piątek, 31 stycznia 2014

987

13

Niall czuł mieszankę ciepłej i zimnej fali nas sobą, gdy przyciskał swoje usta do Liama. Było coś tak doskonale obcego w całowaniu hydrokinetyka, że praktycznie wywołało to intensywny dreszcz u blondyna. Ich związek był idealnym powiązaniem balansu ich kompetencji, każda z ich umiejętności reagowała na pocałunek.

Iskry szybko zostały osłabione przez falę wody, gdy Liam i Niall całkowicie zatracili się w sobie. Jeśli ktokolwiek natknąłby się na nich, byłby świadkiem widoku, który wyglądał trochę jak mieszanka sztucznych ogni z wodą, a jednak żaden z nich nie dotykał ani Liama ani Nialla.

Po tym, co wydawało się błogą wiecznością Liam odsunął się delikatnie, głównie z powodu wyczerpania. – Cóż, to jedyny sposób, żebym się zamknął.

- Próbowałem – zaśmiał się Niall, zwijając się na piersi Liama, gdy ogień przestał wydobywać się z jego rąk.

- Powiedz mi, czemu nie zrobiliśmy tego tygodnie temu? – Zastanawiał się Liam, kręcąc głową z niedowierzaniem, jak bardzo Niall może na niego wpłynąć.

Niall przygryzł wargi i wzruszył ramionami. – Powinnyśmy wylądować w psychiatryku, bo to są urojenia tego, że byliśmy pozbawieni bycia ze sobą.

- Ale szaleństwo może być fajne – zauważył Liam, odwracając się w stronę Nialla i wręcz promieniejąc.

- Prawda Li, to prawda – zgodził się Niall, układając głowę w zagłębieniu szyi Liama.

I byli w doskonałej równowadze: woda i ogień.

XXX

Gdy Louis leciał w powietrzu, szybko zlokalizował adres Harry’ego i był zaskoczony, gdy dowiedział się, że dom znajdował się zaledwie pięć przecznic od jego domu.

Jakim cudem nie zauważył wcześniej Harry’ego, jeśli mieszkali obok siebie praktycznie całe swoje życie?

Pokręcił głową odganiając myśli przepełnione winą, zdając sobie sprawę, że przeszłość nie ma już znaczenia zwłaszcza, gdy Harry był jedyną rzeczą, o której teraz myślał. To było coś w rodzaju choroby, bo nie mógł nic zrobić by pozbyć się kędzierzawego chłopaka ze swojej głowy.

Lęk wrzał głęboko w nim, gdy powietrze mknęło obok niego. Zrobił przyzwoity finał i podleciał w kierunku drzewa w pobliżu jedynego okna w domu, w którym wciąż paliło się światło. Miał nadzieję, że jego umiejętności liczenia były prawidłowe albo mógłby zrobić bardzo niezręczną pomyłkę wspinając się na okno nieznajomego.

Ku jego uldze, na parapecie siedział nie, kto inny tylko niewidzialny chłopak (Louis nazywa go Invisi-Boy i najczęściej chodzi o to, że Harry potrafi być niewidzialny, a nie oznacza to tego, że jest w tym momencie niewidzialny – od tłum.) Harry Styles. Louis poczuł, że jego puls przyspieszył na widok chłopaka, którego nie widział. Jego stopy dotknęły gałęzi, która sięgała do okna Harry’ego.

Louis przez chwilę tylko obserwował Harry’ego w jego naturalnym środowisku. Telekinetyk odkrył w ciągu kilku lat, że sposób, w jaki osoba zachowuje się w swojej sypialni jest najbliższy do tego, kim naprawdę jest; nikt na nich nie patrzy ani nie kontroluje ich działań, więc po prostu wolni w swoich działaniach.

Samotność może być darem, zwłaszcza dla tych, którzy mają zdolności.

Harry pisał w dzienniku, ale Louis podejrzewał, że to jest zupełnie inne niż jego dziennik. Louis zmrużył oczy i zobaczył, że pisał w wierszu, co oznaczało, że pisał (masło maślane, ale chodzi tu o to, że Harry pisał coś w wierszu, czyli kolumnie, co oznacza, że lubił pisać, był pisarzem – od tłum.).

Jak romantycznie, pomyślał Louis z rozbawieniem,

Najlepszą rzeczą widzenia prawdziwego Harry’ego było to, że wydawał się bardzo spokojny, a nie nerwowy, jaki zazwyczaj był. To ośmieliło Louisa, że wyglądał na pełnego nadziei. To ogrzało serce Louisa, gdy zobaczył kędzierzawego chłopaka, który wyglądał spokojnie, zamiast na zrozpaczonego jak robił to podczas ich ostatniej rozmowy.

Louis patrzył z podziwem, gdy Harry zatrzymał się na chwilę i wydawał się myśleć, co napisać dalej. Zielonego oczy Harry’ego zaświeciły się jeszcze bardziej niż zwykle, gdy napisał kolejne zdanie i Louis nie mógł powstrzymać ciepłego uśmiechu na ten widok.

Nie chciał wkurzyć Harry’ego, więc wyciągnął telefon i szybko zadzwonił do niego, mimo, że byli kilka metrów od siebie.

Harry zwrócił uwagę na swój telefon, świecący obok niego i poderwał się, gdy zobaczył jak imię Louisa miga na ekranie. Louis zauważył zmianę w Harrym i to sprawiło, że uwiązł mu oddech w gardle, gdy uświadomił sobie ile tak naprawdę znaczy dla Harry’ego.

Louis nigdy nie był chciany; pewnie, że miał w przeszłości osoby, które interesowały się nim, ale to było inne. Czuł się tak jakby zawsze należał do Harry’ego i to, że to byłoby niewłaściwe rozdzielać ich, grzechem śmiertelnym było popełnienie takiego zuchwałego przestępstwa. To wszystko było nowe dla Louisa i podobało mu się to. Szczególnie, dlatego, że dbał o Harry’ego.

- T…Tak? – Głos Harry’ego trzeszczał przez telefon nerwowo.

- Jestem po prostu na zewnątrz…na drzewie – odpowiedział Louis, mając nadzieję, że Harry nie będzie zaskoczony jego nagłym pojawieniem się.

Harry szybko odwrócił głowę w kierunku kryjówki Louisa i zmrużył oczy, aby zobaczyć go w ciemnościach nocy. – Och, widzę cię. Jaki z ciebie Piotruś Pan, wchodzenie przez okno.

- Teraz muszę porwać cię do Nibylandii – odpowiedział żartobliwie Louis.

- Podoba mi się to – powiedział Harry, rozpromieniając się w kierunku Louisa. – Jestem pewien, że tam żyje się łatwiej.

- Można by tak pomyśleć, ale Kapitan Hook potrafi być czasami irytujący – powiedział Louis wyczerpanym tonem. – Plus syreny i wszystkie ich cholerne śpiewanie doprowadza mnie do szału…

Śmiech Harry’ego był muzyką dla uszu Louisa. – Okay, szalone, możesz wejść do środka, jeśli chcesz.

- Nie, wolałbym po prostu zostać tutaj i odmrozić sobie tyłek – dokuczył mu Louis.

- Właź. Tutaj. – Zarządził Harry, po czym rozłączył się.

Louis schował telefon, gdy Harry otworzył okno. Louis uniósł się kilka stóp w górę i pokonał przestrzeń między gałęzią, a najbliższą ścianą, a Harry pomógł mu dostać się do środka.

- Teraz mogę powiedzieć, że byłem w sypialni Harry’ego Stylesa – zauważył Louis, rozglądając się po pokoju. – Jestem pewien, że bardzo niewiele osób miało ten zaszczyt.

- Jestem bardzo wybredny w wyborze osób, które wpuszczam do swojej przestrzeni osobistej – odparł Harry, a nerwy były słyszalne w jego głosie.

Prawda była taka, że nikt oprócz Harry’ego nigdy nie był we wnętrzu jego pokoju, oprócz inwazji jego matki, która lubiła wpadać tu, co sześć miesięcy, żeby trochę posprzątać. Harry nigdy nie miał wielu przyjaciół i jeśli kiedykolwiek był z kimś blisko, żeby czuć się komfortowo spotykając się w ich domach, on zawsze znajdywał pretekst, aby nie zaprosić ich do własnego domu.

Louis stał pośrodku pokoju, odwracając się powoli i patrząc na szereg pamiątkowych komiksów, które pokrywały ściany Harry’ego. To był imponujący zbiór, który musiał być zbierany przez lata; jedynie prawdziwy fan komiksów miałby taki pokaźny zestaw.

- Mam zamiar zaryzykować… lubisz superbohaterów? – Zapytał Louis, odwracając się w stronę Harry’ego i mrugając do niego porozumiewawczo.

Harry zarumienił się lekko, niepewny, czy Louis wyśmiewa go czy udaje, że nie wie o jego pasji do komiksów. – Właściwie to uwielbiam ich. Zawsze chciałem, żeby superbohater uratował mnie z mojego przyziemnego życia, ale okazuje się, że w rzeczywistości społeczeństwo nie akceptuje ich. Nie wspominając o tym, że mam teraz moc…

- Myślę, że to niesamowite – powiedział Louis uśmiechając się do Harry’ego, co znacznie zrelaksowało kędzierzawego chłopaka.

- Cóż, uh… dzięki – wymamrotał Harry, nagle opuszczając wzrok na podłogę.

Między nimi zapadła cisza, co przypomniało im, że to wszystko nie było po prostu grami i zabawą, zwłaszcza teraz. Coś się dzieje, ale nie byli pewni jak poświęcić się temu bez wpadnięcia w opały.

Pewnie, jeden z nich może latać i jeden może być niewidoczny, ale kiedy przyszło do rzeczy, jaką jest omówienie swoich uczuć, obydwoje byli przepełnieni ludzkim i normlanym strachem. Ale, jeśli chcieli zwalczyć przestrzeń, jaka między nimi powstała z powodu przyczajonych (i rosnących) uczuć, będą musieli podjąć ryzyko.

-, Więc… Pocałunek… - szepnął Louis, sprawiając, że oczy Harry’ego rozszerzyły się z niecierpliwością. – Byłem nieprzytomny, kiedy to się wydarzyło, ale musisz wiedzieć, że zależy mi na tobie. Bardzo. Jest więź, którą czuje i której nie doświadczyłem z nikim innym wcześniej.

Oddech Harry’ego uwiązł w gardle na wyznanie Louisa. Nie wiedział, co powiedzieć, kiedy rzeczy były wciąż niejasne dla Louisa. Harry wiedział dokładnie, co czuł do telekinetyka, ale nie chciał sprawić, że Louis poczuje się nieswojo.

- Nie powinienem był cię pocałować w pierwszej kolejności – mruknął Harry, zawstydzony swoim impulsywnym działaniem. – To tylko skomplikowało rzeczy…

- Nie, nie Haz, nie słuchasz mnie – sprzeciwił się Louis, podchodząc bliżej do Harry’ego i marszcząc czoło. – Jedynym powodem, dlaczego jestem trochę zdezorientowany to to, że nie byłem w stanie określić, co do ciebie czuje zanim mnie pocałowałeś…To było tak jakbyś otworzył okno i wszystko stało się bardziej jasne, ale problemem jest to, że nie pamiętam, jaki był pocałunek… rozumiesz?

Harry skinął głową, jego serce biło jak oszalałe na to, jak blisko niego był Louis. Wiedział, że chłopak celowo się z nim nie drażni, ale Harry naprawdę nie był pewien, czego Louis od niego chciał.

Louis oblizał wargi, spoglądając na usta Hazzy. Była część niego, która chciała zmniejszyć ich odległość, ale inna część była skostniała.

- Nie wiem, czego ode mnie chcesz – wymamrotał Harry zamyślonym głosem.

Louis przygryzł wargę w koncentracji, nienawidząc tego, że mieszał Harry’ego z tymi wszystkimi mieszanymi wiadomościami, które wysyłał. Musiał być odważny; to było takie proste. Wiedział, że Harry chciał tego i teraz nadszedł czas, żeby zobaczyć czy on też tego chciał.

- Myślę, że chcę po prostu…ciebie – odpowiedział Louis, po czym przycisnął swoje usta do tych Harry’ego.

Harry na pewno śpi. Nawet uszczypnął się, aby zobaczyć czy śnił i kiedy to zabolało, uświadomił sobie, że był pozornie trzeźwy. Po prostu nie mógł zrozumieć faktu, że Louis rzeczywiście go całuje.

Gdy tylko usta Louisa dotknęły warg Harry’ego, jego uczucia potwierdziły się. Cała niepewność odeszła na bok i jedyną rzeczą, którą została była więź z Harrym. Nigdy nie był tak pewny czegoś w swoim życiu jak tego jak swoich uczuć do Harry’ego. To było tak, jakby nic innego nie miało znaczenia.

Louis pogłębił pocałunek i coś w zaiskrzyło. Owinął ramiona wokół Harry’ego i powoli unosili się nad ziemią. Żaden z nich nie zauważył tego, dopóki nie odsunęli się od siebie, unosząc się kilka stóp nad podłogą w sypialni Harry’ego.

Harry zaśmiał się, szczerząc zęby na sposób, w jaki moc Louisa zareagowała na ich pocałunek. – Wow, naprawdę mam na ciebie wpływ.

- Większy niż myślisz… - odpowiedział Louis, uśmiechając się do Harry’ego.

Louis oparł głowę o czoło Harry’ego, ciesząc się czymś tak prostym jak byciem w swoich ramionach. W tej chwili po prostu byli i cieszyli się, jak proste to było.

Nie było powodu, żeby żyć w strachu tak długo jak mieli siebie nawzajem.

XXX

Lara otworzyła oczy i szybko zorientowała się, że krzyczała. Usiadła na łóżku i starała się uspokoić oddech.

Miała wizję usianą czerwienią.

Kiedy już się nieco zrelaksowała, wyciągnęła telefon i wybrała numer Louisa. Sygnał wybierania wydawał się dłużyć w nieskończoność, aż wreszcie Louis odebrał.

- Lara? Wszystko w porządku? Jest trzecia rano…

- Przepraszam, ale to pilne. Miałam wizję.

- Och… Co widziałaś?

- Coś nadchodzi Lou, coś złego nadchodzi. I to już wkrótce.

XXX



13

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz