sobota, 1 lutego 2014

993

6
Dzień: 10 Miesiąc: kwiecień Rok: 2010


1.


Przez całą dzisiejszą noc Louis nie zasnął. Myślał tylko o dwóch szmaragdach, w które mógłby się wpatrywać przez całą wieczność. Próbował wyrzucić ze swojej głowy Harry’ego, ale jego starania nic nie dały. Cały czas przed oczami miał jego czekoladowe loczki, tęczówki które strasznie przypominały mu trawę, ten jego piękny uśmiech i te dołeczki ( a Louis kochał dołeczki w policzkach ). Mógłby wymieniać to wszytko w nieskończoność, ale podsumowywując myślał o Harry’m. A najgorsze było to, że wczoraj chyba poczuł motylki w brzuchu. Ale to nie możliwe, prawda? Louis nie mógł się zakochać. Pewnie chcecie wiedzieć dlaczego, huh?


Lou chyba nie wierzył w miłość. To chyba dlatego że naoglądał się za dużo amerykańskich romansideł. Ta miłość amerykańska była tak doskonała, że aż nierealna. Zawsze uważał że miłość to najpiękniejsze uczucie jakie może być. Jednak jak bardzo się pomylił. Ludzie wokół niego się zakochiwali. Zawsze nie szczęśliwie. Najpierw było pięknie, uważali że będą ze sobą do końca, będą mieć dużą rodzinę tak samo jak i dom. Później było gorzej. Coraz bardziej się kłócili, o byle błahostkę, aż w końcu ze sobą zrywali, co kończyło się załamaniem.
Gdy widział jak ludzie wokół niego tak cierpią, przestał wierzyć w miłość. Nie chciał być tak bardzo skrzywdzony.


Podniósł się na łokciu, sięgnął po budzik który stał na stoliku niedaleko jego łóżka, ale spotkał się z czyimiś palcami. Jak oparzony wycofał dłoń, wiedząc do kogo mogą należeć. Spojrzał na łóżko które było najbliżej niego, od razu spotkał się z tymi szmaragdowymi tęczówkami i ogromnym uśmiechem, który najwyraźniej skierowany był do niego. Louis próbował go odwzajemnić, ale niestety wyszedł mu tylko grymas. Szybko położył się na łóżku i odwrócił się do Styles’a tyłem. Już nie chciał wiedzieć która jest godzina. Wiedział że i tak nie zaśnie. Najbardziej bał się tego, że pomiędzy nim a Harry’m będzie teraz niezręcznie. I to z jego powodu, to on czuje się teraz nieswojo będąc przy nim, a on najzwyczajniej w świecie szeroko się do niego uśmiecha.


No ale przecież to nie jego wina, że boi się że się zakochać (phi, jakby już tego nie zrobił -aut), tak?
Boi się tego uczucia. Boi się być skrzywdzonym. Ale bardziej boi się że straci przyjaźń Harry’ego, która mimo tego że trwa jedynie parę dni, jest prawdziwa.


Szlag! Zamknij mordę mózgu!!


Uciszanie go, na nieszczęście Louis’a nic nie dało. Zacisnął mocno powieki, jakby to miało go uchronić przed wszystkim otaczającym go. A najbardziej chciał, aby jego sumienie w końcu się zamknęło. Chyba nie prosił o dużo.
Jedno było pewne, już nie będzie rozmawiać tak swobodnie z Harry’m jak wcześniej. Z tą myślą w końcu, zasnął.


~*~


Obudził go skaczący po jego łóżku jakiś idiota, zapewne Niall, którego od razu przeklął w myślach.


- Wstawaj Louie! Wstaawaj, musimy iść na zajęcia! Wsta-a-a-waj! - krzyczał do niego poruszając jego ręką raz w jedną stronę, raz w drugą. Otworzył oczy, z których tryskały pioruny w stronę blondyna (o, nie pomylił się co do tego idioty), wyszarpał swoją rękę z jego uścisku i zrzucił ze swojego łóżka blondyna. - Auuu!


- Nie jęcz. Josh pocałuje. - wypowiedział nadal sennie Louis. Po parudziesięciu sekundach, odrzucił od siebie kołdrę i wstał z łóżka, udając się w kierunku szaf mijając Niall’a leżącego na ziemi. Gdy zabrał już wybrane ciuchy, spojrzał przelotnie na Niall’a który pokazywał Josh’owi na swoje usta, a ten z uśmiechem złożył na nich soczystego buziaka. Tylko oni byli przykładem najpiękniejszej miłości jaką Louis spotkał. Ale to chyba przez Niall’a bo jego się nie dało kochać, więc Josh był naprawdę wielkim szczęściarzem.


Nie patrząc już więcej na nich otworzył drzwi do łazienki i wszedł do niej, wcześniej nie zauważając Harry’ego w samych bokserkach, który właśnie wkładał czarne rurki.


-J-ja prze-przeraszam. Nie wiedziałem że ktoś tutaj jest. - Louis nie mógł się powstrzymać przed błądzeniem wzrokiem po jego umięśnionej klatce piersiowej na której widoczne były przeróżne tatuaże. Najbardziej rzucał się w oczy, ogromny motyl. Louis na pewno by sobie takiego nigdy nie zrobił, ale co dziwne bardzo pasował do Harry’ego. Sam miał parenaście tatuaży, które na prawdę lubił.


- Nic się nie stało, Lou. Już wychodzę. - Tomlinson spuścił wzrok na swoje bose stopy, próbując ukryć dwa dorodne rumieńce na jego policzkach. Teraz zapewne Louis, nie będzie mógł spać, bo cały czas po jego głowie będzie “chodził” półnagi Harry. Nie żeby miał coś przeciwko temu, bo on naprawdę ma piękne ciało, ale wolał nie robić sobie dobrze mieszkając z piątką innych facetów. Od razu skrzywił się na tą myśl, gdy wyobraził sobie co by się stało jakby ktoś przyłapał go na tym. Gdy Harry miał już na sobie spodnie, zabrał ze sobą koszulę w niebieską kratę i udał się w kierunku drzwi. Jak miał już otwierać drzwi, stanął tuż przy Lou i pochylił się nad jego ucho.


- Słodko wyglądasz gdy się rumienisz. - wyszeptał, przygryzając płatek jego ucha. A Louis w tym momencie zapomniał jak się oddycha. Gdy Harry wyszedł z ogromnym uśmiechem, Louis usiadł pod drzwiami na zimnych kafelkach chowając twarz w dłonie.


To po tobie, Louis.


Posiedział chwilę pod drzwiami, próbując wyrzucić ze swojej głowy Harry’ego w bokserkach, Harry’ego szeptającego mu coś do ucha, Harry’ego przygryzającego płatek jego ucha, Harry’ego całują - Nie! Stop!


Szybko wstał z podłogi i przebrał się w to co wybrał wcześniej z szafy. Zrobił swój artystyczny nieład na głowie i przelotnie spojrzał w swoje odbicie, nie było tak źle, nie licząc jego worów pod oczami. Wyszedł z łazienki przybierając swój sztuczny uśmiech na twarz. Nie będzie się zadręczał Harry’m. Przynajmniej miał taki zamiar.


2.


Harry miał pewność że Louis nie mógł zasnąć w nocy z jego powodu. Co jednak wywołało uśmiech na jego ustach, bo pewnie Lou zaczyna mieć jakieś wahania, czy coś. Jednak miał małe wyrzuty sumienia że przez niego nie mógł zasnąć.


Harry coraz to bardziej zaczynał sie zastanawiać nad czym myślał w tedy w łazience Louis, że na jego policzkach pojawiły się te dwa słodkie rumieńce. Potrafił czytać w myślach, to była jedna z parunastu umiejętności, ale jednak wolał w tedy aby Louis zostawił te myśli dla siebie. A teraz żałował. Strasznie ciekawiło go o czym myślał.
Jego pobyt na ziemi, coraz to bardziej dawał się we znaki. Zaczął się zastanawiać czy aby na pewno zdąży w nie cały tydzień, ale na razie było dobrze. Chociaż wątpił, że Louis w ciągu tygodnia wypowie do niego słowa “kocham cię”. Bał się tego. Nie chciał stracić swojej szansy, dzięki której miałby Louis’a na zawsze. Coraz bardziej zaczął się zastanawiać, czy nie wrócić na te 3 dni w podziemia. Ale później co by im wszystkim powiedział? Chyba że zrobiłby coś tak strasznego, że za karę musiałby odsiedzieć w “klapie” 3 dni. To nie był zły pomysł, ale to jeszcze nie teraz. Na razie nie mógł, wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Powiedzmy że to będzie jego plan B.


Dzisiaj mieli zajęcia do 15, a później on i Louis będą sami. Co trochę zaczęło go niepokoić, bo co jeśli już w ogóle nie będą ze sobą rozmawiać tak jak wcześniej?


Na jego szczęście, no może na Louis’a, a na nieszczęście Zayn’a, Malik i Liam jeszcze się nie pogodzili. Co oznacza, że Harry nie będzie siedział z Lou w ławce. Może Louis to wszystko przez ten cały czas bardziej szczegółowo przemyśli. Ohh, ale żeby to wyszło korzystnie dla nich.
- Chciałem was przeprosić. To moja wina, że teraz odwalacie tą karę. Przepraszam. - powiedział zgodnie z prawdą, gdy byli obecni całą szóstką, nie chciał aby każdego z nich ukarali. Źle się trochę teraz czuł z tym, że oni musieli pracować za niego. Wow, Król Podziemi ma uczucia (tylko mnie to dziwi? -aut.).


- Daj spokój stary. W końcu coś poczułem w żyłach, nie wiem jak oni ale ja nie mam ci tego za złe. - powiedział Nialler trącąc łokciem jego bok, przez co Harry szeroko się uśmiechnął. Oni wszyscy różnili się od jego przyjaciół z podziemi. Oni byli bardziej szczęśliwi. Nie obchodziło ich za bardzo to że są w poprawczaku, widać było że cieszyli się każdą chwilą życia.


Reszta pokiwała zgodnie głowami, oprócz Louis’a który wydawał się być gdzieś daleko myślami.


- To co idziemy? - zapytał Liam. I Harry mógłby przysiąc, że słyszy jego głos trzeci, może czwarty raz.


Harry spojrzał na Zayn’a, który chciał coś powiedzieć Liam’owi, ale on jedynie go zignorował i wyszedł z pokoju, udając sie w kierunku sali. Posłał mu pocieszający uśmiech, na co mulat wzruszył jedynie ramionami. Ale Harry wiedział, że go to boli, widział to w jego oczach. Wspominałam już że Harry potrafi, zobaczyć ludzie emocje? Tak? To już o tym nie zapominajcie.


Harry kątem oka jeszcze spojrzał na kalendarz wiszący zaraz obok drzwi, zanim wyszedł z pokoju. Dzisiaj był 10. Całkowicie o tym zapomniał! Dzisiaj Zayn miał przeprosić Liam’a, a oni mieli mu w tym pomóc.


3.


*po zajęciach i po karze (na której Louis unikał Harry’ego jak ognia)*


Zayn przygryzł nerwowo wargę, przyglądając się wskazówkom, przesuwającym się po tarczy zegara wiszącego na ścianie. Za dokładnie dwie minuty Josh powinien się pojawić z Liam’em w drzwiach. Zayn coraz bardziej się denerwował, jego dłonie zaczęły się pocić i miał ochotę uciec jak najdalej z tego pomieszczenia. Był ubrany w czarne spodnie i białą koszulę, a on nienawidził chodzić w białych koszulach!
Jeszcze parę sekund. Spojrzał na twarze swoich przyjaciół, którzy uśmiechali się do niego pogodnie, dodając mu otuchy. Ale do jasnej cholery, to nic nie dawało! Zauważył drgającą klamkę, miał ochotę się poryczeć ze zdenerwowania. Niech ktoś mu powie, że wszystko pójdzie tak jak chce, najlepiej Liam!


W drzwiach stanął Liam, a za nim Josh, który torował mu drzwi. Liam z paniką wypisaną na twarzy, chciał jak najszybciej wydostać się z pokoju, lecz nieskutecznie.


- Posłuchaj Liam, daj mi 5 minut, okej? Potem Josh cie wypuści.


Liam niechętnie pokiwał twierdząco głową.


- Chciałem cię przeprosić, dlatego napisałem dla ciebie piosenkę. - kiwnął w kierunku Niall’a, aby zaczął grać na swojej gitarze. Mimo tego że Zayn’owi nie podobał się mu jego własny głos - lecz zawsze był chwalony przez Liam’a - z jego ust wyleciały pierwsze dźwięki.


People say we shouldn’t be together
We’re too young to know about forever
But I say they don’t know
What they’re talk - talk - talking about


Po nim zaczął Harry wraz ze swoją chrypką.


Cause this love is only getting stronger
So I don’t want to wait any longer
I just want to tell the world that you’re mine boy*


Patrząc prosto w jego sarnie oczy w których się zatracił ponownie zaczął śpiewać.


They don’t know about the things we do
They don’t know about the I love you’s
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us


Gdy każdy z nich zaśpiewał już swoją część, a piosenka zakończyła się wraz z dźwiękami gitary, Liam stał ze spuszczoną głową.


- Możemy porozmawiać na osobności? - wypowiedział cicho Payne, na co reszta chłopaków posłała Zayn’owi uśmiech i wyszli za drzwi.


- Err.. posłuchaj Li. Ja wtedy w klubie, byłem schlany w trzy dupy, ten koleś zaczął się do mnie przystawiać, a ja mówiłem mu że mam chłopaka którego koch-
- Przestań Zaynie. Nie wiem jak mam ci to powiedzieć. To może prosto z mostu. Tak będzie najlepiej, - a Zayn właśnie zapomniał jak się oddycha, nie wiedział czego może się spodziewać - nigdy nie przestałem cię kochać i raczej nigdy nie przestanę. Ale straciłeś moje zaufanie, trudno będzie ci je ponownie odbudować. Jednak.. dam ci drugą szansę.


A Zayn właśnie zaczął skakać z radości.


Gdy w końcu się uspokoił, podbiegł do niego i wtulił się w niego, wchłaniając jego zapach za którym tak bardzo tęsknił.

____

*boy - no wiecie było tam “girl” ale to raczej dziwnie by brzmiało xD

6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz