie podsłuchuje. Gdy wypowiadał to zdanie, zauważył w swoich oczach wesołe tańczące iskierki.
O mój Boże, to prawda. Nie, nie, nie, nie. Niech to wszystko szlag trafi!
To nie tak, że zakochał się w nieodpowiedniej osobie, bo on uważał wręcz przeciwnie. Ale (zawsze jakieś musi być) to było wbrew jego słowom, czy przepisom. Miał się w nikim nie zakochać, zawsze to sobie powtarzał. I co reguła zostanie rzucona w las, przez jakiegoś matoła z lokami?
W którym się zakochałeś.
Tak, prawidłowo. Niech jeszcze zacznie się bić ze swoim sumieniem. Louis był dziwny, więc nikt by się nie zdziwił jeśli na prawdę, zaczął gadać sam do siebie… jak już nie robiłby tego. Wyszedł z łazienki, głośno trzaskając za sobą drzwiami, przez co spotkał się z paroma uwagami strażników. Nie przejmując się osobami mówiącymi do niego, ruszył do pokoju, gdzie miał nadzieję nie spotkać Harry’ego.
I na jego szczęście, nie trafił na niego. W pokoju był jedynie Zayn, który od razu posłał mu uśmiech mówiący “wiem że się w nim zakochałeś, ale jesteś zbyt głupi aby się do tego przynać”. Louis czasem go nienawidził, ten przeklęty człowiek, czytał z niego jak z otwartej księgi. On był aż tak łatwy do rozszyfrowania?
- Co tam Boo Bear? - zapytał gdy usiadł na swoim łóżku. No i jego modlitwy nie zostały wysłuchane, bo akurat do pokoju wkroczył, nie kto inny jak Harry.
- Co za Boo Bear? - zdusił w sobie jęk wiedząc, że Zayn od razu wszystko wypapla. Dlaczego on musi mieć taki długi jęzor? Niepotrzebnie grał z nim w butelkę. W pewnej chwili zapytał, jaka była jego najbardziej kompromitująca ksywka. I chcąc nie chcąc musiał mu powiedzieć. A Zayn gdyby mógł to ogłosiłby to całemu światu.
Zdał sobie sprawę, że jego przyjaciele to idioci.
- Co Lou nie powiedziałeś mu swojego sławnego przezwiska? - uśmiechnął się złośliwie w moją stronę. Gdyby tylko mógł to zdarłbym mu ten jego przeklęty uśmieszek z twarzy, ale był powód dla którego tego nie zrobił. Zayn potrafi się bić i bronić.
Wysyczał w jego stronę cichę “zamknij się”, co zignorował.
- Louis to Boo Bear. - poczuł jak jego policzki przybierają czerwoną barwę, dlatego momentalnie spuścił wzrok. Obiecał sobie w duchu, że już nic nigdy nie powie mulatowi (chociaż wiedział, że za chwilę złamię daną sobie obietnicę).
Jak Louis mówił “masz nie mówić nikomu” to Zayn prawdopodobnie słyszał “idź i powiedz wszystkim przez megafon, lub napisz to do gazety”, tak Malik był tępy. Lecz czasem (czasem! słyszycie?!), był całkiem pomocny i potrafił doradzić. Louis najbardziej lubił w przyjacielu to, że znajdował zawsze jakieś wyjście z danej sytuacji.
Tommo poczuł jak jego materac ugina się, przez co od razu podniósł wzrok. Zauważył tylko czekoladowe loczki, które coraz bardziej się do niego zbliżały. Aż w końcu poczuł duże dłonie oplatające go w pasie, i o Boże poczuł się tak hmm.. bezpiecznie? Po prostu, Louis nigdy czegoś takiego nie czuł. Poczuł jak jego włosy łaskoczą jego szyję, gdy wtulił się w jego pierś ja miś koala.
- Awww Boo Bear, to takie słodkie. Będę cię od dzisiaj codziennie tak nazywał. - wyszeptał, a jego mięśnie natychmiastowo się spięły. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Gdzie położyć dłonie, co powiedzieć, czy nie uciec stąd czym prędzej. Więc po mentalnej bitwie ze sobą, postanowił objąć młodszego, przez co on mocniej się w niego wtulił.
Zauważył, że coś, może raczej ktoś wpatruje się w niego lub w nich. Podniósł wzrok, spotykając czekoladowe, tęczówki przyjaciela, który uśmiechał się w ich stronę. Mulat pokazał mu dwa podniesione kciuki do góry (Louis miał ochotę pokazać mu środkowy palec, ale Harry był taki ciepły), po czym wyszedł cicho z pokoju.
Louis od razu pomyślał, że poleciał do reszty zgrai, powiedzieć co tutaj miało miejsce. Oni wszyscy zachowywali się czasami jak nastolatki, ale mimo wszystko, nigdy by ich nie wymienił na nikogo innego.
- Uhh… Harry? - odważył się odezwać i w końcu zacząć ten przeklęty dla niego temat. Bał się, cholernie. Bo on nie do końca wie co czuje, no i Harry zapewne go wyśmieje.
Czemu to wszystko jest takie trudne?
No i w końcu czemu on ma zamiar, mu to powiedzieć? Ugh, niepotrzebnie zaczynał.
- Nie, już nic. - odpowiedział lekko przygryzając wargę, modląc się w duchu, aby Harry nie drążył tematu.
- Powiedz Lou, zacząłeś to skończ. - nalegał, bardziej się w niego wtulając. Czemu ten człowiek, do jasnej cholery jest tak przyjemnie ciepły?!
No dobra, raz kozie śmierć.
- Uhh.. znasz to uczucie, w którym ktoś zaczyna ci się podobać, ale nie wiesz jak mu to powiedzieć? Niedawno, no dobra 2 lata temu oglądałem taki fil-
- Boo Bear, bredzisz. - przerwał mu, cichym pomrukiem.
- Uhg, chyba się w tobie zakochałem.
2.
Jego głowa, powędrowała do góry, słysząc wyznanie Lou. Tak, szczerze to on miał to teraz powiedzieć jemu. Trochę go wyprzedził, ale to nawet lepiej, przynajmniej ma pewność, że go nie odrzuci (chyba).
- Ja w tobie też się chyba zakochałem. - zmarszczył brwi słysząc swoje słowa. W jego głowie brzmiało to lepiej. - Nie czekaj, wróć. Na pewno się w tobie zakochałem. - no trochę lepiej, podpowiedziało mu drugie ja.
Uśmiechnął się do niego, gdy zauważył że Louis spuszcza speszony wzrok, tak aby nie musieć patrzeć na niego.
Odsunął się trochę od niego, co spotkało się z pomrukiem niezadowolenia, ze strony Lou.
- Uhh, to co z tym z-zrobimy? - zapytał niepewny siebie Louis.
Co się stało z tym, który nie bał się każdego?
Harry uniósł jego podbródek, dwoma palcami, tak że teraz mógł zobaczyć jego idealnie niebieskie tęczówki.
- No nie wiem. Może.. zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał zwilżając usta koniuszkiem języka.
- Jasne, tak. Zostanę nim.
Harry mocno naparł ustami na jego, ciesząc się zewnętrznie, ale na pewno nie tak jak wewnętrznie. Jego żołądek robił fikołki, a mózg (co dziwne) się z nim zgadzał.
Pocałunek, nie był długi, ale namiętny. I Harry mógł go zaliczyć do tych najlepszych. Louis całował niesamowicie.
3.
Louis i Harry udali się do stołówki, gdzie spotkali swoich przyjaciół zażarcie o czymś dyskutując. Gdy ich zobaczyli od razu ucichli, przez co dwójka posłała sobie zdezorientowane spojrzenie.
Zaczęli iść w ich kierunku, a Louis już pożałował, że zgodził się im powiedzieć, o tym że on i Harry są razem. Fajnie to brzmi.
Od razu, gdy zajęli miejsca (jak najbliżej siebie), Louis poczuł palący wzrok na sobie i Harry’m, całej czwórki.
- No jesteśmy razem, ranyyy nie gapcie się tak. To boli. - zasłonił się dłońmi Lou, próbując chronić się przed ich wzrokiem.
- Wiedziałem! - wykrzyknął Zayn - Przegrałeś Nialler.
Momentalnie prawa brew Louis’a wystrzeliła do góry, a gdy Zayn to zauważył od razu zaczął wyjaśniać.
- No więc, ja i Niall założyliśmy się o to że dzisiaj będziecie parą. No i ja wygrałem. Niall do końca dnia nie może pocałować, Josh’a.
Usłyszał gdzieś niedaleko jego ucha, jęk bezsilności Irlandczyka.
- A teraz Payne, dawaj zwycięskiego buziaka.
9
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz