2
Elise zawsze czuła się dziecinnie ze swoją obsesją na punkcie boysbandów. Miała dwadzieścia lat i niezdrową obsesję na punkcie One Direction (i starała się jak mogła, utrzymywać ten fakt z daleka od świadomości wszystkich, których znała).
Teraz mieszkała w akademiku i próbowała się maskować, naśmiewając się z nich z przyjaciółmi, ale za zamkniętymi drzwiami, śledziła każdy ich ruch. Czuła się źle, okłamując ludzi, jednak miała reputację do utrzymania. Nie była już czternastolatką (przynajmniej nie na zewnątrz).
Kiedy dowiedziała się, że jej ulubiony zespół będzie grał koncert w jej mieście, ześwirowała. Ale wiedziała, że nie będzie w stanie pójść, nie będąc przy tym przyłapaną przez któregoś z jej przyjaciół. Zamiast tego, obserwowała uważnie ich twittery, by dowiedzieć się, gdzie udają się po koncercie.
Real_Liam_Payne 22:15
Do Madhouse na drinki. Świetne show!
Bar do którego się udawali, był tylko trzy przecznice od jej akademika, więc Elise miała dużo czasu by się przygotować i dotrzeć tam przed nimi. Upewniła się, że wygląda na tyle dojrzale, by zdecydowanie odróżniać się od reszty fanek.
Weszła przez frontowe drzwi, pokazując bramkarzowi fałszywy dowód i zajęła miejsce przy barze. Mimo, że wewnętrznie była w strzępach, starała się zachować spokój, zamawiając żurawinową wódkę i wypijając ją jednym łykiem.
Chłopcy weszli przez drzwi jakieś piętnaście minut później i bramkarz musiał powstrzymywać tłum piszczących, nieletnich fanek, przed wejściem do baru.
Elise westchnęła głęboko wiedząc, że jeśli miało to wypalić, musiała udawać, że nie ma pojęcia kim oni są. Musiała być stanowcza, dopóki oni sami nic nie zainicjują (jeśli w ogóle).
Barman spojrzał na nich i zapytał Elise – Jakieś podejrzenia, dlaczego grupa chłopaków wywołała atak zmutowanych dzieci na bar?
Elise od niechcenia spojrzała w stronę loży, w której siedział teraz zespół i prawie westchnęła na ich widok. Byli mniej niż trzydzieści stóp od niej.
Ale zamiast tego, odwróciła się do barmana i wzruszyła ramionami. – Nie mam pojęcia, muszą być sławni, czy coś.
- No cóż, jeden z nich właśnie tu idzie, więc staraj się zachować spokój. – poradził barman mrugając porozumiewawczo do Elise.
Zarumieniła się, zawstydzona faktem, że mężczyzna przejrzał ją na wylot, ale nie zamierzała się poddać. Była na misji.
- Hej! Mogę prosić cztery piwa?
Eliee wszędzie rozpoznałaby ten akcent. Jej spojrzenie powędrowało w lewo, by utwierdzić ją w jej przypuszczeniach: Zayn
Malik stał obok niej i zamawiał drinki.
- Nie ma tam pięciu gości? – zapytał barman unosząc brew.
Elise prawie odpowiedziała za Zayna: ‘Liam nie pije, ma tylko jedną nerkę’ ale zostawiła to chłopakowi.
Barman skinął głową na wyjaśnienie Zayna i odszedł by przygotować drinki.
Zayn zaczął uderzać palcami w blat w rytmie, w którym zaraz zaczęło bić serce Elise. Uniosła drink do ust by ukoić swoje nerwy i powstrzymać się od jakiegokolwiek ruchu.
- Jesteś stąd?
Pytanie Zayna prawie sprawiło, że drink prawie wypadł z jej ręki, ale ścisnęła go tylko mocniej by zachować spokój.
Odwróciła twarz w stronę Zayna, uśmiechając się. – Kto, ja?
- A jest tu ktoś jeszcze? – zapytał Zayn z błyskiem w oczach.
Elise ostentacyjnie rozejrzała się dookoła, oznajmiając w końcu – Chyba nie… tak, mieszkam parę bloków dalej, właściwie.
- Fajnie, fajnie… - wymamrotał Zayn. – Nie żebym był nachalny, ale jak masz na imię?
- Elise. – wyrzuciła, prawdopodobnie zbyt szybko.
- To bardzo ładne imię. Ja jestem Zayn. – odpowiedział na co dziewczyna praktycznie zaczęła się ślinić.
Barman powrócił z drinkami i powiedział. – 15 dolarów, przyjacielu.
Zayn rzucił na blat kartę kredytową i powiedział. – Dopiero zaczynamy.
Barman złapał kartę i skinął głową, gdy Zayn próbował chwycić wszystkie drinki. Wyglądał jakby miał z tym problem, więc Elise zapytała. – Pomóc ci z tym?
- Yeah, byłbym wdzięczny.
Elise złapała dwa kufle i podążyła za Zaynem do stolika, podczas gdy jej serce biło niekontrolowanie. Liam, Harry, Niall i
Louis spojrzeli na nią pytająco, gdy ona i Zayn postawili na stole drinki.
- Ej, to jest Elise. Dołączy do nas, okej? – zapytał Zayn, tonem niepozostawiającym miejsca na dyskusje.
Louis i Harry wymienili znaczące spojrzenie, którego Elise nie potrafiła zinterpretować, zanim Liam wstał i przystawił dla niej krzesło.
- Oczywiście, czym nas więcej tym lepiej. – oznajmił Liam, uśmiechając się do niej. – Tak przy okazji, jestem Liam.
Nie mogła uwierzyć, że siedziała w barze, przy stoliku z jej ulubionym zespołem. Miała ochotę się uszczypnąć by upewnić się, że nie śniła, ale stwierdziła, że to zapewne od razu by ją wydało.
Zayn usiadł obok niej, gdy Liam powrócił na swoje miejsce obok Nialla. – To jest Harry, Louis i Niall.
- Cześć. – powiedziała Elise z nagłą pewnością. – Wszyscy jesteście z Wielkiej Brytanii? Strzelam w ciemno po waszych akcentach…
Młodzieńcy wydali się być zainteresowani pytaniem, co dało Elise nadzieję.
Po kilku godzinach nabijania rachunku, chłopaki wydawali się zbierać. Pożegnali się z nią i Zayn zaoferował jej nawet podwózkę do domu, której nie mogła odmówić.
Elise wysiadła przed swoim akademikiem, kompletnie zachwycona wieczorem.
Wszyscy życzyli jej dobrej nocy i zanim odeszła, Zayn wsunął jej do kieszeni swój numer. Patrzyła jak odjeżdżają i gdy samochód zniknął za zakrętem odtańczyła mały taniec zwycięstwa.
To był nie tylko jej najszczęśliwszy dzień życia, ale również ostatni.
CM~CM~CM~CM
Ostatnie morderstwo nie zaspokoiło jego głodu, więc musiał coś na to poradzić. Z łatwością pozbył się kratek wentylacyjnych zaglądając do każdej sypialni dopóki nie znalazł swojej ostatniej ofiary. Był rozczarowany widząc, że już zasnęła, ale wiedział, że wkrótce obudzi się po raz ostatni.
Teraz, musiał tylko czekać.
CM~CM~CM~CM
Oczy Elise otworzyły się szeroko, obudzone jej własnym podekscytowaniem.
Wyczołgała się z łóżka i weszła do malutkiej łazienki by opłukać twarz wodą. Wszystko wydawało się zbyt dobre by być prawdziwe, ale kiedy sprawdziła telefon zobaczyła tam numer Zayna, który dodała poprzedniego wieczoru.
Kiedy się trochę uspokoiła, wróciła do sypialni. Wślizgnęła się pod kołdrę i zamknęła oczy.
Chwilę później, czyjaś dłoń zakryła jej usta. Próbowała się obrócić licząc, że to któraś z jej sióstr robi sobie żarty, ale, gdy próbowała się uwolnić uświadomiła sobie, że ta osoba jest zbyt silna by być jedną z dziewczyn.
- Nie szarp się. – doszedł ją głos z tyłu – I jeśli zaczniesz krzyczeć, skręcę twój kark w jednej sekundzie.
Tak, pomyślał, z tą jest więcej zabawy niż z ostatnią.
Prawdą było, że będąc w tak publicznym miejscu, wiele ryzykował. Ale to dzięki ryzyku, jego skóra mrowiała z podekscytowania i adrenaliny.
Obrócił się do niej twarzą siadając na niej okrakiem. Upewnił się, że mocno zakrywa jej usta, by ta nie mogła się sprzeciwić jego ruchom. Wyciągnął z kieszeni scyzoryk i przyłożył go do jej szyi.
W jej oczach zaczęła rosnąć panika. W końcu zaczynała rozumieć co się działo.
Spojrzał na jej komputer, gdzie zobaczył tapetę z niczym innym jak jego własnym zespołem. Ten drobiazg niesamowicie go rozbawił.
- Wygląda na to, że oboje udajemy kogoś kim nie jesteśmy, co Elise? – wymruczał.
Po jej policzkach zaczęły spływać łzy i przez nie, jego dłoń na sekundę się oderwała.
Wymamrotała – Dlaczego?
Nie musiał nawet zastanawiać się nad odpowiedzą. – Bo mogę.
Ponownie zakrył dłonią jej usta, śledząc nożem ścieżkę na jej szyi i czując jak jej arteria pęka, rozpryskując krew po całym pokoju. Wziął to wcześniej pod uwagę, ukrywając zapasowe ubrania w krzakach parę przecznic dalej.
Więc teraz, mógł rozkoszować się ciepłem jej krwi.
Elise rzucała się przez chwilę, próbując krzyczeć z bólu, ale szybko jej oczy pociemniały i przestała się ruszać.
Odeszła i gra się skończyła. Ale to była bardzo dobra.
Sprawnie porzucił ciało i wyszedł przez okno, wdychając głęboko świeże, nocne powietrze.
CM~CM~CM~CM
Zayn szurał nogami po ziemi, gdy zszedł rano na śniadanie w pokoju Liama, dołączając do reszty.
- Wyglądasz beznadziejnie. – drażnił się Niall rzucając pudełkiem płatków w Zayna.
Zayn złapał je jedną dłonią i usiadł przy prowizorycznym stoliku na łóżku Liama.
Jak zawsze, Harry spał na ramieniu Louisa na kanapie, a Liam obierał im owoce w kuchni.
- Nie mogłem spać. – wymamrotał Zayn.
- Po raz osiemnasty Zayn, nie możesz oglądać tyle telewizji przed snem. To przez to nie możesz później spać! – doradził
Liam pewnym tonem.
Zayn wytknął język w stronę Liama, ale ten to zignorował. Kiedy skończył obierać owoce, położył je na stole, by wszyscy mogli się poczęstować.
Louis delikatnie obudził Harry’ego i gdy oczy chłopaka się otworzyły, wymamrotał. – Dzień dobry Hazza, czas na wyżywienie.
- Co to w ogóle znaczy? – marudził Harry, gdy jego oczy ponownie zaczęły się zamykać.
- O nie. Budzimy się. – nalegał Louis, uśmiechając się do młodszego chłopaka.
Harry był uroczy, gdy był zmęczony, ale nie mieli dzisiaj na to czasu. Po posiłku, mieli udać się na podpisywanie płyt, później w planach mieli wywiad w radiu, a po tym musieli zdążyć na samolot do kolejnego miasta na planie ich trasy.
Ich życie ciągle się zmieniało, ale przynajmniej mieli siebie nawzajem do zapewnienia sobie pewnej stałości.
- Nie chcę… - Harry skrzywił się, gdy Louis wstał.
Louis pociągnął Harry’ego delikatnie na nogi i podeszli do stołu. Zayn wciąż leżał nieprzytomnie na łóżku, gdy reszta zespołu zaczęła jeść śniadanie.
- Zamierzasz zadzwonić do tej dziewczyny, Elise? – zapytał Niall, licząc, że w ten sposób obudzi Zayna.
Zayn usiadł i wzruszył ramionami. – Ona musi zadzwonić pierwsza. Nie wziąłem jej numeru.
- Jaka klasa, Zayn. – rzucił Harry, czym zarobił sobie uderzenie poduszką i chóralny śmiech.
Zayn wstał i opadł na jedno z krzeseł przy stole. Złapał czerwoną pomarańczę i wziął duży gryz, nie zwracając uwagi, że po jego ręce spływał sok.
Zayn nigdy nie otrzymał telefonu od Elise…
2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz