piątek, 31 stycznia 2014

989

11

Drew spojrzał w lustro i nienawidził tego, co zobaczył. Tak wiele razy, gdy próbował, nie mógł po prostu się zabić. Był niezniszczalny i nienawidził siebie za to. Nie chciał być inny, nie mógł być inny, a jednak był mutantem.

Zobaczył zmiany w sobie kilka tygodni wcześniej, gdy Louis popchnął go na ziemię. Choć czuł siniaki na swoich żebrach, kiedy uderzył w linoleum w szkole, minutę później nic tam nie było. Myślał, że to zbieg okoliczności, ale patrząc wstecz na to, to mogły być znaki.

Drew został przeklęty, miał zdolność szybkiej regeneracji komórek. Znał oficjalną nazwę swojej choroby, bo poszukał informacje potrzebne do potwierdzenia faktu, że był świrem. Jeśli jego rodzice kiedykolwiek się o tym dowiedzą, natychmiast by się tego wyparł, nie było przy tym żadnych wątpliwości.

Ale moment, który upewnił go w tym, że jest inny był wtedy, gdy szedł przez ulicę kilka dni wcześniej. Wszystko stało się na chwilę czarne i był pewien, że nie żyje, ale chwilę później, gdy otworzył oczy nie było nikogo wokoło, na szczęście, żeby zobaczyć jak podnosi się na nogi, jakby wypadek się wcale nie wydarzył. Był praktycznie żywym trupem i nienawidził od tego czasu swojego istnienia.

W przypływie rozpaczy i gniewu, podniósł się, żeby znaleźć sposób, aby to wszystko zakończyć. Próbował przedawkować pigułki, ale obudził się i znalazł pigułki rozrzucone obok jego łóżka, ukradł strzelbę swojego ojca i strzelił do siebie niezliczoną ilość razy. Wtedy czuł jak jego komórki odrzucają pociski i wysuwają je z jego skóry. To było nieuniknione i konieczne, jego przekleństwem było życie z mocami, których nigdy nie chciał.

Uderzył w lustro stojące przed nim i zobaczył strużkę krwi spływającą z jego kostki, obserwując jak głęboka rana uzdrowiła się na jego oczach. To sprawiło, że chciał wymiotować, ale jego ciało nie pozwoliłoby mu zrobić tego więcej.

Drew wtargnął do swojego pustego pokoju, rzucając się na brzuch i wyciągając wódkę. Usiadł na łóżku wpatrując się w coś, jakby to było ostatnią deską ratunku. Wziął butelkę do ust i wypił całą ciecz.

Nie zakrztusił się ani razu ani nic mu się nie cofnęło, gdy alkohol palił jego gardło. Gdy skończył upadł z powrotem na poduszki, czekając jak alkohol przyćmi jego świadomość, żeby mógł przynajmniej usunąć siebie na chwilę z rzeczywistości.

Ale, niestety, to się nie zdarzyło. Jego komórki regenerowały się zbyt szybko, więc alkohol nie miał na niego wpływu.

- KURWA! – Krzyknął na całe gardło, rzucając przez pokój szklaną butelkę, rozkoszując się dźwiękiem tłuczonego szkła, gdy uderzyła w podłogę.

Drew nie płakał. Po prostu tego nie robił. Ale teraz płakał. Łzy spływały przez jego twarz, nigdy nie czuł się tak samotny w całym swoim życiu.

XXX

- Kawa. Bez haczyka? – Zayn uśmiechnął się, gdy szli do ulubionej kawiarni Lary.

- Zero haczyków! – Lara zapewniła go, po czym podeszli do lady. – Teraz przestaniesz wątpić w moje niewinne intencje?

- Nie wątpię w twoje intencje – dokuczył jej Zayn, jego srebrne oczy stały się bardziej złote, gdy to zrobił.

Lara uśmiechnęła się czule, podziwiając moc Zayna z jasnym uśmiechem. – Och i jestem pewna, że nie. Z twoim ciągłym zmienianiem szkół i rzeczy?

Twarz Zayna pociemniła na chwilę, zanim uświadomił sobie, że ona była zabawna, a nie szkodliwa. – Mam tendencję do zmian.

- Da się zauważyć – mruknęła Lara, po czym zamówiła dwa napoje. Barista podał im dwie kawy, gdy Lara wręczyła mu w zamian pieniądze.

Zayn nadal był speszony ostatnim komentarzem Lary, gdy usiadł na przeciwko niej przy stoliku w rogu kawiarni. – Co miałaś na myśli mówiąc, że da się to zauważyć?

Ona uśmiechnęła się i przewróciła oczami, po czym złapała jego dłoń w swoje.

Zayn, wiem, że jest to coś więcej niż na pierwszy rzut oka. Wiem, że twój obsceniczny kolor włosów nie jest wynikiem farby i twoje oczy to nie soczewki, więc nie próbuj się usprawiedliwiać. Jesteś zmiennokształtnym, a ja czytam w myślach. To jasne i proste.

Jego oczy rozszerzyły się, gdy usłyszał jej głos w swojej głowie, a jej usta nawet się nie ruszały. – Chol…

- Cholera jest prawidłowa – zgodziła się, pozwalając by ich rozmowa zawisła, a oboje cieszyli się z tego kontaktu. – Jest niewielu nas w szkole. To zajmuje chwilę zanim to zrozumiesz, ale potem przetwarzasz to i to naprawdę fajne. Zwłaszcza, gdy wszyscy zostajemy przyjaciółmi.

- Czekaj. Jak kto? – Zapytał Zayn, unosząc brew z zainteresowaniem.

- To jest poufne – dokuczyła mu Lara. – Co jeśli sprzedasz mnie za informacje? Lepiej żeby było to cholernie dobre.

Zayn przygryzł na chwilę wargę, zanim dowiedział się, co dokładnie zrobi. Nałożył kaptur na głowę, żeby nikt oprócz Lary nie mógł zobaczyć jego twarzy i zamknął oczy, aby się skupić.

Skupił się na obrazie dziewczyny, w którą zmienił się, gdy rozmawiał z nią w łazience, ale upewnił się, że tylko jego twarz się zmieniła. Czuł jak jego komórki poddają się jego woli i gdy otworzył ponownie oczy, Lara patrzyła na niego szerokimi oczyma.

- No i? Czy to jest dla ciebie wystarczająco dobre? – Zapytał głosem tej dziewczyny.

- Cholera… to lepiej niż dobrze. To jest cholernie fantastyczne – powiedziała nieco dosadnie, a to wywołało uśmiech rozbawienia na jego twarzy. – Ale muszę powiedzieć, że wolę oryginalnego Zayna.

- Zgadzam się – powiedział, po czym zamknął oczy i wrócił do normalnego stanu. – Teraz zdradź mi informacje.

Lara powoli wzięła jego dłoń w swoją i ujawniła informacje. Tak bardzo jak Zayn cieszył się z dowiedzenia się czegoś o innych mutantach, bardziej cieszył się, że on i Lara faktycznie trzymają się za ręce.

Co, przynajmniej w książkach, było praktycznie pierwszą bazą.

XXX

Minęło kilka dni od całego pożarowego wypadku w domu i Harry praktycznie unikał Louisa jak ognia od czasu pocałunku. Louis nadal nie wiedział, co myśleć o tym, co zaszło między nimi, ale nie mógł po prostu wyrzucić tego ze swojej głowy.

Louis otworzył oczy i był oszołomiony, uświadomił sobie, że ten niewidzialny chłopak, Harry Styles pocałował go. Louisowi nie przeszkadzała cała ta część z pocałunkiem, ale fakt, że Harry całkiem dobrze całuje jak na nieśmiałą osobę i był wciąż tym zaskoczony.

Zamarł nagle i w wyniku tego Harry zrobił to samo. Oczy kędzierzawego chłopaka szybko otworzyły prawdopodobnie z tego powodu, że uświadomił sobie, co dzieje się między nimi, po czym odepchnął się od Louisa, odsuwając się na kilka metrów.

- Prze…Przepraszam Lou, po prostu wróciłem… - jąkał się Harry, łzy zażenowania nagle wypełniły jego oczy. – Nie chciałem, po prostu cieszyłem się, że jesteś bezpieczny…cholera…

Zanim Louis mógł go powstrzymać Harry szybko wstał i uciekł z pola siłowego. Louis próbował biec za nim, ale Harry uciekł do swojej bezpiecznej niewidzialności, zostawiając Louisa myślącego i samego.

Louis po prostu chciał porozmawiać z Harrym, ale bez względu na to jak się starał, chłopak był nie do znalezienia. Nawet poprosił Larę, aby znalazła umysł Harry’ego, ale to nie przyniosło niczego.

Pokonany Harry ruszył w kierunku szafki Nialla, gdzie blondyn i Liam rozmawiali, a to wydawało się jak beztroski raj. Louis był zazdrosny o ich nieskomplikowaną relację.

- Hej Brosephs (najbardziej zajebiste osoby, jakie znasz, bracia, przyjaciele – od tłum.) – Przywitał się Louis patrząc na Nialla i Liama. – Jak leci lub cokolwiek mówią w tych czasach dzieci.

Liam i Niall rzucili mu zdziwione spojrzenie.

- Dobrze się czujesz Lou? – W końcu Niall zapytał go, przerywając niezręczną ciszę.

- Jest świetnie – odpowiedział Louis. – Dandy as a dandelion*, jak to mówią.

- Kto mówi? – Zastanowił się Liam, patrząc na Nialla, jako osobę, która może mu powiedzieć, co mówił Louis, ale blondyn wyglądał jakby nie wiedział, o czym mówi Louis.

- Więc… Gdzie jest Harry? – Zapytał Niall licząc na jakąś spójną odpowiedź.

- Och, on jest gdzieś robiąc niewidzialne rzeczy – odpowiedział Louis, starając się zachować spokój, ale był wyraźnie niespokojny z powodu nieobecności Harry’ego. – Założę się, że niewidzialna piłka nożna byłaby zabawna, prawda?

Niall mógł powiedzieć, że coś stało się między Harrym a Louisem, ale naprawdę nie chciał pytać o to przy Liamie, więc zdecydował się zmienić temat: - Liam i ja myślimy, że skoro zebraliśmy tak dużo osób takich jak my, może powinniśmy zrobić jakieś spotkanie?

Liam skinął głową z aprobatą: - Możemy być trochę jak Avengers czy coś.

- Frajerzy – dokuczył im Louis, czując ulgę, że rozmowa nie skupiała się na nim – Ale macie rację, powinniśmy zrobić jakieś spotkanie, a nie po prostu komunikować się przez Larę, jak wszyscy wydają się robić.

- Może zróbmy to w ten weekend na budowie? – Zasugerował Liam. – To dość odległe miejsce i większość z nas już wie, gdzie to jest.

- Idealnie – zgodził się Louis, a Niall kiwnął głową. – Słuchajcie, jeśli zobaczycie Harry’ego, możecie odesłać go do mnie?

- Oczywiście Lou – obiecał sympatycznie Niall, bo zobaczył ból w oczach przyjaciela.

- Dzięki. Do zobaczenia – powiedział Louis, po czym odszedł w przeciwnym kierunku.

Louis wyszedł z tyłu szkoły i rozejrzał się, zauważając, że było pusto. Spojrzał na zachmurzone, ale otwarte niebo przed nim i nie mógł się oprzeć. Czuł jak stopy swędzą go na ziemi i bez namysłu wzniósł się do nieba.

Wiatr smagał go po włosach i z dala od rzeczywistości niebo pocieszało go. Był tylko on i chmury, które miejmy nadzieję, zapewniały wystarczającą ochronę. Nie chciał wznieść się za wysoko, jak miał w zwyczaju gubić kierunek w ten sposób, więc po prostu leciał powyżej warstwy, która była konieczna, aby ukryć go przed ludźmi znajdującymi się poniżej.

Był skompresowany w powietrzu, gdy zauważył coś dziwnego poniżej. Ktoś zdawał się wiązać linę do pnia drzewa na ich podwórku. Może była to huśtawka z opony, ale nie było opony w zasięgu wzroku Louis zniżył lot i rozpoznał Drew wiążącego dziwne węzły.

To było wtedy, kiedy Louis zdał sobie sprawę, że Drew zrobił pętlę wokół gardła, ale zanim mógł dotrzeć do ziemi, Drew zeskoczył z krzesła na trawnik.

Louis instynktownie poszybował ku ziemi, jego kłótnie z Drew znikły, gdy zobaczył jak facet próbował popełnić samobójstwo. Sportowiec wydawał się nieprzytomny, wisząc na linię, gdy Louis dotknął ziemi.

Louis uniósł ręce i złamał linię, sprawiając, że Drew uderzył o ziemię z niepokojącym hukiem. Szyja chłopaka była wygięta pod takim kątem, że żołądek Louisa wymieszał się z tą świadomością.

Było za późno.

Odwrócił się od tego makabrycznego widoku i myślał jak Drew wyglądał inaczej w tym momencie. Nie był już dłużej tyranem, ale kimś, kto cierpiał jak każdy inny na świecie, kiedy w końcu zobaczył, że jest równy. To była makabryczna myśl, ale jakoś pocieszyła Louisa po odejściu Drew.

Louis usłyszał jakiś szelest za plecami i odwrócił się w samą porę, żeby zobaczyć jak Drew wstawał z ziemi. Chłopak odwrócił się od niego, ale Louis trzymał dłoń na ustach, gdy patrzył jak Drew nastawia swój złamany kark z powrotem na miejsce.

- O mój Boże… - wyszeptał Louis nie mogąc się powstrzymać.

Drew odwrócił się na pięcie i zobaczył Louisa wpatrującego się w niego.

Ktoś znał jego sekret. A najgorsze było to, że to był Louis.

XXX

* Jeśli dowiem się, co to cholerstwo oznacza, dam wam znać.

XXX



11

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz