15
Tydzień później cała grupa wróciła na tern budowy, ostro trenując, chcąc przygotować się do walki z nieznaną siłą. Liam i Niall właśnie zapalali i gasili ten sam kawałek drewna, Zayn przeglądał różne czasopisma próbując zreplikować tak wiele typów ciała jak to tylko możliwe, Harry i Addison wspólnie pracowali nad poszerzeniem pól siłowych Harry’ego i Lara zaszyła się w jednym z biur, próbując dalej interpretować swoją wizję.
Brakowało wyłącznie Louisa.
W małym barze po drugiej stronie miasta Louis siedział w budce naprzeciwko naprawdę wyczerpanego Drew. Czuł się, jakby minęły wieki, odkąd odkrył po raz pierwszy swoją moc i był zdesperowany, aby dotrzeć do kogoś w tym momencie.
Drew nie miał zamiaru przyznać się, że potrzebuje pomocy, ale nie miał gdzie pójść.
- Czuje się, jakbym był w alternatywnym wymiarze – zażartował Louis w nadziei, że usunie napięcie budujące się między tą dwójką rywali. – To znaczy, nie myślisz, że to odrobinę dziwne?
Drew skinął głową z powagą. – Wiem, że nie chcesz być tutaj Louis i jestem pewien, że wolałbyś być teraz z tą bandą świrów, którą nazywasz swoimi przyjaciółmi, ale… doceniam to, że się pokazałeś.
- Nie nazywaj ich maniakami – syknął Louis, obrażony nazwą, jaką użył Drew. – I pozwól mi sobie przypomnieć, że jesteś teraz jednym z tych „świrów”, więc nie powinieneś rzucać tak tej nazwy. Nie musisz być wyobcowany z ludzi, którzy akceptują cię, w przeciwieństwie do reszty społeczeństwa.
- Przepraszam – wymamrotał Drew, a wina była słyszalna w jego głosie. – Siła przyzwyczajenia. Ciężko jest być synem pary, która praktycznie jest anty-mutacji, a potem oni mają się dowiedzieć, że ja mam moc.
Oczy Louisa rozświetliły się z nadzieją. – Nazwałeś to mocą.
- Tak i? – zastanawiał się Drew, bawiąc się najbliższym widelcem.
- To jest jakby pierwszy krok do akceptacji tego kim jesteś. Sprawiasz, że to czego się wcześniej obawiałeś, staje się czymś pozytywnym, nawet jeśli zrobiłeś to przez przypadek – powiedział Louis, nie będąc w stanie ukryć, jak podekscytowany był swoim wrogiem.
Drew przybrał rozdrażniony wyraz twarzy. – Spójrz Tomlinson. Mam wystarczająco dużo doradców i psychoanalityków mówiących mi jak żyć, więc nie potrzebuje, żebyś i ty to robił.
- Nie myślisz chyba, że wyciągnę Doktora Phila albo Maury’a? – zażartował Louis, czując się źle z tego powodu, że starał się powiedzieć Drew, jak ma żyć.
Louis nigdy nie był wielkim fanem niezręcznych sytuacji, więc kiedykolwiek stawiał im czoła, uciekał do swojej najlepszej broni: humoru.
Na szczęście to zdawało się zadziałać na Drew, który uśmiechnął się na głupi komentarz Louisa. – To nie jest twój styl, jesteś bardziej sarkastyczny jak Jimmy Fallon.
Louis zachichotał, gdy kelnerka podeszła, by położyć noże potrzebne im do posiłków. Oba wyglądały na odrobinę zbyt ostre, aby być w barze. Gdy zbliżała się do stołu, potknęła się o wyciągniętą stopę Drew i noże poleciały w powietrze.
Instynktownie Louis zatrzymał jeden w powietrzu. Dyskretnie chwycił go swoją wolną ręką tak, że kelnerka mogła założyć, że miał po prostu znakomity refleks.
Drew nie był takim szczęściarzem.
Kelnerka krzyknęła na widok tego, co spowodowała jej niezdarność. Drew spojrzał w dół na nóż, który był osadzony w jego dłoni i zbladł. Jego reakcja nie była taka z powodu bólu. To z powodu, że nie był pewien, jak miał zamiar wytłumaczyć swoją szybką zdolność do regeneracji i leczenia.
Drew spojrzał na Louisa w akcie kompletnej desperacji, a Louis zrobił jedyną rzecz, która mogła pomóc w tej sytuacji – udawał, że mdleje.
Na szczęście kelnerka zwróciła uwagę na „nieprzytomnego” Louisa, podczas gdy Drew starał się wyciągnąć nóż z ręki.
Odetchnął głęboko, gdy miał zrobić to samo co z raną po kuli w jego piersi na początku tego tygodnia. Zaprzestał prób samobójczych, ale teraz testował granice swoich mocy przez branie udziału w tak wielu zagrażających życiu sytuacjach jak to tylko możliwe.
Żadna z nich się nie powiodła, ani nie zostawiła żadnej szramy na Drew. Był zdrowy jak wcześniej.
Drew szarpną ostrze noża i szybko starł krew, która pozostała na ostrzu, więc nie było dowodów, że coś się stało. Zagryzł wargi, by powstrzymać śmiech na dramatyczny widok Louisa próbującego rozproszyć kelnerkę.
Gdy kelnerka przymilała się do telekinetyka, Drew oglądał ranę, która po chwili się zasklepiła i jakby wyparowała. Odwrócił dłoń, by sprawdzić, czy nie ma żadnych obrażeń, ale nic nie znalazł. Dał Louisowi delikatnego kuksańca pod stołem.
Na sygnał, Louis doznał „cudownego wyzdrowienia”, a jego oczy otworzyły się.
- O Mój Boże, tak mi przykro – pochlipywała kelnerka, spoglądając pomiędzy Louisem, a Drew z całkowitym zakłopotaniem widocznym w jej oczach.
Drew po prostu wzruszył ramionami. – Nic się nie stało, poza jego dramatycznym czymś. Złapałem go palcami, Louis, nawet mnie nie dotknął.
- Ale… Widziałam jak przeszył ci dłoń… - mruknęła z niedowierzaniem kelnerka.
- Musiałaś być zszokowana, jak ja – wypalił Louis, obejmując Drew.
Drew uniósł rękę w jej kierunku, aby potwierdzić swoją historię. – Nawet mnie nie zarysował, możesz już oddychać. To byłą moja wina tak czy siak, potknęłaś się o moje nogi.
- W porządku, cóż, przyniosę wam jeszcze dwa noże i zaraz wracam. – Kelnerka westchnęła z ulgą, po czym odeszła w kierunku kuchni, biała jak duch.
- Kurwa, było blisko. – Drew wypuścił powietrze, czując jak przypływ świeżego tlenu do płuc, rozluźnił go. – W pewnym sensie nienawidzę tego, że musimy się ukrywać.
- Krok drugi… - zaczął Louis, po czym Drew uniósł rękę w uciszającym geście.
- Nie jestem gotowy, aby dołączyć do tej bandy świrów Lou – stwierdził Drew. – Jeszcze nie, a może nawet nigdy, okay?
- Okay – wymamrotał Louis, mając nadzieję, że Drew zmieni swoje zdanie.
XXX
- Masz zamiar tu siedzieć i piłować paznokcie cały dzień? – zapytał Addison rozdrażniony Harry, który wydawał się całkowicie zdenerwowany. – Jesteśmy tutaj, aby pomagać sobie nawzajem.
Addison przewróciła oczyma i zirytowała się tak, że jej grzywka podniosła się, po czym opadła. Odgarnęła ją z dala od twarzy, po czym spojrzała na Harry’ego.
- Nie chcę tu być. To strata czasu, ale Lara wydaje się myśleć, że to ważne czy coś – poskarżyła się stanowczo Addison. – Więc tak, mam plan siedzieć tu cały dzień, dopóki nie znajdę lepszego pomysłu, który urodzi się w mojej głowie.
Harry nie był przyzwyczajony do radzenia sobie z tym typem osobowości, który wydawała się mieć Addison. Harry nie rozumiał, dlaczego Louis sparował ich razem, ale Harry nie miał już cierpliwości do tej upartej dziewczyny.
- Moim zadaniem nie jest zabawianie cię Addison. Powinniśmy trenować, żeby dać radę temu, cokolwiek przyjdzie – warknął Harry z nieznaną wcześniej irytacją w głosie.
Mimo, że niewidzialność była jego zdolnością, Harry zauważył, że w ciągu kilku ostatnich tygodni jego nieśmiałość zaczęła zanikać. Po czym całkowicie zniknęła i teraz wydawało się, że zdobył pewność siebie, co było prawdopodobnie skutkiem ubocznym posiadania przyjaciół.
Oznaczało to również, że nie miał cierpliwości, aby milczeć, kiedy ktoś wchodził mu w drogę. Addison całkowicie umieściła go na krawędzi cierpliwości.
- Dokładnie. Nie możesz nawet powiedzieć z czym będziemy walczyć, bo nawet tego nie wiemy! Cały ten trening jest bezużyteczny, bo dokładnie wiem jak użyć moich mocy. To stek bzdur. – Addison praktycznie warknęła, zrywając się na nogi.
- Wiem, że wiesz jak użyć swoich mocy – odpowiedział Harry, zbliżając się do niej, gdy jego gniew rósł. – Jesteś tchórzem, więc musisz po prostu nas porzucić i uciec.
Ostrzeżenie Harry’ego uderzyło w czuły punkt i nozdrza Addison wręcz buchały złością. – I co zrobisz, aby nas ocalić Niewidzialny Chłopaku? Ukryjesz się?
- Myślisz, że jesteś ode mnie silniejsza, prawda? – splunął Harry.
Zamieszanie zostało wyłapane przez Nialla, Liama, Larę i Zayna, którzy zaczęli powoli zbierać się wokół Harry’ego i Addison.
- Nie sądzę. Wiem to – stwierdziła Addison bez cienia wątpliwości.
- Udowodnij to – wyzwał ją Harry, mrużąc oczy.
Jego serce grzmiało w piersi, kiedy szybko zorientował się, że powodem tego było podniecenie. Reszta grupy była zaskoczona jego sugestią, ale nie mieli w ogóle do tego zastrzeżeń.
Addison warknęła. – Będziesz tego żałować Styles. Nie płacz, kiedy zaboli, okay?
- Nie będę – obiecał, po czym dziewczyna wystartowała, rozmywając się.
- Harry twoja lewa – krzyknął Zayn, po czym coś uderzyło Harry’ego w tą stronę.
Harry upadł na kolana z powodu nagłego przypływu. Wiatr niemal całkowicie wyeliminował go. Zacisnął zęby i chwycił bok, po czym wstał z powrotem na nogi.
Problem z mutantem, który posiadał super szybkość jako swoją moc, był taki, że ledwo go widziałeś, ale był też całkowicie nieprzewidywalny. Teraz Harry wiedział o pierwszym czynniku, więc skoncentrował się na tym, zamiast zniechęcić się.
Ponownie uderzyła go w prawą stronę, ale nie włożyła w dużo siły tym razem. Jej mocą była super prędkość, a nie super siła, więc nie była silnym wojownikiem w sensie celu. Miała pomył na atak dolnych partii ciała, ale nie miała pojęcia o wykonaniu uderzenia.
Skupił się na idei ukrycia się w powietrzu i nagle kątem oka dostrzegł błysk czerwieni. Uchylił się raz, potem drugi i wtedy jej deseń stał się oczywisty.
Harry uśmiechnął się, po czym wyciągnął dłoń i stworzył pole siłowe w miejscu, gdzie przewidywał kolejny atak i z łatwością złapał ją w środku pola.
Zayn, Liam, Niall i Lara klaskali w triumfie Harry’ego, który odwzajemnił ich uśmiechy. Jawnie ignorował frustrację Addison, jej krzyki i groźby, gdy uderzała pole siłowe.
- Dzisiaj był dobry trening Addison – dokuczył jej Harry, podchodząc bliżej do jej obudowy.
Addison rzuciła mu złe spojrzenie, po czym Harry wzruszył ramionami i wypuścił ją.
Harry uznał to za całkiem wydajny trening.
XXX
Reszta posiłku minęła bez żadnych innych wpadek, dopóki Louis nie wspomniał o słowie “łapanka”, gdy Drew wsiadał do samochodu na parking.
- Czekaj… Co powiedziałeś? – zapytał Drew, a pilność była słyszalna w jego głosie.
Louis był nieco zaskoczony, ale szybko odpowiedział. – Łapanka. Jeden z „maniaków” miał wizję, która zawierała to słowo, jak ostrzeżenie przed tym co nadchodzi. To nie wygląda dobrze dla nas mutantów.
Drew zbladł nieco na wzmiankę o tym słowie. Widział i słyszał je zbyt wiele razy w plikach jego rodziców i w ich przyciszonych rozmowach. Jeśli coś miało stać się mutantom, to z pewnością włączało to, co jego rodzice objęli tajemnicą.
- Wiesz coś Drew? – zastanawiał się Louis, podchodząc do zdenerwowanego chłopaka.
Jego dłoń stała się wilgotna, kiedy przygotowywał się, żeby skłamać Louisowi prosto w twarz. – Nie…uh, nic… Muszę już iść.
Louis został w chmurze spalin, gdy Drew odjechał.
Drew będzie musiał zrobić kilka badań (przeszukać prywatne dokumenty swoich rodziców),zanim pozwoli Louisowi albo komuś innemu to zobaczyć.
Wciąż musiał zdecydować, po której jest stronie….
15
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz