piątek, 31 stycznia 2014

980

10

Wszędzie był dym, który obejmował całe pomieszczenie. To było nagłe i szybko spowodowało, że obaj krztusili się przez dym. Mogli zobaczyć siebie w tym dymie, ale był to wyłącznie słaby zarys.

- Niall zwariowałeś? – zapytał Liam, kopiąc i zamykając piekarnik, który Niall przed chwilą otworzył.

Czujnik dymu pipczał jak szalony, ale Liam szybko wytworzył kostkę lodu i podniósł ją do urządzenia, kręcąc głową na wybryki swojego blond przyjaciela.

- Nie chciałem, myślałem, że już jest zrobione! – zaprotestował Niall, trzymając ręce w górze w niewinnym geście.

Liam i Niall robili razem kolację i cieszyli się swoim towarzystwem, dopóki nie doszło do wydarzenia z piekarnikiem.

- Czy ty kiedykolwiek gotowałeś w swoim życiu? – zapytał Liam, gdy czujnik dymu w końcu uspokoił się.

Dym opadł i Niall żachnął się. - Nie wiem jak gotować, bo przeważnie używam do tego moich mocy!

Liam uniósł brew na odpowiedź Nialla. – Naprawdę jesteś aż tak leniwy?

- To naprawdę fajna sztuczka. – Niall wzruszył ramionami z uśmiechem na twarzy.

Liam zaśmiał się i wrócił do mieszania wody. Robili spaghetti i pieczywo czosnkowe, a Liam postanowił przekazać Niallowi przygotowanie zimnych potraw, więc Niall robił sałatkę Cezar.

- Więc… Drew podszedł do mnie dzisiaj rano – zaczął Liam niejednoznacznie.

Niall przestał kroić sałatkę i spojrzał na Liama, nieco z rozczarowaniem na twarzy. – Och?

- Taa, podszedł do mnie dziś na korytarzu i chciał się spotkać – odpowiedział Liam, a jego głos ociekał dyskomfortem. – Oczywiście odmówiłem.

- Wiesz, że nie musisz tego robić Liam – powiedział Niall, czując się winnym tego, że odrywał Liama od jego starego życia swoim niedosytem. – To znaczy chcę, żebyś spotykał się ze mną, ale nie musisz rezygnować z innych przyjaciół. To sprawia, że czuje się jak potrzebujący czy coś. Mimo, że nie lubię Drew…

Liam przygryzł wargę, bo nie chciał być zbyt porażony faktem, że nie obchodził nikogo poza Niallem, więc odpowiedział: - Drew nie jest typem człowieka z którym chciałbym się spotykać Nialler. To znaczy jest dupkiem, ale nie mogę być sobą przy nim.

- Ale… Możesz spotkać się z Louisem albo nawet z Larą! Dlaczego chcesz spędzać czas tylko ze mną? – zapytał Niall, w trakcie gdy zaparzył się na chwilę.

Liam odwrócił się od piekarnika w kierunku Nialla, rozpaczliwie chciał być szczery z Niallem, ale w tym samym czasie on po porostu nie był gotowy, żeby ujawnić tą część siebie. Najważniejsze było to, że nawet nie był pewien co czuje i odkąd poznał Nialla był gdzieś pomiędzy zauroczeniem w blondynku i całkowitym zdezorientowaniem przez niego.

- Jest jakiś związek między nami, Niall, nie wiem dokładnie co to jest, ale nie możesz zaprzeczyć, że nic tam nie ma. Może jest to dziwny sposób, że nasze moce tak doskonale się równoważą albo może to fakt, że jesteś najbardziej opiekuńczą, zabawną i uroczą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem, ale… cóż, to dlatego. – powiedział Liam, wiedząc, że później będzie żałował przyznania się do tych uczuć, ale teraz czuł się dobrze wyciągając to wszystko.

Przez chwilę Niall myślał, że sobie to wyobraził, ale gdy zobaczył, że Liam wciąż stoi przed nim z nerwowym wyrazem twarzy, wiedział, że naprawdę to usłyszał.

- Ja… Całkowicie czuje się tak samo. Myślę, że chodzimy może w kółko z tym co dzieje się między nami. Pewnie powiedziałeś, że jest między nami ‘więź’, ale co to tak naprawdę znaczy? Myślę, że jesteś przerażony tak samo jak ja. Jesteśmy również tak różni jak nasze moce, ale… nasze uczucia, może to jest po prostu zbyt obce miejsce, żebyśmy ruszyli… to prawda? – zastanawiał się Niall, widząc wzrastającą panikę w oczach Liama, gdy mówił.

- Może – mruknął Liam, jego ciało lekko drżało. – Właściwie… tak. Ale może właśnie w tej chwili.

- To w porządku być przerażonym. – Niall zapewnił swojego przyjaciela, idąc w jego kierunku powoli. – Myślę, że to najbardziej ludzka rzecz jaką możesz czuć, to trzyma nas w niepewności i to trzyma nas przy życiu.

Liam po prostu skinął głową, gdy Niall szukał w oczach Liama zaproszenia, że nie był gotowy się poddać.

- Rzeczy były o wiele prostsze, gdy byliśmy po prostu partnerami z laboratorium – powiedział Liam, patrząc na Nialla, widząc jak chłopak również patrzy na niego.

- Możemy wrócić do tego… jeśli chcesz – odpowiedział trochę speszony Niall komentarzem Liama.

- Nigdy – odpowiedział Liam. – Ale teraz może uda nam się zwolnić? Myślę, że oboje wiemy czego chcemy… i nawet jeśli nie, zrozumiemy czego chcemy.

- To brzmi doskonale – powiedział Niall, dając Liamowi uspokajający uścisk.

Jak zwykle gdy się dotknęli coś zaskwierczało między nimi, gdy się trzymali. Oboje pocieszali się tym, że powiedzieli o swoich uczuciach (choć nie skonkretyzowali ich) i teraz mogli być tego samego zdania.

Żołądek Nialla odezwał się z głodu, zakłócając ten moment i powodując, że ta dwójka rozdzieliła się.

Liam zaczął się śmiać i zasugerował: - Chcesz dokończyć ten niesamowity obiad? Biorąc pod uwagę, że twój żołądek zmienił się w niedźwiedzia?

- Tak, proszę! – zgodził się Niall wracając do miejsca, w którym robił sałatkę.

Stojąc w przeciwnych kierunkach Niall i Liam mieli uśmiechy na twarzy tak długo jak byli w swoim towarzystwie i byli pewni, że to nigdy nie odejdzie.

XXX

- Hej…Uh…Zayn! – zawołała Lara w kierunku opalonego faceta z dziwnymi oczami, gdy biegła, żeby go złapać.

Zayn odwrócił się i zobaczył dziewczynę, na której punkcie miał praktycznie obsesję, odkąd przybył do szkoły ona patrzyła na niego oczami pełnymi intryg. Nigdy wcześniej nie był obiektem obserwacji dziewczyn, a co dopiero takiej wspaniałej jak Lara.

- Oj… ty musisz być Lara… z biura prawda? – odpowiedział Zayn, starając się brzmieć tak spokojnie jak to tylko możliwe.

Lara spojrzała na niego i uśmiechnęła się, zakładając nerwowo włosy za ucho. – To jest całkowicie przypadkowe i nie powinnam nawet o to pytać, bo ledwo się znamy, ale chciałbyś może kiedyś wyskoczyć na kawę?

Lara, dziewczyna, która praktycznie unika go przez cały czas odkąd się znają, pytała, czy wyjdą gdzieś razem. To nie było nawet marzenie… Zaynowi zajęło trochę czasu zanim uświadomił sobie, że nie zareagował na jej zaproszenie, tylko gapił się na nią jak idiota.

Zniechęcona jego milczeniem Lara wyjąkała: - Nieważne. To głupie pytać cię o to i zakładać…rzeczy…

Odwróciła się, żeby odejść, ale Zayn instynktownie złapał ją za przedramię, delikatnie, ale wystarczająco żeby ją zatrzymać.

- Z chęcią – odpowiedział, uśmiechając się do niej szeroko.

- Whoa… uh, to znaczy świetnie, ale twoje zęby… - mruknęła, a jej oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyła, że jego zęby są fioletowe.

Zayn szybko zakrył usta ręką, puszczając jej ramię i odchodząc w przeciwnym kierunku. – Zadzwonię do ciebie!

- Nie masz mojego numeru! – zaprotestowała, zdając sobie sprawę że jego moc wymknęła się spod kontroli z powodu nerwów.

Addison wybuchnęła śmiechem, pędziła w dół wystarczająco, żeby się odsłonić. – O mój Boże, to było doskonałe.

- Nie szpiegujesz nas dla własnej satysfakcji. – Lara spojrzała groźnie na przyjaciółkę.

- Oczywiście, że to robię – odpowiedziała Addison, po czym uciekła zostawiając swoje słowa w powietrzu.

Nawet jeśli Addison myślała, że to zabawne, Lara wychodziła z siebie z tego powodu, że w końcu wychodzi gdzieś z Zaynem, chłopakiem który był dla niej zagadką.

XXX

- LOU! GDZIE DO CHOLERY POSZEDŁEŚ? LOU! – Harry wołał Louisa, gdy przedzierał się przez zadymiony budynek.

Płomienie zajęły ściany, gdy Harry szedł dalej korytarzem, który w połowie się załamał. Harry był przerażony i całkowicie ożywiony w tym samym czasie; musiał znaleźć Louisa, zanim ten głupek popełni błąd zgrywając bohatera, ale płacąc za to swoim życiem.

- Harry! Tutaj! – krzyknął Louis i Harry w końcu zobaczył go w dymie na końcu korytarza.

Słyszał głos małej dziewczynki krzyczącej tyle ile miała sił w płucach, gdy Harry zbliżył się do Louisa z szeroko otwartymi oczyma. W co do cholery oni się wpakowali?

Gdy Harry był u jego boku, Louis wyjaśnił: - Jest za drzwiami, ale mam wrażenie, że jest czymś przyciśnięta. Za mną.

Zanim Harry mógł zaprotestować, Louis podniósł ręce w stronę drzwi, które znajdowały się w ogniu i z wysiłkiem wyrwał je z zawiasów. Weszli do środka i zobaczyli małą dziewczynkę uwięzioną pod belką nośną.

- Ja pier… - zaczął Louis, zanim Harry zakrył jego swoją dłonią.

- Nie przeklinaj przy niej! – skarcił go, zabierając swoją rękę.

- Serio? – zapytał Louis, po czym wszedł do pokoju, oceniając sytuację.

Harry przygryzł wargę, gdy ciepło zbierało się w jego płucach, co utrudniało mu oddychanie i skupienie się na małym kryzysie przed nimi. (mamy kryzys, kryzys – od tłum.)

- Co zrobimy? – zapytał Harry, a jego oczy wręcz błyszczały niepokojem.

- Okay Harry. Najgorszą rzeczą, którą możemy teraz zrobić to panikować, szczególnie przy niej – powiedział Louis, patrząc prosto w jego oczy . – Uniosę belkę moją mocą, a ty zabierzesz ją stamtąd. Rozumiesz?

- O…Okay, w porządku – zgodził się Harry, przygotowując się, gdy Louis po raz kolejny podniósł swoje ręce, wykorzystując moc.

Lou skrzywił się, gdy mała dziewczynka wciąż lamentowała ze strachu i bólu. Musiał to zrobić; musiał być bohaterem. Belka drgnęła lekko, ale nie ustąpiła, ale on nie przestawał.

- Co się stało? – zawołał Harry.

- Myślę, że to ciepło… nie mogę…podnieść tego – odpowiedział Louis, zaciskając zęby.

- Lou, po prostu skoncentruj się i będzie dobrze – poradził Harry spokojnym głosem. – Zamknij swoje oczy, tak jak mówiłeś mi to wcześniej.

Louis zrobił tak jak mu kazano i wyobraził sobie deskę podnoszącą się nad dziewczynką, a Harry obserwował go z mieszanką podziwu, gdy to zadziało. Tak szybko, jak to było bezpieczne, Harry wziął dziewczynkę w ramiona.

Oczy Louisa otworzyły się i zobaczył, że to zrobili. Uratowali ją. Ale, tylko gdy o tym pomyślał jedna ze ścian pokoju zawaliła się.

- Harry! – Louis krzyknął ostrzegawczo i na szczęście na czas Harry usunął się z drogi. Louis poczuł falę ulgi przechodzącą przez jego ciało, wiedząc, że Harry’emu nic nie jest.

Kędzierzawy chłopak pobiegł w kierunku Louisa i powiedział: - Musimy się stąd wydostać!

- Droga przed tobą, niewidzialny chłopaku! – powiedział Louis mrugając do Harry’ego.

Louis ze swoją nowo odkrytą koncentracją uniósł ręce w kierunku ściany i zrobił w niej dziurę wystarczającą im do ucieczki, ale także na tyle stabilną, żeby całym dom nie przewrócił się na nich.

Harry od razu poszedł w jej stronę i łatwo się przez nią przecisnął. Ale tylko gdy się odwrócił dziura zajęła się płomieniami, blokując Louisowi drogę ucieczki.

Dziewczynka była nieprzytomna, więc Harry położył ją na ziemi tak szybko i delikatnie jak to było możliwe, zanim w pełni zaczął panikować. Z całą swoją wiedzą wiedział, że Louis mógł być już martwy.

- LOUIS! – krzyknął Harry, mając jak diabli nadzieję, że otrzyma odpowiedź.

Dopiero po chwili usłyszał ciężki kaszel dochodzący z wnętrza domu.

- Louis wszystko w porządku? – Harry krzyknął ponownie, chcąc żeby Louis odpowiedział, ale gdy nic nie doszło do jego uszu, wiedział że coś jest bardzo, bardzo źle.

Nie wiedział co robić; jego moc była kompletnie nieprzydatna w trym przypadku. Harry nie mógł stracić Louisa, nie w ten sposób, nie na zawsze. Ale nie mógł niczego zrobić. Łzy spływały po jego twarzy, kiedy rozpaczliwie wołał Louisa.

Nagle to było tak jakby lunatykował w kierunku ognia, jego ciało działało całkowicie automatycznie, gdy jego umysł szalał z emocji. Zobaczył jak unosi swoje ręce i pojawia się tam coś dziwnego w kształcie bańki. Powoli stało się to tak duże, że pochłonęło go i poszedł do płomieni, przechodząc przez nie.

Ogień nie ranił go i wkrótce pośród porozrzucanego drewna zobaczył jak Louis leży nieprzytomny. Wziął go w ramiona przyciągając go mocno do siebie i ruszył z powrotem.

Harry szedł dalej, zostawiając z tyłu dom, gdy strażacy rzucili się obok niego. Nie pamiętał jak długo szedł, ale wiedział, że z Louisem będzie wszystko w porządku, musi być…

Po tym co wydawało się wiecznością Louis poruszył się i zaczął niekontrolowanie kaszleć. Harry położył go delikatnie i patrzył jak Louis odzyskał świadomość.

Louis otworzył oczy i zobaczył jak Harry patrzy się na niego swoimi przepięknymi, zielonymi oczami. Ale było w tym chłopaku coś innego, ale potem Lou zobaczył to, byli otoczeni przez pole siłowe, bez wątpliwości wytworzone przez Harry’ego.

Harry’emu ulżyło, gdy chłopak obudził się, ale potem uświadomił sobie jak naprawdę się czuje: oburzony.

- Jak mogłeś mi to zrobić? – zapytał Harry, a jego oczy były wręcz pałały, po jego policzkach spływały łzy frustracji.

- C…Co? – wyjąkał Louis, trzymając ręce w górze w defensywnym geście, gdy Harry krzyczał na niego.

- Prawie dałeś się tam zabić i za co, za parę tanich wzruszeń? – rzucił Harry z niedowierzaniem. – Jakbyś mnie tak po prostu zostawił, co bym potem zrobił?

Louis patrzył jak Harry całkowicie załamuje się przed nim. – Spokojnie Haz, nic mi nie jest.

- Nie waż się mówić, żebym się uspokoił! – krzyknął wściekły Harry. – Nawet nie załapałeś tego co mi robisz prawda? Jak bardzo mnie to obchodzi?

- Erm… - wyjąkał Louis, który wciąż był oszołomiony przez działanie ognia. – Nie…?

- Naprawdę jesteś głupi prawda? – oskarżył go Harry, napędzany mieszanką gniewu i pełnej ulgi przycisnął swoje usta do Louisa.

Nie było po prostu innego sposobu, żeby Louis był w stanie w końcu to zrozumieć, a teraz naprawdę to zrobił.

XXX



10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz