8
Dzień: 12 Miesiąc: kwiecień Rok: 2010’
Harry nigdy nie przypuszczał, że się w kimś zakocha. Zawsze uważał, że nie posiada żadnych uczuć. Jego jedynym uczuciem był gniew, bardzo często chodził podenerwowany.
I zły na cały otaczający go świat.
A już na pewno nie przypuszczał, że zakocha się w jakimś ziemskim chłopaku, który na dodatek jest od niego niższy. Pierwszy raz gdy go zobaczył, poczuł coś w rodzaju ciepła rozchodzącego się po całym jego ciele, lecz od razu to zignorował, wmawiając sobie że to zapewne niestrawności. Za drugim razem było to samo uczucie, zaczął się coraz bardziej nad tym zastanawiać, a po paru dniach nie mogąc trzymać buzi na kłódkę, powiedział o tym swej matce.
Gdy powiedział jej wszystko, każdy szczegół, ona uśmiechnęła się do niego promiennie i powiedziała: “Harry kochanie, wiesz że każdy ma prawo kochać, tak?”. Nie zrozumiał jej od razu (był mało kapujący), możliwe że nie chciał jej zrozumieć. Aż w końcu do niego dotarło. Zakochał się.
Dobra, on naprawdę nie spodziewał się tego ze kiedykolwiek sie zakocha.
- Harry, żyjesz? - z zamyśleń wyrwał go głos Liam’a, wpatrujący się w niego z zaciekawieniem. Odwrócił się do niego przodem, posyłając mu uśmiech, znaczący “wszystko w porządku”.
Zaczął sie zastanawiać, czy to wszystko ma sens, ten cały plan i w ogóle. No bo jeśli Louis wcale się w nim nie zakocha, to nie będzie go do niczego zmuszał.
Ohh.. pokazało się następne uczucie. Wcześniej nie obchodził go żaden sprzeciw, nie obchdzodzili go ludzie, był dla nich bezwzględny, zawsze robił to co on uważał za słuszne, ale zmieniło sie to odkąt poznał Louisa Pierdolonego Tomlinsona.
Ostatnio zauważył że 3/4 jego myśli zajmuje on. Trochę go to zaczęło irytować, bo nie mógł do niego podejść i pocałować. Dlatego postanowił to wszystko przyśpieszyć.
2.
Poczuł, że strasznie źle się to dla niego skończy. To była ogromna odległość. Gdyby się przewrócił, zapewne bardzo by to odczuł. Mało brakowało. Jeszcze jeden krok i przewróciłby sie przez porozrzucane ubrania w ich pokoju. Musieli tu posprzątać, bo dzisiaj będzie obchód.
Lecz mało go to obchodziło, na nic nie mieli czasu. Najpierw zajęcia, później kara, lekcje no i w końcu kiedyś musi iść spać.
Louis nienawidził tej monotonności, która zaczęła sie pojawiać. Zdał sobie sprawę, że jego życie było…nudne. Mało się w nim działo. Dlatego chciał to zmienić, ale mało się tutaj działo i musiał wykonywać tą swoją jebaną monotonność. Nie żeby się nie cieszył..nie czekaj, wróć. Nie cieszył się.
Usiadł na swoim łóżku, ciesząc sie chwilą spokoju, chociaż wiedział że za chwilę ktoś tutaj wpadnie i narobi hałasu. Louis dawno nie słyszał ciszy i zaczął za nią tęsknić. Kiedyś jej nienawidził, ale teraz mu jej brakuje. Tutaj każdy wydziera się na każdego, mówią że ten ośrodek jest najepszy w całym Londynie, lecz to nie prawda, brakuje mu dyscypliny.
Położył się na plecach, wpatrując się w czarny punkcik na suficie, myślac o wszystkim i o niczym. Po parunastu sekundach głuchej ciszy, ktoś otworzył drzwi - które strasznie skrzypiały - przez co na twarzy Lou pojawił się grymas niezadowolenia. Kątem oka spojrzał na przybysza, był to Zayn. Podszedł do niego i wepchnął się na łóżko, kładąc się obok Lou. Nie było to duże łóżko, przez co prawie leżeli na sobie, ale im to nie przeszkadzało. Cieszył się, że jego przyjeciel się nim zainteresował, tak jak wcześniej, gdy byli tu tylko we dwójke.
- Wiesz Zaynie, czasem zastanawiam się nad sensem życia. - powiedział po chwili, nadal nie odrywając wzroku od czarnego punktu na białym suficie.
- Wątpie, że jakiś w ogóle jest. Najgorsze jest to że raz masz pod górkę, a raz z górki. Najbardziej wkurwiają mnie ci farciarze, którzy mają cały czas z górki. No bo w sumie, czego się nauczą od życia? Niczego. Całe życie to jedno wielkie bagno. Gdy zaczyna być dobrze, zawsze musi się coś spierdolić. - westchnął, przysuwając sie bliżej przyjaciela, bojąc się że spadnie z krawędzi łóżka. - A no właśnie. Zauważyłem, że ostatnio jesteś jakiś nieswój. O co chodzi?
- O nic. Zdaje ci się. - mruknął omijająco, modląc się w duchu aby to go przekonało, lecz nadaremnie.
- Louis znam cię nie od dziś, wiem kiedy coś w sobie dusisz a kiedy nie. A naprawdę będzie ci lepiej jeśli to z siebie wyrzucisz.
- Może masz rację. Czasami mnie to wkurwia, że tak bardzo przewidywalny jestem, albo to że potrafisz czytać ze mnie jak z otwartej księgi, to jakieś twoje przekleństwo. - powiedział nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego się na jego twarz, lecz od razu spochmurniał, gdy zdał sobie sprawę, że najwyższa pora powiedzieć o tym wszystkim jego przyjecielu. - Nie wiem, czy to jest na pewno to Zaynie. Nigdy nie byłem zakochany i nigdy nie chciałem być, nie pisałem się na to. Chyba się zakochałem w Harry’m. - wyszeptał ostatnie zdanie, bojąc sie że ktoś stoi za drzwiami i ich podsłuchuje.
- To wspaniale Louis!
- Nie rozumiesz Zayn. Jestem Louis Tomlinson, ja się nie zakochuje, ja nawet nie wiem czy wierzę w miłość, a ty mi mówisz wspaniale.
- Lou, mój kochany na każdego przychodzi pora. Prześpij się z tym, dali nam dzisiaj wolne od kary. Dobranoc. - pocałował go w czoło i zostawił w pokoju z mnóstwem myśli chodzących po jego głowie.
Jeszcze przed zaśnięciem zdał sobie sprawę, że przyznał się przed samym sobą. Zakochał się w Harry’m Styles’ie.
3.
Harry przedostał sie na drugi koniec pokoju, najciszej jak tylko potrafił, chcąc nie obudzić śpiącego Louis’a. Usiadł na skraju jego łóżka, wpatrując się w jego spokojną twarz. Wyglądał tak pięknie, gdy spał. Kasztanowa grzywka opadająca na jego przysłonięte przez powieki oczy, którą miał ochotę poprawić. Nie mógł się powstrzymać. Nie zatrzymał ręki, która spragniona była dotyku niebieskookiego. Po chwili poczuł jego jedwabiste włosy na swojej skórze, które chciałby już zawsze poprawiać, aby grzywka nie wpadała mu do oczu.
Szybko cofnął rękę, gdy zobaczył, że niebieskie oczy na wpółprzymknięte wpatrują się w jego zielone.
- Nie zostaw. To przyjemne. - wymruczał zachrypinętym, sennym głosem. To był najlepszy dźwięk, który kiedykolwiek Harry usłyszał, jego głos był taki seksowny zaraz po przebudzeniu, że miał ochotę się na niego rzucić i obsypać jego ciało pocałunkami, każdy centymetr.
Spowrotem wplątał swoje palce w jego włosy, gładząc skórę jego głowy. Louis wydał z siebie przyjemne dźwięki, podobne do mruczenia kota - a Harry uwielbiał koty.
Nie mogąc się powstrzymać, Harry pochylił się nad jego ustami i złożył na nich pocałunek, który później przerodził się w coś większego.
8
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz