ycie nastolatka powinno być nieprzewidywalne, bezmyślne, fajne. Niestety mam wrażenie, że moje zostało zapisane w jakiejś wielkiej księdze zamkniętej na kłódkę, którą codziennie otwiera jakiś wielki facet, czyta czynności na dziś i dąży do tego bym wykonywał je według tego planu. Władza ma swoje zalety lecz tak naprawdę wszystkie wady dominują nad nimi i pokazują, że mam przejebane. Czy tak powinien czuć się książę Wielkiej Brytanii?
G
dy dowiedziałem się o swojej przyszłości miałem dziewięć lat, a mój tata postanowił zawieść mnie na Ben Nevis*. Bardzo się cieszyłem z wycieczki z moim ojcem, ponieważ nie bywał często w domu. Gdy wchodziliśmy na górę tata opowiadał mi gdy był w moim wieku. Do dziś pamiętam każde jego słowo, ponieważ to był ostatni dzień, który spędziliśmy razem. Kiedy byliśmy na szczycie tata objął mnie ramieniem i powiedział „Synu za parę lat to wszystko będzie należeć do ciebie” po czym obrócił się wokół własnej osi patrząc w niebo i wyciągając ręce do boku. A ja patrzyłem z zafascynowaniem, bo jeszcze nie wiedziałem, że mówi on o całej Wielkiej Brytanii, a nie tylko o górze, na którym byliśmy. Byłem głupim dzieckiem, prawda?
*
Z
zażenowaniem spuściłem głowę na swoje buty próbując zakryć swoje zarumienione policzki. To nie tak, że nie byłem przyzwyczajony do pytań ze strony reporterów. Po prostu zawstydzali mnie przez ciągłe przypuszczenia, że jestem gejem. Być może dzięki tym informacją zarobiliby więcej jednak to było moje życie prywatne.
Zakryłem się dłonią i przemknąłem przez grupkę wścibskich ludzi z aparatami wchodząc przez strzeżoną
bramę na posiadłość w której mieszkałem. Czasami nienawidziłem mojego pałacu. Był zdecydowanie za duży jak na mnie i moją rodzinę. A ja naprawdę nie lubiłem dużych pomieszczeń. Wszedłem przez szklane drzwi do holu gdzie było pełno gości. No tak dziś mój tata wrócił do kraju. Pomyślałem przepychając się przez tłum.
- Harry!- usłyszałem głos mojej mamy. Przygryzłem wargę podnosząc głowę by odnaleźć moją rodzicielkę. Gdy w końcu napotkałem jej proste, brązowe włosy z wpiętą w nie wysadzaną klejnotami spinką, od razu skierowałem się w jej stronę.
- Cześć mamo- powiedziałem całując ją w policzek- Witam- zwróciłem się do kilku pań, którym towarzyszyła moja mama. Albo to one towarzyszyły jej. Sam już nie wiem.
- Harry musisz kogoś poznać- uśmiechnęła się jedna z kobiet oglądając się wokół siebie.
W
pewnym momencie jej brwi zmarszczyły się zapewne nie dostrzegając osoby, której szukała.
- Przepraszam cię skarbię, mój syn przed chwilą jeszcze tu z nami stał- powiedziała niezręcznie patrząc na mnie.
- Och nie ma problemu. Mogę poczekać na niego- odparłem. Wiedziałem już na wylot co mam robić. Miałem być miły, uprzejmy, nie używać niestosownego słownictwa.
S
ame bzdury.Stałem w ciszy przypatrując się jak kobiety rozmawiają. Poczułem się dziwnie jako jedyny mężczyzna w tym gronie. A mojego ojca nigdzie nie było jak również innych tej samej płci co ja. Mruknąłem pod nosem coś na temat mojego życia gdy nagle poczułem czyjś wzrok na sobie. Odwróciłem się spostrzegając tuż za sobą chłopaka w czarnym garniturze, który idealnie pasował do jego sylwetki, oczu oraz włosów. Styles co ty mówisz? Skarciłem się w myślach.
- Louis!- zza moich pleców doszedł wysoki krzyk jednak ani ja, ani chłopak nie zwróciliśmy na niego uwagi.
Po chwili ciszy brunet schylił głowę wypowiadając słowa „Wasza wysokość” po czym spojrzał mi w oczy. Przełknąłem ślinę czując dreszcze przepływające przez moje ciało.
- Cześć- potarłem tył karku niezdolny do jakiejkolwiek rozmowy. Poczułem się… onieśmielony? Tak, to chyba dobre słowo.
- Harry? Wszystko w porządku?- moja mama zadała pytanie kładąc mi rękę na ramieniu. Nie, nic nie jest w porządku. Bo właśnie zobaczyłem najpiękniejszego faceta w Wielkiej Brytanii.
- Harry?- powtórzyła rodzicielka spoglądając na mnie.
- Tak, mamo?- powiedziałem siląc się na lekki uśmiech
- Źle się czujesz?- położyła dłoń na moim czole.
- Nie, mamo- odsunąłem się.
- Brunetka pokiwała głową spoglądając na chłopaka obok mnie. Jego ręka wysunęła się ujmując rękę mojej matki i pochylił się całując ją.
- Louis Tomlinson- przedstawił się wracając do pozycji pionowej.
- Ten Tomlinson?- spytała.
- Zna mnie pani?- brunet był wyraźnie zaskoczony.
- Nie- uśmiechnęła się- Ale Johannah, chyba znalazłam twojego syna.
*
S
iedziałem nad basenem, a moje nogi były zamoczone po kolana w wodzie. Nie byłem potrzebny w środku więc wymknąłem się z pałacu czując tą lekkość gdy można zrobić coś innego niż ktoś ci zaplanował. Wspaniałe uczucie.
P
odparłem głowę na rękach patrząc na drzewo naprzeciwko miejsca mojego spoczynku. Jego gałęzie były tak długie, że opadały aż do ziemi. Przymknąłem oczy rozkoszując się lekkimi podmuchami wiatru. Lubiłem te chwile. Gdy było cicho i spokojnie. Niestety na co dzień nie zdarzały mi się takie sytuacje. Nie chciałem tak żyć. Wolałbym już chodzić do szkoły niż codziennie wstawać i dowiadywać się o tym co mam w danym dniu robić . To stawało się już nudne. Czy życie nie powinno zaskakiwać? Nie powinno być nieprzewidywalne?
- Dlaczego wyszedłeś?- usłyszałem głos na sobą.
- Odwróciłem się dostrzegając Louis’a, który szedł w moją stronę powolnym krokiem. Jego grzywka opadała mu na czoło, a policzki miał lekko zaróżowione. Kąciki moich ust mimowolnie uniosły się. Pewnie teraz w moich policzkach pojawiły się dołeczki. Nienawidziłem ich.
- Nikt tego nawet nie zauważył- mruknąłem zrywając źdźbło trawy. Obróciłem je w palcach, a następnie rozerwałem je na pół.
- Ja zauważyłem- szepnął jednak na tyle głośno, że usłyszałem. Spojrzałem na niego z uśmiechem na twarzy.
- To miłe- powiedziałem spoglądając na taflę wody nadal z uśmieszkiem, który nie chciał mi zejść z twarzy.
C
hwilę potem Tomlinson usiadł koło mnie i również włożył nogi do wody. Patrzyłem na jego łydki oraz brzuch i ramiona zatrzymując się na idealnej twarzy.
- Dlaczego ty również wyszedłeś?- spytałem skupiając się na jego profilu.
- Chciałem się przewietrzyć- odparł zwracając swoje tęczówki na moje- Myślę, że musiałem iść dwa kilometry żeby cię znaleźć. Twój ogród jest ogromny. Nieźle się zmęczyłem- podsumował patrząc na mnie.
- Szukałeś mnie?- szepnąłem spuszczając głowę.
- Takiego księcia nie można zgubić.
Chyba się zarumieniłem. Na pewno się zarumieniłem. Kurwa.
*
- Mamo?!- krzyknąłem zbiegając po schodach.
M
ruknąłem coś niewyraźnie zły na tak wielki dom. Chodziłem po wszystkich pokojach szukając mojej rodzicielki. Byłem pewien, że nigdzie nie wychodziła. Przeszedłem przez salon wychodząc na taras i rozejrzałem się. Nigdzie jednak nie dostrzegłem matki. Wróciłem do środka i poszedłem za dom by się upewnić, że nie przegapiłem kobiety. Skierowałem się do altany stojącej w małym lasku na terenie naszej posiadłości. Już z daleka słyszałem głośne rozmowy. Przeszedłem wąską dróżką aż dotarłem do miejsca, w którym znalazłem rodzicielkę.
- Mamo, widziałaś moją koszulę?- spytałem nie dostrzegając jeszcze jednej osoby siedzącej w altance i przyglądającej się mojemu nagiemu torsowi. W końcu miałem na sobie tylko spodnie dżinsowe i rozpiętą koszulę ukazującą moją klatkę piersiową i brzuch z masową ilością tatuażów. Nie nadawałem się na przywódcę prawda? Nie dość, że byłem wytatuowany to jeszcze ubierałem się niechlujnie na co dzień.
- Harry jakbyś nie zauważył mamy gościa. Może byś się ubrał?- matka zwróciła mi uwagę.
S
pojrzałem na chłopaka, który nie mógł oderwać wzroku z mojego ciała. Uśmiechnąłem się widząc jak działam na bruneta.
- Cześć Louis- powiedziałem wyrywając go z amoku.
S
apnął spoglądając w moje tęczówki. Czyżbyś miał problem Tomlinson?
- To widziałaś moją koszulę?- ponowiłem pytanie.
- Nie Harry- skrzyżowała ręce na piesi- Załóż coś na siebie i przyjdź do nas.- stwierdziła po chwili ciszy.
B
urknąłem na jej słowa po czym spojrzałem na niebieskookiego dostrzegając jego wzrok na sobie. Mrugnąłem do niego i odwróciłem się idąc w kierunku pałacu.
W
szedłem do swojego pokoju i podszedłem do szafy otwierając ją i wyciągając koszulkę. Założyłem ją i spojrzałem w lustro przeczesując włosy dłonią. Prawie że wybiegłem z sypialni i przeszedłem wolnym krokiem przez korytarz schodząc na dół i wychodząc do ogrodu. Truchtem przebiegłem aż do altanki i usiadłem obok Louis’a.
- Teraz wyglądasz jak człowiek- podsumowała mama uśmiechając się.
S
puściłem głowę lekko zawstydzony. Moja mama wznowiła konwersację z brunetem, a ja nie zwracając na nią uwagi zacząłem przyglądać się chłopakowi. Był naprawdę piękny. Wszystko do siebie pasowało. Jego budowa ciała była idealna. Idealnie pasowała do mojej.
- Chcesz coś do picia?- usłyszałem głos mamy. W duchu dziękowałem jej za to pytanie. Mogłem zostać sam z Tomlinson’em.
G
dy kiwnął głową twierdząco miałem ochotę go objąć za pozwolenie mi by zostać w jego towarzystwie. Chyba, że zrobił to tylko dlatego by mnie również wyprosić. Skrzywilem się na moje głupie myśli patrząc na Louis’a
- Więc…- zacząłem, ale moje wargi zostały przygniecione przez usta chłopaka. Od razu oddałem pocałunek zaplatając ręce na jego szyi.
- Nie wiesz nawet- muśnięcie dolnej wargi- Jak długo- przygryzienie- na to czekałem- dokończył wpijając się jeszcze bardziej zachłannie w moje usta. Gdy się od siebie oderwaliśmy mieliśmy zaróżowione policzki i rozczochrane włosy.
- Musimy to powtórzyć- powiedział.
- Zdecydowanie. Proponuję na jakiejś ważnej kolacji. Najlepiej pod stołem- wyszczerzyłem się całując kącik jego ust.
*
Ben Nevis– najwyższy szczyt Szkocji oraz całych Wysp Brytyjskich
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz