12
Drew i Louis patrzyli się na siebie, oboje byli niepewni z tym, kto powinien wykonać pierwszy ruch. Niestety to nie będzie romantyczny ruch, to będzie bardziej jak nienawistna kłótnia… albo, co?
Siedzieli w milczeniu, uważnie patrząc sobie w oczy, rozpaczliwie próbując, co myślał ten drugi. Jeśli Louis kiedykolwiek potrzebowałby Lary, to byłby ten moment.
W końcu Drew przełamał budujące się napięcie: - Nie widziałeś niczego. Niczego rozumiesz? Jeśli piśniesz, chociaż słówko komukolwiek, zabije cię i nawet się przed tym nie cofnę.
Louis usłyszał groźbę Drew, ale był zaskoczony jak było to rzeczywiście pozbawione entuzjazmu. Drew nie był już tyranem, którym był kiedyś; coś, co zmieniło się między nimi, zmieniło wszystko.
- Wiesz, kiedyś nienawidziłem cię za ignorancję, ale teraz po prostu mi ciebie żal – stwierdził Louis, niewzruszony słowami Drew. – Boisz się tak jak reszta z nas.
- Reszta z nas? – Zawrzał Drew marszcząc brwi ze zmartwieniem.
Zawsze podejrzewał, że Louis był inny, ale teraz miał ważny powód, aby nienawidzić tego faceta. Nienawidził Louisa tak bardzo jak nienawidził siebie za zmutowane geny.
- Tak Drew. Mam dar – odpowiedział Louis, mając nadzieję, że jego głos nie zdradza jak wiele radości czerpał z tej rozmowy.
- Dar? – Drew pękł. – Nazywasz to ‘darem’? – Wskazał na pętle, która teraz leżała pod drzewem.
Wtedy Louis wreszcie współczuł Drew. Szybko zdał sobie sprawę, że ten biedny facet nienawidził siebie za to, bo został tak wychowany. Miał wyprany mózg w przypadku myślenia o sobie jak o mutancie.
- Nienawidzę siebie Louis, nie widzisz tego? – Krzyknął Drew oburzony, że Louis nie czuje się w ten sam sposób. Łzy frustracji zaczęły płynął po twarzy sportowca, gdy próbował wytłumaczyć to Louisowi. – I ty powinieneś również nienawidzić siebie za to, jesteśmy czymś nadprzyrodzonym, anomalią, która nie powinna istnieć. Jesteśmy po prostu…
- Źli? – Wtrącił Louis.
Klatka piersiowa Drew unosiła się intensywnie, gdy Louis pochłaniał słowa wychodzące z jego ust. Natychmiast fala wrażliwości przeszła przez twarz Drew i Louis miał nawet zaszczyt dostrzec to.
Pod wszystkimi bzdurnymi osądami, które stworzył Drew, był prawdziwą osobą. Minęło czasu, zanim zostało to dostrzeżone.
- Wiem, że ciężko w to uwierzyć Drew, ale jesteśmy przyszłością. Tak bardzo jak nauczono cię, że mutanty są ‘złe’, nie możesz zaprzeczyć, że istnieją i pojawia się ich coraz więcej i rozwijamy codziennie nasze możliwości. Wiedziałeś, że 5% planety składa się z mutantów? To nie może być pomyłka – stwierdził Louis, mając nadzieję, że jakoś Drew zrozumie, że nie musi nienawidzić siebie za to, kim jest.
- Pokaż mi, co potrafisz zrobić – rozkazał Drew, wystarczającą szybko, ze Louis pomyślał, że chłopak mógł nie zrozumieć tego, co do niego powiedział wcześniej.
- Dobrze… Ale musisz mi obiecać, że nie będziesz zazdrosny o moje epickie talenty – westchnął radośnie Louis.
Drew prawie się uśmiechnął. – Wypróbuj mnie.
- Zastanawiasz się, w jaki sposób przypadkowo się tu znalazłem? – Louis cofnął się o kilka metrów. – Oto, w jaki sposób.
Spojrzał w niebo i czuł jak praktycznie to go wzywa do siebie. Myślał o małym, wewnętrznym przełączniku, który aktywuje jego moc i wkrótce unosił się dwadzieścia stóp nad ziemią bez żadnego wysiłku.
- Ja pierdole… - mruknął Drew, po czym wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie.
Louis zobaczył, że Drew zrobił mu zdjęcie i szybko zdał sobie sprawę, że popełnił straszny błąd. Zaufał zbyt łatwo i zdecydował się na kogoś, kto sekundę temu przyznał jak bardzo nienawidzi siebie za posiadanie mocy; jak mógł być tak głupi?
Gwałtownie wrócił z powrotem na ziemię i zażądał: - Telefon. Teraz.
Drew spojrzał na Louisa i wyjaśnił: - Zabezpieczenie. Potrzebuję tego, żeby upewnić się, że mnie nie wydasz.
- Daj mi telefon – nalegał Louis dodając więcej agresji do swojego brzmienia.
- Spójrz, wiem, że nikomu nie powiem tobie, ale muszę się upewnić, że nie powiesz nikomu o mnie – stwierdził Drew. – To mnie zrujnuje, bardziej niż teraz, jeśli ludzie się dowiedzą.
- Możesz mi zaufać – zapewnił sportowca.
- Tak bardzo jak mogą ufać sobie wrogowie – zauważył Drew, co spowodowało rozbawiony uśmiech Louisa.
- Nie jesteśmy wrogami Drew, nigdy nimi nie byliśmy – mruknął uważnie Louis. – Po prostu nie rozumieliśmy siebie aż do teraz. Tak bardzo jak nienawidziłem sposobu, w jaki patrzysz na świat teraz wiem, że to nie twoja wina, nie nienawidzę cię.
Drew po raz kolejny wyglądał, jakby nie słuchał tego, co powiedział do niego Louis i zamiast tego rozkazał: - Żadnego cholernego słowa.
Louis po prostu skinął głową, po czym wzniósł się w niebo z jeszcze większą ilością rzeczy do dodania do całego bałaganu rzeczy, którą już miał rozważyć, martwić się i myśleć o niej.
XXX
Niall leniwie zapalał i migotał małym płomieniem nad głową, gdy on i Liam leżeli razem pod gwiazdami. To było romantyczne jak diabli, ale żaden z nich nie zamierzał powiedzieć tego głośno.
- Czy to nie te uczucie, kiedy jesteśmy przeciwko jakiejś niewidzialnej siły? Jak walczymy o coś, czego nie możemy nazwać? – Powiedział Liam, odwracając się w stronę Nialla z troską na twarzy.
- Twój umysł jest zbyt duży dla twojego dobra Li – odpowiedział Niall, uśmiechając się życzliwie do swojego towarzysza. – Musisz po prostu żyć chwilą, spójrz jak wspaniałe jest niebo…
- To jest ważne Niall! To znaczy, po co jest te spotkanie w sobotę? Jaki jest sens zrzeszania nas razem? Co Louis chce z tym zrobić? On nas złącza w grupę na litość boską! – Wybuchnął Liam, ignorując to, że Niall próbował go uspokoić.
- Liam wszystkie te pytania sprawiają, że pęka mi głowa. Po prostu…wszystko będzie dobrze i jestem pewien, że Louis wie, co robi i prawdopodobnie ma plan. Więc proszę przestań się martwić? – Błagał Niall, robiąc oczy szczeniaczka.
Niestety Liam był tak zdenerwowany, że nawet nie zobaczył, że Niall ciężko stara się go uspokoić. – Ale jeśli będziemy spotykać się grupą będzie łatwej nas znaleźć, a co jeśli ktoś się od nas odwróci? To zdarzyło się w lidze sprawiedliwości, wiesz, kilka razy!
Niall nie mógł znieść obsesyjnych ocen Liam, więc zrobił jedyną rzecz, którą wiedział, że podziała i zamknie tego faceta. Pocałował go.
To podziałało jak czar. Nie zostało już wypowiedziane żadne inne słowo tego wieczoru pod gwiazdami, gdzie ogień i woda badały jak daleko mogą się posunąć.
XXX
Louis nie wiedział gdzie iść. Jego umysł był pełen pytań i dezorientacji, że zachciało mu się latać. Było o wiele za późno, żeby wrócić do domu nie budząc przy tym rodziców, a on nie chciał mierzyć się teraz z ich gniewem.
Wyciągnął telefon mając nadzieję, że zobaczy wiadomość od Harry’ego, ale nie było żadnych powiadomień na ekranie. Wydawało się, że minęły wieki odkąd Louis ostatni raz widział swojego kędzierzawego przyjaciela, kiedy w rzeczywistości było to tylko kilka dni.
Wtedy Louis przypomniał sobie czas, kiedy on i Niall robili dowcipy ludziom przez telefon i Niall używał trzech liczb, żeby zablokować swój numer tak, aby nikt ich nie złapał. Zainspirowany Louis zauważył drzewo i wylądował na nim szybko. Wpisał numery i umieścił je przed numerem telefonu Harry’ego. To był strzał w ciemno, że Harry w ogóle odbierze swój telefon, ale Louis był zdesperowany.
Sygnał wybierania brzmiał kpiąco w środku nocy. Louis stuknął niecierpliwie nogą i z roztargnieniem sprawiając, że gałęzie tańczyły wokół, żeby odwrócić jego uwagę od tego, że Harry może nie odebrać.
- Um… Halo?
Głos Harry’ego uderzył w uszy Louisa i fala ulgi rozlała się po jego ciele. Przez chwilę nie chciał odpowiedzieć, chciał po prostu słuchać głosu Harry’ego.
- Jest tam ktoś?
Louis odchrząknął. – To ja.
Zapadła głucha cisza, która podkreślała przepaść między nimi. To sprawiło, że żołądek Louisa przewrócił się z absolutnym obrzydzeniem. Nienawidził tego, że Harry nie chciał być obok niego albo z nim porozmawiać. Harry był dokładnie tym, czego teraz potrzebował żeby uspokoić to szaleństwo, które szalało w jego umyśle.
- Harry, proszę, po prostu… nie rozłączaj się. Może po prostu słuchaj? – Zaproponował Louis.
Louis był zaskoczony tym, że sygnał wciąż tam był i zamiast tego Harry zdawał się udobruchać go. Zagryzł wargę, myśląc o tym jak ubrać swoje uczucia w słowa bez wychodzenia na idiotę.
- Tęsknie za tobą. Tęsknie za tym, że masz więcej wiary we mnie, niż ja kiedykolwiek miałem, tęsknie za tym jak otwarty jesteś przy mnie i przede wszystkim brakuje mi tego rzadkiego uśmiechu dostaje od ciebie, kiedy powiem coś głupiego. Nie mogę znieść tego, że nie widzieliśmy się przez ostatnie dni, bo wiem, że brzmi to dziwnie, ale czuje jakbyśmy znali się od zawsze i bycie z dala od ciebie, cóż, to boli – wyjaśnił Louis i jego uczucia wyszły na powierzchnię, jako pospieszna zbieranina.
- …ja za tobą też – mruknął Harry. – Strasznie. Ale nadal nie mogę być blisko ciebie ze sposobem, w jaki się czuje. Muszę zapomnieć o tobie, po prostu daj mi trochę więcej czasu okay?
- Dlaczego? – Sprzeciwił się Louis. – Dlaczego musisz zapomnieć o mnie?
- Nie wiem jak powiedzieć ci to wyraźniej niż tak jak to zrobiłem Lou. Lubię cię, bardziej niż przyjaciela. Jest to całkowicie niewłaściwe i nie chcę, żebyś więcej czuł się niekomfortowo – odpowiedział Harry, a irytacja była obecna w jego głosie.
- Nie, to nie o to mi chodziło. Wiem, co oznaczał pocałunek Harry. To, o co faktycznie pytałem to to, dlaczego czujesz potrzebę zapomnienie o mnie, kiedy nie miałeś szansy zapytać się jak się czuje?
- I jak się czujesz?
- …Nie wiem na pewno.
- Nie musisz tego robić, żeby mnie pocieszyć Lou. Naprawdę tego nie potrzebuje, okay?
- Ale to zabija mnie, wiedza, że nie jesteś szczęśliwy i to moja wina. Zasługujesz na to, aby być najszczęśliwszą osobą na ziemi.
- Jesteś ckliwy.
- Robię, co w mojej mocy, aby być miłym. To nie działa prawda?
- To miłe, że jesteś tak straszny w staraniu się.
- Słuchaj, chcę cię zobaczyć. Ale jeśli nie jesteś gotowy mogę to uszanować. Ale powinieneś przyjść na spotkanie w sobotę na budowie, będzie miło, jak wreszcie poznasz każdego – zaproponował Louis.
Ponownie zapadła cisza i Louis zakładał, że rozważał propozycje. Louis nie był do końca pewien, co czuje do Harry’ego pod względem przyciągania, bo kiedykolwiek był w pobliżu wszystko przestawało mieć sens.
Harry był wyjątkiem od prawie każdej reguły, którą sobie ustanowił i to sprawiało, że był doskonały. Louis chciał móc sobie przypomnieć, jaki był ten pocałunek, ale był wtedy zbyt cholernie oszołomiony. Był prawdopodobnie niesamowity.
- Nie mogę czekać tak długo. Przyjdziesz do mnie? – Zapytał zdenerwowanym głosem Harry.
Serce Louisa niemal wyskoczyło z piersi przez to zaproszenie. – Wyślij mi adres?
- Yup. Zobaczymy się wkrótce, zważając na to, że prawdopodobnie nie będziesz miał do czynienia z ruchem ulicznym – zażartował Harry.
- Urok bycia niechcianym przez większość społeczeństwa – odpowiedział żartobliwie Louis.
Rzeczy w końcu zaczynały wracać do normy, ale prawdziwie pytanie było takie: czy to, co Louis czuł do Harry’ego to była przyjaźń czy coś bardziej niebezpiecznego?
XXX
12
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz