niedziela, 26 stycznia 2014

933

6

Minęło dużo czasu.



Po Halloweenowym ataku starał się nie wychylać dla własnego bezpieczeństwa.



Ale wkrótce to przestało wystarczać. Przez dodatkową ochronę, którą zostali objęci było jeszcze trudniej odłączyć się od grupy niezauważonym.



Sprawiło to tylko, że zabawa zrobiła się ciekawsza, dając mu podwójnie wiele przyjemności.



Krew upływała, a oddechy zamierały pod jego dłońmi w każdym mieście, które odwiedzali. Głosy nagrane na maleńkie urządzenie stale dźwięczały mu w uszach. Utrzymywały bestię na uwięzi, gdy inni znajdowali się dookoła.



Nigdy nie czuł tak wielkiej potęgi. A ta sprawiała, że pragnął jej jeszcze bardziej.



CM~CM~CM~CM



- Nie, Harry, dwa miejsca w lewo i WTEDY pochylasz się do tłumu. Powtarzam to już setny raz, jesteś głuchy, czy co?! – choreograf chłopaków, Justin, wrzasnął na najmłodszego chłopaka – Wszystko musi odbywać się swobodnie i bez zastanowienia, jakbyś naprawdę sam podjął decyzję, żeby tam podejść.



Louis zobaczył błysk frustracji w oczach Harry’ego. Reszta chłopaków zamarła obserwując reakcję Stylesa (jeśli jakakolwiek miała się pojawić).



Faktem było, że była siódma rano w Sylwestra, a oni zostali zmuszeni do ćwiczenia choreografii do koncertu, który mieli grać wieczorem.



Chłopcy nie byli w domu od miesięcy i nie wyglądało na to, żeby miało się to zmienić. Z powrotem byli w Nowym Jorku i zamiast spędzać czas z rodziną czy przyjaciółmi (chociażby jako zespół), menadżer załatwił im występ na powitanie nowego roku.



- Nie. – zaprotestował pewnie Harry nie mogąc się powstrzymać. – My mamy się tam bawić. Nie chcę liczyć swoich kroków za każdym razem, gdy zechcę ruszyć do przodu, nie chcę mrugać na ustalony sygnał. Kiedy zacząłem śpiewać, robiłem to dla frajdy, a nie po to by być kontrolowanym przez jakiegoś sztywnego dupka, który chce zmienić nas w pieprzony boysband!



- Jesteście boysbandem. – oznajmił choreograf, wyginając swoje idealnie wydepilowane brwi.



Tyle wystarczyło…



Harry rzucił się w stronę choreografa z pełną siłą i mimo tego, że nie był najsilniejszą osobą, to nadrabiał wzrostem i posturą.



- Harry, nie! – krzyknął Louis, biegnąc w stronę miejsca zamieszania.



Zayn stał w miejscu z szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami, Liam zacisnął pięści ze złości, a Niall…



No cóż, Niall obserwując całą sytuację, po prostu wybuchł płaczem.



I to nie wcale dyskretnym, a takim pełnym szlochów i pociągnięć nosem, jak gdyby walka była pretekstem by rozładować napięcie. Jego płacz tylko wzmógł złość Liama, ale chłopak szybko się zreflektował ruszając do blond przyjaciela, by go pocieszyć.



Harry trzymał już Justina przyszpilonego do ziemi, zanim z dzikim szałem w oczach nie uniósł pięści, która po chwili uderzyła w szczękę choreografa.



Mieli szczęście, że byli na zamkniętym terenie, bo inaczej paprazzi zjedliby ich żywcem. Ale gdyby przynajmniej jeden flesz rozbłysnął, chłopcy zaatakowaliby i sprawili, że ten ktoś pożałowałby tego gorzko.



Gdy Harry już miał wymierzyć kolejne uderzenie w twarz choreografa, silna ręka zainterweniowała powstrzymując jego ruch.



On i Justin wciągnęli zaskoczeni powietrze, spoglądając na osobę wtrącającą się w ich konfrontację.



Był nią Louis.



- Harry, nie rób tego. – ostrzegł go Louis, delikatnym, ale stanowczym tonem. – Tak, wszyscy jesteśmy zmęczeni i tak, żaden z nas nie chce tu być, ale nie warto, okej? On jest tylko dupkiem z kompleksem wyższości, jesteś od niego dużo lepszy. Masz rację, mamy prawo być wściekli przez to jak jesteśmy traktowani przez ostatnie miesiące, ale zranienie go niczego nie zmieni. W zasadzie, pewnie tylko wszystko pogorszy. Więc proszę, zostaw go.

Są lepsze sposoby, żeby się z tym rozprawić.



Harry spojrzał na choreografa, którego przyciskał do ziemi, a następnie przeniósł wzrok na swojego przyjaciela, który prosił go, by się wycofał. Miał ochotę uderzyć go jeszcze raz, ale coś powiedziało mu… czekaj.



Więc podążając za radą Louisa, powoli puścił koszulę Justina i podniósł się na nogi.



Całe napięcie opadło, gdy Harry wpadł w ramiona Louisa szukając pocieszenia.



Louis pamiętał ich pierwszy uścisk na scenie X faktora, gdy dowiedzieli się, że dostali drugą szansę i zostali połączeni w grupę. Liczył każdy następny uścisk, licząc że nie będzie on ostatnim. Ale po trzech latach, zaczął tracić rachubę i było w tym coś pocieszającego.



Nie zależnie od tego co się działo, Louis i Harry zawsze trzymali się razem. Byli jedyną niezmienną rzeczą w tym wszystkim co się działo i to dzięki temu jeszcze byli w stanie wytrzymać pośród otaczającego ich szaleństwa.



To wystarczyło by Harry powrócił na ziemię, ze stanu, w którym był ogarnięty przemożną chęcią dotkliwego pobicia Justina. Ale to uczucie już zniknęło, rozmyte po prostu obecnością Louisa obok.



- Wszystko w porządku. – wyszeptał miękko Louis, czując jak serce Harry’ego powraca do normalnego rytmu. – Nic się nie stało.



Zayn, Niall i Liam sami uchwycili się siebie nawzajem, ale wkrótce dołączyli do Louisa i Harry’ego. W tym jednym momencie, byli bezpieczni stojąc w kręgu ze świadomością, że mają wsparcie reszty.



Harry szybko się otrząsnął, ocierając łzy zanim okrąg się rozpadł.



- Nic mi nie jest. – zapewnił wszystkich. – Wracajmy do pracy.



Justin podniósł się na nogi, powracając na swoje miejsce. – OKEJ, OD POCZĄTKU!



CM~CM~CM~CM



Cel był dosyć oczywisty i pomimo tego, że również niesamowicie ryzykowny, nie zamierzał przepuścić takiej okazji.



- Witaj.



Zaaranżowali spotkanie na dachu. Wyglądało na to, że Justin również miał sekret, który nie było ciężko zidentyfikować.



- Masz to? – zapytał niecierpliwie Justin, wytrzeszczając oczy ze zniecierpliwienia.



- Ah, ah, ah. – odparł przekornym tonem, krążąc wokół choreografa, trzymając w pacach małą torebeczkę cukru. – Najpierw się pobawmy.



- No dalej gnojku. – wyrzucił Justin, zdesperowany by zdobyć narkotyk. – Daj mi to. Teraz.



- Cierpliwość jest cnotą. – oznajmił stając przed choreografem. – Bo widzisz, cały dzień miałem ochotę upuścić ci krwi, ale byłem zmuszony się powstrzymywać. Powinieneś się tego nauczyć, ale obawiam się, że jest na to już za późno.



- Że co? – zapytał Justin, nie rozumiejąc tego, co właśnie usłyszał.



- A teraz ta fajna część. – wymruczał zbliżając się do choreografa. – W której zobaczysz to, co widzieli tylko nieliczni. Moją prawdziwą formę.



Wyciągnął nóż zza swoich pleców i pokazał, lśniące w świetle księżyca, ostrze Justinowi.



- J-jesteś chory. – wymamrotał Justin. – To jakiś żart, nie? Punk’d czy inne gówno.



- Jestem z tobą całkowicie szczery, a ty wciąż we mnie wątpisz. – rzucił, bawiąc się ostrzem pomiędzy palcami. – Chyba muszę ci to udowodnić.



Zanim Justin mógł zaprotestować, ostrze przebiło jego gardło odrzucając go do tyłu.



Sięgnął do kieszeni i przycisnął stop na dyktafonie, gdy serce Justina uderzyło po raz ostatni.



CM~CM~CM~CM



Louis uderzał niecierpliwie palcami o blat, widząc, że do północy zostało tylko pięć minut.



Koncert poszedł wystarczająco dobrze, nawet jeśli musieli podążyć za ustaloną choreografią. Wyglądało to sztucznie i było jasne, że fani to zauważyli, ale żaden z nich o to nie dbał.



Dobrą częścią było to, że menedżer zdecydował się zorganizować im after party by mogli dać upust kumulującym się w nich cały dzień emocjom.



- Louis. – oznajmił Liam stanowczym tomem, podstawiając coś pod jego twarz. – Powiedz mi jakie jest twoje noworoczne postanowienie.



Niall podskakiwał obok Liama, gdy oczy Louisa skupiły się na małym dyktafonie znajdującym się zaledwie cal od jego nosa.



- Przetrwać. – zażartował Louis, pomimo tego, że było trochę prawdy w tej odpowiedzi.



- Dobre. – odparł entuzjastycznie Liam. – Lepsze niż Zayna.



Jakby na znak, Bradford boy dotoczył się do reszty chłopaków. – Moje to, ‘PIEPRZYĆ WSZYSTKIE DZIWKI’



- Jakie to dojrzałe i pełne szacunku dla kobiet. – wyznał Louis i Zayn odpowiedział mu zwycięskim uśmiechem. – Niall, jakie było twoje?



- Uśmiechać się więcej. – odparł Niall, ze świetlistym błyskiem w oczach.



Liam pochylił się w stronę blondyna, mierzwiąc jego włosy. Louis zauważył jak blisko Niall i Liam byli przez ostatnie miesiące trasy, przypominało mu to o nim i Harrym.



Poza tym, że miedzy nimi było coś innego. Nie wiedział co, ale miał wrażenie, że ich wspólna droga prowadził do czegoś… więcej. Wprowadzało go to w zakłopotanie, ale co tam.



- A Liam? – zapytał Louis, przerywając tę tęczowo słodką sytuację.



- Być sobą i nie bać się pokazywać ludziom swojej innej strony. – odparł Liam poważnym tonem, po chwili ponownie przywdziewając na twarz uśmiech.



- Gdzie jest Harry? – zapytał Zayn, przeszukując oczami tłum.



- Poszedł coś przynieść. – odparł Louis, spoglądając na swój zegarek, by zauważyć, ze do odliczania zostały jeszcze dwie minuty. – Nie powiedział co.



- Okej, zajmijmy sobie dobre miejsce do odliczania. – zasugerował Liam, kiwając głową w stronę hotelowego okna z którego było widać cały Times

Square.



- Poczekam na Harry’ego. – wymamrotał Louisa.



- Okej, widzimy się później! – krzyknął Niall zanim on i Zayn zostali odciągnięci przez Liama.



Gdy tylko wyszli, Louis poczuł dłoń na swoim ramieniu. Odwracając się, dostrzegł rozmazaną postać Harry’ego, zanim chłopak nie wciągnął go do osobnego pokoju zamykając za nim drzwi.



- Co… - zaczął Louis i zorientował się, że Harry zaciągnął go do pokoju, którego ściana, zrobiona ze szkła, dawała perfekcyjny widok.



- Znalazłem go. – wyjaśnił Harry z oczami błyszczącymi z podekscytowania, gdy rozpoczęło się odliczanie trzydziestu sekund. – I wiedziałem, z kim chciałbym się nim podzielić.



Louis uśmiechnął się do przyjaciela, nie mogąc sobie wyobrazić lepszego sposobu na zakończenie kolejnego roku.



- Dzięki za wszystko Haz. – wymamrotał Louis, wzruszony gestem.



- 10… 9…. 8….



Harry, w przeciwieństwie do Louisa, wiedział, jak mógłby uczynić ten moment jeszcze lepszym. Impuls odwagi przeszył go, gdy przysunął się bliżej do

Louisa, którego oddech zamarł na nieoczekiwane zbliżenie.



- Hej. – wymamrotał Louis.



- Hej. – odparł Harry, unosząc zadziornie kącik ust.



- 7… 6…. 5….



Oczy Louisa spoczęły na wargach Harry’ego, zastanawiając się, co jego przyjaciel zamierza z nimi zrobić, skoro tylko sekundy dzieliły ich od północy.



- Co… - zaczął Louis, ale został uciszony palcem Harry’ego na jego wargach.



- 4… 3…



Louis poczuł jak jego serce bije w szaleńczym tempie, zadając pytanie, na które mógł odpowiedzieć tylko Harry. Harry ledwie mógł wytrzymać powolne odliczanie. Najlepszą częścią było to, że był sam na sam z Louisem Tomlinsonem.



- 1… SZCZĘŚLIWEGO NOWEOG ROKU!



Louis nie miał już pytań, gdy poczuł na sobie całujące go wargi Harry’ego.



6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz