piątek, 31 stycznia 2014

972



Szedł właśnie korytarzem gdy nagle jakieś silne ramię złapało i wciągnęło go do szatni.
- Zoe do cholery..to bolało..ile ty masz siły! - wykrzyczał. Brunetka spojrzała na niego i przewróciła oczami. Styles rozglądnął się po pomieszczeniu. Dlaczego brunetka prowadzi go do jakiegoś schowka na miotły? Znał to pomieszczenie bardzo dobrze. Przebywał tu często we wcześniejszych klasach. Chyba nie powinnam mówić do jakich celów.
- Będziesz się tak nad sobą użalał czy chcesz znać powód dlaczego cię tu przyprowadziłam?
- Nie wiem o co chodzi nawet!
- O tego twojego kolesia..Louisa - odparła i poprawiła kosmyk włosów wkładając go za ucho.
- Mów - powiedział stanowczo.
- Cóż nie wiem czy cię to zadowoli ale Louis chyba się z kimś spotyka. Widziałam jak powiedział dziś do tej dziewczyny z samorządu że dziś nie może być na spotkaniu bo spotyka się dziś ze swoim chłopakiem.
- Co? - spytał Harry jakby w amoku. Jak to możliwe. Jak Louis mógł tak szybko znaleźć chłopaka, a może z kimś się spotykał wcześniej?
- Louis ma chłopaka..um..przykro mi Harry - odparła Zoe i pogładziła go po ramieniu.


- Ale..cholera - z jego ust wylatywały kolejne przekleństwa które brunetka nie zdołała już usłyszeć ponieważ Styles wyszedł z pomieszczenia.
Miał ochotę zamordować kogoś, miał dwie opcje. Louisa albo jego chłopaka. Teoretycznie to Tomlinson nie był jego, ale Harry był zazdrosny. Zawsze jest zazdrosny. O wszystko co powinno być jego. Na przykład gdy Gemma dostała hulajnogę na swoje 11 urodziny, mały Harry chodził obrażony na rodziców na tydzień, a przy tym zazdrościł swojej siostrze nowej zabawki.
To była jedna z cech Harry’ego która była wyjątkowo złośliwa. Bo tak Styles bywał chorobliwie zazdrosny. Oczywiście nie wliczjąc nadmiernej pewności siebie i wrodzonej chamskości to zazdrość była najgorszą jego cechą. Ale loczek miał też dobre cechy. Potrafił być szalony (w dobrym tego słowa znaczeniu) i opiekuńczy w stosunku do osób na których mu zależy.

-*-

Wszedł pewnym siebie krokiem do szatni, zwracając uwagę kilku chłopaków szykujących się na trening. Podszedł do swojej szafki i szarpnął nią. Z jego ust wyleciała po raz kolejny wiązanka przekleństw gdy siłował się z szafką.
- Styles spokojnie, zaraz to wyrwiesz - Harry nawet nie zauważył gdy obok niego pojawił się Zayn.
- Malik nie wkurzaj mnie - sapnął loczek, spoglądając na przyjaciela.
- Co cię tak wkurzyło?
- Louis
- Tomlinson - dokończył za niego szatyn - co z nim?
- Ma chłopaka - odparł młodszy. Zayn spojrzał na niego a następnie poklepał po ramieniu.
- Nie wiedziałem ze z kimś się spotyka…- powiedział po dłuższej chwili.
- Ciekawe kto to? - starszy pokręcił głową następnie ściągnął swoją koszulkę. Harry spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
- A co u ciebie? Coś ciekawego się wydarzyło w ostatnich dniach? - spytał wyciągając swój strój z szafki.
Właściwie to tak, spotkałem Nialla i cholera to było niezwykłe. To był jakiś moment, nie umiem tego określić ale wow, ale wtedy przyszedł ten cholerny Payne i wszystko zniszczył.
- Właściwie to nie - szatyn uśmiechnął się lekko. Chciał powiedzieć przyjacielowi o spotkaniu blond chłopca, ale uważał że Styles miał już za dużo spraw na głowie i pewnie by go to nie obchodziło. To tylko zwykłe spotkanie. Nic wielkiego. Co za kłamstwa Zayn. Jasne że to nie było tylko zwykłe spotkanie.
Harry spojrzał na niego podjrzeliwie a następnie wyciągnął swoje ciuchy na przebranie.

-*-

- Devine na bramkę! Styles skoncetruj się na grze! - wykrzyczał trenej. Chłopcy rozbiegli się na boisku. Zayn otarł koszulkę o swoje czoło i pobiegł dalej chroniąc Stylesa.
Grali kolejny mecz w tym tygodniu, trener przygotowywał ich do zawodów międzyszkolnychw piłce nożnej. Według nich samych byli, grzecznie mówiąc do bani. Nigdy nie udało im się wygrać jakikolwiek konkursów, więc to że więcej trenowali miało coś zmienić?
Zdala obserowała ich grupka widzów, których zajęcia albo były odwołane albo chcieli udukumentować zmagania szkolnej drużyny. W tej grupce znalazł się Louis, Liam i Niall. Głównie to ten pierwszy chciał napisać artykuł do szkolnej gazetki a reszta po prostu nie miała zajęć. No cóż.
- Są dobrzy, naprawdę dobrzy - stwierdził Liam i obserował dalej gre.
- Ty po prostu nie znasz się na sporcie Li, są do dupy i chyba nawet zdają sobie z tego sprawę - odparł Louis i sięgnął do zeszytu, zapisując kolejne (niezbyt przychylne) zdania na temat piłkarzy i ich zapału do piłki.
- Um..może nie mają ducha walki - wydukał Niall trzymając ręce uparcie na swoim plecaku.
- Nie Ni, gdybyś to zobaczył, zrozumiałbyś. Oni sie do tego nawet nie przykładają - żachnął Louis. Niall ucichł i znów kurczowo ściskał pasek plecaka.
- Nieważne, spójrz na Harry’ego. Jest wkurzony - głos zaczerpnął w końcu Liam. Louis natychmiast podniósł wzrok znad kartek i przeniósł go na loczka. Faktycznie, Harry mocno kopał piłkę, która nie raz wyskoczyła z boiska szkolnego i cały czas na kogoś wrzeszczał. Ewidetnie coś było nie tak. Nagle wzrok Stylesa zawiesił się na Louisie. Brunet gorączkowo nie wiedział co zrobić.
Miał plan. Oczywiście. Chciał udowodnić Harry’emu że jest ktoś kto nie jest nim zainteresowany. I miał być to on.
Więc chwycił w pośpiechu twarz Liama i przycisnął swoje wargi do jego. Cały czas spoglądając loczkowi w oczy. Liam natychmiast pogębił pocałunek, co trochę zdziwiło Tomlinsona. Przygryzł delikatnie jego dolną wargę, przez co brunet jęknął i wpuścił go do środka. Ich języki ocierały się delikatnie o siebie. Gdy już zabrakło im powietrza, oderwali się od siebie. Niebieskooki podniósł wzrok na chłopaka o sarnich oczach i zarumienionych policzkach. Uśmiechnął się delikatnie na ten widok.
- Wow Liam naprawdę dobrze się spisałeś. Nie wiedziałem że z ciebie taki dobry aktor! - szepnął mu na ucho uradowany i chwycił go w ramiona przytulając. Onieśmielony Liam wyszeptał ciche ‘dziękuję’.
- Kurwa mać! - spojrzał znade łba na dwójkę chłopaków i kopnął mocno piłkę, która trafiła z dużą predkością prosto do bramki. Chłopcy natychmiast wiwatowali na cześć Stylesa. Który równie szybko udał się do szatni, potrącając kilka osób.

-*-

- Harry poczekaj! - usłyszał swoje imię, odwrócił się napięcie przed nim stał wkurzony Zayn.
- Musisz tak uciekać! Co się stało? - spytał masując czoło.
- Kurwa Louis i Liam się stali! Oni są razem! - wysyczał w stronę szatyna.
- Co? - zapytał nadal nie dowierzając - kiedy i jak?
- Nie wiem! Całowali się dzisiaj na moich oczach! Rozumiesz?
- Cholera - Zayn spojrzał na niego - ty tak na serio?
Razem dotarli do szkolnych szafek. Zayn oparł się o jedną z nich.
- Niestety - odparł młodszy otwierając swoją - tylko dlaczego Liam? W czym jestem gorszy co?
- Nie jesteś gorszy Haz, Liam to dupek i tyle - westchnął Zayn.
- A tobie w czym podpadł?
- Ja..um - raz kozie śmierć, to twój przyjaciel, no nie?
- ty..um? Wiesz Malik myślałem że twoje słownictwo jest trochę lepsze - zaśmiał się lokaty wyciągając książkę z historii.
- poznałem..Nialla - wydukał w końcu.
- oh
- oh?
- i?
- co i?
- co o nim powiesz?
- zderzyłem się z nim. Pomogłem mu pozbierać książki i to tyle - szatyn wzruszył ramionami.
- Pomogłeś mu? Ty Zayn Malik pomogłeś komuś - wypiszczał zwracając uwagę kilku uczniów - co się patrzycie?! - dodał wykrzyjąc na grupkę kilku gapiów.
- Uspokój się - Zayn przewrócił oczami. Chwilę potem zabrzmiał dzwonek, przerywając im rozmowę - idziemy na zajęcia?
- tak, pomocny panie Malik. Chcesz może jeszcze komuś pomóc? hm?
- oh spieprzaj - fuknął niezadowolony szatyn przedzierając się przez uczniów w celu dotarcia do klasy.


-*-

*wieczór*

- Musisz umieć te przykłady co ci mówiłem, twierdzenia pitagorasa i koniecznie wszystkie wzory. Jesteś pewny że dasz radę? - zapytał chłopak. Już od godziny siedzieli w pokoju Nialla ucząc się do jutrzejszego testu. Blond chłopiec kiwnął głową. Nie miał głowy do nauki, nie dziś. Właściwie to nie w tym tygodniu. Odkąd spotkał Zayna myślał tylko o nim. O jego głębokim akcencie i czarujących prefumach.
- Coś się stało? - przerwał mu brunet.
- Co? Jest w porządku.
- Widać że coś cię męczy Niall, snujesz się i prawie nie odzywasz
- Tylko ci się wydaje - blondyn wzruszył ramionami.
- Nie wydaje się. Tak jest. Jest coś konkretnego o czym myślisz?
- Ja..chciałbym widzieć..- odparł po chwili, bawiąc się palcami.
- Ty…- czuł jak Payne się jąka. Zawsze tak było. Nikt nie umiał go pocieszyć. On naprawdę chciał coś zobaczyć. Cokolwiek. Nikt nie potrafił powiedzieć ”będzie dobrze”. On też w to już nie wierzył że kiedy kolwiek będzie. Powinien przyzwyczaić się już do ciemności, ale było coraz gorzej. Zazdrościł swoim rówieśnikom, Liamowi, Louisowi. Oni widzieli a on..był nikim.
- Posłuchaj, zobaczysz że będzie le..
- nie będzie Liam!
- ale..
- nie oszukujmy się Li, będę niewidomy do końca życia. Ja tylko chcę coś zobaczyć. Czy proszę o tak wiele? Otacza mnie tylko ta cholerna ciemność! - wyskomlał chłopak. Po jego policzku spłynęły łzy.
- Niall, prosze nie płacz - chłopak zgarnął go w ramiona i przytulił do siebie - prosze mały, nie płacz.
- Ja już nie daję rady. Z każdym dniem przestaje wierzyć że może być lepiej. Będę taki do końca życia. Ja wiem że powienienem się tym pogodzić ale nie umiem. Lekarze nie dają już żądnych szans. Nic i ja…
- Uwierz mi zawsze jest jakaś szansa że może ci się poprawi. Ni, musisz wierzyć. Dasz radę. Jesteśmy z tobą, ja i Louis. Pamiętaj.
- Dziękuje..-wychlipiał tuląc mocniej przyjaciela.

Naprawdę chciał wierzyć że wiara czyni cuda. Naprawdę chciał. Wyszło to z marnym skutkiem. Ta świadomość że prawdopodobnie nigdy nie ujrzy świata, swojej rodziny, Liama, Louisa i…Zayna. Cholernie go przytłaczała. Nie umiał sobie poradzić. Nie potrafił. Mimo iż bardzo się starał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz