sobota, 1 lutego 2014

1006

00

Nigdy bym nie pomyślał, że będę stał przed “domem chłopców”, chcąc zdradzić mojego chłopaka.

Ale to może opowiem doszczętnie to skracając, dlaczego chcę to zrobić.

To może najpierw się przedstawię, jestem Harry Styles i mam zamiar zrobić najgłupszą rzecz w moim dziewiętnastoletnim życiu.

Mój chłopak, był najukochańszą osobą na świecie, mówił że mnie kocha w każdej wolnej chwili, całował mnie na dzień dobry i dobranoc, robił dla mnie pyszne posiłki, kochał mnie. Nie, on nadal mnie kocha. Powtarza mi to codziennie przez telefon, bo go przy mnie nie ma, jest na delegacji, miał wrócić tydzień temu, ale coś się przedłużyło i nie wszystko idzie tak jak powinno. Wróci dopiero za tydzień.

Dzwoni do mnie codziennie mówiąc “Kocham cię Harry, jesteś tylko mój pamiętaj o tym”, po czym się rozłącza. Słodkie to, co nie?

Lecz powiedziałem wam tylko o tych jego dobrych stronach.

Jestem z nim od dwóch lat, a mieszkamy ze sobą od 6 miesięcy i szczerze powiedziawszy te miesiące były dla mnie męką. Pamiętam dzień w którym pierwszy raz zmusił mnie do seksu.

Bolała mnie wtedy cholernie głowa, dlatego nie mogłem zrobić prania, on przyszedł z pracy i wściekły zaczął rzucać we mnie przeróżnymi przedmiotami. Dostałem szklanką, która rozbiła się na moim ramieniu, a kawałeczki szkła wbiły się w skórę. On nawet się tym nie przejął (co z tego że miałem całe ramie we krwi?), tylko zdjął ze mnie ubrania i pieprzył. Nie przejmował się moim błaganiem, krzykiem, toną łez, krwawiącym ramieniem.

Wtedy zrozumiałem, że nawet on ma ciemną stronę.

Ale zawsze mówił, że mnie kocha, więc mu wybaczałem.

Później mnie bił z tą dziwną furią w oczach, przez niego wylądowałem parę razy w szpitalu - pierwszy raz z ramieniem. Lecz zawsze, gdy się na mnie wyładował, mówił jak bardzo mnie przeprasza, kocha i że jestem tylko jego.

Tak, należę do niego. On kocha mnie, a ja jego.

Więc co ja tu do jasnej cholery robię?

Odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem, udałem się do naszego mieszkania.

A tak w ogóle, mój chłopak to Nick Grimshaw. Tak, ten Nick, najlepszy hosta radiowy w całej Wielkiej Brytanii.

~*~~*~

Nick wraca już jutro. Dzwonił do mnie dzisiaj rano, jak zwykle mówiąc tylko “kocham cię, jesteś tylko mój, pamiętaj o tym”, mógłby się trochę wysilić i spytać, co tam u mnie i dać mi chociaż powiedzieć to głupie “ja ciebie też”.

Raz nawet zastanawiałem się, czy tego nie nagrał.

Wstałem z wygodnego łóżka, po czym wolnym krokiem ruszyłem do łazienki, aby wziąć odświeżający prysznic, przed gmachem nadchodzącego dnia.

Nie pracowałem. Żyłem na kosz Nick’a i wcale mi się to nie podobało. Mówiłem mu, że chce iść do pracy, a on zawsze puszczał to mimo uszu. Niekiedy się o to kłócili. Zawsze wygrywał Nick. Więc powoli dawałem z tym spokój.

Oczywiście, czasem jeszcze o tym wspomniałem i często kończyło się to niechciany seksem.

Wbrew zakazom Nick’a, miałem zamiar iść dzisiaj poszukać jakiejś pracy. Chociaż na pół etatu. Wczoraj wieczorem czytałem gazetę i wpadłem na ogłoszenie, szukają kelnera w pizzeri, natychmiast. Nie zaszkodzi mi spróbować, przecież mam jakieś wykształcenie. Za wysokie to ono nie jest, ale zawsze to coś.

Więc z planem na dzisiejszy dzień, zrobiłem sobie śniadanie. Żałowałem tylko, że wcześniej nie zacząłem czegoś szukać. Nudziłem się przez całą nieobecność Nick’a - jak zwykle z resztą.

~*~~*~

W bardzo dobrym humorze, przekroczyłem próg pizzeri. Pierwsze co poczułem to zapach trochę spieczonego sera i bekonu. Uwielbiałem pizze, ale nie jadłem jej od ponad roku, bo Nick stwierdził że zgrubne, a on nie chce mieć grubego chłopaka, więc odpuściłem.

Było tutaj całkiem przytulnie, na przeciwko wejścia do lokalu była ceglana ściana. W pomieszczeniu znajdowało się około 20 stolików - a przy każdym po 4 drewniane krzesła od kompletu. Było dość ciemno, pewnie dlatego że pizzeria znajdowała się pod ziemią i chcieli nadać temu miejscu nastrój. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Wahając się lekko, podszedłem do jednego z kelnerów. Trafiło na kolesia w kruczoczarnych włosach, postawionych na jeża. Na plakietce miał napisane “Zayn”.

- Umm.. przepraszam - zacząłem - gdzie mógłbym znaleźć kierownika?

- Znowu jakiś robal? Mówiłem już ze owadobójca będzie tutaj jutro. - zmarszczył brwi. A ja powstrzymałem się przed wybuchem śmiechu.

- Co? Nie, nie. Ja tylko przyszedłem w sprawie ogłoszenia. - przystanąłem z nogi na nogę.

- Aa to w takim razie, ja jestem kierownikiem. Zayn Malik miło mi. - wyciągnął w moją stronę dłoń, którą bez wahania uścisnąłem.

- Harry Styles

Poprowadził mnie do jednego ze stolików, usiadłem na jednym z krzeseł a on na przeciw mnie. Uśmiechnąłem się nerwowo.

- Masz tę robotę. - powiedział ukazując rząd zadziwiająco białych zębów. Zmarszczyłem brwi, zastanawiając się czy się nie przesłyszałem. - Zaczynasz jutro o 14, nie spóźnij się.

- Co? Nie zapytasz mnie, czy chociaż skończyłem szkołę?

- Nie, szczerze to mało mnie to obchodzi. Do zobaczenia jutro. - wstał z miejsca i udał się do pomieszczenia dla personelu. Co to miało być?

Zdezorientowany, wyszedłem z mojego jutrzejszego miejsca pracy. Jednak byłem szczęśliwy, a wszyscy mówili jak to trudno jest zdobyć pracę. Jebani pesymiści.

~*~~*~

Ubierając na stopy czarne converse, wybiegłem z mieszkania, modląc się w duchu o to aby się nie spóźnić.

Brawo Styles, jesteś największym idiotom. Tylko położyłem się na kanapie, a już zasnąłem. Tak to ja człowiek, który nie pracuje (jeszcze nie byłem w pracy więc nie łapcie mnie za słówka), nie uczy się a śpi w ciągu dnia.

Zdyszany wpadłem do lokalu. Czułem ogromną ulgę, gdy zauważyłem na dużym zegarze, że za minutę wybije 14.

Zauważyłem Zayn’a za ladą, do której natychmiastowo podszedłem.

- Dzień dobry, proszę pana. Co mam robić? - zapytałem uśmiechając się entuzjastycznie. No co? To moja pierwsza praca.

- Cześć, Zayn Harry, po prostu Zayn. Dzisiaj będziesz kelnerem, co ty na to? - pokiwałem głową, zgadzając się bez żadnych sprzeciwów - To może zacznij od tamtego stolika. - siedziały przy nim dwie dość ładne dziewczyny. Zabrałem notesik i długopis.

- Dzień dobry jestem Harry, co panie sobie życzą? - zapytałem, czytając z karteczki przylepionek do małego notesiku. Dziewczyny spojrzały po sobie i zachichotały, na swój sposób. Jeden z powodów, dla których wolę mężczyzn. Nie chichotają jak hieny. Przewróciwszy dyskretnie oczami, zapisałem zamówienie i podszedłem spowrotem do lady.

- Stary! One wskoczyłyby ci do łóżka. - wzruszyłem jedynie ramionami, na jego komentarz po czym podałem mu karteczkę z napisanym zamówieniem, dla dwóch panienek. Raczej jędz. No dobra nic nie zrobiły, ale nie cierpie tego chichociku. - Aaaa, rozumiem inna liga. Powinienem się domyślić, mój przyjaciel był gejem.

- Jak to był?

- Został porwany i szczerze to wątpie ze jeszcze żyje - spuścił wzrok na swoje dłonie, przygryzając lekko wargę. Ten koleś jest seksowny.

- Przykro mi. - powiedziałem szczrze. Mimo tego, że nikt jeszcze tak bliski mi nie umarł, to potrafiłem sobie to wyobrazić.

- Taa.. mi też.

Odszedł, zapewne zrealizować ich zamówienie. Czułem ich przeszywający mnie wzrok na sobie, co doszczętnie mnie irytowało. Nie miałem zamiaru tego tak zostawić.


~*~~*~


Naciągnąłem kremową czapkę na uszy, czując jak za każdym przebytym metrem mój nos robi się bardziej czerwony. Nie był to zbyt dobry pomysł, aby ubrać trampki w zimę. Dochodziła 21, a ja właśnie zmarznięty przekraczałem próg mieszkania. Zdjąłem przemoczone buty i nawet nie zauważyłem, że światła w całym domu są oświecone.

Na śmierć zapomniałem, że dziś przyjeżdżał Nick. I nagle przez moje ciało, przebiegła fala niepokoju. Przygryzając policzek od wewnątrz, zajrzałem do kuchni, gdzie nieomylnie trafiłem na Nick’a. Gdy go zobaczyłem, od razu na moje usta wstąpił uśmiech, podszedłem do niego i pocałowałem go w usta - nie odwzajemnił pocałunku.

- O co chodzi? - zapytałem, zazwyczaj to on “molestował” moje usta.


- Gdzie byłeś? - zapytał, wyraźnie wściekły.

- Umm.. j-ja - zacząłem się jąkać, bojąc się, że ponownie mnie skrzywdzi.

- Co ty, Harold? - wiedział doskonale, że nie nawidzę mojego pełnego imienia, a używał je zazwyczaj gdy był bardzo wściekły. Złapał mnie mocno za ramię - byłem pewien że jutro będę miał siniaki w kształcie jego opuszków palców.


- Znalazłem pracę? - zdołałem wypowiedzieć bez żadnego zająknięcia. W środku cały się trzęsłem, jak mały chłopczyk, który dostał klapsa od rodziców.


- Co?! Przecież ci zakazałem! - wybuchnął, aż cały poczerwieniał po twarzy, a ja modliłem się aby nie uronić, ani jednej łzy. To tylko dawało mu pewność, że się mu nie sprzeciwie. I ma rację.


- P-przepraszam, ale źle się czuje z tym że cały czas żyje na twój koszt, Nick. - wyjaśniłem spokojnie, próbując zignorować jego dłoń coraz ciaśniej zaciskającą się na moim ramieniu.


- Słuchaj Harry. Zadzwoń do swojego jebanego pracodawcy i powiedz mu że rezygnujesz. - wypchnął mnie z pomieszczenia. - Pierdolony nieudacznik, kto go w ogóle przyjął do jakiejkolwiek roboty? Nawet by go za dzwikę nie przyjęli. - usłyszałem jego “ciche” mamrotanie pod nosem.

Zabolało. Zabolało i to mocno.

Przeszedłem przez salon, cały czas trzymając się za bolące ramie. Wyjąłem z kieszeni płaszcza - który wisiał na wieszaku - telefon, po czym wybrałem numer Zayn’a.

Szkoda. Mimo tego że dziś był mój pierwszy dzień, bardzo spodobała mi się ta praca.

Odebrał już po drugim sygnale

- Cześć Zayn. - powiedziałem mając nadzieję, że nie będzie na mnie zły, że zostawiam go na lodzie, po pierwszym przepracowanym przeze mnie dniu.

- Harry! Jak tam?

- Uhh.. wiesz Zayn, bo niestety muszę zrezygnować z tej pracy, przykro mi. - odparłem zgodnie z prawdą. Po drugiej stronie usłyszałem westchnięcie.

- Dobra Harry, ale pamiętaj, że jakbyś szukał pracy to drzwi zawsze są dla ciebie otwarte.

- Dzięki Zaynie. Cześć.

Niesamowite jest to, że znam się z Zayn’em zaledwie jeden dzień, a już tak dobrze się dogadujemy. Bardzo zdziwiły mnie jego słowa, a mianowicie “jakbyś szukał pracy to drzwi zawsze są dla ciebie otwarte”, myślałem że wyklnie mnie czy coś podobnego, ale ku mojemu zdziwieniu stało się kompletnie odwrotnie.

- I co? Rzuciłeś tę robotę, prawda? - zapytał wyraźnie zirytowany tą sytuacją.

- Tak, Nick. Zrobiłem to o co mnie prosiłeś.

- Wiesz że zasługujesz na karę Styles? - i właśnie tego najbardziej się obawiałem, miałem nadzieję że odpuści, że ten wyjazd w jakiś sposób go zmienił. Widocznie bardzo się pomyliłem.

Nick, zawsze gdy był na mnie zły zwracał się do mnie “Harold” lub “Styles”.

To tylko małe upadki w naszym związku, zawsze gdy dzieje się coś niedobrego, porównuje to do tych dobrych dni. I zazwyczaj działa.

Pokiwałem jedynie głową, bojąc się odpowiedzieć cokolwiek. Grimshaw nienawidził błagania, więc wolałem się nie odzywać, bo pewnie wbrew mojej woli zaczął bym go prosić aby nic mi nie robił.

Lecz to było silniejsze ode mnie i gdy kazał mi zdjąć wszystkie ubrania, popatrzyłem na niego zaszklonymi od łez oczami.

- P-pro-oszę N-nick. - zająknąłem się

- Nie Harry, byłeś niegrzeczny, trzeba cię ukarać. - powiedział stanowczo, Wiedziałem że nie zmieni zdania.

Zrobiłem co mi kazał drżącymi od strachu rękoma. Gdy zostałem jedynie w bokserkach, złapał mnie za nadgarstek. Może jednak dzisiaj nie będzie kary? Spojrzałem na niego pełnymi nadziei oczami - jego tęczówki były przyciemnione. To był najgorszy znak z możliwych. Jaki ja byłem głupi, trzeba było od niego uciekać, gdy tylko go nie było. Miałem na to cholerne trzy tygodnie, ale gdzie bym się podział?

~*~~*~

Wszedł we mnie bez najmniejszego ostrzeżenia, przez co wygiąłem się w łuk, a z oczu popłynęło morze łez. Poczułem rozrywający mnie ból - to tak jakby ktoś przeciął mnie na pół i złączył zszywając jedną szwom - tuż przy lędźwiach.

Krzyknąłem głośno, nie mogąc dusić tego w sobie - tak, pogorszyłem swoją sytuację. Złapał mnie za włosy i pociągnął za nie. Zbliżył się do mojego ucha.

- Oj Haroldzie, zasłużyłeś na dodatkową rundkę.

Nie odezwałem się, bo od razu przed oczami stanęła mi wizja siebie - posiniaczonego, z krwią w różnych miejscach i tradycyjnie ze śliwą pod okiem. Zaczął się we mnie poruszać jęcząc mi tuż przy uchu, kiedyś to była dla mnie melodia*, a teraz wyrok.

Poczułem jak lepka maź wypełnia mnie od środka i miałem nadzieję, że to już koniec na dziś. Jednak bardzo się pomyliłem, Nick szybko się pozbierał i ponownie wszedł we mnie - nie dając mi czasu abym się przygotował, zaczął poruszać się we mnie energicznie.

Złapał mnie mocno za nadgarstki i byłem pewny, że będę miał w tych miejscach duże fioletowe siniaki.

~*~~*~

W końcu, gdy Nick zasnął wstałem z trudem z łóżka i spojrzałem na pościel na której była czerwona plama krwi. Nick jeszcze nigdy tak mocno mnie nie pieprzył, abym krwawił.

Chwytając się za bolące plecy, poszedłem do łazienki, a mój chód przypominał ten należący do pingwina.

Wszedłem pod ciepły strumień wody, która od razu dała mi ukojenie. Obmyłem swoje ciało, dokładnie, próbując zmyć z siebie każdy dotyk Nick’a. Szkoda, że to tak nie działało.

Kiedy wytarłem się w puchaty biały ręcznik, posmarowałem maścią każde bolące miejsce. Nałożyłem makijaż na ramię, nadgarstki i oko.

Mimo tego, że była dopiero 3 nad ranem, wyszedłem z mieszkania (tak, nadal wszystko mnie bolało, ale ta maść działa cuda), wcześniej zabierając 1000 funtów z skrytki na pieniądze i zostawiając Nick’owi kartkę, że poszedłem na zakupy.

Grimshaw, wstaje rano o 7, a o 7.30 zaczyna audycję, znając jego nie obudzi się w ogóle w nocy, więc nawet nie kapnie się, że mnie nie było.

~*~~*~

Tym razem przekroczyłem próg “domu chłopców”, był on otwarty tylko w nocy, przeszedłem ciemnym korytarzem. Mijałem parenaście drzwi, z imionami, zapewne to były pokoje męskich prostytutek, aby lepiej je było znaleźć przez klienta.

Zapukałem do drzwi, a gdy usłyszałem głośne “proszę”, naparłem na przeszkodę i przeszedłem przez próg.

- Witam. - powiedział tęgi mężczyzna za biurkiem - Mam trzy wolne prostytutki.

Wzdrygnąłem słysząc jak się do nich odnosi, nie mógł powiedzieć osoby?

- Podjedź tutaj. - zrobiłem co mi kazał, pokazał mi trzy zdjęcia.

Na pierwszym był farbowany blondyn z niebieskimi oczami, dość przystojny.

Na drugim chłopak lepiej zbudowany od pierwszego, z krótkimi jasnobrązowymi włosami. Też niczego sobie.

Ostatni był.. bezbronny, tak przynajmniej mi się wydaje. Kasztanowa grzywka postawiona do góry, z niebieskimi oczami.

- Trzeci, biorę trzeciego. - powiedziałem pewnie

- Masz dwie godziny, każda dodatkowa to dodatkowe koszty. Ma nie mieć nic złamanego, już za dużo razy w tym miesiącu był w szpitalu. Miłego pobytu. - zapłaciłem od razu za 3 godziny spędzone z jakimś kolesiem.

Tylko po to aby zobaczyć, co da mi seks z inną osobą.

~*~~*~

(czy mi się zdaje czy zmieniłam czas? dop.aut)

Tak, lubię patrzeć gdy się pode mną wijesz, Lewis. Przepraszam. Louis.

Wszedłem w ciebie bez żadnego ostrzeżenia, bez przygotowania. Zupełnie tak, jak zrobił to dziś Nick.

Przepraszam, że nie dałem ci żadnego czasu, abyś się przygotował. Lecz powinieneś być już do tego przyzwyczajony, w końcu jesteś męską dziwką.

Przepraszam, że cię wykorzystuje. Gdy widzę Twoje łzy, to tak jakbym widział siebie.

Przepraszam, że Twoje piękne tęczówki na mnie nie działają, moje też nie działają na Nick’a.

Przepraszam, że uderzyłem Cię. Tak, to były te same miejsca, gdzie uderzył mnie Nick.

Przepraszam, że trzymie Twoje nadgarstki tak mocno, że na pewno będziesz miał jutro siniaki. Te same co ja.

Przepraszam, że się na Tobie wyżywam. Chyba sam, chciałbyś się teraz wyżyć na mnie.

I Przepraszam do jasnej cholery, że nie powiem Ci tego słowa. Jestem na to zbyt dumny.

Chyba przesadziłem, bo zacząłeś krwawić. Wybacz, nie mogłem się powstrzymać, jesteś tak piękny.

Przyśpieszyłem swoje ruchy, nie zwracając uwagi na krew. Jesteś na prawdę dobrą dziwką, wiem że masz ochotę mi przywalić, widzę to w Twoich oczach. I nawet udajesz, że Ci dobrze, nawet gdy tak nie jest. Przecież widziałem Twoje łzy.

Doszliśmy w tym samym momencie. Biała ciecz, spływała po moim brzuchu, a ja doszedłem w Tobie.

Po chwili zdałem sobie sprawę, co właśnie nastąpiło.

Co z tego że nie wykorzystałem całego czasu?

Szybko wstałem z łóżka i ubrałem się w szybkim tempie.

Wyszedłem z pokoju, nawet na Ciebie nie spoglądając, bałem się. Bałem się zobaczyć w jakim zostawiłem Cię stanie.

Przepraszam.

~*~~*~

Nie miałem zamiaru iść do domu. Chodziłem ciemnymi uliczkami Londynu, myśląc o tym co przed chwilą miało miejsce. Potraktowałem go tak samo jak Grimshaw mnie. Nie chciałem stać się taki jak on. To była ostatnia rzecz jaką bym chciał zrobić.

Ale przynajmniej nic mu nie złamałem…ale śmieszne. Nie masz poczucia humoru Hazz. Skarciłem się w myślach.

Jestem potworem.

~*~~*~

Wszedłem do mieszkania z torbą zakupów, nie mogę dzisiaj siedzieć w tym cholernym mieszkaniu nic nie robiąc. Moje myśli mnie wykończą.

Nie miałem w Londynie nikogo. Z rodziną mam strasznie ograniczone kontakty, przez Nick’a.

Jedynie Zayn. Czemu nie?

Powkładałem produkty do poszczególnych szafek i wyszedłem z domu.

Zdałem sobie sprawę, że Nick po prostu mnie wykorzystywał. Tak jak ja jego.

Nie kocham go. Wcześniej był moim całym światem, ale z pierwszą krzywdą którą mi zrobił, uczucie wygasło. A ja głupi cały czas się oszukiwałem.

Przeproszę Louis’a. Będę go błagał o wybaczenie, nikt nie zasługuje na takie traktowanie.

~*~~*~

Opowiedziałem Zayn’owi całą historię, zaczynając od tego jak Nick mnie traktuje do tego co się zrobiłem temu niczemu winnemu chłopakowi.

Słuchał cały czas, czasem tylko mi przerywając chcąc zapytać się o jakąś błahostkę.

- Kochasz go?

- Nie, już nie.

Dziwne, bo teraz poczułem się taki lekki. Jakby ktoś zdjął mi z bark ogromny ciężar.

- No to może powrócisz do pracy? Serio potrzebuję ludzi, możesz u mnie mieszkać, bo jak ci mówiłem mój przyjaciel zaginął. - zaproponował, spojrzałem na niego zaskoczony.

- Nie raczej ni..

- Harry! Co cie przy nim trzymie?

- Ale będę ci przeszkadzał..

- Nie będziesz Hazz!

- Na pewno? - spytałem niepewnie, nie będę się nikomu narzucał.

- Tak!

- Erm.. okej? Umm.. dasz mi zadzwonić? Zapomniałem telefonu.

- Jasne.

Podał mi urządzenie, odblokowałem ekran. Na tapecie miał chłopaka, kogoś mi przypomniał..

- Zayn? Kto to? - zapytałem

- Liam, zaginął 3 miesiące temu. Szedł ze szkoły i pyk, nie ma go.

- Widziałem go gdzieś…

- Co?! Gdzie?!

- Eee.. nie wiem czy chcesz wiedzieć.

- Harry! - zawołał zdesperowany. Pare klientów popatrzało na nas jak na ułonych, ale nie zbyt mnie to obchodziło.

- Dobra. W “domu chłopców”, on jest prostytutką Zaynie.

~*~~*~

Spakowałem wszystkie swoje ubrania do walizki. Nie zostawiłem mu żadnej kartki, jedynym moim marzeniem teraz, było uwolnienie się od tego pieprzonego bydlaka.

Oby ktoś się też tak nad nim znęcał. Na szczęście nie było go jeszcze w domu, jego audycja kończyła się dopiero za godzinę.

~*~~*~

- I co jaki masz plan? - zapytałem mulata, siedząc z nim na kanapie. Nadal nie mógł się pogodzić z tym, że jego przyjaciel z dzieciństwa, tak po prostu zostawił go bez słowa, dla takiej pracy. Jeśli to w ogóle można tak nazwać.

- Pójdę tam.

- Wiesz, że oni wpuszczają tam tylko osoby które chcą skorzystać z usług?

- Tak, powiem im że chcę skorzystać z usług Hazz. Boże mówię na mojego przyjaciela usługa.

Mimo tego, że nie pokazywał tego jak bardzo cierpi, ja wiedziałem że jest całkiem inaczej.

- Pójdę z tobą, muszę przeprosić Louis’a.

- Skąd wiesz jak ma na imię?

- Spytałem się go?

~*~~*~

Zayn już znajdował się w jednym z pokoi. Pod nazwiskiem “Liam Payne”, mówił że to tak się nazywa, więc to na pewno on.

A ja otępiały stałem przed jego pokojem, zastanawiając się co powiem.

Bez najmniejszego planu co powiem, pchnąłem drzwi, które szybko ustąpiły.

Siedział na łóżku, tępo wpatrując się w swoje dłonie, nawet mnie nie zauważył.

Wyglądał jak anioł. Wyrządziłem mu tyle krzywdy, nawet nie wiem po co przyszedłem prosić go o przebaczenie.

- Louis? - szybko przeniósł na mnie swój wzrok, a jego oczy momentalnie się zaszkliły.

- J-ja p-przepraszam nie zauważyłem c-cie. - wstał z łóżka, z widocznym grymasem bólu. - J-już się tobą za-zajmuję.

W jego oczach zbierało się coraz więcej łez.

- Nie, proszę zotań. J-ja tylko przyszedłem cię przeprosić. Usiądź proszę.

Zrobił to z lekkim wahaniem, widać było, że nie może uwierzyć w to co się właśnie dzieje.

- Wybacz mi.. nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, chyba chciałem się na kimś wyżyć. Chciałem się poczuć jak mój były chłopak, który traktował tak samo jak jak wtedy ciebie. Przepraszam, wiem nie wiem po co tutaj nawet przyszedłem bo nie zasługuję na wybaczenie, w takiej sprawie.

Louis nie odezwał się ani słowem, miałem nadzieję że chociaż mi przywali.

- Emm.. to może ja lepiej pójdę.

- Nie, cze-czekaj.

- Tak?

- Wybaczam ci.

Spojrzał na mnie swoimi ogromnymi niebieskimi oczami i uśmiechnął się w moją stronę. To jest najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem. Gdy kąciki jego ust unosiły się ku górze, kurze łapki tworzyły się przy oczach.

Stałem tam przez chwilę osłupiały, nie mogąc uwierzyć, że mi wybaczył, coś tak okropnego.

- Nie patrz na mnie tymi swoimi dużymi niebieskimi oczami, bo się na ciebie rzucę.

I tak zrobiłem, ale do niczego nie doszło, tylko się całowaliśmy.

Zostawiłem za sobą starą miłość, a już znalazłem nową.

~*~~*~

Spytacie może jak mają się nasi bohaterowie i co się działo później?

Już wyjaśniam.

Okazało się że Louis także został porwany i siedzi w tej branży przez 2 lata. Został porwany w wieku Harry’ego. Nie mogli się stamtąd wydostać, ale Harry i Zayn uwolnili 3 osoby.

Pierwszą był Louis - aktualnie chłopak Harry’ego, mieszkają razem w piątkę (za chwilę się dowiecie kto jest pozostałą dwójką). Lou pracuje w pobliskiej księgarni. Gdy odwiedził rodzinę z pozostałą piątką, Jay dziękowała Harry’emu i Zayn’owi płacząc i całując ich po policzkach - myślała że jej syn nie żyje, a tu pewnego dnia pojawia się w drzwiach z czwór,ą chłopaków. Co do związku jego i Hazzy - układa się im bardzo dobrze, niedawno Harry oświadczył się Louis’owi. I ohh.. Louis zaczyna studia za miesiąc (mama się uparła że je opłaci), chce być nauczycielem muzyki.

Louis lubi szpinak. Dobra, dalej ta informacja nie była wam potrzebna. Chyba że jakiś fan szpinaku chce sobie popisać z Louis’em na temat tego zielonego warzywa. Jeśli tak to zapraszam.

Harry - kocha Louis’a i nigdy nie przestanie. Obiecał sobie, że nigdy go nie skrzywdzi, czy nawet nie podniesie na niego głosu.

Drugi Liam - tak jak mówił Zayn, szedł ze szkoły, jakaś czarna furgonetka zastąpiła mu drogę i porwali go. Payne, próbował się z kimś skontakotwać, ale nic mu z tego nie wsyszło. Liam jest w szczęśliwym związku z chłopakiem - jutro mają swoją miesięczną rocznicę małżeństwa.

Na razie nie maja zamiaru się wyprowadzać od przyjaciół - no co tęsknił za swoim przyjacielem tak?

Trzeci Niall - blond włosy (farbowany) irlandczyk, dusza towarzystwa. Przy nim nie możesz być smutny, rozświetla swoim blaskiem każde najciemniejsze pomieszczenie. Mąż Liam’a - którego bardzo kocha i nigdy nie przestanie. Także był przymusową prostytutką - to tam poznał Liam’a.

Kiedyś można było powiedzieć, że jedzenie to jego bratnia dusza, ale odstawił je na drugie miejsce i zastąpił Payn’em.

A co do Zayn’a, to upatrzył sobie jakąś blondynkę - Perrie.

Całą piątką pozwali właściciela “domu chłopców” i wygrali sprawę, dostali duże odszkodowanie.

A Nick? Nie wiem co z nim, mam nadzieję że zdycha w piekle.

* haha sorry, nie mogłam się powstrzymać..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz