- Hal-lo?
- …
- Halo…? Anthony, chuju, zabiję cię…
- Nie jestem Anthony…
- …
- Zaynee? Nie odkładaj słuchawki! Rób wszystko co tylko, chcesz, ale nie rób tego. Wysłuchaj mnie, dobrze? Musze z Tobą porozmawiać, póki mogę…
- …
- Słyszę jak oddychasz, proszę odpowiedz mi.
- Co mam odpowiedzieć?
- Już nic, ważne że mnie słuchasz, bo posłuchasz mnie, prawda?
- Harry… ja, nie mogę, nie teraz… później, dobrze?
- Dlaczego…?
- Dobrze wiesz…
- Och, więc jesteś u niej? I pewnie bardzo jesteście zaj-…
- Nie!
- Jak to ‘nie’?
- Po prostu… Hazz powiedz co ci leży na duszy, albo się rozłącz i zadzwoń o przyzwoitej porze, okey?
- A jaka jest, według “Bad boya” przyzwoita godzina, hm? Niech zgadnę, to czas w którym potrafiłeś przyjść do mnie o świcie, o jebanej czwartej nad ranem, i zacząć się do mnie dobierać, prawda? Albo wtedy…
- Harry, nie teraz, przestań, nie mów te-…
- Jak chcesz. Wiesz dobrze, że nie zadzwonię poraz drugi, bo jak zwykle zabraknie mi odwagi… jestem tchórzem.
- Przestań….
- Taka prawda, dobrze o tym wiesz. Wysłuchaj mnie, dobrze?
- Nie mogę…
- Proszę.
- …
- Zayn…
- Dobrze… słucham, o co chodzi?
- …
- Harry…?
- Wybacz, byłem w szoku, że się zgodziłeś…
- Mów.
- Zaynee, pamiętasz nasz wspólny pokój hotelowy w Szwecji? Pokój numer…
- 102.
- Dokładnie. Przypominasz sobie, to wielkie łóżko, na którym spaliśmy razem, bo chcieliśmy się wzajemnie ogrzać? Było zimno, ale żaden z nas nie chciał wychodzić spod kołdry. Ogrzewaliśmy się wzajemnie, pamiętasz? To chyba była moja najlepsza noc w życiu. Pamiętam tak dokładnie Twój oddech, dotyk, spojrzenie, które paliło wręcz moje całe ciało i mą duszę. Obiecaliśmy sobie jedno, pamiętasz? Powiedziałeś, że załatwisz sprawę z nią, bo nie masz zamiaru patrzeć jak Twoje czyny mnie ranią, czyż nie?
- Harry…
- Tak mam na imię, Zi, ale proszę cię, nie przerywaj mi… ja jestem tak bardzo pogubiony w tym wszystkim, ale wtedy, ty i ja… jestem bardziej niż pewny, że pamiętasz co się wtedy stało. Mieliśmy ze sobą swój pierwsz raz. Wszystko było perfekcyjnie. Ciało przy ciele, oddech przy oddechu, dusza przy duszy. Zaufałem Tobie, uwierzyłem w Twoje słowa, że wszystko skończysz i będzie dobrze… potem zacząłeś się oddalać.
- Styles!
- Tak się składa, że to moje nazwisko, a po za tym mówiłem ci, że masz mi nie przerywać, prawda?
- Tak, ale…
- Ale…?
- …
- …
- …
- Więc teraz milczysz? Zaraz… czy ty się poruszyłeś?
- Jestem na balkonie.
- Och, czyli się mnie wstydzisz do tego stopnia, że pragniesz oddalić się od swojej pieprzonej narzeczonej…?
- Czyli już wiesz?
- A jak mógłbym nie wiedzieć, skoro internet aż cały huczy o waszych zaręczynach? Wszędzie tylko Ty i… i ona. Nawet nie wiesz jak się czuję… jak Ty… przecież…
- Harry, daj mi chociaż wytłumaczyć!
- Dlaczego przez telefon, a nie twarzą w twarz?
- Nie pomagasz.
- I nie zamierzam.
- Gwoli przypomnienia, Styles, to Ty do mnie dzwonisz.
- Więc równie dobrze teraz mogę się rozłączyć i…
- To ciebie kocham cię, Harry.
- …
- Harry?
- “Nie będę opowiadał kłamstw”
- Dlaczego cytujesz Pottera?
- Bo to zdanie powinieneś wyryć sobie na ręce, zupełnie tak jak Potter.
- Kiedy ja nie kłamię!
- Zayn, mam małą zagadkę dla ciebie: jeśli kłamca mówi, że kłamie, to kłamie czy mówi prawdę?
- Kłamca zawsze kłamie, ale co to ma do sprawy?
- Jesteś jak taki kłamca.
- Harry, na litość…
- “Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”
- …
- …
- …
- Coś chciałbyś jeszcze mi przerwać, czy mogę kontynuować?
- Mów.
- Dobrze, na czym to ja skończyłem, zanim niegrzecznie mi przerwałeś…?
- Wspomniałeś o tym, że zacząłem się oddalać, ale zapomniałeś dodać, że jesteś hipokrytą.
- O czym ty mówisz?
- Biedny Harry’uś zapomniał, że para to nie tylko ja? Och jak mi w ogóle nie jest przykro… dobrze wiemy o tym, że Ty zacząłeś znów przystawiać się do Tomlinsona.
- Gówno prawda, Malik.
- Co? Prawda w oczy kole, Styles? Aż tak zadufany w sobie jesteś, że dzwonisz do mnie o, jebanej trzeciej w nocy, tylko po to bym musiał wysłuchać jaki to ja jestem zły, a Ty biedny i pokrzywdzony?! A może ja wcale nie chcę tego słuchać? A może, gdybyś chociaż przez chwilę pomyślał nie tylko o sobie, ja też mam ciężko? Wiesz jak to jest patrzeć na ciebie i nie móc cię dotknąć nigdzie, nawet nie mogę się z Tobą powygłupiać, bo zaraz ktoś mi mówi “Hej, Malik, a gdzie Twoja narzeczona?”. Ty nie wiesz jak to jest znosić wszelkie gratulacje na ten temat. Ty. Nic. Nie. Wiesz.
- …
- …?
- Kurwa, nie wierzę.
- Co?
- Czy ty naprawdę myślisz, że nie wiem jak to jest gdy jedyne o czym myślisz to dotknięcie mnie inaczej niż na przyjaciela przystało? Naprawdę? A przypomnij mi kto z naszej dwójki jest kreowany na męską dziwkę i psa na baby? Pomyśl, Zayn, to bardzo trudne pytanie. No powiedz kto to taki?
- …
- …
- Ty?
- Ding, ding, ding, gratuluję, wygrał pan talon, na kurwę i balon.
- Jesteś takim chujem dla mnie…
- Ująłbym to w innych słowach.
- Jakich?
- Jestem nieźle popierdolony, bo oszalałem z miłości do ciebie.
- Nie, nie jesteś.
- Może.
- Więc… dzwonisz do mnie tylko po to by powiedzieć mi o tym jak bardzo jestem ja złym człowiekiem jestem, a ty jak bardzo popieprzony jesteś?
- Może…
- Założę się o loda, że nie możesz spać znów.
- …
- Zgadłem, prawda?
- Nie zrobię ci loda, nadal jestem zły.
- Wiem, słońce, ale naprawię to.
- Obiecujesz?
- Tak.
- To nadal są słowa bez pokrycia i oboje o tym wiemy.
- To co mam zrobić by utwierdzić cię w przekonaniu, że kocham cię i tylko na tobie mi zależy?
- Zerwij zaręczyny.
- …
- …
- Harry…
- Zrób to Zayn, po prostu to zrób.
- Nie mogę.
- To zacznij ćwiczyć swój nadgarstek, albo wykorzystaj narzecz-
- Styles, nieważ się tak mówić.
- …
- …
- …
- Harry…?
- Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony…
- Harry gdzie jesteś?
- W ciemności, otacza mnie ona wszędzie. Ona jest dookoła mnie, i jest coraz bliżej.
- Harry, gdziekolwiek teraz jesteś, stój tam i się nie ruszaj.
- Dlaczego?
- Przyjadę po ciebie Harry, tylko powiedz mi gdzie jesteś.
- Nie masz prawa jazdy.
- Od tego są taksówki.
- …
- Harry.
- …
- Styles. Gdzie. Jesteś. Mów teraz.
- I przyjedziesz po mnie?
- Oczywiście.
- Jestem w toalecie na lotnisku.
- …
- …
- Serio?
- Tak. Lubię to miejsce.
- Jesteś taki dziwny.
- Ale kochasz mnie, tak?
- Mocniej niż powinienem.
- To dobrze.
- Dobrze?
- Yhym.
- Czy ty twierdzisz, że to iż kocham cię jak debil i jestem prawie oszalały z miłości do ciebie jest dobre?
- Nawet bardziej niż dobre.
- Bo?
- Bo teraz przynajmniej mam pewność, że nie jestem w tym bagnie sam ze sobą. Po za tym brzmisz teraz całkowicie szczerze.
- Od samego początku jestem szczery.
- Powiedzmy, że ci wierzę, ale tylko tym razem.
- …
- …
- …
- Za ile będziesz?
- Muszę zamówić transport, ale żeby to zrobić muszę się rozłączyć, wytrzymasz chwilę beze mnie?
- Wytrzymuję co noc sam, bez ciebie, w łózku, gdzie jedynym pocieszeniem jest Twój sweter i Twoja poduszka przesiąknięta twoim zapachem, serio dam radę posiedzieć w ciszy nie słysząc Twojego głosu.
- Och.
- …
- Harry?
- Tak?
- Cieszę się, że zadzwoniłeś do mnie, nawet o tej jebanej trzeciej w nocy. I wiesz co?
- Co?
- Kocham cię i nie długo będę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz