sobota, 1 lutego 2014

999

7

dzień: 11, miesiąc: kwiecień, rok: 2010


1.


Jak na każdej lekcji języka angielskiego, Louis zaczął huśtać się na krześle, przez co spotkał się z nieprzyjemnym wzrokiem Pana Adams. Lecz jak zawsze nic na to nie powiedział, nie miał siły zwracać uwagi na takiego błazna jakim był Tomlinson. Wiedział, że pewnego dnia spadnie z hukiem z tego przeklętego krzesła. I to stało się właśnie dzisiaj.


Harry zaczął podnosić obolałego Louis’a z ziemi (siedzieli razem w ławce, ponieważ dwie szczęśliwe parki postanowiły usiąść razem), który niechętnie skorzystał z ręki wyciągniętej w jego stronę. Cała klasa wybuchnęła śmiechem (oprócz Harry’ego) i profesor.


Oh, spierdalajcie.


Resztę lekcji spędził, na rozmyślaniu o chłopaku z loczkami, którego kolano ocierało się o jego, przez co nie mógł się na niczym skupić. Siedział jak na szpilkach, a Harry był chyba z siebie zadowolony, bo cały czas jego twarz zdobił wredny uśmieszek. Gdy w końcu minęło 60 minut (mają każdą lekcje dłuższą o 15 minut), Louis odetchnął z ulgą. Jeszcze tylko matematyka… i kara. Na samą myśl o byciu sam na sam z Harry’m jego żołądek robił obroty o 180 stopni, nie żeby się denerwował, no dobra tak było. Nie wiedział czego może się po nim spodziewać. Gdyby nie ten głupi pocałunek, wszystko by było tak jak wcześniej, jakby tylko dało się cofnąć czas.


Louis postanowił, już nie unikać Harry’ego, gdy to robił czuł się jakby cząstka jego umierała. Zrozumiał to, gdy Styles pomógł mu wstać z podłogi, ich dłonie świetnie się wpasowały.


Nadeszła pora obiadu. Jak zawsze w szóstkę usiedli przy tym samym stoliku, lecz zmieniła się jedna rzecz. Zamiast jednej całującej się pary, były dwie. Co Louis przyjął z teatralnym przewróceniem oczyma. Czy oni na każdym kroku muszą się wymieniać śliną?


- Możecie przestać? - zapytał z wyraźnym gniewem w głosie.


- Po prostu znajdź sobie drugą połówkę, popatrz Harry jest obok ciebie, też się możecie całować. - powiedział Niall, poruszając zabawnie brwiami. Pozostała trójka, pokiwała zgodnie głową.


- Śmieszne.


2.


Czasami Harry się zastanawiał, czy jego matka za nim tęskni, mógłby się z nią skontaktować ale to by miało ryzyko. Jego czas na ziemi skróciłby się w najgorszym wypadku o jeden dzień, a on nie chciał ryzykować. Jeszcze nigdy Harry nie opuścił boku matki na tak długo, był z nią bardzo związany, ona była jego najlepszą przyjaciółką. A teraz najzwyczajniej w świecie za nią tęsknił. A co jeśli Louis nie będzie chciał opuścić ziemi ze względu na jego bliskich? Przecież nie będzie go zmuszał do tego, aby go pokochał.


Właśnie skończyła się im ostatnia lekcja, co oznaczało że musieli z Lou udać się aby odpracować karę. To samo mieli zrobić pozostali. Gdy już zajęli się tym czym mieli się zająć, Harry odetchnął z ulgą widząc że Louis na szczęście go nie unika.


- Err… Lou? Mógłbym cię o coś zapytać? - spytał cicho Harry, jakby nie chciał naruszyć tej ciszy która panowała między nimi. Na szczęście nie była ona taka, jak wczoraj, bo Harry by tego nie przeżył.
Louis wyszedł z kabiny, którą właśnie czyścił i spojrzał podejrzliwie na Harry’ego.


- Tak, jasne. Postaram się odpowiedzieć. - posłał w jego kierunku najpiękniejszy uśmiech, przez który Harry’emu zmiękły kolana.


- Jacy są twoi rodzice? - zapytał nieśmiało, zwilżając koniuszkiem języka dolną wargę

- Ehh… ojciec nie żyje, a matka nie żyje dla mnie.


- Co? Czemu? - gdy zobaczył ból na jego twarzy od razu posmutniał i dodał - Jak nie chcesz to nie mów. Po prostu wydaję się mi, że jak to z siebie wyrzucisz to poczujesz się lepiej. - posłał mu pocieszający uśmiech.


Louis przez chwilę się zastanawiał. Zapewne analizował wszystkie za i przeciw. Aż w końcu otworzył usta a słowa, zaczęły zasypywać Hazze.


- No dobra. To może zacznę od początku. Zawsze się mi wydawało, że matka mnie kocha. Robiłem wszystko, aby była szczęśliwa, ale nigdy tak nie było. Później zacząłem, mieć problemy w szkole. Podobno byłem bardzo konfliktowy, codziennie wdawałem się przynajmniej w jedną bójkę. Potem zaczęłem obracać się w złym towarzystwie, zacząłem ćpać, kraść. Zaczęło być gorzej, gdy przyznałem się mamie do tego że jestem gejem, nie chciała się do mnie przyznawać. Dlatego postanowiła, że mnie wyda na policji. - zaczął mówić z łzami w oczach - To przez nią tutaj jestem. Własna matka mnie wydała, rozumiesz?! Tylko dlatego, że nie chciała mieć syna geja, wolała mieć syna przestępcę! - łzy wylałt się z kącików jego oczu.


Harry szybko pokonał dzielącą ich odległość i przytulił mocno do siebie, szepcząc mu do ucha uspokojające słowka, palcami przeczusując jego jedwabiste, kasztanowe włosy.


Louis objął jego talię, a Harry czuł się jakby przytulał się z misiem koalą. On był taki malutki i kruchy.


- Dziękuję Curly. - wypowiedział w zagłębienie jego szyi, przez co przeszły go ciarki w dół kręgosłupa.


- Curly? - zaśmiał się, z przezwiska nadanego mu przez Lou.

- Pasuje do ciebie.


A Harry był pewny, że już to przezwisko pokochał, bo nadał mu je Louis.
Po paru minutach tak wtulonych w siebie, Louis oderwał się od Harry’ego, posyłając mu pełne wdzięczności spojrzenie. I dopiero teraz Harry zdał sobie sprawę z tego, że Louis powierzył mu coś, co nikt nie wie.


Czyli Louis ma zaufanie do Harry’ego.

___


7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz