niedziela, 26 stycznia 2014

931

98

Nie miał dokąd uciec, a zaraz mógł zostać znaleziony przez jednego ze swoich najlepszych przyjaciół, który nie miał pojęcia, czym jest. Ale nie zamierzał dać się przyłapać na gorącym uczynku, po prostu nie.



Czając się w ciemnościach, zastanawiał się, co zrobić by zapobiec temu zdemaskowaniu. Odzyskał koncentrację i dostrzegł stos śmieci, który wyglądał na wystarczająco duży żeby go ukryć. To nie było najczystsze wyjście, ale w tym momencie nie był w stanie wymyślić nic więcej.



Wtedy zorientował się, że coś za sobą zostawił. Trupa.



Jednak było już za późno. Niall wydał z siebie krzyk, gdy zobaczył martwe ciało i otaczającą je krew.



- O boże… o mój boże… – wymamrotał Niall, niezdolny do oderwania wzroku od tego dzieła.



Zacisnął dłonie na workach, wbijając w nie paznokcie by powstrzymać się od wkroczenia. Nie mógł się poddać. Nie teraz.



Niall kucnął przy ciele i kierowany nagłą śmiałością wynikającą prawdopodobnie ze współczucia, sięgnął by sprawdzić puls. Gdy go nie znalazł, podniósł się na nogi rozglądając się nerwowo wokół.



- Jesteś tutaj? – zapytał Niall wcale nie oskarżającym tonem.



Wiedział, że to pytanie było skierowane do niego, ale nie zamierzał odpowiadać.



- O boże, co jeśli cię porwali? - wymamrotał Niall, wyginając z nerwów nadgarstki.



I w ten oto sposób, znalazł alibi. Został porwany. No jasne, czemu wcześniej o tym nie pomyślał? Musiał tylko przez jakiś czas pozostać w cieniu, wymyślić jakiś wiarygodny scenariusz i zrzucić winę na jakiegoś wyimaginowanego ‘szalonego fana’.



Było prawie zbyt idealnie.



- Okej, Niall, zostaw dziewczynę i pomóż przyjacielowi. – pokierował Niall samego siebie, próbując zebrać myśli. Jego spojrzenie ponownie padło na dziewczynę i wymamrotał – Tak mi przykro.



I po chwili Niall zniknął, a on był wolny.



Nigdy nie był tak blisko złapania, w całej swojej karierze. Nadszedł czas by stworzyć misterną mistyfikację. Później zdecydowanie należały wprowadzić parę zmian w jego rutynie.



Gdy poniósł się na nogi, jego ciało przeszyła czysta euforia.



Był to nowy poziom jego gry. Niezbędna, szczególna ostrożność czyniła zabawę tylko bardziej rozrywkową. Manipulacja była jego mocną stroną i teraz miał szansę ją wykorzystać.



Pozostawił za sobą ciało, wcześniej wyznając: - Wiedziałem, że byłaś wyjątkowa. Dziękuję za otworzenie dla mnie nowego rozdziału mrocznej zabawy.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



- Gotowy by się obudzić?



Jego głowa bolała i coś podpowiadało mu, że lepiej nie otwierać oczu. Mógł w ten sposób się od wszystkiego odciąć, a może nawet zaprzeczyć temu gdzie był, a raczej, gdzie został zabrany.



- Oh, daj spokój. – nalegał głos, tym razem mniej przyjaźnie. – Otwórz oczy.



Jego buntownicza część przypomniała o sobie i pilnowała, by jego oczy pozostały zamknięte. Nie chciał być tam gdzie był. Chciał być w towarzystwie przyjaciół.



Ostatnim, co pamiętał, był koncert. Wyszedł by zaczerpnąć świeżego powietrza, a później… pustka. Sięgnął desperacko w głąb umysłu próbując uchwycić jakiekolwiek detale, świadczące o nieprawdziwości tego, co się właśnie działo.



Dłonie chwyciły jego ramiona i gwałtownie nim potrząsnęły. – OTWÓRZ SWOJE PIEPRZONE OCZY ALBO CI JE WYDŁUBIĘ!



Wzięte z zaskoczenia, jego oczy zdradziły go, otwierając się szeroko. Pierwszą rzeczą, którą zobaczył była para brązowych, pustych oczu wpatrujących się w niego podejrzliwie. Ale po chwili rysy twarzy się rozluźniły i usta nieznajomej wygięły się w uśmiechu.



Poza tym, ona nie była nieznajomą. Była dziewczyną z baru, która próbowała wyciągnąć nóż w strefie V.I.P.



- No proszę, dużo lepiej. – wymruczała głosem ociekającym satysfakcją. – Jesteś naprawdę ładny. To wielka szkoda, że wkrótce będę musiała cię zabić.



Odgarnęła pasemko brązowych włosów za ucho, a po jego kręgosłupie przeszedł dreszcz. Czuł wobec niej jedynie obrzydzenie, ale wiedział, że jeśli jego serce miało bić dalej, musiał grać w jej grę.



- Jak masz na imię? – wychrypiał.



Wydawała się zaskoczona pytaniem, ale z radością odpowiedziała. – Clarissa. Ale nie podam ci nazwiska…. ponieważ…. mogę.



- To b-bardzo ładne imię. – wymamrotał, czując wrzynające się w jego ciało liny, którymi był skrępowany.



Gdy pisnęła z radości, spojrzał na otoczenie. Znajdował się w jakiejś komórce. Nad nim znajdowało się jedynie małe okienko i schody, które prowadziły prawdopodobnie na parter budynku, w którym się przebywał. Inną rzeczą znajdującą się w pomieszczeniu było małe krzesełko, na którym teraz siedziała Clarissa.



- Wiesz co, trudniej mi będzie cię skrzywdzić, wiedząc, że jesteś tak uroczy i czarujący. – wyrzuciła sfrustrowana jego zachowaniem.



Widok noża sprawił, że zadrżał. Zdajał sobie sprawę, że wybrała już broń.



- P-przepraszam. – wymamrotał nie spuszczając wzroku z ostrza.



- Nie przepraszaj, do cholery. – warknęła Clarissa, uderzając go nagle w twarz z otwartej dłoni. – Nie jesteś szczery. Bądź albo za to zapłacisz.



Zapadła cisza, gdy jego policzek zaczął promieniować bólem na całą twarz. Zdał sobie sprawę, że to dobrze, że tu był, bo jego obecność tutaj zapewniała bezpieczeństwo chłopakom. Był po prostu nadarzającą się okazją.



- Będę pamiętał. – zapewnił ją, wiedząc, że dobra gra da mu szansę na ucieczkę.



Kiedy się wycofywała, na jej twarzy pojawił się uśmiech. – Dobrze. Myślę, że na razie cię zostawię. Muszę coś przygotować…



Gdy tylko usłyszał trzaśnięcie drzwi, zacisnął zęby i zaczął pracować nad linami. Zamierzał uciec, nie zamierzał umrzeć z ręki psychopatki.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Zayn i Harry czekali w pokoju Paula, po dostaniu smsów, zwołujących ich na natychmiastowe zebranie. Harry nie widział Louisa od koncertu i zaczął pisać i dzwonić do niego jak szalony, gdy tylko otrzymał wiadomość o zebraniu. Do tej pory nie dostał odpowiedzi i był przerażony.



Niall wpadł do pokoju bez ostrzeżenia, ze łzami w oczach i depczącym mu po piętach policjantem.



- Gdzie jest Liam? - krzyknął wpatrując się w nich intensywnym spojrzeniem. – Widzieliście go?



- Nie. – wymamrotał Zayn, ale Harry nie mógł nawet odpowiedzieć czując, jak zasycha mu w ustach.



Pokonany, Niall opadł na lóżko wpatrując się w dal z szeroko otwartymi oczami. – Zobaczyłem otwarte tylnie drzwi po koncercie i wydawało mi się, że coś stamtąd słyszałem. Wyszedłem, zastanawiając się, czy to Liam się wygłupia i zobaczyłem jak ktoś znika za rogiem. Śledziłem ich przez chwilę, ale szybko ich zgubiłem, więc złapałem coś do jedzenia i zobaczyłem dwójkę ludzi idących alejką. Na początku byłem dosyć przerażony, ale przysięgam, że wydawało mi się, że słyszę znajome głosy, więc wszedłem w głąb alejki… aż natrafiłem na ciało. Martwe ciało. Myślę, że ktoś porwał Liama.



Harry czuł jakby miał zemdleć, ale dał radę wyrzucić: – Nie widziałem Louisa od koncertu. Nie odpowiada na moje smsy i nie odbiera telefonów. Louis zawsze odbiera swój telefon.



Policjant czuł panujące w pomieszczeniu napięcie, ale wtrącił się. – Przykro mi chłopcy. Wiem, że się martwicie, ale czas jest teraz kluczowy. Kiedy po raz ostatni widzieliście swoich przyjaciół?



Widząc, że przyjaciele nie byli w stanie odpowiedzieć, Zayn zabrał głos. – Zgubiliśmy ich zaraz po koncercie. Czyli około 22:30. Niall ruszył, gdy wydawało mu się, że jeden z nich może być w alejce, w której znalazł ciało, gdzie jak sądzę wkraczacie wy. Tyle wiemy my.



Policjant skinął głową. – W porządku, na razie proszę was bycie pozostali w tym pokoju pod nadzorem waszego ochroniarza i kilku policjantów, ale wiedzcie, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy by odnaleźć waszych przyjaciół.



- Dziękujemy panu. – wymamrotał Niall i Zayn skinął głową kurtuazyjnie.



Harry wpatrywał się w swój telefon czekając na telefon od Louisa.



Nie doczekał się go.



CM ~ CM ~ CM ~ CM



Poruszając się zaułkami, pozostał niezauważony przez ostatnie dwie godziny. Schylając się i ukrywając za drzewami, unikał spojrzeń ludzi.



Ze śmietnika wydobył parę okularów, prawie niezniszczonych i znalazł kapelusz zakrywający jego oczy. Co jakiś czas do jego uszu dochodziło wycie syren, więc wtedy skrywał się skrzętnie. Udało mu się do tej pory. W pełni uda mu się, aż dotrze do motelu.



W końcu dotarł do ukrytego w gąszczu uliczek i obskurnie wyglądającego budynku. Wszedł przez drzwi frontowe decydując się odegrać rolę narkomana.

Wiedząc, że nikt nie będzie zakłócał mu spokoju, jak długo będzie dostarczał pieniądze.



Drżąc i dygocząc do prawie komicznego stopnia, podszedł do biurka. Wyciągnął plik gotówki wystarczający na przynajmniej dwutygodniowy pobyt. – Poproszę jedynkę.



Kobieta za biurkiem wyglądała jakby potrzebowała papierosa i nie kłopotała się nawet z oderwaniem wzroku od pasjansa, którego układała na żałosnej namiastce komputera, jaki posiadała.



Nie powiedziała słowa, gdy podała mu klucz: Pokój 56.



Zastanawiał się, jakby to było zakończyć jej życie. Prawdopodobnie uczyniłby je przysługę. Apatia przepełniająca świat była obrzydzliwa do tego stopnia, że musiał zacisnąć pięści by nie ulec pokusie.



Zamiast tego odwrócił się i poszedł szukać schronienia w swoim pokoju.



Pokój 56 śmierdział pleśnią i wybielaczem, prawdopodobnie od syfu, który pozostawił po sobie poprzedni lokator.



Pierwszą rzeczą, którą zrobił, było włączenie telewizora, jego jedynego bezpiecznego kontaktu ze światem. Zniszczył już swój telefon, więc mógł być spokojny, że nikt go nie wyśledzi.



Nie było ciężko znaleźć kanału z informacjami na pięciokanałowej kablówce, którą zapewniał motel. Natychmiast kobieta zaczęła donosić o najświeższych wydarzeniach, które, jak wiedział, będą zawierać informacje o jego zaginięciu. Ale to, co usłyszał sprawiło, że po jego kręgosłupie przeszedł dreszcz.



- Dzień dobry państwu. Przerywamy nasze normalne nadawanie by poinformować państwa o najświeższych wydarzeniach. Dwaj członkowie niesamowicie sławnego boysbandu ‘One Direction’ zaginęli po ich ostatnim koncercie. Liam Payne i Louis Tomlinson byli ostatnio widziani około godziny 22:30. W tym momencie policja podejrzewa porwanie. Reszta chłopców znajduje się pod ścisłą kontrolą nie tylko ich zwyczajowych ochroniarzy, ale również policji. Jeśli mają państwo jakiekolwiek informacje, prosimy jak najszybciej skontaktować się z lokalną policją.



Jego oddech zamarł, a serce zaczęło pędzić jak szalone, wypełnione instynktem ochronnym. To oznaczało, że nie tylko musiał ukrywać się w ciemnościach, ale również znaleźć swojego przyjaciela. Zanim jego przeciwnik oznajmi koniec gry.

88

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz