14
Sobota była dniem, co oznaczało, że nadszedł dzień spotkania.
Z wiadomościami Lary, było więcej do stracenia, niż kiedykolwiek z nich sobie wyobrażał. Na szczęście, wiedze o jej wizji nie była transmitowana całej grupie, więc będzie mogła przestawić ją podczas spotkania.
Tego poranka usłyszała pukanie do drzwi, co sprawiło, że mało nie wyskoczyła z własnej skóry. Jej rodzice wyszli, więc to nie było możliwości, że to oni i jej przyjaciele zapowiedzieliby swoje przyjście przez sms. To było odrobinę przerażające.
Podeszła powoli do drzwi i przycisnęła do nich ucho, mając nadzieję, że będzie w stanie odczytać coś, co ta osoba myśli. Wszystko, co uzyskała to zniekształcony nonsens, jakby ta osoba zmieniała zdanie, co dwie sekundy. Lara nigdy nie spotkała się z czymś takim.
Coś nadchodziło i to było niebezpieczne. Czy to mogła być pierwsza fala tego? Zwinęła dłoń w pięść w celu obrony siebie, po czym otworzyła drzwi.
Lara wypuściła z ulgą oddech, gdy zobaczyła małego chłopca gapiącego się na nią niewinnie. Nic dziwnego, że jego myśli były trudne do interpretacji, ośmiolatkowie mieli zazwyczaj przeciążenie sensoryczne.
- Cześć kochanie, jak mogę ci pomóc? – Zapytała, kucając, aby wyrównać ich różnicę wysokości.
- Och, ja…po prostu chciałem ci to dać – wymamrotał nieśmiało chłopiec, po czym wyciągnął różę w jej kierunku.
To było całkowicie urocze, ale nieco mylące zważywszy na to, że nigdy nie widziała tego chłopca wcześniej. Może był nowym sąsiadem?
Wzięła różę i powąchała ją. – Wow, dziękuje… Ja, uh, nie dosłyszałam twojego imienia. Jestem Lara, tak poza tym.
- Jestem Bobby – odpowiedział w jej kierunku cały rozpromieniony. – Czy zostaniesz moją dziewczyną?
Lara uśmiechnęła się na tą urokliwą ofertę, myśląc jak ona złamie tego małego, słodkiego chłopczyka tym, że była zajęta. – To strasznie słodkie Bobby, ale mam tak jakby, w pewnym sensie chłopaka, cóż, poniekąd…
Bobby rzucił jej figlarne spojrzenie, po czym powiedział. – Naprawdę? Masz?
- Tak jak powiedziałam, w pewnym sensie. Nie omówiliśmy tego jeszcze, ale myślę, że jest taka możliwość – odpowiedziała Lara, na myśl o tym, że ona i Zayn mogliby być oficjalnie razem.
Następnie Bobby zaczął się śmiać śmiechem, który po chwili przekształcił się w niski śmiech, który wydawał się zbyt dojrzały na ośmiolatka.
Oczy Lary rozszerzyły się, kiedy oglądała jak wygląd “Bobby’ego” całkowicie się zmienia. Urósł, a jego skóra pociemniała, aż w końcu ujrzała znajmy uśmiech Zayna, patrzącego prosto na nią.
- Zayn, co do cholery? – Oskarżyła go, dźgając go w żebra z powodu jego oszustwa.
Nic dziwnego, że nie mogła przeczytać jego myśli. Zayn prawdopodobnie wypracował sposób innego kształtowania swoich myśli, ale wciąż mogła wyłowić najsubtelniejsze wskazówki jego prawdziwego ja pod spodem.
- Po prostu czułem jakby z tobą grał, wybacz – wyjaśnił, kiedy wstała. – Zgaduję, że blokowanie myśli udało się w takim razie, to coś, co muszę zapamiętać, jeśli kiedykolwiek będę przesłuchiwany przez osobę potrafiącą czytać w myślach.
Lara przewróciła oczami, po czym szturchnęła ponownie jego ramię. – To nie fajne, że wydobywasz ze mnie informację, podszywając się pod kogoś innego. Załapałeś?
- Ale… - zaczął Zayn, po czym Lara podniosła uciszająco palec do jego ust.
- Załapałeś? – Powtórzyła, a on skinął głową bez słowa.
Zadowolona z odpowiedzi Lara sięgnęła po swoją torbę, która leżała w domu i zamknęła za sobą drzwi. Pobiegła w dół schodów do Zayna i zaczęli iść w kierunku budowy, gdzie miał odbyć się spotkanie.
Zmieszany Zayn zbiegł ze schodów zaraz po niej i pobiegł, żeby ją złapać. – Więc czekaj, jesteśmy chłopakiem i dziewczyną?
- Nie dyskutujmy o tym teraz, okay? – Wymamrotała Lara, skupiając się na drodze przed sobą. – Mamy sprawę do załatwienia i myślę, że najlepiej będzie, jeśli skoncentrujemy się właśnie na niej.
Zayn wiedział, że popełnił błąd, ale Lara była śmieszna. Delikatnie przytrzymał ją, zatrzymując ją na ścieżce przed nią. Spojrzał na nią i uśmiechnął się przepraszająco, po czym przycisnął swoje usta do jej.
Umysł Lary oszalał, gdy musiała oddzielić własne doświadczenie od tych Zayna. Tak bardzo jak próbowała zatrzymać moment pocałunku, jej umysł natychmiast zanurkował w głąb umysłu Zayna, przeczesując pamięć i inne rozmaite ciekawostki z jego świadomości.
To był tak przytłaczające, że musiała oderwać się od niego. Oddychała ciężko, a Zayn patrzył na nią z poczuciem winy.
- Przepraszam – wymamrotał. – Nie powinienem zakładać, że tego chciałaś. Ciężko jest, kiedy nie mogę przeczytać twoich myśli.
- Nie, nie. To było… - Zaczęła, po czym uśmiechnęła się do niego. - To było idealne, tylko moja moc wniknęła trochę do twoich myśli, a ja po prostu chciałam zachować granicę wytworzoną miedzy nami. Zależy mi na Tobie, bardzo.
- Mi na tobie tez - odpowiedział Zayn. - Możemy popracować nad tym, a ja nie mam nic przeciwko temu, żebyś je widziała. Nie mam nic do ukrycia.
Lara westchnęła z ulgą, opierając głowę o klatkę piersiowa Zayna. - To dobrze.
- Zajęło wam to długo - ustaliła Addison, pojawiając się znikąd, by to skomentować.
Addison wydawała się mieć idealne wyczucie czasu, aby być świadkiem najbardziej intymnego momentu w życiu Lary i tego było jeszcze tak dużo, że Lara nie wiedziała o obecności swojej odważnej i szybkiej przyjaciółki.
- Co? - Zastanawiał się Zayn, unosząc brwi w kierunku intruza.
- To - powiedziała Addison rozbawionym tonem. - Ty i Lara w końcu zrobiliście coś z napięciem seksualnym, które tworzyło się między wami przez czas, który wydawał się być wiecznością. Wasza dwójka jest gorsza niż Ron i Hermiona.
Ani Zayn ani Lara nie wiedzieli jak zareagować na sarkazm Addison, ale w końcu dziewczyna wzięła na siebie ciężar rozmowy. – Cóż, tak długo jak ciekawe jest bycie waszym trzecim kołem, mogę tolerować niezręczną ciszę tak długo. Chodźmy tą drogą i dostańmy się na to spotkanie.
Addison zniknęła w mgnieniu oka, gdy Zayn i Lara dzielili zakłopotane spojrzenia, po czym zdecydowali się kontynuować ich podróż. Szli w komfortowej ciszy, a gdy Zayn wsunął swoją rękę w dłoń Lary, ona nie miała żadnych przeciwskazań.
XXX
- Spóźnimy się! – Ponaglił go Harry, gdy ręce Louisa sunęły po klawiaturze jego Macbooka.
Louis przeszukiwał ostatni raz obrazy, które Lara widziała w swojej wizji i choć trochę się obrócił, nadal szukał jak szaleniec.
Harry rzucił poduszką w głowę Louisa, a ten nawet nie odrywając wzroku od ekranu zatrzymał ją w powietrzu. Harry żachnął się w geście porażki, ale podszedł do Louisa, by go pospieszyć.
- Lou, naprawdę musimy już iść – wymamrotał, opierając głowę na ramieniu Louisa.
Na ekranie były słowa „zabranie” i „łowcy”. Serce Harry’ego przyspieszyło ze względu na znaczenie tych słów.
Louis obiecał wyjaśnić wszystko na spotkaniu, a Harry był bardziej niż chętny, żeby być cierpliwy z tego powodu, zwłaszcza, gdy Lara miała przekazać im informacje.
Ze słów, które Louis wpisał do wyszukiwarki, Harry mógł w ostateczności wydedukować, że byli w niebezpieczeństwie, co sprawiło, że trząsł się ze strachu. Louis zauważył to i zamknął szybko komputer, ale wcześniej wysłał kilka stron do drukowania, żeby wziąć je na spotkanie.
- Harry proszę nie martw się na zapas – nakłaniał go Louis, wstając i owijając ramiona wokół chłopaka, którego już nigdy nie zobaczy jako niewidzialnego. – Dopóki nie dowiemy się z czym mamy do czynienia, żaden z nas nie powinien wyciągać pochopnych wniosków, okay?
Dotyk Louisa sprawił, że niepokój Harry’ego malał (choć wiedział, że niedługo wróci). Kędzierzawy chłopak zrelaksował się w objęciach szatyna i słuchał stałego bicia serca Louisa, jedynej rzeczy, która wydawała się być logiczna w jego życiu.
- Skoro tak mówisz – wymamrotał Harry w koszulkę Louisa. – Jestem nieco zaniepokojony spotkaniem wszystkich. To znaczy nigdy z nikim nie gadałem. Czy oni wiedzą, że istnieje?
- Wiedzą, że jesteś dla mnie ważny i jestem przekonany, że powitają cię z otwartymi ramionami – zapewnił go Louis, całując czubek rozczochranych głosów Harry’ego. – Jak można cię nie lubić, kiedy jesteś tak cholernie uroczy?
Harry zmarszczył nos z niezadowoleniem, gdy spojrzał na Louisa. – Uroczy? Nie jestem uroczy. Powiedzmy, że jestem od ciebie wyższy!
- Zanotowane – odpowiedział Louis z uśmieszkiem. – Ja po prostu nie lubię myśleć o innych myślących, że jesteś wspaniały, jak ja to robię. Zastrzegam to dla siebie i wyłącznie siebie.
- Cóż, to trochę samolubne z twojej strony… - dokuczył mu Harry, mimo to był zachwycony tym jak Louis wykupił siebie. (odkupił swoje winy, itp. – od tłum.)
Wszystko był tak nowe między nimi, a jednak to już było tak naturalne.
Louis pocałował szybko Harry’ego, po czym spojrzał na zegarek. – O cholera, musimy iść. Jesteśmy już spóźnieni dziesięć minut. Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Harry rzucił Louisowi puste spojrzenie. – Zrobiłem to około dwudziestu razy.
- Nie mamy czasu na spacer, więc musimy polecieć. Myślisz, że będziesz w stanie sprawić, bym był niewidoczny, biorąc pod uwagę fakt, jak śmiesznie słonecznie jest na zewnątrz? – Zastanawiał się Louis, otwierając okno od swojej sypialni.
Zabrał papiery z drukarki i wepchnął je do kieszeni, po czym wrócił na parapet.
- Nie lecę. Nie ma mowy – powiedział Harry, przerażony na myśl o locie, nie wspominając o pomyśle bycia złapanym na używaniu ich mocy w miejscu publicznym, jeśli nie byłby w stanie utrzymać ich niewidocznych.
- Harry nie mamy czasu na to, żebyś się bał, okay? – Błagał go Louis, kiwając w kierunku Harry’ego, aby ten również podszedł do okna.
Harry powoli przełknął ślinę. Tak bardzo zmienił się, po odkryciu, że nie jest jedyną osobą z mocą. W końcu czuł, jakby gdzieś należał, ale rzeczy stały się znacznie bardziej skomplikowane.
Zamknął oczy i pomyślał o cytacie idealnym na tą okazję:
„Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność” – Wujek Ben (Spiderman)
Harry ruszył w kierunku Louisa i owinął ramiona o uśmiechającego się telekinetyka. – Tylko mnie nie upuść, dobrze?
Louis skinął głową, po czym Harry skoncentrował się, aby uczynić ich niewidzialnymi. Kiedy już byli, Louis zrobił krok do przodu z parapetu z Harrym w swoim uścisku.
I polecieli.
XXX
- Nadlatują! – Ogłosił Niall, gdy Harry i Louis pojawili się na budowie.
Gdy byli na obrzeżach miasta, Harry był w stanie sprawić, że znów byli widzialni, co naprawdę uświadomiło mu, że właściwie lecieli setki stóp nad ziemią.
Reszta grupy machała do Harry’ego i Louisa witając ich, jak dolatywali do budowy. Nerwy Harry’ego powróciły, gdy wylądowali na ziemi, jego usta stały się suche, gdy zobaczył reakcję obcych ludzi dookoła siebie.
- Modnie spóźniony, co nie Lou? – Oskarżyła go Lara. Nie brzmiała na bardzo smutną z powodu spóźnienia Louisa i Harry’ego.
Louis wyjął dokumenty z kieszeni, aby przedstawić je jako dowód. – Przepraszam, przeszukiwałem Internet z powodu twojej wizji.
I z tym wygadaniem się Louisa, wszyscy gapili się na Larę pytającym wzrokiem. To było dla niej całkowicie przytłaczające, gdy ich myśli najechały na jej świadomość.
O czym on mówi? – Dlaczego mi nie powiedziała? – Dlaczego Louis zawsze musi wiedzieć wszystko przed nami? – Przykro mi Lara. – Kurde, jesteśmy martwi, no nie? – Jestem tak zmieszana! – Jak dałem się w to wciągnąć? – Pieprzyć to. – Wizja? Coś jak koszmar? Jaka wizja? – Nie wiedziałem, że ma również jest jasnowidzem, szczęściara. – Huh?
Była szczęśliwa, że nie jest w stanie odczytać, które myśli są czyje, bo wiedziała, że to by wszystko pogorszyło, gdyby mogła to zrobić.
- Wystarczy! Wszyscy! Po prostu się zamknijcie! – Jęknęła Lara, zakrywając swoje uszy w ramach protest.
Wszyscy patrzyli na nią z przerażeniem, a Zayn rozkazał: - Wszyscy po prostu wyluzujcie, okay? Zamierza to wyjaśnić.
Od tego momentu grupa starała się być cicho, aby wyciszyć swoje umysły i wreszcie przeciążenie jej umysłu zniknęło. Zdjęła ręce z uszu i spojrzała na nastolatków, którzy ją otaczali.
- W porządku, kiedy skończyliście myśleć o mnie, myślę, że to dość oczywiste, że to o czym śniłam nie jest dobrą rzeczą – zaczęła. – Miałam wcześniej kilka wizji, ale żadna nie była w tej skali. To co zobaczyłam było całkowicie niepokojące, ale widziałam wystarczająco dużo, żebyśmy przynajmniej mogli wiedzieć z czym mamy do czynienia.
Liam owinął ramię wokół talii Nialla w ochronnym geście, przyciągając blondyna bliżej do siebie, tak, aby mógł poczuć się bezpiecznie. – Więc, myślisz, że jesteśmy w niebezpieczeństwie?
- Niestety tak – mruknęła Lara, patrząc, jak oczy wszystkich pociemniały przez tą wiadomość. Zaniepokojone myśli, zaczęły uderzać ją ponownie, po czym zmartwiła brwi w kierunku grupy. – Widziałam dwa słowa „zabranie” i „łowcy”. Teraz, nie wiemy dokładnie co to oznacza, ale zakładam, że to oznacza to, że coś wisi w powietrzu. Grupa ludzi, którzy nie chcą, żebyśmy istnieli, ale to jest bardziej poziemna grupa, jeśli w ogóle jest.
Louis z intensywnym wyrazem twarzy przekazał dokumenty, które przekazywano dalej. – Znalazłem niewiele tego w Internecie, gdy tego szukałem. Ci ludzie nie chcą być znalezieni, tak jak my.
Oczy pożerały informację na kartkach, gdy każdy członek grupy przeczytał treść, Louis zabrał je. Harry wzdrygnął się, gdy czytał o hipotetycznych oddziałach specjalnych, które miały podobno zamiary wyeliminowania ludzi ze zdolnościami i mutacjami.
- Próbowałeś pytać na jakiś forach czy czatach? – Zapytał głos sucho.
Addison rzuciła grupie ‘jesteście wyraźnie pieprzonymi idiotami w stosunku do mnie’ spojrzenie, gdy dziewczyna zadała pytanie. Na dodatek jej umiejętności poruszania się z prędkością światła, miała też naturalną zdolność obsługiwania komputera. Mogła znaleźć cokolwiek w trzy sekundy po otwarciu swojego laptopa.
- O czym ty mówisz? – Zastanawiał się Zayn, naprawdę nie rozumiejąc odwołanie do wirtualnej rzeczywistości.
Addison westchnęła, po czym wyciągnęła swojego iPhone’a. Jej ręce poruszały się szybciej, niż ktokolwiek mógł dostrzec i w mniej niż sekundę, zwróciła telefon w stronę grupy.
- Wyszukiwarka może dać wiele wyników, kiedy potrzebujesz chronionych informacji, trzeba znaleźć kogoś, kto ci to da, tak że przejście będzie niezauważone. Załapaliście? – Wyjaśniła, po czym zwróciła telefon w swoim kierunku.
Harry przygryzł wargę, chcąc coś powiedzieć, ale bał się, że Addison może go uciszyć spojrzeniem. Louis szybko dostrzegł obawy Harry’ego i skinął w jego kierunku głową zachęcająco.
- Nie uważasz, że to może być trochę niebezpieczne? – Odezwał się Harry.
Addison posłała mu rozbawione spojrzenie, po czym odpowiedziała: - I w końcu przemówił! Nie martw się o ‘bezpieczeństwo’, chronię mój adres IP, więc to w zasadzie nie istnieje.
- Och, okay… - wymamrotał Harry, czując się trochę lepiej z całym tym wirtualnym śledztwem Addison.
- Co mamy zamiar zrobić, aby chronić siebie? – Zastanawiał się Niall, spoglądając na Louisa i Larę.
Louis zdecydował się na to odpowiedzieć. – Będziemy trenować. Będziemy się wzajemnie chronić, aż do ostatniej chwili, a potem… Będziemy walczyć.
- Treningi, jak co na przykład? – Zapytała Addison. – Już opanowałam moją moc.
Większość grupy rzuciła jej zdegustowane spojrzenie, ale na szczęście Lara używała ten rodzaj zachowania w kierunku swojej przyjaciółki. – Addie, nawet jeśli czujesz jakbyś już ją opanowała, zawsze możesz się rozwijać. Nie wspominając o tym, że może istnieć nieodkryta wiedza o twojej mocy, której wcześniej nie badałaś.
- Tak jak Harry, który może robić pola siłowe, kiedy myśleliśmy, że potrafi być tylko niewidoczny – dodał Louis, rozpromieniony w kierunku kędzierzawego chłopaka.
- Wow, naprawdę? – Liam zapytał Harry’ego, mając oczy otwarte ze zdziwienia. – To super!
Harry zarumienił się. Był tak nieprzyzwyczajony do wszelkich pozytywnych uwag, które otrzymywał, że to było odrobinę przytłaczające. Ale nie zniknął, mimo, że chciał i zamiast tego po prostu uśmiechnął się oraz odpowiedział: - Yey, nigdy nie wiesz, gdzie jest ograniczenie twojej mocy, dopóki po prostu nie spróbujesz. Musisz otworzyć swój umysł na wszystko.
- Dobrze powiedziane Haz – skomplementował go Louis, po czym odwrócił się w stronę grupy. – Wszyscy musimy być gotowi podjąć ryzyko w ciągu kilku najbliższych tygodni, aby przygotować się na to co nadchodzi albo możemy zapłacić cenę, jaką jest nasze życie, kiedy nastąpi łapanka. Musimy chronić siebie i podobnych nam, przed „łowcami”. To może być najważniejsza rzecz, jaką zrobimy w całym naszym życiu.
Cisza zapadła wśród grupy, gdy zdali sobie sprawę z pełnej rzeczywistości za własne moce. Pozytywną stroną było to, że nie musieli więcej walczyć samotnie, mieli siebie nawzajem jako oparcie, jeśli kiedykolwiek mieliby moment zwątpienia.
To był dopiero początek czegoś, co drastycznie zmieni ich całe życie. Będą musieli mieć więcej wiary w siebie i siebie nawzajem, więcej niż kiedykolwiek.
Musieli walczyć o swoje życie i życie ludzi podobnych do nich.
Będą walczyć dla tych, którzy nie mogą.
XXX
14
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz