piątek, 31 stycznia 2014

978

1

Droga do szkoły dla Louisa była niezwykle nudna. Gdyby nie ryzyko, że ktoś mógłby go zobaczyć lecącego do szkoły, dotarłby do niej w pięć minut, zamiast iść przez pół godziny krętymi uliczkami. Ale to ostatnie dawało mu powód, żeby opuścić dom oraz rodziców. W samotności, mógł myśleć, że tak jest, zanim Niall dołączał do niego w połowie drogi. Jego blondwłosy przyjaciel podbiegł do niego pozdrawiając go, a jego popisowy, szeroki uśmiech ukazujący zęby rozciągnął się na jego twarzy.

- Zgadnij, co!

Niall tryskał radością, ciągnąc Lou w boczną uliczkę.

Niall otworzył dłoń, a płomień na niej wydawał pojawić się znikąd. Twarz blondyna świeciła entuzjazmem z powodu tego małego płomienia, który potrafi wywołać.

Louis wyciągnął dłoń w kierunku ognia, ale Niall szybko zamknął swoje dłonie w sprzeciwie.

- Nie chcesz tego dotykać przyjacielu. To jest około 100 stopni cieplejsze, niż twoja skóra może znieść. Spali ci skórę w sekundzie - wytłumaczył Niall z widocznym ostrzeżeniem w jego szafirowych oczach.

Lou skinął głową na to, że rozumie.

- Cieszę się, że zdecydowałeś się pokazać mi swoje moce. To niesamowite Niall! Płomień jest dwukrotnie większy niż w zeszłym tygodniu.

- Wiesz jak ja – odpowiedział Niall, wzruszając ramionami z nonszalancją.

Niestety, jego podniecenie sprawiało, że drżał tak mocno, że oddawało to całą jego dumę. Wyglądał jak skaczący myszoskoczek. Gdy wrócili z powrotem na ulicę, Louis śmiał się ze stanu Nialla.

- Jestem zmęczony ukrywaniem naszych zdolności – dyskretnie skarżył się Louis, podczas ich drogi do szkoły.

Niall skrzywił się, a potem powiedział:

- Tu raczej chodzi o terytorium Lou. Nie jesteśmy najbardziej lubianymi ludźmi na świecie. To wszystko pochodzi z nieporozumienia i zazdrości. Ci, którzy ich nie mają, chcą ich, a ci, którzy je mają, muszą je ukrywać. To błędne koło, które nie rozwiąże się, dopóki wszyscy nie urodzą się z mutacją.

Niall był realistą, ale szczerze mówiąc to było przygnębiające.

Louis chciał wyrzucić to z siebie tu i teraz: ośmieliłby ludzi. Chciał, żeby gapili się na niego z niedowierzaniem i przerażeniem, ale potem, nie chciał być zabrany do laboratorium, albo…

Niall zauważył, że Louis jest zamyślony i ostrzegł:

- Nie zrób czegoś, czego będziesz potem żałować Louis. To nie czas na buntowanie, przynajmniej nie teraz.

- Ja po prostu nienawidzę bycia w ukryciu. Gdyby uformowała się grupa rebeliantów, będę pierwszym, który się do niej przyłączy. Nawet ta perspektywa daje mi nadzieję – zgodził się Louis, gdy dotarli do szkoły.

Za Niallem i Lou stał Harry, podsłuchując rozmowę dwóch przyjaciół –mieszańców. Chciał wiedzieć, że nie jest już sam.

Ale nawet, jeśli oni chcieliby złapać go na podsłuchiwaniu, nie byli by w stanie złapać Harry’ego, którego nie było nigdzie widać.

XXX

Louis przestał brać swoją klasę na poważnie jakiś czas temu. Nauka przychodziła mu łatwo, więc uważał, że trudno tolerować niewiedze jego rówieśników. Nauczycielka obecnie próbuje uspokoić klasę, jednak z marnym skutkiem.

Oczy Lou spoglądały na jego nauczycielkę, która zdawała walczyć wewnętrznie. Pani Melanie Heathers była niczym cichy drobiazg i wyglądała, jakby wyszła z siebie ze złości.

Klasa była dzisiaj całkowicie poza kontrolą, gadali o tym, co działo się w weekend. Louis współczuł nieśmiałej nauczycielce, ale potem zauważył, że jej ręka drgała nieznacznie.

Wahała się, ale kiedy rozmowy podwyższyły się o kolejny decybel, straciła to. Pstryknęła palcami, a Louis czuł jak coś go tknęło. Cała jego uwaga była skoncentrowana na Pani Heathers. Najdziwniejsze było to, że cała klasa milczała, jak również uważała.

Pani Heathers ma zdolności. Louis zdał sobie z tego sprawę z chichotem.

Nauczycielka rumieniła się zaciekle, ale kiedy się ponownie zrelaksowała, skupienie klasy rozpłynęło się. Bardzo hałaśliwy uczeń o imieniu Drew zaczął ponownie gadać.

Zacisnęła pięści, ale nie użyła ponownie mocy.

- Drew. Jaka jest stolica Islandii?

Drew Williams nigdy nie przestrzegał zasad … cóż czegokolwiek. Pochodził z zamożnej rodziny: jego ojciec był politykiem, który był przeciwko mutantom, a jego matka była stereotypową Panią domu.

Była geografia, a Louis szybko zorientował się, że Drew prawdopodobnie nie wiedział zbyt wiele o świecie poza granicami Wielkiej Brytanii. Chłopak zignorował pytanie Pani Heathers.

- Panie Williams. Proszę teraz odpowiedzieć na pytanie.

Pani Heathers praktycznie warknęła, pozwalając swojej frustracji palić się od nowa.

Drew wzruszył ramionami, próbując wyśmiać pytanie, ale kiedy nauczycielka zmrużyła oczy, uświadomił sobie, że mówiła poważnie.

Zaczął się jąkać, oczywiście nie znając odpowiedzi na pytanie. Louis przewrócił oczami i podniósł rękę w górę.

Pani Heathers skinęła w stronę Louisa, widząc jak twarz Drew pali się ze wstydu.

- Tak Louis?

Harry skrzywił się, obserwując jak na twarzy Drew pojawia się wstręt. Zbyt dobrze znał skutki tego, kiedy ludzie wchodzili w drogę Drew. Zazwyczaj wychodzili z tego z zakrwawionym nosem lub podbitym okiem.

- To Rejkiawik proszę pani – odpowiedział psotnym głosem Lou.

Louis był świadomy tego, że krew zawrzała w Drew, ale nie obchodziło go to. W rzeczywistości, podobało mu się zrobienie trochę zamieszania.

Pani Heathers uśmiechnęła się szeroko do Louisa.

- Masz rację. Dziękuje za pomoc Drew Louis. Wyraźnie Drew potrzebuje skoncentrować się na lekcjach, a nie na budowie swojej reputacji.

Klasa zachichotała, a Drew czuł się zrujnowany. Nienawidził dwójki ludzi: Pani Heathers i Louisa Tomlinsona. Nie miał zamiaru tolerować tego, że te dwie bezużyteczne istoty, przyprawiły go o wstyd przed rówieśnikami.

XXX

Gdy dzwonek zadzwonił, Louis sparował swój plecak. Harry również zaczął zbierać swoje rzeczy. Chciał złapać Louisa i ostrzec go przed Drew. Ku jego przerażeniu, Drew złapał Lou pierwszy.

- Kim myślisz, że jesteś Tomlinson? - Zapytał Drew czając się na Lou, po tym jak opuścili korytarz.

Harry wziął haust powietrza, chowając się za szafkami. Po prostu nienawidził bycia niewidzialnym podczas tej kłótni, ale nie chciał wrócić do domu z kolejnym złamanym nosem. Nie potrzebował dawać swojej matce powodów do zmartwień.

Louis odwrócił się i uśmiechnął się drwiąco do Drew, którego oczy płonęły nienawiścią. Szkoda, że został wychowany w nienawiści, a nie wbrew rodziców jak Lou.

- Co miałeś na myśli Williams? - Zapytał Lou niewinnym, a zarazem kpiącym tonem.

Harry nie mógł uwierzyć ze Louis tak otwarcie przeciwstawia się Drew. Może Louis naprawdę mógł pobić Drew za pomocą swojego inteligencji.

Sekundę po tych myślach pełnych nadziei, Drew pchnął Louisa gwałtownie na ziemię. Gdy głowa uderzyła o podłogę, serce Harry’ego rozbiło się razem z nią.

Louis poczuł, że upada, ale zanim mógłby to zatrzymać swoją mocą, jego głowa uderzyła o linoleum na korytarzu.

Coś wewnątrz niego pękło. Gdy ból ustąpił, jego oczy dostrzegły rozbawione spojrzenie Drew, a on położył rękę na ziemi.

Harry’emu zaparło dech w piersi, oglądając jak Louis ruszył ręką, zanim Drew zdążył na nią nadepnąć.

Czy Louis mógł mieć moc, czy był to tylko zbieg okoliczności? – Pomyślał Harry z niedowierzaniem.

Przechodzący uczniowie śmiali się z Drew, gdy Louis wstał z podłogi. Twarz Drew była czerwona ze złości, a on pochylił się do przodu, czekał w przyczajonej pozycji. Jego twarz odbiła się od ręki Louisa.

- Co do cholery z tobą człowieku? – Krzyknął Drew, przysuwając się ponownie do Louisa.

Louis uniknął ataku i wzruszył ramionami.

- Nic nie zrobiłem do cholery. Nie wyładowuj swojej ciężkiej natury na mnie! To żenujące nawet dla mnie, widzenie jak próbujesz obwiniać o to mnie.

Drew oddychał ciężko. Jego klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół, a na jego twarzy pogłębiał się rumieniec, spowodowany złością na Louisa. Ku zaskoczeniu Harry’ego, Louis wciąż wydawał się niewzruszony takim zachowaniem Drew.

Rzeczą, która pomagała Louisowi zachować opanowanie był fakt, że Drew był mniejszy, niż Louis. Nie tylko, dlatego, że nie miał mocy, ale dlatego że był w rzeczywistości prostakiem. Był wyraźnie zamknięty w swoim świecie, a Louis czuł, że musi dać mu nauczkę.

- Zapłacisz za to – warknął Drew marszcząc brwi.

- Żal mi ciebie Drew. Nie wiem, dlaczego chodzisz po tej szkole myśląc, że jesteś sto razy lepszy, niż w rzeczywistości jesteś, ale to musi się skończyć. Jeśli ma to oznaczać, że będziesz atakować przez resztę tej szkoły, niech tak będzie – zaszydził Louis.

To, co powiedział Louis było wręcz inspiracją dla Drew, który wstał i cofnął rękę. Louis skrzywił się nieznacznie, zrywając kontakt, ale akceptując, że to będzie część jego starań.

Ale pięść Drew nigdy nie dotknęła jego twarzy. Kiedy Louis ponownie otworzył oczy, zobaczył Liama, który powstrzymywał pięść Drew.

To szczególnie zaskoczyło Louisa, bo przypomniał sobie, że Liam i Drew byli przyjaciółmi.

- Nie rób tego Drew. Będziesz tego żałował – poradził Liam, gdy Drew zmagał się z przyjacielem.

Drew powoli opuścił pięść, ale szybko odszedł. Louis zorientował się, że tak było najlepiej.

- Dzięki stary – mruknął z uznaniem w stronę Liama.

- Musimy pomagać naszym – wyjaśnił Liam, zanim odszedł.

Louis został, powalony przez wyznanie Liama. Co on miał na myśli?

Harry również był zdezorientowany z powodu tego, co powiedział Liam. Ale również cieszył się, że Liam zainterweniował. Był zadowolony, że Louis mógł wyjść z tej sytuacji bez szwanku.

Ale ze zdolnościami Louisa, to nie potrwa długo… Harry postanowił pilnować swojego zbuntowanego (i niezwykle intrygującego) kolegę.

XXX


1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz