piątek, 31 stycznia 2014

974

5

Harry podążał za Louisem przez całą drogę do placu budowy. Mógł powiedzieć, że Louis czuł wielki ból, ale on po prostu nie był gotowy do tego, by się ujawnić. Wiedział, że to samolubne, ale chciał wykluczyć możliwość, że Louis źle zareaguje na jego obecność.

Kiedy Louis dostał się na prywatną posesję, wypuścił swój gniew. Cały płot wokół tego miejsca został oderwany za pomocą jego ręki.

Harry był świadkiem furii chłopaka. Louis rzucał wszystkim wokoło jak tylko mógł i wkładał mnóstwo wysiłku w niszczenie rzeczy. Nie chciał robić nic więcej, tylko siać zniszczenie.

Potem coś zaświeciło w jego oczach i uniósł się w powietrze. Latał wokół budynku, a Harry obserwował go z daleka. Chłopak wydawał się zapamiętywać plan budynku w zasięgu swojego wzroku, mierząc jego średnicę gołym okiem.

Kiedy Louis wrócił na ziemię, zawahał się przez chwilę, po czym odetchnął głęboko. Cofnął się z zasięgu wzroku, tak że miał teraz pełen widok na budowlę. Powoli podniósł ręce do góry, przez co wyglądał, jakby mocno się koncentrował.

Przez chwilę albo dwie nic się nie działo, ale potem ziemia zaczęła się trząść pod stopami Harry’ego. Przynajmniej tak się wydawało, bo nie ruszała się w ten sposób, w jaki Harry oczekiwał. Budynek przed Louisem zaczął lekko drżeć.

Szczęka Harry’ego opadła z podziwu, gdy szatyn zaczął podnosić budowlę z ziemi za pomocą swoich zdolności.

Louis wkładał w to mnóstwo wysiłku, co głęboko zaniepokoiło Harry’ego. Mógł zobaczyć żyły na głowie Louisa z powodu wysiłku jaki włożył w podniesienie i utrzymanie lewitującego, kolosalnego budynku.

- AHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHH! – krzyknął Louis, wyładowując swoją frustrację i emocje.

Policzki szatyna piekły go od łez, gdy każda przeszkoda, z którą się mierzył, błyskała przed jego oczami. W chwili, gdy odkrył swoje moce, wyobraził sobie gniew jego rodziców, Drew popychającego go na ziemię… Skończył z tym wszystkim. Już go to nie obchodziło. Był silny tak długo, dopóki napędzała go nienawiść.

Harry rozpaczliwie chciał pomóc nieznajomemu - podziwiał to, że uwalnia się od zgiełku, który przeżywał - ale to oznaczałoby ujawnienie się.

Louis upadł na ziemię, gdy ciśnienie stało się nie do zniesienia, a budynek zwalił się na dół wraz z nim.

W zdziwieniu, Harry stał się widoczny, nawet o tym nie wiedząc.

Louis spojrzał na niego, całkowicie zaskoczony jego nagłym pojawieniem się. Rozpoznał faceta z kręconymi włosami, jako Harry’ego Stylesa ze szkoły. Mieli większość lekcji razem, ale chłopak był cichy, więc Louis tak naprawdę nigdy wcześniej z nim nie rozmawiał.

Ale teraz zobaczył Harry’ego w zupełnie innym świetle. Jego szmaragdowe oczy były przenikliwe, a jego idealnie uczesane, kręcone włosy okalały jego twarz, sprawiając, że Louis chciał wiedzieć jeszcze więcej.

Na szczycie tego wszystkiego było to, że Harry miał zdolności. Mógł się ukrywać, więc bez względu na to, czy ktoś dowie się o jego mocy, mógł się ochronić. Louis był bardzo o nią zazdrosny.

To służyłoby jako doskonałe narzędzie maskujące, jeśli kiedykolwiek potrzebowaliby tego do ucieczki z realnego zagrożenia… pomyślał Louis. W świecie, w którym szatyn dostawał wszystko, co chciał, Harry dołączyłby do Liama, Nialla i Louisa na ich treningu.

Dopiero po chwili dotarło do Harry’ego, że nie jest już niewidoczny. Louis patrzył prosto na niego z intrygą w oczach – nie był zdenerwowany.

- P…przepraszam – mruknął Harry, znikając po raz kolejny.

Louis wstał, biegnąc w kierunku, w którym był Harry, ale ten już wcześniej się tego nauczył i łatwo uciekł Louisowi.

- Chciałem tylko pogadać! Harry! – Louis krzyknął w rozciągającą się przed nim nicość.

Harry nie odpowiedział. Louis zdecydował się znaleźć go w szkole następnego dnia. Harry najwyraźniej czuwał nad nim przez jakiś czas i mimo iż większość ludzi mogłaby pomyśleć, że to straszne, Louis uważał, że to bardzo miłe. Schlebiało mu to.

Harry słyszał protest Louisa z powodu jego ucieczki. Mógł się zatrzymać, ale instynkt podpowiadał mu, żeby uciec od szatyna. Było coś niebezpiecznego w tym chłopaku i w tym samym czasie Harry mógł zobaczyć siebie powierzającego swoje życie temu facetowi.

Ale zamiast iść prosto do domu, Louis zdecydował zadzwonić do Nialla i zaprosić go na późno-nocny trening. Wyciągnął telefon i wykręcił numer blondyna.

- Naprawdę chciałbym, żeby jeden z nas był telepatą, to ułatwiłoby rzeczy – poskarżył się Niall, odbierając telefon.

- Chodź na mały trening. Podniosłem cały budynek i czuję, że zrobiłem dzisiaj sensowną pracę. Wchodzisz w to? – zapraszał go Louis bardzo przekonującym głosem.

Niall mamrotał pod nosem przez chwilę lub dwie, zanim dodał: - Dobra. Ale przylewitujesz mnie do domu.

- Dooooooooobrze – odpowiedział Louis, zanim się rozłączył.

Zdecydował, że jeszcze nie powie Niallowi o nowym mutancie, którego odkrył. Z jakiegoś powodu czuł, że Harry jest dla niego szczególnym przypadkiem.

To nie tak, że nie był już ekspertem w dotrzymywaniu sekretów…

XXX

Niall wszedł do klasy, wyglądając na tak wyczerpanego, jak jeszcze nigdy. Liam odwrócił się w kierunku tego uroczego, małego blondyna i uśmiechnął się sympatycznie.

- Ciężka noc, Nialler? – zapytał Liam, gdy chłopak stawiał swoją torbę koło ławki.

Blondyn westchnął, kładąc głowę na biurku, tuż obok miejsca, w którym Liam położył niezbędne składniki do ich dzisiejszego eksperymentu.

- Louis trzymał mnie do późna w nocy na treningu… wiesz czego – wyjaśnił, pokazując cienie pod oczami.

Liam widząc je, zaśmiał się ze swojego zmęczonego przyjaciela. Potem dostrzegł niebieskie oczy Nialla i nie mógł się powstrzymać przed podziwianiem ich odcienia.

- Co? – zapytał Niall, łapiąc czerwonego Liama na gapieniu się na niego.

- Och, nic. Chcesz trochę lodu pod twoje oczy? – zapytał Liam, nieco skrytym tonem.

Niall uśmiechnął się złośliwie.

– Pewnie, byłoby super.

Liam wsunął rękę pod biurko. Nie chciał, żeby ktoś był świadkiem cudu, który miał zamiar wykonać. Wystarczyło trochę koncentracji, żeby trochę wody pojawiło w jego ręce i jeszcze nieco więcej skupienia, żeby ta woda zamieniła się w ciało stałe.

Niall był zdumiony, widząc jak Liam produkuje trzy małe kostki lodu pod stołem.

- Tutaj, mam szmatkę w swojej torbie. Potrzymasz to na chwilę? – polecił Liam, podając je Niallowi.

Liam sięgnął po tkaninę do swojej torby, ale kiedy odwrócił się z nią w dłoni, ujrzał zrozpaczonego Nialla.

Kostki lodu stopiły się w jego dłoniach, prawdopodobnie z powodu jego mocy.

- P…przepraszam – powiedział Niall, co było zupełnie niepotrzebne wobec Liama. Ale to było urocze, więc przyjął przeprosiny.

- W porządku, Niall, to nie była jednorazowa oferta. – Liam zapewnił blondyna, po raz kolejny wsuwając rękę pod biurko.

Wziął szmatkę i owinął ją wokół kostek lodu, przyciskając ja do twarzy Nialla.

Niall skrzywił się nieznacznie z powodu zimna, ale już po chwili zrelaksował się. To, że Liam patrzył na niego i opiekował się nim, zalało jego serce ciepłem. To zapewniło go, że Liam naprawdę chce go poznać, nawet jeśli była to tylko przyjaźń.

- Dziękuję, Liam – mruknął Niall, a chłopak w odpowiedzi po prostu skinął głową.

Liam był w swoim własnym świecie. Jedyną rzeczą, którą mógł widzieć w tym momencie był Niall i ogień, który tańczył w jego oczach. To zachęcało i dokuczało Liamowi w tym samym czasie, nawet, jeśli Niall był zupełnie nieświadomy tego, co robił. To był absolutnie porywające, nawet, jeśli skutki były niebezpieczne. Liam pragnął mieszać się z ciepłem, które zdawała się emitować Niall całym sobą.

- Nie ma sprawy – odpowiedział Liam bardzo intymnym tonem.

Niall spojrzał w kierunku stołu i wtedy Liam zdał sobie sprawę, że miał zadanie do zrobienia.

Liam szybko wziął szmatkę z oczu przyjaciela i stwierdził:

– Wyglądasz lepiej.

- Nie wiem, czy czuję się lepiej, ale mamy ten eksperyment do zrobienia… - narzekał Niall, patrząc na materiały, z którymi mieli do czynienia. On całkowicie nie wiedziałby co zrobić, gdyby nie pomoc Liama.

- Wszystko, co musimy zrobić, to zmienić element ze stanu stałego w gazowy – wyjaśnił Liam. Niall rzucił mu spojrzenie typu „O czym ty do cholery do mnie mówisz”.

Liam zaśmiał się i wyciągnął podręcznik, otwierając go na odpowiedniej stronie.

Wtedy Niall wpadł na genialny pomysł. – Dlaczego po prostu tego nie zostawimy… Nauczyciela nawet tutaj nie ma…

Liam przechylił głowę na bok, patrząc na niego z lekkim zainteresowaniem. Nigdy nie opuszczał szkoły z wyjątkiem tego, gdy był chory.

- Okay, ale musisz mi obiecać, że wrócimy do czasu mojego treningu piłki nożnej, okay? – powiedział Liam, czując ciepło Nialla, ciągnącego go na ciemną stronę.

- Chodź za mną – powiedział Niall, schylając się i zniżając, a Liam powtarzał jego czyny.

Prześlizgnęli się cicho przez tył klasy, mogli być prawie niewidoczni, bo tak niepostrzeżenie szli.

Kiedy wyszli z klasy, zgorszenie tańczyło w oczach Liama. Czuł się jak profesjonalny buntownik w trakcie ucieczki.

Niall zaśmiał się z rozbawieniem w oczach.

- Gdzie idziemy? – zapytał Liam, praktycznie kurcząc się z niepokoju.

- Do mojego ulubionego, najlepszego na ziemi miejsca – odpowiedział Niall, zanim przeciągnął zmieszanego Liama przez korytarz i na zewnątrz szkoły.

XXX

Po dzwonku Harry przebiegł przez korytarz. Rozpaczliwie unikał Louisa, który miał z nim właśnie lekcję. Czuł na sobie znudzony wzrok Louisa przez całą lekcję.

Harry wstał i rzucił się przez tłum studentów w sali, ale czuł, że Louis jest wciąż tuż za nim. Potem nagle zatrzymał swój pościg. Harry zrelaksował się, domyślając się, że szatyn odpuścił.

Ale Harry się mylił. Kiedy Louis czegoś chciał, dostawał to.

Gdy wszedł do ciemnej klasy, czuł nacisk czyichś niewykrywalnych sił w klasie.

Harry napotkał głębokie, niebieskie oczy Louisa, patrzące prosto na niego.

– Więc szpiegujesz mnie, ech, Styles?

- Nie! To znaczy… er… - bełkotał Harry, całkowicie zaskoczony oskarżeniem Louisa.

Oboje wiedzieli, że Louis miał rację, szatyn po prostu chciał dla własnej rozrywki usłyszeć jak Harry się przyznaje.

- Tak… To znaczy… Tak, śledziłem – wyjaśnił Harry.

Louis uśmiechnął się triumfalnie.

– I masz moc…

Harry nie był pewny, czy chciał być kompletnie szczery w tej części i gdy Louis odwrócił się od niego na chwilę, żeby usiąść na biurku nauczyciela, stał się niewidzialny i chciał uciec.

- Uspokój się, Harry, to nic nie da (używane, aby wyrazić, że ktoś nie będzie miał nad nami przewagi, jeśli coś zrobi, bo my możemy zrobić to samo – od tłum.) – zaprotestował rozczarowany Louis, gdy zdał sobie sprawę, że Loczek zniknął.

Louis uniósł swoją rękę w kierunku tablicy i dwa pędzle zaczęły pylić się, dopóki nie powstała w powietrzu gęsta chmura pyłu. Louis mógł łatwo zobaczyć zarys Harry’ego.

Harry był wstrząśnięty sprytem Louisa, że zatrzymał się tam, gdzie stał. Nie było sensu dłużej uciekać. Chodzili do tej samej szkoły i widzieli się każdego dnia. Harry po prostu musiał znaleźć w sobie siłę i odwagę, by naprawdę zmierzyć się tym razem z Louisem.

Kiedy przyglądał się szatynowi, nie był pewny, czy chłopak chciał walczyć, czy po prostu porozmawiać. Harry ożywił swoje myśli.

Zrobił krok z obłoku i stał się widzialny, gotowy na wszystko, co telekinetyk (bawię się w słowotwórstwo, bo nie znalazłam w słowniku polskiego odpowiednika, nie istnieje słowo telekinetyk – od tłum.) zamierzał mu zrobić.

XXX


5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz