00
Zasady:
a) osoba pytana, nie może kontaktować się w żaden sposób, ze swoją drugą połówką (nawet wzrokowo),
b) osoba pytana, ma 10 sekund na podanie odpowiedzi,
c) osoba pytana, która podała już odpowiedź i jej nie zmienia, czeka na potwierdzenie odpowiedzi przez swoją drugą połówkę,
d) osoba pytana, za nie podanie dobrej odpowiedzi, nie ponosi żadnych konsekwencji,
e) osoba pytana, za podanie dobrej odpowiedzi, nie dostaje żadnej nagrody,
f) cały konkurs to zabawa, wymyślona przez gazetę “Vogue”, mająca na celu sprawdzenie, jak bardzo Najgorętsza Para Roku, zna siebie nawzajem.
Co twój ukochany chciał zrobić, ale mu na to nie pozwoliłeś?
- Chciałbym zrobić coś szalonego. - powiedział Liam , siedzący na blacie, przy którym Zayn, przygotowywał im obiad.
Malik spojrzał na niego, spod rzęs, nie odrywając się od obierania przeklętej marchewki.
- Na przykład, co?
- Kolczyka w wardze. - odpowiedział bez zawahania w głosie. Zaynowi aż z wrażenia, wypadł z ręki nóż.
- Nie i koniec tematu. - odpowiedział stanowczo, nie chcąc słyszeć ze strony Liama sprzeciwu.
- Nie jesteś moją cholerną matką. - powiedział oburzony. Przecież był dorosły, mógł robić co żywnie się mu podobało.
Zayn westchnął i podszedł do niego, stając pomiędzy jego nogami.
- Kochanie, tobie nie będzie pasował kolczyk w wardze. Zrób sobie jakiś tatuaż.
- Dobra. - odpowiedział oburzony - Ale musisz mnie porządnie pocałować.
I to Zayn zrobił, wszystko, byleby wybić mu ten chory pomysł z głowy.
Z: Kolczyka w wardze.
L: Byłem wtedy młody i głupi.
Z: To było tydzień temu.
L: Nie wdawajmy się w szczegóły.
Gdzie najbardziej lubi być całowanym?
Zayn za prośbą jego chłopaka, postanowił mu zrobić jego ulubione ciasteczka kokosowe. A on w tym czasie sprzątał salon, w którym wczoraj odbył się seans filmowy, na którym byli Harry, Louis i Niall.
Nie odbyło się oczywiście, bez walki na jedzenie. Bo co to byłby za film, gdyby nie porzucali się jedzeniem?
Malik, właśnie gdy mieszał wszystkie składniki w plastikowej misce za pomocą miksera, poczuł jak ktoś - a raczej Liam - przytula go od tyłu.
- Jak ci idzie? - zapytał.
- Pójdzie lepiej, jeśli mnie pocałujesz. - odpowiedział, odwracając się do niego przodem. Pomiędzy nimi nie było, żadnej wolnej przestrzeni.
Liam spełnił jego prośbę, wpijając się w jego wargi, od razu zassysając jego dolną wargę.
L: W usta.
Z: Yeah.
L: Mogę cię pocałować?
Z: Zawsze i wszędzie.
L: *całuje go*
Widownia: *gwizdy* awww!
Jak chce nazwać wasze dzieci?
Zayn wtulił się w nagą klatkę piersiową swojego narzeczonego, który objął go mocniej ramieniem. Malik nie wierzył, że wczoraj wzięli ślub, a teraz znajdowali się na Hawajach. To właśnie miejsce marzyli odwiedzić, w swoją podróż poślubną.
Teraz Zayn, patrząc na swoją przeszłość, nie rozumie jak mógł żyć bez Liama, on jest jego uzależnieniem, jego narkotykiem.
- Li? - wymruczał cicho. Wiedział że jego mąż, nie śpi, ale nie lubił hałasu, zaraz po przebudzeniu.
- Hmm? - brzmiał jak kot. Zayn kochał koty.
- Chciałbym mieć z tobą dzieci.
Liam otworzył gwałtownie oczy i spojrzał z czułością na leżącego na nim Zayna.
- Wiesz, że ja też. - odpowiedział, już głośniej i mniej sennie.
Kiedyś już rozmawiali na ten temat, ale to były tylko żarty. Byli wtedy ze sobą, tylko dwa miesiące. I nikt nie wiedział o ich związku, ale spójrzmy prawdzie w oczy, mieli wtedy po 17 lat.
Wiedzieli, że nie mogą się ujawnić, przez ich zespół. A ściślej przez Modest!, z którym podpisali po zajęciu trzeciego miejsca w konkursie, kontrakt. Było tam wyraźnie napisane, żadnych związków homoseksualnych w zespole, więc się ukrywali, nawet przed przyjaciółmi - chociaż oni szybko się domyślili.
Po przeterminowaniu terminu umowy, postanowili się ujawnić, tak samo jak Harry z Louisem. Tylko prawdziwi fani zostali.
- Jak im damy na imię? - zapytał Zayn, ożywiając się. Zawsze marzył o założeniu rodziny.
- Podoba mi się Leo dla chłopczyka. - powiedział Liam, ukazując rząd białych zębów. Zayn przyjął pomysł męża, z niemałym entuzjazmem. - A dla dziewczynki Jessie. - powiedział po chwili.
- Nie. - powiedział stanowczo Zayn, nie chcąc słyszeć sprzeciwu. - Nie będziesz karał takim imieniem mojej córki.
Z: Dla chłopca - Leo, a dla dziewczynki - Jessie. Chociaż wybije mu jeszcze z głowy to imię, dla dziewczynki.
L: Chyba śnisz.
Z: Jeszcze zobaczymy. Wiesz, że cię przekonam. Znam twoje słabe punkty kochanie.
Gdyby w waszym domu wybuchł pożar, co Zayn zrobiłby?
Był piękny, słoneczny, wiosenny poranek. Ptaki śpiewały za oknem, a promienie słońca delikatnie łaskotały nagą skórę Liama. Otworzył niechętnie oczy i odruchowo spojrzał na prawą stronę łóżka, gdzie powinien znajdować się jego narzeczony. Niestety Zayna tam nie było. “Pieprzony ranny ptaszek” pomyślał i zrzucił z siebie delikatną pościel, po czym stanął na zimne, drewniane panele, zarzucając na siebie przypadkowe ubrania.
Gdy miał już wychodzić z ich wspólnej sypialni, usłyszał krzyk dochodzący z parteru. Liam szybko wybiegł z pokoju i zbiegł po krętych schodach, krzyki doprowadziły go do kuchni, gdzie przy suficie unosił się czarny dym. Payne podciągnął koszulkę do góry, zakrywając sobie nos bawełnianym materiałem.
- Zayn?! Gdzie jesteś?! - krzyknął Liam, mrużąc oczy, próbując dostrzec swojego ukochanego. - Wyjdź z kuchni, ja to zgaszę!
Nie usłyszał odpowiedzi, tylko głośne tupanie o płytki. Sięgnął po gaśnice, która na szczęście znajdowała się w kuchni i skierował ją na kuchenkę. Po chwili, prawie wszystko znajdujące się w kuchni, było przykryte białym proszkiem. Sam Liam miał nawet we włosach białą substancję, przez co przebiegł przez swoją fryzurę, palcami.
- Co ty chciałeś zrobić? - zapytał Liam, podchodząc do niego i biorąc jego twarz w dłonie, chcąc sprawdzić, czy nic poważnego mu się nie stało. Na szczęście, był tylko brudny.
- Chc-iałem ci przygotować śn-śniadanie do ł-łóżka, ale zostawiłem na piecu mleko, kiedy sam poszedłem wziąć prysznic i samo tak wyszło.
- Zaynie, dlaczego nie zadzwoniłeś po straż pożarną? - spytał, spoglądając na niego ze smutnym wyrazem na twarzy. Jeśli stałoby się mu coś poważnego, to Liam nie przeżyłby tego.
- Zapomniałem numeru. - wyszeptał i spojrzał na swoje buty. Brzmiał jak pięcioletnie dziecko, które zbiło mamie jej ulubiony wazon.
Liam uniósł jego podbródek dwoma palcami i spojrzał w jego oczy. Pocałował go w czoło i przytulił go, tak mocno, że pomiędzy nimi nie było żadnej wolnej przestrzeni.
L: Zacząłby panikować. Tak jak w tej grze, w simsach.
Z: Heej! No może bez przesady, ale ma rację. Zapomniałbym nawet jaki jest numer straży pożarnej.
Czyje numery ma na szybkim wybieraniu?
Osiemnastoletni Harry był nieznośny. Był jak małe dziecko, którego było wszędzie pełno i buzia w ogóle się mu nie zamykała. Było to cholernie uciążliwe, biorąc pod uwagę, to że byli w trasie w jednym busie.
Louis niestety spał (a jego kochany chłopak, postanowił go nie budzić), więc przeniósł swoją cholerną energię, na pozostałych. Może nie do końca, bo tylko ich wkurzał.
- Harry! Usiądź na swoim kościstym tyłku i nie ruszaj się! - wykrzyknął zbulwersowany irlandczyk, podnosząc wzrok znad swojego telefonu.
- Ale mi się nudzi! - wykrzyknął. Pozostała trójka spojrzała na niego z mordem w oczach.
- Masz mój telefon, pograj sobie w coś. - Liam wiedząc, że Harryemu zepsuł się wczoraj, podał mu swój, modląc się w duchu, aby tylko zdołał usiedzieć w miejscu przez chociaż 10 minut.
Liam wtulił się w plecy, siedzącego na jego kolanach, Zayna, napawając się jego zapachem. Pachniał cynamonem i wodą kolońską. Zayn oparł głowę na jego ramieniu.
Liam zamknął oczy, ciesząc się z chwili spokoju, aż..
- Hej! Dlaczego pomiędzy mną a Louisem jest Niall? Zmień to! - oburzył się Harry. Liam wiedział, że chodzi mu o listę z szybkim wybieraniem.
- Jak Louis z nim wytrzymuje? - wyszeptał Zayn, do ucha swojego chłopaka. Zimny dreszcz, przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa. Pieprzony, Zayn tak na niego działał.
- To zmień. - odpowiedział mu Liam i ponownie zamknął oczy, ciesząc się, że Zayn wtulił się w niego bardziej.
Z: Na jedynce ma mnie, na dwójce mamę, na dwójce Nialla, na trójce Harryego, a na czwórce Louisa.
L: Wow. Mi zajęło tydzień, aby zapamiętać to w dobrej kolejności. Z każdym dniem mój mąż zadziwia mnie coraz bardziej.
Czy jest o ciebie zazdrosny?
L: Tak.
Z: Nie prawda.
L: A pamiętasz tę sytuację z Niallem?
Zayn wrócił do domu pijany. W końcu miał 19 lat, każdy musi się wyszaleć, prawda? A on był pełnoletni, więc mógł. Było jakoś po północy.
Chwiejnym krokiem, przeszedł przez korytarz, w którym z niezadowoloną miną stał Liam.
- Gdybyś mnie szukał będę u Nialla. - warknął pod nosem Payne.
Liam nie przejmował się tym, że był w piżamie i kapciach. Był środek lata, a na dworze (jak na Londyn), było na prawdę ciepło. Zabrał tylko kluczyki do samochodu i już go nie było.
~x~
Malik obudził się w pustym łóżku, z ogromnym bólem głowy. Ułożył głowę z powrotem na łóżku, przymykając oczy, dzięki czemu ból nie był tak intensywny.
Po paru minutach, zaczął sobie przypominać, co się wczoraj wydarzyło. przyszedł do domu pijany - a Liam nienawidzi, gdy Zayn jest pijany. Później zdał sobie sprawę, z tego, że Liam spędził noc u Niala, bo nie chciał z nim przebywać (ok, z pijanym nim).
W ekspresowym tempie wstał z łóżka, nie przejmując się w ogóle bólem głowy i biorąc do ręki przypadkowe ubrania, pobiegł do łazienki, gdzie wziął odświeżający prysznic.
Gdy wybiegł z ich domu, dziękował Bogu, że Niall mieszkał tylko parę przecznic dalej.
Nie kłopocząc się z dzwonieniem na dzwonek, wpadł do mieszkania, kierując się w stronę kuchni.
Niall siedział przy stole, a na jego kolanach Liam, wtulający się w niego. I był do jasnej cholery tylko w bokserkach i wiedział, że one nie należały do niego.
Liam, kiedy tylko ujrzał w progu kuchni Zayna, od razu wstał z kolan Nialla.
- Przespałeś się z nim! - to nie było pytanie. Malik oskarżycielsko wskazał palcem na irlandczyka. Zayn podszedł do niego i wymierzył prawego sierpowego.
Z: Przecież nic się takiego nie stało.
L: Niall miał złamany nos!
Z: Przecież go przeprosiłem.
L: *wywraca oczyma*
Jakie słowa wypowiedział do ciebie, gdy spotkaliście się po raz pierwszy?
Szlag by ich trafił - pomyślał Zayn, gdy zobaczył ile ludzi stoi przed studiem X-Factor. Zaczął przeklinać w duchu swoją matkę, że wyciągnęła go z łóżka i kazała mu “zapierdalać na ten cholerny konkurs”. Więc chcąc czy nie, musiał iść.
Jakimś cudem po półtorej godziny stania w cholernie długiej kolejce, udało mu się zapisać do konkursu.
Tego samego dnia miały się odbyć przesłuchania. Dostał kartkę z ogromnym numerem, którą niemal od razu przylepił na swoją zieloną koszulkę.
Usiadł na jednej z wielu kanap, przy której siedział chłopak - mniej więcej w jego wieku - z jasnobrązowymi loczkami na głowie i brązowymi oczami. Zdecydowanie Zayn, mógłby go nazwać jego definicją piękna.
- Cześć. - odezwał się, uśmiechając się do niego niemrawo.
- Nie lubię cię. - odpowiedział i wstał z miejsca, udając się w nieznanym kierunku. Zayn skłamałby, gdyby powiedział, że nie spojrzał na jego pośladki.
Zdecydowanie go zaintrygował.
Z: Cytuję: “Nie lubię cię”.
L: *śmiech* tak faktycznie, to powiedziałem.
Jakie ma hobby?
Liam wstał z sofy, udając się do sypialni, skąd chciał wziąć koc. Był środek zimy, a mimo tego że w domu było 20 stopni, to jemu było cholernie zimno. Prawdopodobnie złapał jakieś przeziębienie. Musiał się wyleczyć w trybie natychmiastowym, bo mieli za trzy dni koncert w centrum Londynu.
- Wracaj tu! - usłyszał protest, w głosie swojego chłopaka (jeszcze wtedy nie byli ani małżeństwem, ani narzeczonymi). Liam odwrócił się o 180 stopni, spoglądając na Zayna spod zmarszczonych brwi.
- Idę po koc, - zaczął - wiesz, mógłbyś mnie przytulić, żeby mi nie było zimno, a ty cały czas siedzisz przy tym szkicowniku. - oburzył się i założył ręce na piersi, spoglądając na niego spod byka.
Przeskoczył po schodach co drugi stopień, kierując się do pierwszych drzwi po prawej stronie. Szybko złapał za koc i już miał się kierować z powrotem do salonu, ale coś, a może raczej ktoś zastąpił mu drogę.
- Przepraszam kochanie, chciałem zrobić twój portret. - pokazał mu jego szkic, był piękny - co prawda nie dokończony, ale zdecydowanie, to był jeden z jego lepszych rysunków.
- Wybaczam. - wyszeptał, tuż przy jego ustach, po czym wpił się w nie łapczywie.
L: Oprócz śpiewania, to zdecydowanie rysowanie, mógłby przesiedzieć przy swoim szkicowniku, przez cały dzień.
Z: Teraz wychodzi na to, ze nie mam dla ciebie w ogóle czasu.
L: Złotko, czasem tak jest.
Jakie ma na sobie teraz bokserki?
Z: Chcecie sprawić, bym czuł się zazdrosny? Teraz połowa z was będzie sobie wyobrażać, jak MÓJ Liam wygląda w bokserkach. Super.
- Li! Chodź tutaj, bo mi zimno. - wymruczał sennie w poduszkę, wiedząc, że Liam siedzi na brzegu łóżka. I mimo tego, że nie widział teraz jego miny, doskonale wiedział, że się uśmiecha, dzięki czemu w kącikach jego oczu, pojawiły się kurze łapki.
- Zayn, za godzinę przyjeżdża samochód. Idę wziąć prysznic. - pocałował go w policzek i wyszedł z sypialni, wcześniej biorąc ze sobą zestaw ubrań.
Zayn ułożył się na plecach, wlepiając wzrok w sufit i wsłuchując się w natrysk prysznica. Po paru długich minutach, w których już Zayn zdążył z powrotem przymknąć oczy, drzwi do sypialni otworzyły się.
Stanął w nich Liam, miał na sobie jedynie czerwone bokserki od Calvina Kleina. Zayn uniósł się na łokciach i odruchowo oblizał wargi.
Liam widząc jego ruch, podszedł do łóżka z chamskim uśmieszkiem i usiadł mu na biodrach, wcześniej zrzucając z łóżka kołdrę.
- Podoba ci się to co widzisz? - szepnął, przy jego ustach. Po chwili wpił się w nie gwałtownie. Zszokowany Zayn, niemal od razu zaczął oddawać pocałunki.
Liam zjechał pocałunkami, na jego nagą klatkę piersiową, robiąc tam dorodne czerwone malinki.
- No, skoro jesteś już tak pobudzony, to możesz iść pod prysznic, - spojrzał wymownie w jego kroczę - a ja zrobię śniadanie.
Z: Czerwone, od Calvina Kleina.
L: *rozpina guzik od spodni i sprawdza* Tak, jestem pod wrażeniem twojej dedukcji.
Z: *rumieni się*
Jaki produkt zawsze kupuje w supermarkecie?
Liam krzątał się po kuchni w poszukiwaniu, czegoś zjadliwego. Mimo tego, że przeszukał każdą możliwą półkę w ich spólnym mieszkaniu, nie znalazł nic. Co się dziwić, skoro nie było ich przez 4 miesiące w domu, bo byli w trasie. Kiedy w końcu na coś natrafił, to okazało się to przeterminowane.
Jedyne co nie było przeterminowane, to cholerny cynamon. Mieli aż 6 opakowań, tego cholerstwa w domu.
- Zayn! - zawołał, na chłopaka, który po chwili zjawił się w kuchni, przytulając go od tyłu. Payne, pod wpływem dotyku chłopaka, zapomniał co chciał mu powiedzieć. Malik pocałował jego szyję, po czym zassał jego skórę, robiąc mu malinkę.
Tak, Zayn zostawił Liamowi, mały czerwony, szczypiący ślad na szyi.
- Id-idziesz z-ze mn-ą do s-sklepu? - wysapał Liam, jeszcze przy zdrowych zmysłach.
- Tak, a potem zrobisz mi kolację i podczas niej mnie uwiedziesz, a ja ci się cały oddam. To będzie długa noc, kotku. - wyszeptał do jego ucha, liżąc przy okazji małżowinę uszną.
Na policzkach młodszego, od razu pojawiły się dwa wypieki, wyobrażając sobie ich wspólną noc.
~x~
Wysiedli z samochodu Liama, ubierając kaptury na głowę i okulary przeciwsłoneczne na nos. Chcieli te zakupy zrobić w szybszym tempie niż zazwyczaj.
Zabrali wózek i w ekspresowym tempie, ładowali różne produkty, które wpadły im w ręce. Nie żeby byli rozrzutni! To tak na zapas.
Kiedy dotarli do kasy, ich wózek był całkowicie zapchany (na szczęście nikt ich nie rozpoznał).
- Liam! Zapomniałem cynamonu! - krzyknął Zayn, dość głośno, przez co parę osób spojrzało na nich z pogardą.
- Przecież mamy sześć opakowań w domu. - odpowiedział spokojnie Liam, patrząc na swojego chłopaka z rozbawieniem.
- Wiesz, że zawsze go kupuje. Idę po niego.
Liam odetchnął głęboko, patrząc na oddalająca się sylwetkę chłopaka. Dlaczego, on zawsze kupował ten cholerny cynamon?
L: Cynamon.
Z: Yep, zgadza się.
L: Nadal nie rozumiem, dlaczego zawsze go kupujesz.
Z: *wzrusza ramionami* po prostu lubię jego zapach.
L: *śmiech*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz