niedziela, 26 stycznia 2014

930

9

Rzeczywiście, konkurencyjność leżała w jego naturze i nie mógł temu zaprzeczyć. Jednak tym razem było inaczej. Nigdy nie lubił spotykać innych, którzy jak on lubili swoją ciemną stronę, ale był na bieżąco z informacjami, żeby wiedzieć kto był aktywny. Nie chodziło o porównywanie z innymi śladów jakie za sobą zostawiali. Chodziło o naukę zacierania śladów na błędach innych. Był na całkowicie innym poziomie niż większość zabójców, ale dostrzegł, że tym razem było inaczej.



Jego przyjaciel został porwany zaraz po koncercie. Wysokie ryzyko towarzyszące temu wydarzeniu podpowiadało mu, że nie ma do czynienia z amatorem. To był ktoś, kto dokładnie wiedział kiedy uderzyć i jak zrobić to dyskretnie. Ludzie nie znikają bez śladu, chyba, że bezbłędnie o to zadbasz, a takie coś i tak jest rzadkością.



Nigdy wcześniej nie porywał swoich ofiar. Znajdywał więcej przyjemności w polowaniu i więzieniu ich, czy może nawet w losowej szansie, niż w tak agresywnej próbie jak porwanie. To nie tak, że nie był do tego zdolny. Po prostu mu się to nie podobało, co podpowiadało mu, że jego przeciwnik może być całkiem różny od niego.



Ale nie marnował więcej czasu przed podjęciem działań, zdając sobie sprawę, że potrzebował przebrania. I to jakiegoś naprawdę dobrego. Woda utleniona wydawała się najszybszym wyjściem, biorąc pod uwagę fakt, że w okolicy nie było sklepów z perukami, a pójście do salony fryzjerskiego przyciągnęłoby za dużo uwagi. Wziął więc buteleczkę i parę czarnych okularów, trochę mocniejszych niż te, które zwykle nosił, bardziej odpowiednich do skrycia jego oczu.



Wszystko wydawało się banalne, ale nie mógł powstrzymać zaciekawienia i ekscytacji nowym polowaniem. Było to dla niego coś zupełnie nowego, szukanie czegoś… specyficznego. Szczycił się swoim gustem w losowych ofiarach, ale to… to było czymś więcej. Nie tylko wyruszał by kogoś zabić, ale również by kogoś ochronić. W pewien dziwny sposób czuł się dzięki temu jak bohater i za każdym razem gdy o tym myślał, po jego kręgosłupie przebiegały dreszcze.



Spoglądając w lustro, wyciągnął rękawiczki i zarzucił ręcznik na ramiona. Wylał wodę utlenioną na włosy i usiadł na motelowym łóżku pozwalając jej wsiąknąć. Wiedział, że nie będzie mógł wyruszyć zanim zapadnie noc i ta świadomość sprawiała, że jego ciało drżało ze zniecierpliwienia. Zdawał sobie sprawę, że nie było innego wyjścia. Musiał czekać, aż kolor opuści jego włosy, kiedy jego serce wypełniała żądna zemsty ciemność.



CM ~ CM ~ CM ~ CM ~ CM



- Nie mogę tego zrobić. - wymamrotał Harry do własnego odbicia.



Zdołał uciec z zamkniętego pokoju symulując ból brzucha. Potrzebował być sam, nawet jeśli tylko na kilka chwil. Niall i Zayn usnęli, ale Harry nie mógł pojąć, jak ktoś mógłby spać ze świadomością, że jego przyjaciele byli w rękach psychopaty.



Ale było coś jeszcze: Harry nie mógł stracić Louisa. Nie teraz, kiedy wszystko dopiero się zaczęło. Nie teraz, kiedy wszystko pomiędzy nimi było tak świeże. W tym momencie, Harry uświadomił sobie wagę swoich uczuć do Louisa. Zdał sobie sprawę, że poświęciłby dosłownie wszystko, żeby ocalić swojego najlepszego przyjaciela i osobę, którą kochał.



Kochał.



To było potężne słowo, jednak jedyne, którym Harry był w stanie określić swój niepokój i swoją rozpacz, którą czuł przez zniknięcie Louisa.



Ale nie mógł tracić nadziei, ani trochę. Było za wcześnie, żeby pogrążyć się w żałobie lub stracić wiarę. Louis i Liam nie zaginęli, zostali po prostu… zabrani. Mogli wrócić, na pewno to zrobią.



Fala mdłości przebiegła przez ciało Harry’ego, gdy uświadomił sobie, jak chory popieprzeniec mógłby porwać ich dwóch najlepszych przyjaciół i w wyniku tego nie czuć żadnych wyrzutów sumienia.



Jaka osoba mogłaby tak postępować nie dostrzegając konsekwencji swojego działania?



Harry nie mógł tego zaakceptować. Zamierzał odnaleźć Louisa i Liama, niezależnie od ceny. Nawet jeśli to znaczyło sprzeciwienie się poleceniu pozostania w hotelu. Musiał uciec.



Utrata Louisa załamałaby go, a on nie był na to gotowy. Spojrzał pewnie w swoje odbicie w lustrze i zdeterminowany skinął głową.



Zamierzał się stąd wydostać.



CM ~ CM ~ CM ~ CM ~ CM



Poranne słońce przebijało się przez maleńkie okienko, budząc go. Miał ślinę na brodzie, którą starł jedną dłonią.



Jego dłonie były wolne.



Zaskoczony, skupił się na pomieszczeniu, ponownie rozeznając się w sytuacji. Nie był na tyle naiwny by pomyśleć, że wszystko było tylko koszmarem i nad ranem obudzi się w swoim łóżku. Ból nieustannie przypominał mu, gdzie był.



Rozprostował palce, ale zauważył, że jego stopy wciąż były związane.



- Po to żebyś mógł jeść. - wyjaśnił głos Clarissy, gdy ta wyłoniła się z ciemności.



Mimo, że miał ochotę krzyczeć lub się na nią rzucić, pozostał spokojny. Wiedział, że to było jedyną szansą na ucieczkę od tej szalonej kobiety, która go porwała.



- Nie lubisz płatków owsianych? - zapytała, kopiąc miskę w jego stronę.



Owsianka była już rozmokła, ale nie zamierzał wybrzydzać. Była pokarmem, a on potrzebował siły. Zanurzył łyżkę w gęstej papce i z werwą uniósł ją do ust.



Gdy skończył, spojrzał na porywaczkę, a ta się do niego uśmiechnęła. - Czyż nie jesteśmy dzisiaj chętni do współpracy? Chyba w końcu zrozumiałeś jak to działa.



Odłożył miską na bok. - Oczywiście, przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. Nie było odpowiednie.



Kłamstwa parzyły jego język, ale wypowiadał je, wiedząc, że są niezbędne. Ważna była uległość wobec oprawcy, żeby mógł wykorzystać sytuację, gdy jej uwaga będzie osłabiona.



- Dziękuję. - odparła, mimo, że nie brzmiała na przekonaną. - Mamy przed sobą wielki dzień! Jesteś w wiadomościach. Jesteśmy sławni.



- To dobrze? - zapytał z ciekawości.



Jeśli odnajdzie jej motyw, będzie mógł go użyć do manipulowania nią.



- Brak sławy jest złą sławą, nie? - odparła Clarissa, unosząc kącik ust w taki sposób, że jego żołądek skręcił się z obrzydzenia. - W każdym razie, ty jesteś tylko przynętą. To czego pragnę, już nadchodzi, czuję to.



Nie był pewien, czy była to dobra, czy zła informacja. Gwarantowało to jednak, że będzie żył dopóki coś, czego ona pragnie nie dojedzie. Miał tylko nadzieję, że będzie miał czas na ucieczkę zanim do tego dojdzie.



- Nie mogę się doczekać. - wyznał wesoło, czując jakby wykorzystał na ten wymuszony optymizm resztki swojej energii.



- Zostawię cię na chwilę, mam wiele do przygotowania zanim on przyjdzie. Ale najpierw muszę wysłać jedną wiadomość. - wyjaśniła, oddalając się od niego z radością w oczach.



Gdy weszła po schodach, wypuścił długo wstrzymywany oddech, wdzięczny, że miał chwilę dla siebie, żeby odpocząć od tej śmiesznej szarady.



Ale jedno pytanie wciąż dręczyło jego umysł: kim był on?



CM ~ CM ~ CM ~ CM ~ CM



Potrzebował chwili by przyzwyczaić się do nowych włosów, ale wydawały się one zmianą na lepsze. Nadawały mu świeżego wyglądu, mimo tego, że tylko w fizycznym aspekcie. Drobne rzeczy były kluczowe.



Musiał ustalić, gdzie znajdował się porywacz i nie mógł tracić więcej czasu.



Było popołudnie co oznaczało, że wciąż musiał jeszcze chwilę czekać, ale zapełnił sobie ten czas poszukiwaniami. Przeszukiwał fora, szukając schematów porwań czy jakichkolwiek plotek, ale nic nie dawało mu jednoznacznego wyniku.



Pod wpływem impulsu włączył telewizor i zajął swój umysł bezsensowną paplaniną dochodzącą zza ekranu. Jednak w którymś momencie jego uwagę przykuła nowa informacja, która opanowała kanał informacyjny.



- Dobry wieczór panie i panowie, wygląda na to, że w sprawie porwania dwóch członków One Direction pojawiły się nowe informacje. Dwadzieścia minut temu policja otrzymała telefon na anonimową linię od porywacza. Chcą podzielić się tą wiadomością z państwem: ‘Zagrajmy. Podziwiam twoją pracę. Twoje narzędzia zmieniają się, podczas gdy moje pozostaje to samo. Ostrze. Nie rozczaruj mnie albo nie zawaham się nacisnąć przycisku «nagrywaj».’ Jeśli ktokolwiek ma informacje pozwalające zrozumieć tę wiadomość, prosimy o jak najszybszy kontakt z lokalną policją.



I nagle wszystko nabrało sensu. Jego przeciwnik, nie był do końca przeciwnikiem. Był fanem. Nie jego muzycznej kariery, tej drugiej, dotyczącej zabójstw.

Przeciwników dało się zmienić, fanatycy byli dużo bardziej niebezpieczni.



Nagle sobie ją przypomniał.



Teraz, kiedy już coś wiedział, ufał swojemu instynktowi. Nie było mowy by się mylił. Wiadomość tylko potwierdziła czające się w jego podświadomości podejrzenia.



Dziewczyna z sekcji V.I.P. Przypomniał sobie przeczucie, że nie był na tej imprezie sam. Jej energia była inna, napędzana raczej fantazją niż konkretną misją, jak jego własna.



Wiedząc już trochę, był przekonany, że niewiele czasu zajmie mu znalezienie jej, uwolnienie przyjaciela i odebranie jej życia. Wszystko wydawało się samoistnie rozwiązywać, ale nagle gorączka opuściła jego umysł i dostrzegł w jej wiadomości coś jeszcze: ‘Nie rozczaruj mnie albo nie zawaham się nacisnąć przycisku «nagrywaj».’



Więc wiedziała o jego trofeach. Jak mogła wiedzieć o czymś tak osobistym? Wcisnął ręce do kieszeni szukając pocieszenia w dotyku małego dyktafonu i odetchnął z ulgą, gdy go tam odnalazł.



Może była bardziej niebezpieczna niż się tego spodziewał? Ale to ani trochę nie ochłodziło jego pragnienia, a wręcz je spotęgowało.



Gdy tylko zapadnie noc, odnajdzie ją i ocali swojego przyjaciela.



CM ~ CM ~ CM ~ CM ~ CM



Harry zaczynał tracić rozum, czując na sobie nieustannie uważne oczy Paula. Musiał się uwolnić, było to jasne w momencie, gdy wiadomość od porywacza została ujawniona prasie.



Harry’emu robiło się niedobrze na myśl o niej, ale czuł również coś znajomego. Usilnie przeszukiwał umysł w poszukiwaniu wskazówki, co takiego mogło to być i gdy wspomnienie, którego szukał wypłynęło na wierz, zamarł przerażony.



Dziewczyna z klubu, która groziła im nożem. Wiadomość była od niej, był o tym przekonany.



- O boże… - wydyszał przerażany.



Niall i Zayn posłali mu zdziwione spojrzenie i blondyn zapytał. - Co jest?



- N-nic. - wyrzucił Harry, decydując się zatrzymać tą wiadomość dla siebie. Nie chciał wplątywać w swój plan Nialla i Zayna, bo próbowaliby go tylko powstrzymać.



Z sympatią w oczach, Niall i Zayn uszanowali prywatność Harry’ego i powrócili do oglądania telewizji.



Harry zacisnął dłonie w pieści, czując wypełniającą go determinację. Musiał działać szybko albo nigdy nie uda mu się uwolnić spod ciągłej obserwacji. Miał do wykonania zadanie: musiał ocalić Louisa i Liama. Mimo, że nie rozumiał całej wiadomości, wyczuł w niej zniecierpliwienie. Ta dziewczyna nie zawaha się ich zabić, jeśli nie dostanie tego, czego chce i może, jest szansa, że Harry dotrze tam zanim to zrobi.



Znał perfekcyjną taktykę na ucieczkę. Wszedł na Twittera i wysłał numer pokoju hotelowego w którym byli, czekając aż rozpocznie się chaos.


9

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz