piątek, 31 stycznia 2014

973

Zayn czuł się okropnie. Ale nie, to nie był zwykły ból brzucha czy gorszy dzień. On czuł, że powoli umiera i z każdym dniem było coraz gorzej.

Gdy Zayn miał pięć lat, rodzice wzięli go do zoo. Malutki Malik już od kilku dni chodził nabuzowany i nakręcony, co chwilę pytając mamy, czy musi jeszcze długo czekać na wyjazd do zwierzaczków. Czuł się tak niesamowicie podniecony, gdy ten wspaniały dzień nadszedł. Wyobrażał sobie wielką, czerwoną arenę i setki milutkich, wytresowanych istot, które skakałyby, przechadzały się z gracją i zionęły ogniem. Skończyło się na tym, że zostali wciśnięci pomiędzy małą, rozwrzeszczaną dziewczynkę oraz starego, tłustego faceta, który ślinił się i przypadkowo opluł Zayna kilkanaście razy. Nie było wspaniałych zwierzaczków, tylko przerażony lew, którego dwóch mężczyzn musiało siłą wyciągnąć na arenę. Malik mając już całkowicie dosyć, zwymiotował na najnowszą sukienkę jego mamy i wylądował zamknięty w swoim pokoju, aby odbyć karę.

Gdy Zayn skończył dwanaście lat, wszyscy jego przyjaciele mieli dziewczyny. Przechadzali się z nimi po osiedlu i całowali pod drzewem, chwaląc się jak bardzo są dorośli i dojrzali. Zayn patrzył na nich, udając, że wcale go to nie obchodzi, ale gdy wracał do domu, kulił się na łóżku i zastanawiał, co do cholery jest z nim nie tak. Przecież to nie jego wina, że nie podobała mu się żadna z jego koleżanek, prawda?

Gdy Zayn miał szesnaście lat, po raz pierwszy poszedł na prawdziwą imprezę. Było to wielkie party z setką osób, które Mick urządził, gdy jego rodzice wyjechali na romantyczny weekend do Francji. Wtedy Zayn po raz pierwszy porządnie się upił, a gdy rano znalazł się w łóżku jakiegoś obrośniętego, dwudziestoletniego faceta, z pulsującą głową i odruchem wymiotnym, całkowicie pożałował tego wieczoru (co nie zmieniło jego nastawienia do wypadów do klubów w przyszłości.)

Teraz Zayn miał dwadzieścia lat i wpatrywał się w ciemniejący ekran swojego laptopa, czekając na odpowiedź od chłopaka, która nie nadchodziła już od czterech dni. I to było gorsze, niż wszystkie wcześniej wspomniane sytuacje.

Po ich cudownej, trzygodzinnej randce Zayn wrócił do domu rozpromieniony i pierwszym, co zrobił było wysłanie wiadomości z podziękowaniami za spotkanie do Liama. Wpatrywał się w ekran z uśmiechem, układając kolejne, cholernie długie zdania o tym, jak bardzo chciałby to ponowić i mówiąc mu, jak wspaniałym jest gościem. (Po wysłaniu uderzył się w czoło, myśląc, czy nie pozwolił sobie na zbyt dużo, alezdecydował, że lepiej będzie pieprzyć to i iść spać.)

Teraz jego niepokój ponowił się, bo od ich randki Liam nie dawał najmniejszego znaku życia. Nie odczytał jego wiadomości, nie odpisał na nie, nie zdobył się nawet na powiedzenie mu, że to była pomyłka. A tego Zayn bał się najbardziej. Że brunet myślał, że będzie inaczej, może lepiej i po tym spotkaniu miał kompletnie dosyć Malika, więc postanowił odciąć się od niego bez żadnego ‘przepraszam’.

Choć z drugiej strony, Liam nie wyglądał na takiego faceta. Był uroczy, miły, ciepły i inteligentny, a gdyby chciał rozwiązać ich znajomość, zrobiłby to najmilej jak potrafi. Nie rzuciłby go od tak, bez słowa.

Więc Zayn trwał w rozterce, będąc niemożliwie zdesperowanym kontaktu z Liamem, jednocześnie nie chcąc go przerazić swoim zaangażowaniem. Wysłał mu tylko dwie wiadomości, pytając gdzie jest i dlaczego nie odpisuje. A gdy od ich randki minął tydzień i Liam nadal nie był dostępny, Zayn był już wystarczająco smutny i zły (bardziej na siebie, niż na Payne), że postanowił zrobić coś, w czym jest dobry.

Zrelaksować się.

Na początku zaczynał całkiem niewinnie, po prostu pijąc piwo i oglądając mecz. Ale gdy jego ulubiona drużyna przegrywała, a rozgrywający przeciwników okazał się mieć na imię Liam, poczuł że to za mało. Musiał upić swoje żałosne zachowanie, więc wyciągnął półlitrówkę i kieliszek, po czym napełnił go do pełna.

- Hej, do dna! – wymamrotał, przechylając naczynie. Czuł, jak alkohol pali jego przełyk, ale jedynie otrząsnął się, skupiając z powrotem na telewizorze.

Kilkanaście minut później, nie liczył się dla niego wynik meczu czy Liam. Był przyjemnie odurzony, a świat delikatnie wirował, ale przynajmniej nie był w swoim odczuciu aż tak żałosny, jak wcześniej.

Położył na kolanach laptopa, na którym nadal była otwarta ich strona. Zayn westchnął, po czym wystukał na klawiaturze trzy krótkie słowa.

gzie ejsteś, liiam

*****

Harry i Louis nie rozmawiali zbyt dużo po ich szpiegowskim spotkaniu (które Harry nadal wolał nazywać randką). Louis był zbyt przejęty i szczęśliwy, ponieważ wszystko układało się po jego myśli; relacja Zayna i Liama szła w dobrym kierunku, a ponowne spotkanie z Niallem przywiodło mu na myśl dziecięce lata, więc cały wieczór spędził na oglądaniu albumu ze zdjęciami. Proponował nawet Harry’emu dołączenie do wspominania starych, dobrych czasów, ale zielonooki znalazł jakąś wymówkę, więc starszy chłopak po prostu odpuścił.

I gdy Louis rozpływał się nad każdym pojedynczym zdjęciem, Harry leżał skulony na łóżku w swoim pokoju, zastanawiając się co do cholery robi nie tak, że zawsze coś mu nie wychodzi. Nawet gdyby starał się jak tylko może, coś pójdzie nie tak i cały jego plan legnie w gruzach. Ktoś się zorientuje, ktoś coś powie, przekaże Louis’emu i bum, następnego dnia Harry będzie stał na wycieraczce przed ich mieszkaniem z walizkami, bez konkretnego pomysłu gdzie może się udać.

Skoro Niall zauważył, Louis też mógł to zrobić.

Harry obrócił się na łóżku, wtulając twarz w poduszkę, a pojedyncza łza wytoczyła sobie ścieżkę po jego policzku. Jego życie było nienormalne. Dlaczego musiał zakochać się w swoim najlepszym przyjacielu? Przecież ich relacja była wspaniała, zawsze mogli na sobie polegać, więc dlaczego… dlaczego chciał to zepsuć? Przecież gdy Louis się dowie, na pewno zakończy ich przyjaźń.

Mógł zrobić tylko dwie rzeczy – powiedzieć mu o swoich uczuciach, lub odsunąć się od Louis’ego, aby ten się nie zorientował.

Wyjście było bardziej niż oczywiste.

******

Gdy rano Harry doprowadził się do porządku, na stole w kuchni leżało świeżo przyrządzone śniadanie – jajecznica na bekonie i jego ulubiona herbata. Wszystko było jeszcze ciepłe, tak jakby zostało zrobione dosłownie chwilę temu. Obok talerza leżała malutka kartka, którą Harry wziął do dłoni, zanim usiadł do stołu.

Podobno miałeś na to ochotę, więc proszę, śniadanie podano do stołu. Smacznego Hazz!

Ps: Jestem w sklepie,

Loueh.

Harry nie mógł nie być wdzięczny i nie rozpływać się na widok tego, co zrobił dla niego przyjaciel (chociaż próbował przekonać się, że to zdecydowanie nie jest powód, żeby kochać go jeszcze bardziej – przecież współlokatorzy tak robią).

Ale gdy po południu, Louis położył się obok niego na kanapie i zaczął wpatrywać swoimi wielkimi, niebieskimi oczami, próbując wywiercić mu dziurę w głowie, Harry wiedział, że o coś chodzi. Próbował odsunąć się, jak najbardziej się da, aby móc z nim spokojnie porozmawiać, ale uniemożliwiała mu to ścianka kanapy, więc po prostu westchnął, zanim zapytał:

- Co jest, Lou?

- Nic, nic – odpowiedział z olbrzymim uśmiechem na ustach, po czym odwrócił wzrok, chichocząc w stronę telewizora.

Po paru minutach, gdy Louis nadal zachowywał się dziwnie, Harry spróbował jeszcze raz. – Loueh, o co chodzi?

- Ja… wiesz, Hazz – mówił, a w jego oczach błyszczały iskierki. – Pamiętasz mój ukochany horror z dzieciństwa? Ten, na którym byliśmy ze znajomymi parę lat temu?

Nie! chciał krzyknąć Harry, ale powstrzymał się w odpowiedniej chwili, nadal słuchając podekscytowanego Louis’ego.

- Zaczęli grać go ponownie w kinie dwie przecznice stąd! Pójdziemy? Proszę, proszę, proszę – błagał Louis, chwytając dłonie Harry’ego i podnosząc się do góry, tak, że patrzył na swojego młodszego przyjaciela z góry.

Trzymali się za ręce tyle razy, ale dzisiaj Harry czuł się inaczej, jakby nie mógł oddychać, a co dopiero normalnie funkcjonować. Dreszcze zawędrowały aż do jego kręgosłupa, sprawiając, że jego ciało zatrzasnęło się delikatnie. Co jest ze mną nie tak, pomyślał w nerwach, próbując odsunąć się od palącego dotyku przyjaciela, który wydawał mu się całkiem inny niż zazwyczaj.

Jaką wymówkę ma wymyślić? Że źle się czuje, nie lubi tego filmu, ma już plany? W zasadzie, mógłby upozorować nawet pogrzeb złotej rybki swojego dalekiego kolegi, aby nie musiał iść z Louis’m do kina. Wiedział, że tam nie mógłby kryć się ze swoimi uczuciami, jeśli jego przyjaciel siedziałby co najmniej dwie godziny, oparty o jego ramię, wyglądając tak uroczo, jak… jak w zasadzie zawsze.

- Lou… wiesz, bardzo chętnie bym się tam z tobą wybrał, – phi, kłamstwo – ale… nie przepadam za tym filmem od młodości. Przecież dobrze mnie znasz, boję się horrorów, są okropne – zrobił skwaszoną minę, próbując brzmieć wiarygodnie.

Louis nieco pobladł, jego policzki nie były już takie zaczerwienione od ekscytacji, a usta wygięte w podkówkę. – Uh, Harry… proszę, wiesz że nie mam z kim na niego iść.

- A Liam, Zayn?

- Czyżbyś mówił o naszych zakochańcach? Papużkach nierozłączkach? Sądzisz, że jedna z nich opuści drugą i wybierze się ze mną na marny film, jeśli mogą robić tyle wspaniałych rzeczy razem?

Harry szarpnął się energicznie z kanapy, uśmiechając się pocieszająco. – Skoro jest taki marny, po co chcesz na niego iść?

- Harry! – zapiszczał Louis.– Wiesz, o co chodzi. Po prostu… zrób to dla mnie, błagam. Będzie fajnie, obiecuję!

Obrócił się w jego stronę, momentalnie tego żałując, bo Louis siedział na kanapie z nogami podciągniętymi pod brodę, głową opartą o kolana i przygryzioną wargą. Jego palce były skrzyżowane w oczekującym geście, który głosił coś jak wierzężetozrobiszharry.

Harry uśmiechnął się, lekko kiwając głową, zanim pomyślał, że całe jego życie to ciągłe uleganie namowom przyjaciela.

****

Harry właśnie zastanawiał się, kiedy może włożyć zatyczki do uszu, gdy Louis szturchnął go w ramię, wskazują palcem na plakat z przekąskami. – Bierzemy popcorn, nachosy czy coś innego?

- Popcorn i dużą colę – wymruczał brunet, rozglądając się po kinie.

W sumie, było tu całkiem przytulnie. Kino było małe, ulokowane w pobliżu ich mieszkania, a w środku znajdowały się tylko dwie, nieduże sale, za co w duchu Harry dziękował przyjacielowi, bo jeśli miał się ośmieszać, to przy małej ilości osób.

Rzecz w tym, że on naprawdę nienawidził horrorów. Nie widział niczego fajnego w duchach, upiorach i innych palantach biegających z siekierą za ofiarą. A po drugie, zawsze były takie same, ci ludzie uciekali w stronę światła, licząc że potwory ich nie zobaczą. On z pewnością zrobiłby to inaczej i przeżyłby taki koszmar.

Chociaż w sumie… może jednak nie, pomyślał, biorąc pod uwagę swoją obecną sytuację i to, że aby uciec od Louis’ego wybrał się z nim do kina.

Był tak cholernie głupi zgadzając się na to.

- Idziemy, Hazza! – zawołał jego przyjaciel, zanim ruszył, nie oglądając się za siebie.

- Ej, ej, nie zostawiaj mnie!

Louis uśmiechnął się pocieszająco w jego stronę, częstując go popcornem z pełnego kubełka. Zielonooki wziął kilka ziaren i przeżuł je powoli.

- Uh, kocham to – wymamrotał, przystając przed salą kinową. Nie musieli martwić się o zamawianie biletów, ponieważ starszy z nich zarezerwował je przez internet, chcąc mieć jak najlepsze miejsca.

To, że ten seans jest dla niego taki ważny, było urocze, pomyślał Harry.

- A co do tego zostawiania cię… przecież wiedziałem, że za mną pójdziesz. Zawsze to robisz.

Oh, Louis uderzył w jego czuły punkt, ale tak, to była prawda. Za każdym razem ufał mu, podążał za nim, poddawał się jego głupim pomysłom i bezmyślnym planom. Śmieszniejsze jest to, że jeszcze mu się to nie znudziło. Prawdopodobnie gdyby znali się mając osiemdziesiąt lat i Louis zachciałby skoczyć na bungee czy wystąpić w klubie ze striptizem, Harry zgodziłby nawet na to.

Ulegał mu za każdym pieprzonym razem.

- Taa – wymruczał, popijając ich wspólną colę. – O której zaczyna się film?

- O siedemnastej, jest za dziesięć. Choć w zasadzie powinni już wpuszczać na salę, chodź za mną! – zaśmiał się Tomlinson, wchodząc do pustej sali kinowej. – Yey, jesteśmy pierwsi.

- I ostatni – jęknął pod nosem Harry, bo kto normalny przyszedłby na jakiś stary, kiepski horror?

Widocznie ten stary, kiepski horror był znacznie mniej kiepski dla innych, bo kilkanaście minut później, sala była całkowicie wypełniona przez wgapionych w ekran widzów. Aktualnie odtwarzane były reklamy, a Harry szukał w kieszeni zatyczek do uszu (naprawdę nie żartował). Mężczyzna tuż obok niego prowadził żywą konwersację z sąsiadem o tym, czy główny bohater powinien uciekać w tamten zakątek pokoju (oczywiście, że nie!), a siedzący za nim dres nieustannie kopał w jego siedzenie, próbując go sprowokować.

- Ja pierdolę – wymamrotał Harry, a na sali zrobiło się ciemno, gdy film się rozpoczął.

- Miłego oglądania, Hazz! – uśmiechnął się Louis, klepiąc go w ramię.

W zasadzie, film nie był taki koszmarny, jak spodziewał się tego Styles. Możliwe, że źle go zapamiętał z wczesnych lat młodości, ale może to dlatego, że podczas oglądania go po raz pierwszy, byli otoczeni grupką głośnych, nieznośnych znajomych. Teraz ich towarzystwo było jeszcze gorsze, ale… Ale miał swojego przyjaciela na wyłączność, mógł godzinami obserwować to, jak Louis zaciska pięści i wargi, gdy morderca gonił głównego bohatera. Jak chichocze z trumfem, gdy po sali rozchodzi się cichy pomruk ‘kto to był’, a tylko on zna całą fabułę na pamięć. Jak uśmiecha się, a w jego oczach pojawiają się iskierki, gdy Mark (tak nazywa się ofiara, a Harry zastanawia się, czy reżyser nie miał lepszego pomysłu na imię? Jest takie popularne i… dziwne) idzie z córką na spacer i robią wianek ze stokrotek.

(Harry ma wrażenie, że Louis wyglądałby w nim perfekcyjnie, biel kwiatów idealnie komponowałaby się jego ciemną karnacją i błękitnymi oczami. Tak, musi kupić mu takie cudo.)

Podsumowując, Harry przestudiował całą gamę zachowań i ruchów swojego przyjaciela, nadal nie będąc w pełni świadomym, dlaczego Mark został zamordowany. Gdy zaczyna boleć go tyłek, a cała rodzina zmarłego idzie na jego pogrzeb, Louis pociąga kilkakrotnie nosem.

Harry po raz kolejny myśli, że to okropnie urocze i nie jest pewny, kiedy jego przyjaciel przerzuca rękę przez jego siedzenie, obejmując jego szyję ramieniem i przyciągając go do siebie. Jest mniejszy, ale otacza jego ciało bez trudu. Pewnie wyglądają śmiesznie, ale Harry wie, że i tak nie może nic z tym zrobić. Czuje, że utknął pomiędzy nim, a tym obrzydliwym, starym facetem, wdychając zapach perfum Louis’ego.

- Jak tam? –mruczy Louis, odrywając wzrok od ekranu.

- O-okej – mamrocze Harry, wzruszając ramionami i zapychając się popcornem, uniemożliwiając powiedzenie czegoś głupiego.

Louis uśmiecha się w odpowiedzi, ponownie skupiając się na filmie. Reszta seansu mija w błogiej ciszy, a za każdym razem, gdy w grę wchodzi zakrwawiona siekiera, Harry próbował skupić się na kojącym dotyku Louis’ego, który kreśli szlaczki na jego piersi, wysyłając delikatne dreszcze do jego kręgosłupa.

- Harry, wstajemy! – woła jego przyjaciel, gdy film się kończy, zwracając na siebie uwagę innych. Harry rozgląda się w około, zauważając, że większość wyszła już z kina, zostawiając ich samych.

Przez cały czas chciał stąd uciec, a gdy wreszcie miał do tego sposobność, Harry mógłby zostać tutaj na wieki. Fotel wydał mu się o wiele przyjemniejszy i miększy, a Louis stojący nad nim i wyciągający w jego stronę rękę wyglądał idealnie. Jak perfekcyjna rzeźba, pomyślał zielonooki, odpowiadając uśmiechem na krzyk współlokatora.

- Zostańmy tu, jest taaak przyjemnie – wymruczał, ściągając Louis’ego w dół na jego siedzenie.

- Co? – zachichotał Louis, szczerząc się w jego kierunku. Uroczy. – Harry, przez cały czas narzekałeś…

- Oh, film był koszmarny, ale teraz, gdy nie ma tu tych dziwnych ludzi, zrobiło się całkiem fajnie.

- Jesteś głupi – powiedział przewracając oczami, ale układając się wygodniej na fotelu. Na oparciu pomiędzy nimi ułożył kubełek z popcornem, biorąc kilka ziaren. Okręcił je w palcach, a uśmiech na jego buzi poszerzył się nieznacznie. – Harry?

- Hmm? – wymruczał wspomniany chłopak, przeczesując loki, które układały się jak aureola wokół jego głowy.

- Zamknij oczy, otwórz buzię – zaśmiał się, podciągając kolana pod brodę i siadając prostopadle do oparcia fotela, tak że znajdował się jeszcze bliżej Harry’ego.

- Co?

- Noo weź, będzie fajnie.

- Um, ta… okej, co mi szkodzi – wzruszył ramionami, wypuszczając powietrze nosem, zanim przymknął powieki i otworzył szeroko usta.

Louis zachichotał, po czym rzucił w niego popcornem, próbując wycelować w środek jego otwartych ust. Harry poczuł jak prażone ziarno kukurydzy odbija się od jego nosa i spada po policzku, aby wylądować na fotelu, zamiast w jego buzi.

- Coś ci nie wyszło – zauważył spostrzegawczo Harry, na co Louis przewrócił oczami. Odchylił się na siedzeniu do tyłu, śmiejąc się na całą salę, a zielonooki dołączył do niego, chichocząc. Nawet nie wiedzieli, z czego się śmieją, po prostu cieszyli się chwilą spokoju i radości. Tak jak za dawnych lat, nie przejmowali się tym, co nastanie, nie liczyła się przyszłość, tylko teraźniejszość. Ten moment, gdy zachowywali się jak dzieci, zaśmiecając kino poprzez rzucanie w siebie, wydawał im się skokiem w przeszłość.

- Teraz! – zawołał Louis, a Harry przesunąwszy się w lewo, po raz pierwszy złapał kukurydzę w swoje usta i przeżuł ją głośno. - Tak, brawo, Harreh - zaklaskał w dłonie, przymykając oczy i pokazując rządek ząbków, a Styles myśli, że umrze na miejscu, bo taki.uroczy.to.niemożliwe.żeby.być.takim.słodkim. Zdecydował, że jeśli jego przyjaciel zrobi coś takiego jeszcze raz, zgłosi to na policję. I do sądu. Napisze, że Louis utrudnia mu życie i doprowadza do zawału, co jest niezgodne z prawem. Tak, na pewno go aresztują.

- Jesteśmy zgranym zespołem – odpowiedział tylko, z uśmiechem przybijając mu piątkę.

Louis przygryzł wargę, a błękit jego oczu spotkał zieleń tęczówek Harry’ego. To jeden z takich momentów, gdy po prostu patrzyli na siebie, a ich wzrok przekazywał wszystkie emocje (Harry miał nadzieję, że tylko te, które chciał przekazać). Brunet uśmiechał się jeszcze bardziej, tak że policzki bolały go, a on sam dziwił się, że jeszcze nie pękły.

- Przepraszam panów? – rudowłosy mężczyzna ubrany w niebiesko-biały fartuszek, trzymający w ręku mopa, skinął na nich głową. – Za paręnaście minut rozpoczynamy kolejny seans, zostają Państwo czy wychodzą? Chcielibyśmy posprzątać.

Oh, Harry spojrzał na zegarek i tak… OH. Była już za dwadzieścia ósma, czyli zostali po filmie jakieś piętnaście minut. Kiedy to minęło? Zawsze, gdy zostawał sam na sam z Louis’m, zapominali o nieustannie płynącym czasie.

- Już uciekamy – odrzekł Louis, a mężczyzna przytaknął i usunął się z ich pola widzenia. Niebieskooki chwycił Harry’ego za rękę i podniósł z siedzenia. – Jejciu, chodź, ty olbrzymie.

Harry zachichotał, trzepnąwszy Louis’ego po głowie w karcącym geście. – To nie moja wina, że wyrosłem. Nie to co ty!

Louis prychnął i pociągnął go za rękę w kierunku wyjścia, rechocząc głośno. Harry dziwił się, że jeszcze nie wyrzucono ich za zakłócanie spokoju i porządku, więc gdy wyszli, głośno odetchnął z ulgą.

- Jesteś idiotą – wymamrotał z czułością. A gdy Louis mrugnął do niego w odpowiedzi, Harry zrozumiał, że jego kolejny plan poszedł się pieprzyć, bo zamiast oddalić się od swojego przyjaciela, jeszcze bardziej się do niego zbliżył.

Miał przechlapane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz