niedziela, 26 stycznia 2014

938

1

Jego pierwsze zabójstwo było całkowicie sprowokowane. Pamiętał je, jakby wydarzyło się wczoraj. Albo dzisiaj.



Pierwsza ofiara była zła, wiedział to. Na początku miał wiele podejrzeń, ale kiedy tamtego dnia jego siostra wróciła do domu zapłakana, wiedział, że musi coś zrobić.



Planował jedynie się z nią skonfrontować. Podszedł do drzwi i zapukał. Przewidywał, co może się wydarzyć, a przynajmniej to sobie wyobrażał, ale nigdy nie spodziewał się, że spełni swoją fantazję o zakończeniu czyjegoś życia.



Kiedy mężczyzna go zaatakował, nie potrzebował dużo czasu, by przełączyć się z kogoś kogo udawał, na prawdziwego siebie.

​​

A krew była tak czerwona.


Tak perfekcyjnie pełna życia.


​Dopóki być taka nie przestała.





Najlepszą tego częścią było to, że niczego nie żałował.



Nie musiał nawet zacierać swoich śladów, bo zbyt wielu innych ludzi pragnęło śmierci mężczyzny. Chcieli by ten pedofil zginął.



Kiedy ludzie świętowali śmierć tego, który zniszczył życia ich córek, on tylko uśmiechał się do siebie, wiedząc, że podjął właściwą decyzję.



Instynktowny wybór. Pozwolił przejąć inicjatywę swojej wewnętrznej bestii i efekt był spektakularny.



Perfekcyjne uwolnienie.



I od tamtej pory, co jakiś czas wypuszczał zwierzę wolno, ciesząc się czasem, w którym mógł być naprawdę sobą.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Chłopcy zbiegli ze sceny, słysząc, wciąż skandujący ich imiona, tłum. Nigdy nie podejrzewali, że kiedykolwiek spotkają się z tak wielką sławą, uwielbieniem i rozpoznaniem. Byli piątką, która wspaniale ze sobą współpracowała i kochała każdą chwilę uwagi.



Nikt nigdy nie podejrzewałby, że wśród nich kryje się morderca.

​​

Nie za szerokim uśmiechem i niewinnymi oczami.

​​

Taka myśl nigdy nie wpadłaby nikomu do głowy.

​​

I dlatego, była to idealna przykrywka.



- O cholera! – krzyknął Zayn wyrzucając pięść w powietrze. – To było niesamowite.



Niall wskoczył podekscytowany na plecy Zayna. – Największy tłum, przed jakim do tej pory graliśmy!



- Bawcie się grzecznie. – ostrzegł ich Liam, nie chcąc później mieć na głowie przez ich szalone wybryki, czyjejś złamanej kości





- Oj Liam, daj im spokój. – wymamrotał Louis, unosząc w rozbawieniu kącik ust na rozgrywającą się przed nim scenę.



Za nimi szedł Harry, kaszląc ostro. Męczył się przez większość koncertu, maskując swoją chorobę szerokim uśmiechem, ale teraz, gdy nie byli w świetle reflektorów, nie musiał już udawać.



- Wszystko w porządku? – zapytał Zayn, zatrzymując się, gdy zobaczył jak Harry opada na kanapę.



- Boli mnie trochę brzuch, ale to nic wielkiego. – wymamrotał Harry, wyciągając się na kanapie.



- Zjadłeś coś niedobrego? – zapytał Louis, spoglądając na niego niespokojnie.



Harry wzruszył ramionami krzywiąc się. – Może? Zjadłem dosyć dużo sushi przed koncertem. To prawdopodobniej nie był najświetniejszy z moich pomysłów.



- Nawet ja tego nie tknąłem. – oznajmił Niall, marszcząc nos na wspomnienie podejrzanie wyglądającej, surowej ryby. – A ja przeważnie nie wybrzydzam.



Harry wyciągnął się na kanapie i Liam ukląkł przy nim. – Skombinować ci lekarza?



- Nie, nic mi nie będzie. – jęknął Harry chwytając się za brzuch. – To tylko grypa żołądkowa, czy coś. Na pewno szybko minie, tylko teraz boli jak cholera.



- Jesteś pewien Haz? – zapytał Louis marszcząc brwi.



- Oh, Boo Bear, przeżyję. – wymamrotał Harry zakładając na twarz odważną maskę. – Musicie chyba dzisiaj iść się bawić beze mnie.



Wszyscy zawahali się przez chwilę, wiedząc, że jeśli zostaną z Harrym ominie ich wielka impreza na ich cześć.



- No to zdrowia Harry! – zawołał Zayn, przerywając ciszę i wypadając z pomieszczenia.



- Zdrowiej! – wykrzyknął Niall podążając za Zaynem.



- Masz mnie na szybkim wybieraniu, nie? – zapytał Liam, spoglądając na Harry’ego.



Wciąż nie był przekonany, czy Harry powinien zostawać sam, ale równocześnie nie miał ochoty, na utknięcie przy nieustannie narzekającym Harrym.



Harry skinął głową wyciągając na dowód swój telefon i pokazując imię Liama widniejące pod ‘2’. (Pod jedynką był oczywiście Louis.)



- Dbaj o siebie. – prawie zażądał Liam i Harry uniósł do góry kciuki, zanim chłopak również wyszedł.



I tak, w pomieszczeniu pozostali Harry i Louis. Jak zawsze.



Louis przesunął się, by usiąść obok wiercącego się przyjaciela, kładąc mu rękę na czole.



- Nic mi nie jest Lou, idź się zabawić. – jęknął Harry. – Dla mnie?



Louis wciąż wpatrywał się w młodszego chłopaka, nie będąc przekonanym. Jeśli ktokolwiek potrafił przejrzeć kłamstwa Harry’ego to był to Louis.



- Jesteś pewien? Nie lubię zostawiać cię w takim stanie, Haz. Taki bezbronny i w ogóle. – wymamrotał Louis, odgarniając parę loków z jego czoła.



- Jestem zbyt słodki, by ktokolwiek mógł mnie skrzywdzić. – zażartował Harry, trzepocząc dla efektu swoimi długimi rzęsami.



Louis przewrócił oczami wiedząc, że nawet, jeśli Harry był chory, nie zamierzał brać jego słów na poważnie. – Masz wrócić prosto do hotelu, okej? A to znaczy, że masz się od razu udać do łóżka, a nie po obejrzeniu sezonu Misfits.



- Ale Nathan zawsze poprawia mi humor. – zaprotestował Harry, mrużąc oczy w reakcji na dziwne zasady Louisa. – Tak właściwie, to przypomina mi ciebie.



- Poza tym, że ja nie jestem tak zboczony jak on, a przynajmniej mam taką nadzieję. – rzucił Louis z uśmiechem.



Harry odwzajemnił uśmiech. – Po prostu nie chcesz żeby fanki wiedziały o czym śnisz każdej nocy. Słyszałem wszystkie te jęki, które wydajesz z siebie przez sen. To musi być coś naprawdę perwersyjnego.



- O mój boże, co? – sapnął Louis, a jego policzki natychmiast pokryły się różem w reakcji na zarzuty Harry’ego.



- To były bardzo erotyczne odgłosy. – drażnił się Harry. – Nie ma co tego kwestionować.



- Przestań mnie rozpraszać od tego, co właściwie chciałem powiedzieć. – zażądał Louis, zniecierpliwiony zachowaniem przyjaciela. – Pójdziesz prosto do łóżka, okej? Wyślę Paula, żeby cię przypilnował.



Harry westchnął dramatycznie. – Ugh… okej, jak tam chcesz.



Louis poklepał Harry’ego po głowie i wstał na nogi. – Jeśli będziesz czegoś potrzebował, wystarczy zadzwonić. Wyleję jakiegokolwiek drinka będę pił i przestanę tańczyć w połowie ruchu dla ciebie. Zrozumiano?



- Zmieniasz się w Liama, Lou. – rzucił Harry, z błyskiem rozbawienia w oczach. – Nic mi nie będzie!



- Wystarczy jeden telefon. – przypomniał mu Louis, ignorując jego wcześniejszy zarzut, który był kolejnym sposobem odciągnięcia go od tematu dyskusji. – Kocham cię, do zobaczenia.



- Ja ciebie też, do zobaczenia.



‘Kocham cię, do zobaczenia’ było ich typowym pożegnaniem, bo nie tylko przypominało każdemu z osobna, jak bardzo się o siebie troszczyli, ale było również obietnicą, że jeszcze się zobaczą.



‘Żegnaj’ dawało zbyt wiele możliwości na porzucenie.



Harry spojrzał na telefon, zapamiętując każdy szczegół dopóki nie przyszedł po niego Paul. Bycie odeskortowanym do pokoju hotelowego było piekłem, ale przynajmniej było piekłem z którym mógł sobie poradzić.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Nie trudno jest wmieszać się w tłum.

​​

Ale dużo potrzeba by wyróżniając się, odwrócić sobą uwagę innych.



Miał perfekcyjny uśmiech, perfekcyjną postawę i potrafił utrzymywać rozmowę jak normalny człowiek. Ale gdyby inny wiedzieli do czego jest zdolny, na

pewno nie użyliby określenia ‘człowiek’.



Nie postrzegał siebie jako potwora, ale wiedział, że inni, gdyby znali prawdę posunęliby się do tego. Dlatego musiał podtrzymywać reguły swojej zabawy.

Nie było miejsca na pomyłki.



Był profesjonalnym kłamcą.



Jego dzisiejsza ofiara była ubrana w czerwień, w której, w jego opinii, było jej do twarzy. Nie zawsze specjalnie wybierał swoje ofiary, czasami były one losowe, ale dzisiaj miał ochotę na prawdziwe polowanie.



Podszedł do niej i udał, że potyka się o jej długą sukienkę. Udając zażenowanie, jego dłonie powędrowały do ust, mamrocząc – O mój boże,

przepraszam.



Haczyk. Linka.



Spojrzenie kobiety natychmiast zmieniło się ze zirytowanego na współczujące.



Spławik.



- Oh, nie przejmuj się. Nawet mi ciężko się w niej poruszać. Potknęłam się już na niej z tysiąc razy. – powiedziała, pokazując swoje idealnie wybielone zęby.



Zwabienie jej było prawie za proste, oferta drinka w ramach przeprosin. Jeden drink obrócił się w pięć, aż praktycznie wisiała na nim, kompletnie go przy tym nudząc.



Była zbyt cholernie przewidywalna.



Zaciągnął ją w ciemny zaułek i jednym ruchem skręcił jej kark. Ta gra nie była przyniosła mu zbyt wiele rozrywki, więc wiedział, że wkrótce ponownie będzie musiał zaatakować.



Pozbycie się ciała nie było trudne. Upewnił się, że ma na dłoniach rękawiczki, gdy wrzucał jej ciało do rzeki. Zniknęła pod powierzchnią, opadając na dno – patrzył chłodnym spojrzeniem jak znikała.



Odszedł z dwiema myślami w głowie:



Czy ktokolwiek będzie za nią tęsknił?

​​

I dlaczego, go to obchodziło?



CM ~ CM ~ CM ~ CM



- Haz… ? – wymamrotał Louis, wchodząc w ciemności do pokoju, który dzielili. – Śpisz?



- Huh…? – wymamrotał Harry.



Louis w końcu zlokalizował łóżko Harry’ego i zapalił światło. Harry wciąż był w pełni ubrany, ale wyglądał lepiej niż wcześniej. – Natychmiastowe ozdrowienie?



- To z pewnością było zatrucie pokarmowe. Kilka godzin zwracania wszystkiego, co zjadłem przez ostatnie parę dni i teraz jestem tylko lekko obolały. – odpowiedział Harry weselszym tonem.



- Oh, cieszę się. – odparł Louis, siadając z ulgą na krawędzi łóżka. – Martwiłem się o ciebie w czasie imprezy.



Harry uśmiechnął się do przyjaciela. – Naprawdę? Z całym szumem dookoła, mogłeś myśleć tylko o mojej skromnej osóbce?



- Jesteś przezabawny, gdy się droczysz. – powiedział obronnie Lou, krzyżując ramiona.



Harry przygryzł wargę, zapominając jak bardzo Louis był na to uczulony. Chciał być tylko dobrym przyjacielem, a Harry praktycznie go za to wyśmiał.

To było nie w porządku i Harry zdał sobie z tego sprawę.



Sięgnął do Louisa, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela. – Przepraszam Louis. Miło mi, że o mnie myślisz, nawet gdy nie jesteśmy razem. To przypomina mi, że jest ktoś, kto się o mnie troszczy.



- Oczywiście, że się o ciebie troszczę! – rzucił natychmiast Louis, odwracając się w stronę Harry’ego z zaszklonymi oczami.



Było coś w Louisie, co sprawiło, że Harry się uśmiechnął. Wiedział, że Louis go kochał i nawet jeśli tylko w platoniczny sposób, uwielbiał jego opiekuńczą stronę.



- Wiem o tym. – wymamrotał Harry przyciągając chłopaka do uścisku. – Myślę, że nam obu przydałoby się trochę snu przed jutrzejszym występem. Którą stronę wolisz?



- Czego? – zapytał Louis, odrywając się od Harry’ego. Czuł jak jego mięśnie rozluźniają się w uścisku.



Harry zachichotał. – Łóżka, Lou.



- Oh, uh… lewą, chyba. – odparł Louis, zanim Harry przesunął się na prawo robiąc mu miejsce.



Louis położył głowę na poduszce i odwrócił się do Harry’ego tak, że leżeli twarzą w twarz na jednoosobowym łóżku.



- Kocham cię, do zobaczenia. – wymamrotał Harry, zamykając oczy.



Louis westchnął, widząc jak powieki Harry’ego opadają. – Ja ciebie też, do zobaczenia Hazz.


1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz