sobota, 1 lutego 2014

1002

+0

1.

To miejsce jednak nie było takie jak sobie Louis wyobrażał. Myślał że będą tutaj czarne zamki, ogrodzone wysokimi żywopłotami, a rzekę będzie zastępować lawa. Jego wyobraźnia, wyszalała się aż za bardzo.

W rzeczywistości nie było tutaj aż tak strasznie. Może był tutaj jeden główny ogromy zamek, ale wcale nie był czarny… tylko szary (też mi różnica).

Te podziemia wyglądały jak wioska. Chatki, które były budowane wokół zamku, były z drewna. Wyglądały całkiem przytulnie.

Ludzie którzy byli na zewnątrz, przyglądali się całej piątce - mówiąc coś cicho między sobą.

Louis od razu zauważył, że on jak i czwórka jego przyjaciół, nie pasowali tutaj. Nie wiedział dokładnie, po czym to stwierdził. Czuł to po prostu. Reszta też chyba to zauważyła, bo rozglądali się niespokojnie.

- Chodźcie za mną. - powiedział Harry i udał się w bliżej nieokreślonym kierunku. Podążyli za nim spuszczając głowę. Za dużo ludzi się na nich gapiło, nie patrzyło, gapiło po prostu.

Wszyscy ci poddani Harry’ego, kłaniali się mu nisko. Widać było że cały lud ma do niego ogromny szacunek.

2.

Właśnie stali przed ogromną bramą pałacu. Harry pchnął drzwi które momentalnie ustąpiły - a wyglądały na ciężkie. Zamek z tej odległości, był na prawdę ogromny.

Spojrzał niepewnie na przyjaciół stojących za nim. Zayn i Liam mieli splecione dłonie, niepewnie patrzyli się na budynek stojący przed nim. A Josh i Niall całowali się, nie przejmując się niczym i nikim.

Uniósł kąciki ust ku górze, gdy zauważył że Liam wpatruje się w niego niepewnie.

Nie był do końca przekonany, co do zamieszkania tutaj już na zawsze.

Zostali wprowadzeni do środka przez dwóch kolesi ubranych tak samo.

Im głębiej budynku wchodzili, tym bardziej Louis wpatrywał się w otaczające go rzeczy z niedowierzaniem.

Pałac w środku wydawał się większy niż z zewnątrz. Było tutaj dość…pusto. Louis był pewien, że jeśli teraz by coś powiedział, to echo odbiłoby się od ścian. Ale wolał nie przerywać tej ciszy, która tkwiła.

Louis miał rację. Po chwili było słychać stukot obcasów, coraz to wyraźniej. Aż w końcu dostrzegł zmierzającą ku nim postać, była to kobieta, dość ładna.

Pierwsze co zrobiła, to wpadła Harry’emu w ramiona, a Louis jak i pozostali stali tam jak słup soli, nie mogąc się ruszyć. Bo to chyba nie możliwe, aby Harry miał kochankę…prawda? Po co by go tu chciał?

Może chce go zabić? Różne myśli nawiedzały jego głowę i żadne z nich nie były pozytywne.

Gdy się od siebie oderwali, Harry objął ją ramieniem i wbił swoje krwistoczerwone spojrzenie w swojego chłopaka (pomińmy fakt, że gdy Styles wlepi w niego swe spojrzenie, to Lou miękną kolana).

- Panowie przedstawiam wam -

- Na chuj nas tu ściągałeś?! - wybuchnął - Żeby nam przedstawić swoją kochankę? Nic dla ciebie nie znaczę?!

- Eeee… Louis to moja mama.

- Czekaj, czekaj. Twoja co? - zapytał całkiem zmieszany

- Wooo, ale się ośmieszyłeś przy teściowej. - wygwizdał Niall, za co dostał kuksańca w bok.

- Oh nie. Nawet mi to schlebia, nie wiedziałam że wyglądam tak młodo. - podeszła do Lou i przytuliła, a on zdziwiony przez chwile stał nieruchomo. Jeszcze nigdy nie spotkał się z tym, aby całkiem obca osoba go przytulała. Nawet własna mama rzadko kiedy to robiła. - A więc ty jesteś Louis. Mój syn jednak ma gust. - Poczuł jak policzki zaczynają go piec. Pewnie teraz wygląda jak burak.

- Mamo Lou, już znasz. Tam stoi Niall i jego chłopak Josh oraz Zayn i jego chłopak Liam, chłopcy to moja mama Anne.

- Cześć chłopcy. - powiedziała miło - Nie chcę słyszeć że ktoś mówi do mnie pani, Anne wystarczy. - powiedziała całkiem poważnie, grożąc im palcem. Wszyscy przytaknęli głowami.

Anne miała takie same krwistoczerwone tęczówki jak Harry. Może jednak jej syn miał bardziej intensywne.

3.

Louis był tu dopiero nie całą dobę, a już ośmieszył się dwa razy. Jego nowy rekord.

Za drugim razem, nie zauważył, że jakaś sprzątaczka myła schody i po prostu z nich spadł. Na szczęście nic sobie nie zrobił, oprócz rozdartego łuku brwiowego. Parę osób to widziało i serio Louis zauważył jak tłumili w sobie śmiech.

- LouLou uważaj następnym razem. - wyszeptał Harry tuż przy jego ustach ( miał taką ochotę je pocałować, a jego kochany chłopak postanowił się pobawić), gdy nakleił mu plaster na zranione miejsce.

Louis niespodziewanie złapał chłopaka za kark i przyciągnął do siebie, smakując jego ust. Całowali się zachłannie, jakby nie widzieli się od wieków.

- Ummm…Panie Styles, lud czeka. - przerwał im jakiś głos, przez co odsunęli się od siebie z niechęcią.

- Już idę. - powiedział oschle. Też byście się wkurzyli, gdyby wam ktoś przerwał w takim momencie.

4.

Gdy Harry został wywołany, wyszedł na niewielki balkon. Zawsze kiedy tam stawał, wydawało mu się że ludność powiększyła się conajmniej o tysiąc osób.

- Jak wiecie byłem na ziemi, bo się zakochałem. Wiem, dziwne. Panie i panowie oto Louis Tomlinson, oraz nasi przyjaciele. - chłopcy zostali popchnięci na balkon przez strażników, bo nie mieli odwagi wejść sami. - Mam nadzieję, że przyjmiecie ich dobrze. - tłumu ludzi, zaczęły wiwatować, gdy Harry splótł dłoń z tą Louis’a i podniósł do góry, aby wszyscy widzieli.

- Oni to tak serio się cieszą czy tylko udają? No wiesz, nie ma tu żadnych załamanych nastolatek, że nie mogą mnie mieć? - Harry zaśmiał się, na jego słowa.

- Nie, Lou. Serio się cieszą, oni są szczerzy.


+0



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz