sobota, 1 lutego 2014

996

3

Dzień: 6 Miesiąc: kwiecień Rok: 2010

1.

Louis dzisiaj zamierzał wyciągnąć od Zayn’a skąd zna się z Liam’em. Miał przeczucie że będzie to dobra historia. Tylko nie był pewny czy Malik mu o tym opowie, bo był on najbardziej z nich wszystkich skryty. Liam wydawał się być okej w przeciwieństwie do Harry’ego który działa mu na nerwy. Louis znał się na ludziach, jeszcze nigdy nie pomylił się co do nich.

Lou wyszedł z pokoju zły na Harry’ego - sam nie wiedział za co. Po prostu patrzył na niego z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem na ustach co strasznie go irytowało i działało mu na nerwy. Była godzina 6 rano, za godzinę zaczynały się pierwsze zajęcia. Louis udał się w kierunku toalet. Szedł starym, zniszczonym korytarzem. Zdecydowanie powinni coś z tym zrobić. Farba odchodziła od ściany, a w rogach sufitu był grzyb, który strasznie śmierdział. To całe miejsce wyglądało pewnie gorzej niż więzienie.

Doszedwszy do łazienki, zauważył w drzwiach jednego z tych mięśniaków - nie pałali do siebie zbytnio sympatią. Miał na imię James.

-Idź do damskiej, pedale. - powiedział z poważną miną, stając mu na drodze.

-Jakbyś idioto nie zauważył to w tym poprawczaku nie ma kobiet. Jesteś taki głupi czy tylko udajesz?

-No dziwne bo ciebie tutaj wpuścili.

-O teraz to już koleś przegiąłeś! - Louis rzucił się na niego z pięściami. Trafił go w szczękę lewym sierpowym.

Louis był od niego niższy o około 12 centymetrów, był chudszy, ale sprawniejszy, lecz i tak nie zdołał uniknąć ataku zadanego w brzuch przez przeciwnika.

-Hej! Przestańcie natychmiast! - zawołał strażnik biegnący w ich stronę. Od razu ich rozdzielił, grożąc że użyje na nich swojej nowej pałki. - Od dzisiaj przez cały miesiąc będziecie pracować w pralni.

Popierdolony popapraniec.

2.

Gdy Harry’ego obudzono - tak samo jak resztę pokoju na zajęcia lekcyjne, w pomieszczeniu nie było Louis’a. Nie przejmując się tym, gdzie ów chłopak może się znajdować, wyjął z torby ( jeszcze się nie rozpakował ) czarne rurki oraz zwykłą białą koszulkę z dekoltem w kształcie V.

Przebrawszy się, wyszedł z pokoju i udał się na stołówkę. Gdy już tam dotarł i kucharki nałożyły mu śniadanie, usiadł przy stoliku ze swoimi współlokatorami. Nie było tylko przy nim Lou. Teraz dopiero zaczął się zastanawiać gdzie on może być.

Po parunastu minutach rozmowy, dosiadł się do nich Tommo w pełni ubrany.

-Gdzie byłeś rano? - zapytał od razu Niall

-W kiblu. -powiedział nawet nie zaszczyczając go wzrokiem.

-Tak długo? Stary zaparcie miałeś czy co? -zaśmiał się pod nosem Josh - ten zawsze z humorem. Louis spiorunował go wzrokiem, przez co natychmiastowo zamilkł.

-Nie. Napadł mnie James, mam pracować w pralni.

Jest lepiej niż myślałem, teraz pójdzie z górki.

Harry spojrzał na każdego po kolei. Niall jadł zawzięcie wszystko co mu nałożyli. Mimo tego że jedzenie było strasznie nie dobre, jemu to nie przeszkadzało, pochłaniał wszystko jak odkurzacz. Josh wpatrywał się w swojego chłopaka z uśmiechem. Zayn mówił coś do Liam’a w stylu “przepraszam”, a on tylko posyłał mu gniewne spojrzenia.

Ciekawe co się między nimi wydarzyło.

A Louis przypatrywał się Harry’emu. Gdy ten tylko to zauważył to od razu odwrócił głowę zmieszany. Harry uśmiechnął się do siebie triumfalnie.

*po zajęciach* ( na których nie wydarzyło się nic ciekawego )

Harry dyskretnie podszedł do James’a i dał mu połowę zaliczki.

-To wiesz jaki jest plan? -ten pokiwał głową twierdząco - Drugie pół po robocie.

3.

Louis spojrzał na zegar wiszący na ścianie na przeciwko niego. Zostało mu jeszcze pół godziny w tym śmierdzącym potem miejscu. Wyjął z pralki ubrania i włożył do jednej z misek. Zabrał ją i udał się w kierunku suszarni. Nagle poczuł jak ktoś ciągnie go do tyłu, miska wypadła mu z rąk i spadła głuchym echem na beton. Został obezwładniony. Ktoś złapał go za nadgarstki i pociągnął na ziemię, od razu upadł na plecy. Ręce przełożono mu przez głowę, nie miał jak się wydostać. Sprawca usiadł na nim okrakiem. Był to James.

-Czego chcesz idioto? - wysyczał przez zaciśnięte zęby, czuł jak robi się czerwony ze złości.

-Ciebie, pragnę cię Louis. - wypowiedział po czym gwałtownie wpił się w jego usta.

Louis kompletnie nic z tego nie rozumiał, bo przecież to właśnie James, jeszcze dziś rano wyzywał go od pedałów. I z tego co wiedział to on był przecież hetero i ma/miał dziewczynę. Więc o co chodzi?

Louis cały czas odwracał głowę. James w cale go nie interesował, nie był w jego typie. James wkurzył się i wolną ręką ( drugą trzymał nadgarstki Lou ) wymierzył mu prawy sierpowy, prosto w żuchwę. Poczuł metaliczny posmak krwi w ustach. Bolało i to bardzo, ale starał się tego nie pokazywać.

-Spadaj koleś. - napluł mu na twarz własną krwią. Zaczął wić się pod nim tak aby napastnik w jakikolwiek sposób rozluźnił swój uścisk, lecz nieskutecznie.

James poczerwieniał ze złości. Louis miał być uległy, ale nie był.

-Nie ruszaj się to nie będzie tak bardzo bolało. - wiadomo było że Lou jest już na straconej pozycji. Był od niego niższy, chudszy i słabszy. Zacisnął mocno powieki i wargi w wąską linię.

James odpiął guzik jego spodni to samo zrobił z jego rozporkiem. Po chwili był już pozbawiony spodni. Louis zaczął modlić się aby ktoś tu wszedł - co było raczej nie możliwe, bo prawie nikt tutaj nie chodził.

-No twój koleżka mały nie jest. - Lou wypuścił świstem powietrze z płuc i spojrzał na niego z obrzydzeniem. Bał się. James zdjął jeszcze z niego koszulkę, to samo uczynił ze swoją. Lou został już tylko w samej bieliźnie.

Oczy Louis’a zaczęły zachodzić łzami, gdy tylko napastnik zaczął robić mokrą ścieżkę po jego nagim torsie, gdzie nie gdzie robiąc malinki. Nigdy nie przypuszczał że zostanie przez kogoś zgwałcony.

-Zostaw go! Louis szybko spojrzał w kiernku z którego pochodziło źródło dźwięku. Był to Harry.

Styles podbiegł do nich i zrzucił z Lou James’a, zaczął okładać go pięściami. W pewnym momencie Lou, spojrzał w jego oczy, były czerwone. Zamrugał powiekami, sprawdzając czy jednak się nie przewidział. Gdy ponownie uchylił powieki Harry miał szmaragdowe tęczówki.

James leżał pobity.

Louis wstał z podłogi ( może raczej betonu ) na drżących nogach ubrał na siebie spodnie, z czym miał lekkie trudności. Nie mógł ustać na nogach. Przez cały ten czas gdy się ubierał czuł na sobie wzrok Harry’ego.

Może nie jest taki zły.

W ciszy udali się do pokoju.

-Dziękuję Harry. I przepraszam źle cię oceniłem. - powiedział po pewnej chwili Lou.

-Nie ma za co Louis.

-Jest. Naprawdę, gdyby nie ty to wiesz.. - Harry tylko uśmiechnął się do niego ukazując swoje dołeczki w policzkach.

Ma ładny uśmiech.


3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz