4
dzień: 8 miesiąc: kwiecień rok: 2010
1.
Po historii Zayn’a i Liam’a cała 5 (bez Liam’a) ustaliła cały plan, z każdym najmniejszym szczegółem jak Malik przeprosi Li.
Louis właśnie wychodził z pokoju, gdy Harry wpadł na niego przewracając go. Harry z przepraszającym uśmiechem podał mu dłoń, którą Louis ujął z małym wahaniem.
Niech on przestanie się tak uśmiechać.
Otrzepawszy swoje spodnie z nieistniejącego kurzu, spojrzał w jego szmaragdowe tęczówki.
-Przepraszam, właśnie cię szukałem, Lou.
-Hmm? Co się stało?
-Mam towar dla naszej szóstki. -wyszeptał mu do ucha, przez co poczuł jego ciepły oddech ujmujący jego policzek. Poczuł jak wzdłuż kręgosłupa, przechodzą mu ciarki.
-W-wow, jak udało ci się to zdobyć? I co masz? -wypowiedział gdy już odzyskał oddech.
-Nie ważne, zobaczysz. Tylko… znasz może jakieś miejsce gdzie nikt nie chodzi?
-Ermm.. tak. -przyszło mu tylko na myśl stare metro, nikt już tam nie chodził. Poprawczak, został nim wybudowany, łatwo było się tam dostać. Większość osób tutaj nie wiedziała że chodzą, po starej stacji metra.
-Dobra to za godzinę wszyscy w pokoju. Idę powiedzieć reszcie.
Louis w tym momencie zapomniał gdzie miał zamiar wcześniej się udać, wzruszywszy ramionami udał się do stołówki po coś do jedzenia.
2.
Harry chciał przekręcić gałkę od drzwi, ale niestety jego ręka zatrzymała się w połowie drogi. Styles rozszerzył oczy ze zdziwienia. Musi się pośpieszyć albo będzie musiał wracać do podziemi, aby nabrać sił, ale to zajęło by mu dwa dni.
Jedno jest pewne, pierwszy skutek uboczny się pojawił co oznacza że ma jeszcze parę dni góra tydzień aby zostać na ziemi.
Po paru sekundach Hazz odzyskał pełną władzę w ręce, pchnął drzwi i przekroczył ich próg.
Niall z Josh’em całowali się na łóżku jakby jutra miało nie być. Liam leżał na swoim łóżku patrząc na całującą się parę z uśmiechem, ale i smutkiem w oczach. Harry potrafił wykryć emocje człowieka patrząc mu w oczy. A Zayn z najciemniejszego kąta w pokoju przyglądał się Liam’owi.
-Hej! - nikt nie zwrócił na niego uwagi, każdy był zajęty patrzeniem na kogoś, lub wpychaniu komuś języka do gardła. -Robert Pattinson jest na korytarzu! -nadal nic. Biorąc pod uwagę, że była to banda gejów to powinni chociaż zwrócić uwagę na słowa Harry’ego. -Znalazłem tajne wyjście z poprawczaka! Uciekamy?!
-Co?! -zawołała cała czwórka odrywając się od swoich zajęć. A Harry stał na środku pokoju z otwartą buzią.
-Serio? Ale na Pattinsona to już nie zwróciliście uwagi, ale mniejsza o to. -zamknął za sobą drzwi i usiadł na swoim łóżku. -Mam towar, za godzinę wszyscy się tu spotykamy. Bez zbędnych wyjaśnień wyszedł z pokoju. Wiedział że każdy się zjawi, a już na pewno Niall z Josh’em.
Harry miał te narkotyki w torbie od początku pobytu tutaj. Oczywiście sprawdzali zawartość toreb i walizek gdy wchodziło się do poprawczaka, ale strażnicy za sprawą Hazzy zemdleli, gdy tylko spojrzeli w jego czerwone oczy. Mają one różne zastosowania, ale każde z nich jest bardzo przydatne.
Harry poczuł jak zaczyna mu burczeć w brzuchu, skierował się więc do stołówki, licząc że może jest tam coś jeszcze do jedzenia.
3.
Louis wpadł do stołówki w samą porę, został ostatni talerz czegoś. Wahając się lekko, zabrał naczynie wypełnione czymś i skierował się do pustego stolika, przy którym zawsze siada z przyjaciółmi.
Nabrał na widelec zieloną papkę i podniósł sztuciec na wysokość oczu. Gdy już zauważył że z bliska wygląda gorzej niż z pewnej odległości, powąchał papkę. Śmierdziała brokułami. Louis skrzywił się od razu na myśl o tym warzywie, nienawidził go.
Zamykając oczy, wziął zawartość widelca do ust. Smakowało okropnie. Oczy zaczęły mu łzawić. Już wolał iść głodny spać, niż to jeść.
Już miał wstać gdy zrezygnowany Harry usiadł obok niego.
-Co jest?
-Nie ma już jedzenia.
-Mogę ci oddać moje. Proszę. -przesunał w jego stronę talerz.
-Nie mogę, ty będziesz głodny.
-I tak miałem iść to wyrzucić, nie lubie brokuł. Smacznego.
-Err.. dzięki. -westchnął ze zrezygnowaniem Harry. Wiedział, że z nim nie wygra, jest uparty jak osioł.
Louis uśmiechnął się do Hazzy gdy ten nabrał papki na widelec - którym on sam wcześniej jadł - i włożył do ust. Przełknął.
-Nie takie złe. -powiedział i zabrał się za resztę.
Nie no kurwa pycha.
*godzinę później*
Całą szóstką wyszli z pokoju oglądając się we wszystkie strony. Na czele był Lou, a za nim Harry, Liam który starał się unikać Zayn’a jak ognia szedł jako trzeci za nim Niall który cały czas obracał się do Josha, a na końcu sam Malik.
Za 15 minut będzie cisza nocna. Gdyby teraz ktoś ich zobaczył, nie mieliby jak si wytłumaczyć. Na razie nie spotkali ani jednego strażnika, co raczej było osiągnięciem.
Gdy dotarli do schodów prowadzących do piwnicy, każdy z nich odetchnął z ulgą. Otworzyli drzwi i zeszli po 30 schodkach w dół, po czym przeszli pół piwnicy tylko po to aby stanąć obok dużej drewnianej klapy. Pociągli ją do siebie i zeszli na dół po drabinie.
Znaleźli się na torach, gdzie kiedyś było metro. Była dość duża przestrzeń. Mogli się stąd wydostać gdyby tylko nie wybudowaliby tych jebanych ścian.
4.
Każdy z nich usiadł na szynie na przeciwko kogoś. Lou naprzeciw Hazzy, Niall naprzeciw swojego chłopaka, a Liam niechętnie naprzeciw Zayn’a.
Zayn spojrzał w te sarnie oczy które wpatrywały się w jego czekoladowe tęczówki. I przez chwilę miał wrażenie, jakby zobaczył iskierkę w jego oczach, ale zapewne się mu przewidziało. Zayn skazał już swój plan na nie powodzenie, ale nie zaszkodzi spróbować. On nigdy nie rezygnował.
Harry rozdział każdemu z nich strzykawkę z zawartością narkotyku.
Zayn nie miał zamiaru wstrzykiwać sobie tego świństwa do żył, był tutaj tylko ze względu na Liam’a. Chciał go chronić. Gdy wszyscy z uśmiechem wstrzykiwali sobie zawartość strzykawki do żył, on wylał całą zawartość - tak aby nikt nie zauważył.
Zayn spojrzał w źrenice, każdego z nich, które zaczęły się im powiększać.
Ale gdy spojrzał na Harry’ego nie miał szmaragdowych tęczówek, tylko krwisto czerwone. Wytłumaczył to sobie jako zwidy. Każdy z nich zaczął mamrotać jakieś głupoty. Po chwili ponownie jego tęczówki stały się zielone.
Liam przyglądał się swoim dłoniom.
Zayn przeniósł wzrok na Lou, który zbliżał się do Harry’ego. Gdy dzieliły ich centymetry Lou wpił się w jego usta, co było ogromnym zaskoczeniem dla Malika. Gdy spojrzał na Stylesa miał wrażenie jakby uśmiechał się poprzez pocałunki które z chęcią oddawał.
SKOMENTUJ
4
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz