sobota, 1 lutego 2014

1008

2

Ku zaskoczeniu Louisa, okazuje się, że randka Harry’ego w niczym nie przypomina chłopaka, z którym był w sobotę. Chodź nie wygląda źle, jest krokiem w dół w porównaniu z poprzednim; posiada trochę zbyt kanciaste i wąskie usta.

Nie jest to jednak interes Louisa.

Fakt, że nie jest to jego interes, nie oznacza oczywiście, że Louis będzie trzymał usta zamknięte. Gdzie wtedy byłaby zabawa? Korzysta z okazji, gdy randka Harry’ego udaje się do łazienki i podchodzi do stolika pod pretekstem uzupełnienia kieliszków z winem.

- Wiesz – mówi półgłosem, puszczając mu oczko, by pokazać, że żartuje. – Jeśli wciąż będziesz przyprowadzał tutaj swoje randki, zacznę prowadzić system oceniania.

- Och? – Harry pochyla się i uśmiecha, to jest powolne i słodkie, jak jego głos. – I jaki jest werdykt?

- Hmmm – Louis udaje, że się zastanawia, podczas napełniania kieliszka winem. – Sześć – odpowiada na pytanie Harry’ego. – Bardziej podobał mi się ten pierwszy. Był ósemką, na granicy z dziewiątką.

Harry przechyla głowę. – Masz na myśli Liama?

Louis okrąża stolik, przez przypadek dotykając ramienia Harry’ego, gdy sięga po drugi kieliszek. Materiał na jego ramieniu wciąż jest wilgotny. – Tak mi się wydaje? Ten z soboty. Krótko ścięty, ciemne oczy, ładne usta, niezłe ciało.

- Liam – potwierdza Harry. – I to zdecydowanie nie jest przerażające.

- Świecące wampiry są przerażające. Ja po prostu zwróciłem uwagę.


- Jesteś dziwny.

- To dar. – Louis śmieje się wraz z Harrym. Przez chwilę Louis zapomina, że powinien przynajmniej upozorować oznaki pracy.

Odkładając butelkę wina, zajmuje się poprawianiem obrusu i sprawdzaniem świeczek. Oczy Harry’ego, ciemno zielone w świetle pomieszczenia, obserwują go z zainteresowaniem widocznym w kącikach.

- Więc, – pyta Louis, ponieważ nigdy nie był dobry w ukrywaniu ciekawości. Ciekawość być może zabiła tego kota, lecz wcześniej kot miał prawdopodobnie cudowny czas – co stało się z ostatnim chłopakiem? Wydawaliście się dogadywać.

- Tak, po prostu. – Harry wzrusza ramionami i zgarnia włosy jedną ręką. – Zorientowaliśmy się, że mamy różne oczekiwania, to wszystko.

- Och? – zanim Louis może kontynuować pytanie, nie że powinien, zauważa, że randka Harry’ego wraca. Zadowala się więc kolejnym puszczeniem oczka i: – Cóż, życzę więcej szczęścia tym razem.

Głównie, ma to na myśli.



Z ręką w tylnej kieszeni spodni kolesia numer dwa, Harry zerka przez ramię, by pożegnać Louisa uśmiechem. Jakimś sposobem udaje mu się zrobić to uroczo, zamiast lubieżnie. Może mógłby dać Louisowi jakieś lekcje.

- Gapisz się – mówi mu do ucha Eleanor. Brzmi o wiele bardziej wesoło, niż wymaga tego sytuacja i Louis przypomina sobie, jak dogadywał jej, gdy odkrył jej zauroczenie jednym ze stałych klientów kilka miesięcy temu. Karma jest dziwką.

- Ja, – mówi Louis godnie – wycieram ten stolik. – Unosi ściereczkę jako dowód – Widzisz? To ja, sprzątający.

Eleanor pochyla się nad jego ramieniem, przechylając głowę, jako uznanie dla Harry’ego. – Jest śliczny. Kto to?

Odkładając szmatkę, Louis wyciera ręce w chusteczkę, zanim nie obejmuje talii dziewczyny. – Pamiętasz kiedy byłaś totalnie zauroczona Aidenem i ja okazałem wyrozumiałość?

- Nie – mówi dobitnie.

- Tak, – Louis przytakuje – ja również.

Przez moment panuje cisza, kiedy randka Harry’ego otwiera im drzwi, wpuszczając powiew zimnego powietrza i zapach deszczu. Ich zniknięcie obwieszcza drobny dźwięk dzwoneczków. – Fakt naukowy – mów Louis. – Deszcz tak naprawdę nie ma zapachu, to tylko nasz zmysł węchu działa lepiej w wilgotnym powietrzu.

- Niezła zmiana tematu – prycha Eleanor i zatrzymuje się na chwilę, by zorientować się w rozkładzie stolików. –Więc, to twoje zauroczenie?

Louis odtwarza ich rozmowę, dopóki nie zatrzymuje się na… och, tak. Odniesienie do jej szaleństwa na punkcie Aidena. – Dla wyjaśnienia, nie jestem zauroczony. Zdążyłem narysować wykres szans. –W rytm muzyki rysuje kółka na biodrze Eleanor. Obecnie lecąca piosenka należy do włoskiej, klasycznej kolekcji i Louis zna ją całą, nawet jeśli nie potrafi ani słowa po Włosku.

- Nie jesteś nim zauroczony? – Dziewczyna wydyma wargi.

- Przyprowadza tutaj swoje randki, El. Biorąc pod uwagę te okoliczności, zauroczenie nie ma tutaj sensu, prawda?

- Och, słoneczko! – Pieszczotliwe określenie wyraża odrobinę żalu. – Zauroczenie nie powinno mieć sensu. To jego najlepsza część.

- Nie, dziękuję. Potrafię docenić perfekcyjnie urocze rzeczy, które widzę. – Louis trąca jej ramię. – To wszystko, co robię.

- Okej. – Eleanor obraca głowę, by uśmiechnąć się złośliwie. Wszyscy ci faceci, którzy wpadają tu, gdyż uważają ją za słodką i gorącą, nigdy nie widzieli jej złośliwego uśmiechu lub już dawno ukrywaliby się w górach. – Więc, – mówi drażniący głosem – poznałeś jego pełne imię, gdy sprawdziłeś dowód, prawda?

Bezużyteczna informacja nr 28: pełne dane Harry’ego brzmią: Harry Edward Styles i za miesiąc będzie miał dziewiętnaste urodziny.

Louis prostuje się. – Nie mam pojęcia, co masz na myśli.

- Tak. Oczywiście, że nie masz, – jej głos jest nawet idealniejszy – ponieważ jesteś tak nieugięty, jeśli chodzi o sprawdzanie dowodów, kiedy zazwyczaj nas to nie interesuje.

Załapał. – Myślę, by wprowadzić nowy zwyczaj. Powinniśmy zacząć brać odpowiedzialność za społeczeństwo.

Eleanor kiwa głową, ton jej głosu jest wyrozumiały. – Po prostu daj mi znać, dobrze? – Wskazuje na laptopa leżącego na barze, który pozwala im kontrolować muzykę i sprawdzać pocztę, gdy nie ma ruchu.

Louis nie powinien łapać przynęty, lecz… – Dać ci znać o czym?

- Daj mi znać, jeśli potrzebowałbyś trochę prywatności, by oddać cześć świętemu Zuckerbergowi*, patronowi prześladowców z całego świata.

- Jesteś podła – mówi jej Louis. Kiedy zaczyna chichotać, stara się zachować poważny wyraz twarzy przez jakieś trzy sekundy, zanim również nie wybucha śmiechem.

Tak naprawdę, to nie jest tak, że on naprawdę będzie prześladował Harry’ego na Facebooku.



Wszystkie dwieście stron Prawa Karnego autorstwa Smith & Hogan, uderzyły o podłogę z satysfakcjonującym hukiem. Louis położył się na plecach, układając poduszkę pod głową i mówi do kołdry. – Nienawidzę wszystkich moich kursów.

To kłamstwo, lecz kołdra nie musi o tym wiedzieć. Tak naprawdę nienawidzi on tylko prawa ziemskiego i prawo zobowiązań jest cholernie trudne, kiedy prawo karne jest jednym z jego ulubionych zajęć. Po prostu z jakiegoś powodu jego mózg odmawia przyjęcia zasad Sądu Apelacyjnego, dotyczących ostatnich zmian w podpunkcie czwartym ustawy o ochronie przed molestowaniem. Potrzebuje gorącej czekolady. Zdaniem Louisa gorąca czekolada jest kluczem do osiągnięcia pokoju na świecie.

Jak się okazuje, Niall właśnie wypija ostatnie łyki ich mleka prosto z butelki, kiedy Louis przychodzi do kuchni. Z wypchanymi policzkami chłopak odrzuca głowę do tyłu i bełkocze ofertę o podzieleni się zawartością swoich ust.

- Czasami – komentuje Zayn zza kuchennego stołu – zastanawiam się w jakiej rzeczywistości Niall jest jedyną prostą* osobą w tym mieszkaniu.

Niall przełyka i posyła im uśmiech. – Czuję się komfortowo z moją seksualnością, dziękuję bardzo.

- To fajnie, lecz dzięki temu nie dostanę gorącej czekolady, – mówi Louis – niegodziwcze.

Podchodzi do stołu, by przyjrzeć się szkicowi, nad którym obecnie pracuje Zayn - kartki papieru porozrzucane są przypadkowo wokół niego i stara się on skorzystać z rzadkich promieni zachodzącego słońca, wpadających przez kuchenne okno. Z tego, co Louis może wywnioskować jest to szkic kolejnego tatuażu, co wskazuje, że Zayn próbuje napisać esej. Nienawidzi ich tak samo, jak Louis prawa ziemskiego.

Louis zgarnia komputer Zayna i siada okrakiem na krześle, kiedy system Windows powoli budzi się do życia.

- Co robisz? – pyta Zayn, spoglądając na stronę Facebooka, którą otwiera Louis.

- Wysyłam filmy porno z twoim imieniem i nazwiskiem. – Louis wylogowuje obecne konto i przełącza na swoje. Wpisuje „Harry Styles” w pasek wyszukiwania, który ujawnia wiele wyników, lecz tylko jeden z nich posiada loki i informację o wspólnym znajomym.

Louis zrzuca całą winę na Eleanor i sprawdza publiczne informacje Harry’ego. Nie ma tego dużo; Harry jest mądrym chłopcem i okazuje się, że ich wspólny znajomy to Nick. Hmm, czy kilka dni temu Louis nie dostał zaproszenia na jego domówkę?

- Hej, - Louis strzela kośćmi u dłoni – kto chciałby pójść na imprezę w sobotę?

- Mam randkę – mów Niall. Tak, teraz kiedy o tym wspomina, Louis przypomina sobie, gdy Niall o tym mówił. Wiele razy. On i Amy krążyli wokół siebie od tygodni, używając swoich przyjaciół jako tarcze, więc ich wyjście do kina jest ogromnym krokiem we właściwym kierunku.

- Zayn? Nie pracujesz chyba w sobotę, prawda?

Zayn przerywa pisanie. – U kogo jest ta impreza?

- Nicka Grimshawa. – Louis przekazuje komputer w ręce Zayna, by przeczytał zaproszenie.

- Tego kolesia ze studenckiego radia? – pyta Niall. Przeszukuje on lodówkę z miną kogoś, kto chce znaleźć skarb, jego głos stłumiony jest przez drzwiczki. – Myślałem, że nie byłeś w stacji [radiowej] od wieków.

Louis przyciąga lewą stopę na krzesło i obejmuje kolano obiema rękami. – Nie oznacza to, że nie mogę pójść na imprezę, prawda?

- Prawda – ton głosu Nialla wciąż wyraża zaskoczenie. Wygląda na to, że nie znalazł nic na tyle smacznego, by go rozproszyć.

- Więc, Zayn, – Louis trąca chłopaka prawą stopą – pójdziesz ze mną? Darmowy alkohol, kolego. To powinna być wystarczająca zaleta, czyż nie?

Zayn odchyla się, by złączyć brwi razem, jak gdyby tworzył wewnętrzną listę wad i zalet. Czasami Louis życzy sobie, by Zayn nie był tak wyczulony na punkcie swoich studiów. To sprawia, że Louis wypada jeszcze gorzej w tej konkurencji.

- No dalej! – nalega i Zayn śmieje się, wzruszając ramionami.

- No dobra, czemu nie?



Kiedy Harry przybywa na imprezę wraz z Liamem, Louis przesiaduje w kuchni, zabawiając kilku ludzi, których poznał, kiedy regularnie bywał w siedzibie radia. Zayn stoi obok niego, cichy i uśmiecha się, popijając paskudną kombinację Red Bulla i wódki. Jak zwykle Zayn zdaje się przyciągać większą uwagę, niż starający się o nią Louis.

Jeśli Tomlinson nie kochałby go tak mocno, prawdopodobnie znienawidziłby go za to, jak mało wysiłku w to wkłada.

- Wybaczcie nam – mówi Louis do ich widowni. Zeskakuje z kuchennego blatu, uważając, by nie wylać drinka i łapie nadgarstek Zayna, by pociągnąć go w kierunku Harry’ego. Przez sekundę myśli, że być może nie jest najlepszym posunięciem, aby wciągać w to Zayna lub przynajmniej nie byłoby, jeśli Louis byłby naprawdę zainteresowany Harrym.

Lecz on nie jest. Po prostu lubi dołeczki Harry’ego i jego zaskakującą urodę, i również łatwo się z nim rozmawia, zawsze jest rozbawiony komentarzami Louisa. To wszystko.

Harry musiał zauważyć Louisa, gdyż czeka z rękami w kieszeniach, uśmiechając się. Zaraz obok niego Liam wydaje się być trochę zaszokowany i przytłoczony. Być może dlatego, że grupa ludzi demontuje obecnie zamrażalnik Nicka.

- Hej! – krzyczy Harry, zanim Louis w ogóle do niego dociera; jego głos ledwo przedziera się przez muzykę i generalny poziom hałasu. – Nie oczekiwałem cię tutaj. Nie prześladujesz mnie, prawda? – Ton jego głosu wskazuje, że żartuje.

- Właściwie to tak. – Louis wie, że ukrywanie sekretów w zasięgu wzroku jest najlepszym posunięciem. – Podłożyłem lokalizator w twoich włosach, gdy nikt nie patrzył. Domyśliłem się, że miną lata, zanim go znajdziesz.

Odwraca się do Liama i mówi: – Miło cię widzieć, ponownie.

Różne oczekiwania? Hmm.

Liam najwyraźniej potrzebuje minuty, aby połączyć fakty, po czym jego oczy rozjaśniają się. – Och, hej. To ty jesteś tym, który obsługiwał nas w pizzerni, prawda? Jak się masz?

Cholera jasna, jest gorący i miły. Louis ma nadzieję, że Harry nie zdradza chłopaka z Numerem Dwa, ponieważ postawiłoby go to w niewygodnej pozycji. Nie wydaje mu się jednak, że Harry jest tego rodzaju osobą, która gra na dwa fronty, gdyż Harry jest osobą pamiętającą imię kelnera, no ale cóż, nigdy nie wiesz.

- Mam się wspaniale – odpowiada Louis. – A ty?

Subtelnie przyciąga on Zayna do swojego boku. Sposób w jaki oczy Liama rozszerzają się, gdy zauważa Zayna, martwi Louisa. Jeśli Liam spogląda w ten sposób na kogoś innego niż Harry’ego, to między nimi nie może być nic poważnego.

- Świetnie. – Liam brzmi na odrobinę zdyszanego. – Mam się dobrze, tak.

Usta Zayna wyginają się w uśmiechu. Również gapi się na chłopaka. – Hej.

- Hej – odpowiada jak echo Liam. – Ty, um, ty też pracujesz w restauracji, prawda?

Uśmiech Zayna poszerza się i kiedy to się dzieje, rozświetla on każdą najmniejszą rzecz, więc nie dzieli się nim często ze światem. Louis w fascynacji obserwuje, jak policzki Liama zalewają się czerwienią.

Jezu, nie mogliby być mniej oczywiści, nawet jeśli by próbowali.

Louis unosi brwi, patrząc na Harry’ego. Chłopak przeskakuje wzrokiem z Zayna do Liama i wraca ponownie do Louisa. Gryzie on wnętrze swojego policzka, by powstrzymać uśmiech; jego głos jest zdławiony. – Hej, Louis? Chcesz iść… gdzieś indziej?

- Z przyjemnością – zapewnia go Louis. – Gdzieś mniej… mniej tutaj, może. Jakby gdzieś indziej. To brzmi dobrze. Tak. Zróbmy to.

Nie jest pewien, czy Liam i Zayn nawet zarejestrowali krótkie „do zobaczenia później”, które rzuca Harry, zanim nie odciąga Louisa na bok; jego palce ciasno owijają łokieć chłopaka. Tak szybko są poza zasięgiem ich słuchu, posyłają sobie jednoznaczne spojrzenie i wybuchają śmiechem.



- To – Harry wskazuje w ogólnym kierunku, gdzie zostawili Zayna i Liama – jest moment, w którym zostaję najlepszym przyjacielem za odciągnięcie Liama od nauki w sobotnią noc. Czuję się opuszczony. – Robi pauzę i wydyma wargę, gdy kierują się w stronę drzwi balkonowych. – Podziel się ze mną swoim drinkiem.

- Nie jesteś słodki – informuje go Louis, przykładając kubek do klatki piersiowej w obronnym geście.

- Jestem, – broni się Harry – wszyscy tak mówią.

- Wszyscy – mówi Louis – są w błędzie.

Bez ostrzeżenia, Harry skacze do przodu, by pocałować kącik ust Louisa; nic poza delikatnym muśnięciem ust skóry Louisa. Cofa się z szerokim uśmiechem, a zmarszczki w kącikach jego oczu pogłębiają się, gdy chwyta nadgarstek Louisa, by przyciągnąć obojga - Louisa i jego drink bliżej.

- Proszę?

Louis mruga i wtedy zaczyna się śmiać, pozwalając Harry’emu wziąć łyka. – Jesteś bezwstydny, prawda?

Harry uśmiecha się do niego spod opuszczonych rzęs. To mógłby być dobry moment, by zapytać, co stało się z Numerem Dwa, lecz Louis woli spędzić czas na zapominaniu o pocałunku i uznaniu go, jako nic wielkiego, po prostu Harry był przyjazny. To jest w porządku, Louis czasami też całuje ludzi, by poczuli się lepiej. Oczywiście, zazwyczaj jest to policzek.

Żądanie wyjaśnień wydaje się więc zbyt wielkim problemem, więc Louis tego nie robi.

Przez kilka minut stoją w ciszy, opierając się o poręcz balkonu, dzieląc napojem z kubka Lousa i obserwują ludzi tańczących w salonie. Jacyś ludzie, których Louis nie zna, przytulają się kilka metrów dalej po ich prawej, dym z ich papierosów unosi się w powietrzu. Muzyka, wyciszona przez zamknięte, balkonowe drzwi, staje się głośniejsza za każdym razem, gdy ktoś je otworzy.

- Więc, – zaczyna pytanie Louis, stykając ramię Harry’ego z jego własnym – jak poznałeś Nicka?

- Bywam czasami w stacji radia. – Palce Harry’ego są zimne, kiedy wyciąga kubek z dłoni Louisa. Jest stosunkowo ciepła, styczniowa noc, lecz nie wystarczająca, by spędzić dłuższy czas na dworze bez kurtki.

- Jako prezenter? – Louis mógłby wyobrazić sobie Harry’ego z mikrofonem, jego niski głos owijałby się wokół słuchaczy niczym mgła. I dobra, Louis musi chyba trochę zwolnić z alkoholem. Tylko odrobinę.

- Pomoc techniczna. – Harry pochyla się odrobinę bliżej, przechyla głowę, patrzy na Louisa i uśmiecha się miękko. – Naprawdę lubię wciskać właściwe guziki, podkręcać rzeczy, do momentu, w którym nie zaczną działać.

Louis łapie się na wpatrywaniu w usta Harry’ego, zanim się nie otrząsa. Jezu. – Jesteś zagrożeniem. – Zmieszane jest to z nutką podziwu, ale hej, Louis potrafi docenić dobrą technikę, gdy ją widzi.

Harry ponownie odbiera kubek od Louisa, uśmiechając się nad jego krawędzią. Po zrobieniu kolejnego łyka, pyta: - A co z tobą? Jak poznałeś Nicka?

- Tak samo, jak ty, mimo że nie byłem w stacji od jakieś czasu. – Louis obraca się, by podeprzeć łokcie o barierkę, przyglądając się ruchowi ulicznemu pod nimi; neony walczą o uwagę przechodniów. – Robiłem małą audycję w pierwszym roku, świetna zabawa, lecz nie miałem wystarczającej ilości czasu, kiedy zacząłem serwować pizzę. Mimo wszystko, to lepsze dla mojego portfela.

- Też jesteś studentem? – Harry brzmi na zaskoczonego.

- Prawo – przytakuje Louis, zerkając na chłopaka, który przygląda mu się ze zdziwiłem, marszcząc brwi, jak gdyby przetwarzał informację. – Pizzernia jest pracą dorywczą. Co myślałeś, że nie jestem wystarczająco mądry?

- Nie! – Harry wygląda na autentycznie wstrząśniętego tym pomysłem; odpowiada ze znacznie mniejszym naciskiem. – Nie. Myślisz, że jestem idiotą, który uważa kelnerów za głupków? Kiedy oni może po prostu nie chcą iść na studia? Naprawdę? – Nagle wydaje się być bardzo młody.

Louis kręci głową, pocierając nadgarstek Harry’ego opuszkami palców, gdy odbiera od niego kubek. – Nie, Harry, nie uważam cię za idiotę. Tak jak mówiłem, rzadko kto zapamiętuje imię kelnera, więc jestem przekonany, że jesteś dobrą osobą. – Drink pozostawia uczucie słodkości w ustach Louisa, jednocześnie rum pali jego gardło. – Po prostu zastanawiałem się, dlaczego tak bardzo zaskoczył cię fakt, że jestem studentem.

- Po prostu wydawałeś się być… szczęśliwy. Jako kelner, mam na myśli. – Harry wykonuje gest ręką, który prawdopodobnie nie miał żadnego, głębszego znaczenia. – Jakbyś bardzo się z tego cieszył, rozmawiając ze wszystkimi, robiąc coś, co sprawia, że ludzie czują się mile widziani.

Louisowi wydaje się, że to prawda. Wybrał studia prawnicze z podobnych powodów: chciał usłyszeć historie ludzi, ponieważ byłby w stanie sprawić, że poczują się lepiej, pewniej. Lub w przypadku spraw takich, jak ojciec nie płacący alimentów, uświadomić im, że są złymi ludźmi. To też.

- Więc mówisz, – Louis wskazuje na siebie – że jestem najlepszym kelnerem na świecie.

Skoncentrowany wyraz twarzy Harry’ego roztapia się wraz z jego uśmiechem. Właściwie Louis zaczyna sądzić, że Harry nie jest w stanie wytrzymać więcej niż ułamek sekundy bez uśmiechu. – Coś tego typu.– mówi chłopak.

Przechyla kubek, by pokazać, że jest pusty, odpychając się od barierki. – Kolejny?

- Zdecydowanie – mówi Louis.

- Tym razem ja po niego pójdę. Ty czekaj tutaj. – Harry rzuca Louisowi surowe spojrzenia i bierze mały krok w tył. – Nie ruszaj się.

Louis obejmuje swoje ciało ramionami, lecz to nie wystarcza, by się rozgrzać. Nie za bardzo podoba mu się stanie tutaj, jednak kocha kameralne uczucie odizolowania. Taniec, będący główną rozrywką, jest zabawny i on to uwielbia, lecz imprezy, jak ta, zdarzają się cały czas, lecz jak często ma on okazję do rozmowy z zabawnym, mądrym i nadzwyczajnie pięknym chłopakiem; chłopakiem z dołeczkami, który tak samo mocno chce rozmawiać z Louisem?

Tak, to nie jest zbyt trudny wybór.

- Właściwie, – Louis rusza, by pójść za nim – poszukam nam dodatkowej warstwy ciepła, co o tym sądzisz? Kurtki i koce, czy coś.

Harry promienieje i pokazuje mu dwa uniesione kciuku. – Lubię twój sposób myślenia.


2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz