niedziela, 26 stycznia 2014

927

JESIEŃ

I.

Są dwie zasady, których bezwzględnie nie wolno im łamać.

Pierwsza mówi o tym, że mają się nie odzywać niepytani. Nigdy. Jude nie znosi niepotrzebnych rozmów i denerwuje go dziecięca paplanina, dlatego w czasie ich „sesji” obowiązuje absolutny zakaz mówienia. Chyba, że im na to pozwoli, co zdarza się rzadko, ale jednak ma od czasu do czasu miejsce, gdy mężczyzna ma wyjątkowo dobry humor.

Druga reguła dotyczy higieny osobistej. Codzienna kąpiel jest obowiązkowa.

Harry bardzo szybko pojmuje, że przestrzeganie obu zasad oznacza trzy posiłki dziennie, dlatego coraz mniej słów opuszcza jego usta, kiedy stoi półnago przed Judem, a flesz lampy błyskowej co chwilę rozświetla pokój. Pozuje w milczeniu, skupiając się na dokładnym wykonywaniu poleceń: wygłupia się, uśmiecha do aparatu, wydyma policzki, wystawia język lub kładzie się na kanapie z zamkniętymi oczami i rozkrzyżowanymi nogami - czegokolwiek akurat zażyczy sobie Jude. W ciągu ośmiu tygodniu zdążył sobie wmówić, że stanie przed obiektywem jest tylko dziwną zabawą, jego jedyną rozrywką w tym ponurym miejscu. I na ogół ta strategia działa, uciszając jego wewnętrzny opór, chociaż zdarzają się dni, gdy mężczyzna każe mu rozebrać się do bielizny lub całkiem do naga i to na nowo rozpala w Harrym iskrę niepokoju. Ale nie protestuje, posłusznie rozpinając spodnie, bo wie, że dostanie wtedy bonusowego lizaka, banana (podejrzewa, że to ulubiony owoc Jude’a) albo batonika, a to w jego położeniu jest naprawdę czymś wielkim i wyczekiwanym. Poza tym, obraz pistoletu nie opuszcza jego głowy, przesądzając całą sprawę - nie chce przecież dać Jude’owi powodu do użycia broni. I może trochę dziwi go fakt, że kamera nagrywa go w czasie posiłku, a mężczyzna robi zbliżenie na jego usta i każe mu odgryzać większe kawałki owoców lub mocniej ssać lizaka, ale przecież nauczył się nie zadawać pytań. Zdjęcia wypełniają mu czas pomiędzy śniadaniem a obiadem i traktuje je po prostu jako stały element każdego dnia. Jak niechcianą pracę do wykonania.

Potem Jude prowadzi go do któregoś z reszty pomieszczeń, w którym zamyka go na klucz i każe w samotności sprzątać. Gdy jest to kuchnia lub jedna z łazienek, Harry nie ma wielkiego wyboru i do wieczora zmywa, ściera i czyści zabrudzone powierzchnie, gorzko myśląc nad tym, że kiedyś narzekał musząc wynieść worek ze śmieciami. Ale czasem ląduje w salonie i wtedy jest dużo bardziej ekscytująco, ponieważ może spróbować włączyć po cichu telewizor. Tylko na chwilę, aby Jude niczego nie usłyszał. Któregoś popołudnia udaje mu się obejrzeć kawałek wiadomości i właśnie w ten sposób dowiaduje się, że jego rodzice zorganizowali wielką akcję poszukiwawczą. Widząc na ekranie twarz swojej mamy, rozpaczliwie apelującej telewidzów o udzielanie jakichkolwiek informacji, które mogłyby naprowadzić policję na trop jej zaginionego syna, Harry upada na kolana i płacze, dotykając palcami szkła telewizora w miejscu, gdzie widnieje obraz Anne. Szepcze niezrozumiałe słowa, których kobieta nie może usłyszeć. Kocham cię mamo. Przepraszam, że wyszedłem. Tęsknię za wami. Proszę, zabierzcie mnie stąd. Płacze jeszcze na długo po zakończeniu audycji, aż kończą mu się łzy i po prostu siedzi osowiały, wpatrując się tępo w jeden punkt podłogi.

W takiej pozycji znajduje go Jude i jest to pierwszy raz, gdy Harry traci wszelkie hamulce. Wściekłość i rozżalenie przejmują nad nim kontrolę, dodając sił jego trzynastoletniemu ciału. Z krzykiem podbiega do mężczyzny; grozi mu, błaga, prosi, lecz bez skutku. Jude ucisza go jednym machnięciem ręki, która z donośnym plaskiem zderza się z jego policzkiem, zwalając Harry’ego z nóg. Rwący ból w jednej sekundzie przywraca mu zdrowy rozsądek i chłopak zwija się na podłodze, łkając bezgłośnie i oczekując kolejnego ciosu, który nigdy jednak nie nadchodzi.

- I widzisz, co narobiłeś?! - Jude przyklęka obok i odciąga na bok dłonie Harry’ego, a jego pokryta bliznami po oparzeniach twarz jest ściągnięta słabo skrywanym strachem, jakby przeraził go własny postępek. - Sam sprowokowałeś mnie swoim gadulstwem! Kurwa, a mówiłem, że masz być cicho! Mówiłem! - wrzeszczy rozdygotanym głosem, dotykając zaczerwienionego policzka, a potem nagle się uspokaja. - Harry, kochanie, spójrz na mnie… Jesteś taki śliczny, taki delikatny, ale przecież nic ci nie będzie… Nie uderzyłem tak mocno. Chodź, musimy szybko przyłożyć coś zimnego, inaczej pojawi się opuchlizna… Przestanie boleć i wszystko będzie w porządku…

Harry od dawna podejrzewa, że Jude ma poważne problemy psychiczne, ponieważ jego dwubiegunowy charakter już któryś raz z kolei daje o sobie znać. Bez słowa podnosi się z podłogi i skulony, powstrzymując łzy, idzie za mężczyzną do kuchni, gdzie zostaje bardzo dokładnie obejrzany i obdarowany torebką lodu do przyłożenia na twarz.

- Nic nie widać. Twoja buzia jest czysta i piękna.

Kwadratowa dłoń Jude’a sięga do jego szczęki, muskając ją w niemal intymny, zmysłowy sposób. Oczy Harry’ego rozszerzają się z niepokoju, gdy dostrzega w jego spojrzeniu wyraźny głód.

- Jude, czy mogę cię o coś zapytać? - odzywa się cicho, używając wyuczonej na pamięć formułki i przewracając w dłoniach woreczek z topniejącym lodem. Chce w ten sposób odwrócić od siebie jego uwagę. Mężczyzna marszczy lekko brwi w niezadowoleniu, ale kiwa przyzwalająco głową. - Co robisz z tymi wszystkimi zdjęciami?

Mina Jude’a zdradza wyraźną bitwę sprzecznych emocji, które szargają jego wnętrzem i Harry wie, że przesadził, ponieważ jego ręka spada na kuchenny blat i zaciska się w pięść.

- Nie wolno ci oglądać telewizji. Byłeś nieposłuszny i dlatego pójdziesz dzisiaj spać bez kolacji. Wracasz do swojej komórki.

Harry leży w łóżku o pustym żołądku, wciąż i wciąż odtwarzając w myślach głos swojej mamy.

II.

Mimo lodu i zapewnień Jude’a, policzek Harry’ego puchnie przez noc i pokrywa się purpurą. Chłopak nie jest świadomy tego faktu, dopóki Louis nie wychodzi rankiem z łazienki i na jego widok nie wypuszcza z rąk niesionych ubrań.

- Chryste - mówi, zakrywając sobie usta dłonią.

- Co? - odpowiada Harry, patrząc na niego bez zrozumienia.

Louis przechodzi ponad upuszczonymi rzeczami i zbliża się do jego łóżka.

- Twoja twarz. Co się stało z twoją twarzą? - pyta z niedowierzaniem. - Wygląda jakbyś dostał obuchem!

- Ach, to - mruczy Harry, odwracając głowę w bok. - Jude mnie uderzył.

Ostrożnie dotyka swojego policzka i krzywi się z bólu. Nie chce patrzeć na starszego chłopaka, bo wie, jaka będzie jego reakcja.

- Tłumaczyłem ci, że masz go nie prowokować - odzywa się zgodnie z przewidywaniami Louis, a jego ton zdradza ogromne napięcie. - Powiedziałem ci, że to się może zdarzyć. Harry, on jest niebezpieczny!

Harry zamyka oczy.

- Wiem, Lou. Ale widziałem moją mamę - uśmiecha się pomimo wszystko. - W telewizji. Kazał mi porządkować jakieś pudła w salonie i kiedy wyszedł, włączyłem telewizor. Była w wiadomościach i prosiła o pomoc w sprawie mojego zaginięcia. - Zaczyna gwałtowniej oddychać, mnąc w palcach rąbek swojej koszulki. - Szuka mnie połowa brytyjskiej policji. Widziałem ją i wyglądała strasznie, jakby od wieków nie spała, a to wszystko przeze mnie, bo gdybym nie uciekł wtedy z domu… - głos mu się łamie i Harry szybko przyciska do oczu rękawy bluzy, by ukryć wypływające z nich łzy. Wstrząsany spazmami nie chce, aby Louis na niego patrzył, ale i tak czuje się po stokroć gorzej, gdy starszy chłopak opuszcza jego łóżko i bez słowa się oddala. Nie ma mu tego za złe, ponieważ wie, że Louis trafił tu prawie pół roku przed nim i przez cały ten czas musiał zmagać się z samotnością, zamknięciem oraz brakiem jakichkolwiek wieści o swojej rodzinie. Krew Harry’ego mierźnie w żyłach, gdy chłopak wyobraża sobie przebywanie w tym więzieniu w pojedynkę, bez nikogo, z kim można by było zamienić słowo. To musiało być piekło.

- Pokaż mi ten policzek. - Louis wraca niespodziewanie, wyrywając Harry’ego z przykrych myśli. Przekręca do siebie jego głowę, uważając na zranione miejsca, a potem przez dłużą chwilę studiuje wzrokiem opuchliznę. Harry stara się nie przejmować tym, że chłopak widzi jego zaschnięte łzy i zaczerwienione białka oczu, ale nie potrafi pozbyć się wstydu wywołanego własną słabością. - Tak, jak myślałem, zimną wodą nic już tu nie wskóram, potrzebujesz maści na stłuczenia. Ale - dodaje Louis odrobinę weselej - okład powinien znacznie zmniejszyć ból.

W ręce ściska zwinięty kawałek szmatki, który delikatnie przykłada do zranionej skóry. Harry syczy, bo dotyk wywołuje przeszywające ukłucie bólu, jednak zaraz potem prawie jęczy z ulgi, kiedy kompres rzeczywiście zaczyna działać.

- O Boże - wzdycha, patrząc z wdzięcznością na Louisa. - Dziękuję.

- Nie masz za co dziękować. To powinno być zrobione wczoraj, a nie dzisiaj, ale skąd mogłem wiedzieć…

- Znowu wróciłeś dopiero nad ranem? - pyta Harry ze współczuciem, przejmując szmatkę we własne palce, a Louis potwierdza mrugnięciem powiek. - Dlaczego on ci robi zdjęcia w nocy? Przecież jest mnóstwo czasu za dnia. On nigdy nie śpi? - dziwi się i ten pomysł przeraża obu chłopców.

Louis jako pierwszy otrząsa się z niechcianej wizji. Wzrusza lekko ramionami, choć uwadze Harry’ego nie umyka napięta ze zdenerwowania linia jego ramion.

- Nie próbuj tego zrozumieć, Haz. Ten człowiek to psychopata.

- Tak, ale przez to rzadko się widujemy - narzeka Harry. - Tylko zaraz po obudzeniu, na posiłkach i przez chwilę wieczorem. Chciałbym, żeby Jude robił nam te głupie zdjęcia razem, wtedy moglibyśmy spędzać ze sobą dużo więcej czasu. Myślisz, że miałby coś przeciwko, gdybym go o to zapytał?

Posyła starszemu chłopakowi słaby uśmiech, żeby tamten wiedział, że nie mówi poważnie, ale Louis go nie odwzajemnia. Jest blady jak ściana, a jego klatka piersiowa unosi się gwałtownie do góry i równie szybko opada.

- Nawet nie waż się go o to prosić - wyrzuca z siebie ze wzburzeniem. Nie krzyczy, ale jego potępiająca mina jest dużo gorsza od najzajadlejszych wrzasków. - Mało ci po wczorajszym? Najlepiej w ogóle się do niego nie odzywaj! Harry, obiecaj mi, że nigdy go o to nie zapytasz!

W jego nieznoszącym sprzeciwu spojrzeniu czai się coś, co zmusza Harry’ego do natychmiastowej odpowiedzi:

- O-oczywiście, Lou, ja tylko żartowałem - jąka się pod naciskiem błękitnych tęczówek i bezwiednie opuszcza rękę, w której trzyma prowizoryczny kompres. - Nie zrobię tego, przysięgam.

Louis wypuszcza ze świstem powietrze, przymykając na moment swoje oczy. Kiedy je otwiera, znowu są przyjazne i chłopak przygryza wargę ze zmieszaniem.

- Mam cztery młodsze siostry, za które zawsze byłem odpowiedzialny - zaczyna z wymuszonym spokojem. - Przepraszam, nie chciałem… Chyba odezwał się we mnie instynkt starszego brata. Po prostu nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało, rozumiesz?

Harry rozumie. Sam jest najmłodszy w domu, ale pamięta, że pomimo odwiecznych wojen z Gemmą, ta zawsze stawała za nim murem, gdy tego potrzebował. Podejrzewa, że Louis był dużo bardziej zaborczy w stosunku do swoich małych sióstr, jak ci starsi bracia z amerykańskich filmów, którzy nie pozwalają umawiać się siostrom na randki. To do niego pasowało.

- Wiem - odpowiada, a Louis wyjmuje z jego ręki okład i jeszcze raz przykłada go do sińca. Harry pozwala mu się sobą zaopiekować, bo wie, że jego przyjaciel właśnie tego potrzebuje: rozpaczliwie chce odzyskać pozory sprawowania nad czymś kontroli.

III.

Jude nie może patrzeć na Harry’ego w tym stanie, więc zabrania mu wychodzenia z pokoju, zabierając w jego zastępstwie Louisa. W czasie kolejnych dwóch tygodni chłopiec niemal popada w obłęd z braku jakiegokolwiek zajęcia. Snuje się od ściany do ściany, machając ramionami w celu podniesienia temperatury ciała, próbuje czytać nudne książki o konstrukcjach budowlanych, które stoją na jedynej półce w pomieszczeniu, wymyśla własne piosenki lub fantazjuje o tym, że znów jest u siebie w domu w Holmes Chapel. Posiłki rzucane mu przez klapkę w drzwiach także spożywa w samotności, siedząc po turecku na twardym materacu swojego łóżka, otoczony tylko ciszą i mrokiem komórki. Pustka tego miejsca zaczyna go przytłaczać, jeszcze nigdy nie czuł się tak beznadziejnie.

Nawet nie może za bardzo liczyć na towarzystwo Louisa, ponieważ starszy chłopak wraca wieczorami niemal nieprzytomny - pracę, którą dotąd wykonywali we dwóch, Jude znowu każe mu kończyć w pojedynkę. To było niewiarygodne, że mimo codziennego sprzątania, dom mężczyzny wciąż i wciąż był brudny, jakby brud na zawsze wrósł w jego fundamenty i regenerował się nocami. Nieustannie pojawiał się kolejny kredens do odkurzenia, dywan do wytrzepania, karton do przeniesienia z miejsca na miejsce… Jednak Harry w pewien sposób był nawet za to wdzięczny, ponieważ praca fizyczna pozwalała im oderwać się od niechcianych myśli, zapomnieć na chwilę o tęsknocie za rodziną.

- Jaki mamy miesiąc, Lou? - odzywa się którejś nocy dla zabicia czasu, gdy chłód komórki nie daje mu usnąć. Trzęsie się pod przykryciem i nie pomaga mu nawet zwinięcie się w kłębek i schowanie głowy pod kołdrą. Wie, że drugi chłopak także czuwa, ponieważ słyszy jego głośny oddech.

- Listopad - pada cicha odpowiedź. - Wydaje mi się, że coś koło dwudziestego, ale nie jestem pewny dnia. Wtorek? Może czwartek.

- Dopiero? - dyszy Harry z lękiem. - Jeżeli już teraz jest tak zimno, to co będzie później, gdy zacznie się prawdziwa zima i mrozy?

Przez chwilę panuje cisza, a potem rozlega się skrzypnięcie materaca.

- Możemy złączyć łóżka - proponuje Louis. - Będzie nam cieplej pod dwiema kołdrami i dodatkowo nasze ciała zaczną sie nawzajem ogrzewać.

Harry pociera o siebie skostniałe palce u stóp i przytakuje.

- Okej, zróbmy to. Cokolwiek, bym tylko znowu zasnął.

Schodzą na lodowatą podłogę i szybko zsuwają ze sobą łóżka, tworząc jedno duże posłanie. Harry wślizguje się z powrotem w pościel, czując ciężar drugiej osoby obok siebie, a podwojona warstwa składająca się z kołder i koców przyjemnie otacza ciepłem jego ciało. Chłopiec oddycha z ulgą i obraca twarz w stronę przyjaciela.

- Lepiej? - pyta Louis i w ciemnościach jego oczy stanowią zaledwie błyszczące, ledwo widoczne punkciki.

- Tak - szepce Harry. - Ale czy to nie będzie dziwne?

- Co takiego?

- Dwóch chłopaków w jednym łóżku… - Nie wie, skąd taka myśl pojawiła się nagle w jego głowie, przecież nie robią niczego złego. A jednak coś w jego środku bije na alarm, gdy Louis się porusza i nagle jego bliskość jest czymś w rodzaju zagrożenia, czymś niewłaściwym, choć jednocześnie bardzo potrzebnym.

- Nie, Haz, wszystko jest w porządku. Po prostu staramy się przetrwać.

Te słowa nie uspokajają go w pełni.

- A jeżeli Jude nas zobaczy?

- Harry - odpowiada Louis, a jego budzący zaufanie głos koi odrobinę nerwy młodszego chłopaka. - Jude cię porwał i uwięził w zimnej piwnicy. To zły człowiek i nic, co kiedykolwiek zrobisz, nie będzie podlegało jego ocenie. On nie ma prawa nas osądzać. W dodatku nigdy nie powiedział, że nie możemy złączyć swoich łóżek, prawda?

- Chyba nie… - zgadza się powoli Styles. - Masz rację, Lou. To nic takiego.

Nieznane uczucie, które do tej pory go blokowało, powoli zaczyna się ulatniać i Harry zatapia się głębiej w cienką poduszkę.

IV.

Niespodziewanie, spanie w jednym łóżku staje się tym, na co Harry czeka przez cały dzień. Leżąc obok Louisa i słysząc jego miarowy oddech, czuje się podniesiony na duchu, spokojniejszy. Mniej samotny. Udaje mu się zapomnieć o ich okropnej sytuacji i dziękuje za to, że nie tkwi w tym sam. W międzyczasie jego twarz odzyskuje normalny wygląd i Jude znów zabiera go do pokoju z kanapą pokrytą pluszem, robiąc mu pełno zdjęć, powracając jednocześnie do rutyny wołania do siebie Louisa wieczorami. Z tego powodu Harry często kładzie się spać samotnie i dopiero po kilku godzinach budzi go skrzypnięcie metalowych drzwi, gdy starszy chłopak wraca, zawsze udając się najpierw do łazienki, skąd przez kilka minut dochodzą dźwięki wody lejącej się do wanny. Do łóżka wchodzi czysty, lekko rozgrzany oraz pachnący szarym mydłem, w jakie wyposażona jest ich toaleta, i sprawia wrażenie nieobecnego duchem.

Zwykle po prostu kulą się na materacach, nie dotykając się wzajemnie, ale nadchodzi noc, gdy w komórce jest tak zimno, że Harry automatycznie przywiera do boku przyjaciela, oplatając jego klatkę piersiową ręką i chowając zmarznięty policzek w jego piżamie. W pierwszej chwili Louis zamiera, wszystkie mięśnie jego ciała napinają się pod nagłym dotykiem, wydobywając z jego gardła zaskoczone sapnięcie. Później leży w bezruchu niczym kłoda.

- Czy to wciąż jest w porządku, Lou? - pyta go Harry z niepokojem, niepewny tego, co powinien myśleć o takiej reakcji. Nie wie, czy nie przekroczył przypadkiem niewidzialnej bariery, z istnienia której nie zdawał sobie dotąd sprawy. - Po prostu robi się tak zimno… Mogę się odsunąć.

- Nie, nie rób tego - powstrzymuje go jednak ochrypłym głosem Louis. Wciąż jest przesadnie spięty, ale jego ramię powoli wsuwa się pod zgięcie szyi Harry’ego, umożliwiając mu przyjęcie wygodniejszej pozycji. - Możesz tak zostać.

Harry uśmiecha się z wdzięcznością, choć ten gest ginie niezauważony w mroku. Ciepło, jakie promieniuje od Louisa jest rozkoszne, miłe, przywodzi mu na myśl okres wczesnego dzieciństwa, które zdaje się minąć wieki temu. Bliskość nie jest już czymś niewłaściwym, czego należałoby się bać.

Nieruchome palce są opiekuńczo przyciśnięte do jego pleców, a płytki oddech rozwiewa mu loki i Harry czuje specyficzne drgnięcie w żołądku. Jak wtedy, gdy musiał wygłosić referat przed całą klasą, choć nie do końca, ponieważ teraz nie zżera go trema przed zrobieniem z siebie idioty. Tym razem jest inaczej, ale chłopak nie wie, w czym tkwi różnica, więc po prostu zamyka oczy i przestaje o tym myśleć.

Coraz częściej sypiają w takiej pozycji, ogrzewając się wzajemnie. Nawet kiedy Harry zasypia w pustym łóżku, budzi się z głową ułożoną na klatce piersiowej Louisa, a ręce przyjaciela obejmują go w pasie, dając poczucie bezpieczeństwa. Udało im się pokonać początkową niezręczność towarzyszącą pobudkom w ramionach innego chłopaka i Harry z niechęcią je opuszcza, gdy nadchodzi pora jego porannych zdjęć.

- Dzisiaj będziemy robić coś innego - ogłasza Jude pewnego razu, odsuwając statyw kamery w kąt i wskazując Harry’emu kanapę. - Usiądź, obejrzymy razem film.

Po miesiącach odcięcia od świata oraz wszelkiej kultury i rozrywki, Harry jest bardzo podekscytowany. Oczywiście najchętniej zobaczyłby film akcji lub pełen lejącej się krwi horror, ale nie pogardzi tak naprawdę niczym. Z przyjemnością obejrzałby nawet komedię romantyczną.

Dlatego czym prędzej siada na kanapie, krzyżując nogi w kostkach. Jude zajmuje sąsiednie miejsce i przyciąga mały stolik, na którym kładzie laptopa z uruchomionym odtwarzaczem. Wyświetlający się tytuł nic Harry’emu nie mówi, ale chłopiec się tym nie przejmuje, ponieważ kino nigdy nie było jego pasją. Niecierpliwie czeka na rozpoczęcie seansu, ale przedtem Jude odwraca w jego kierunku swoje szpetne oblicze.

- Wiesz, co to jest seks? - Policzki Harry’ego momentalnie pokrywają się rumieńcem. Spuszcza wzrok na swoje kolana, nagle zainteresowany zabłąkaną nitką, która wystaje spomiędzy włókien jeansu, i z zakłopotaniem kiwa głową. - A widziałeś kiedyś ludzi uprawiających seks?

- Nie.

Jude uśmiecha się z zadowoleniem i pochyla do przodu, by kliknąć na przycisk odtwarzania. Film zaczyna się całkiem zwyczajnie: dwóch mężczyzn dopinguje drużynę piłkarską ukazaną na ekranie telewizora i zrywają się na nogi, gdy jeden z zawodników zdobywa bramkę. Wiwatują, trochę krzyczą i rozrzucają wokół różne rzeczy, a potem… padają sobie w ramiona, całują się i oczy Harry’ego momentalnie robią się wielkie. Ale na tym się nie kończy, o nie. Ubrania szybko opadają na podłogę, ręce wędrują po nagiej skórze, a usta się rozdzielają i jeden mężczyzn ląduje na kolanach. Harry nie wie, dlaczego, ale czuje wyraźnie przyspieszone bicie swojego serca i uderzenie gorąca.

- Podoba ci się? - słyszy głos Jude’a, więc szybko kręci przecząco głową, patrząc wszędzie, tylko nie na ekran laptopa. Krępuje go to, co tam się dzieje, ale nie może do końca wyzbyć się ciekawości i jeszcze raz zerka kątem oka na zmieniającą się scenę. To obrzydliwe, woła jego mózg, lecz reszta ciała twierdzi zupełnie co innego i chłopiec przełyka ciężko ślinę, kiedy spodnie zaczynają uciskać go w nieodpowiednich miejscach. Porusza się niespokojnie, rozszerzając odrobinę uda, ale ulga jest krótkotrwała, jakby coś drażniącego wpadło mu do nogawki i nie chciało wyjść. Ze zmarszczonymi brwiami patrzy w dół. Jest zaskoczony, gdy odkrywa wybrzuszenie pod rozporkiem.

- Nie bój się, Harry, to naturalne - mówi Jude, patrząc na niego świecącymi się oczami. - Możesz go wyjąć i sobie ulżyć.

- Nie… nie trzeba, to mi nie przeszkadza.

Uśmiech Jude’a, o ile to możliwe, poszerza się jeszcze bardziej.

- Ja nie proszę, kochanie. Rozepnij pasek i opuść spodnie - pada polecenie i Harry nie ma wyboru. Zostaje w samej bieliźnie, która opina go dużo ciaśniej niż zwykle. - A teraz odciągnij gumkę i go wyjmij. - Ręce Harry’ego pocą się ze zdenerwowania, kiedy powoli wsuwa opuszki palców pod elastyczny materiał bokserek, czując na sobie palące spojrzenie chytrych oczu. Unosi biodra, zsuwając na podłogę ostatni fragment ubrania, który uwalnia domagającą się uwagi erekcję. Jego policzki pokrywają się szkarłatem, ale w pobliżu nie ma niczego, czym mógłby się zakryć i chłopiec nie wie, co ze sobą zrobić. Nikt wcześniej nie widział go nago. - Kurwa, jesteś piękny nawet tutaj… Idealny. Weź go do ręki i potrzyj - pada wydana drżącym głosem instrukcja. Harry nabiera głęboko powietrza w płuca. Nie panikuj, tylko nie panikuj, powtarza sobie w myślach, gdy powoli obejmuje palcami podstawę nabrzmiałego penisa i lekko zgina nadgarstek. Z jego ust wydobywa się zaskoczony jęk, ponieważ… to jest przyjemne. Bardzo przyjemne. - Właśnie tak, doskonale. - Dłoń Jude’a znika w jego własnych spodniach, gdy mężczyzna nie odrywa wzroku od Stylesa. - Zrób to ponownie, tylko szybciej. Zaciśnij mocniej pięść… okręć nadgarstek… pociągnij w górę… w dół… jeszcze raz… i jeszcze… jeszcze… - Harry robi wszystko, co mówi Jude, podąża za każdym poleceniem. Jego głowa jest pusta, całą uwagę skupia na tarciu, ściskaniu i obracaniu. Wbija tył czaszki w oparcie kanapy, zaciskając powieki. Przez jego ciało przechodzi pierwszy dreszcz, palce u nóg drętwieją od siły, z jaką wciska je w wykładzinę. Podświadomie wie, że zbliża się do czegoś wielkiego. I po kilku sekundach to się dzieje: oddech Harry’ego urywa się, a usta rozchylają bezwiednie, wypuszczając na zewnątrz zduszony krzyk, gdy zalewa go fala nieoczekiwanej, nieznanej przyjemności, która wprawia w drżenie mięśnie jego ud. Kiedy obezwładniające uczucie mija, otwiera oczy i patrzy w oszołomieniu na swoje pokryte białą substancją palce.

- Grzeczny, piękny chłopiec - szepcze Jude.

Harry uświadamia sobie, że właśnie przeżył swój pierwszy orgazm i zaczyna brzydzić się sobą. Wie, że spełnił już swoją rolę, więc pospiesznie naciąga bokserki, dokładnie wycierając rękę w materiał, żeby nie pozostał na niej najmniejszy ślad spermy, a potem z dławiącym uczuciem w gardle czeka, aż Jude skończy się zaspokajać. W tle nadal odtwarzany jest film. Nie może słuchać obleśnego sapania oraz jęków dochodzących z głośników. Wreszcie mężczyzna kończy, chrząka i bez słowa wstaje, zapinając swój rozporek i gestem nakazując Harry’emu uczynienie tego samego. Zaprowadza go do komórki.

Harry zostaje sam. Natychmiast znika w łazience, gdzie odkręca strumień gorącej wody, jednocześnie zdejmując z siebie brudne ubrania. Wchodzi do wanny i z całych sił szoruje wyeksponowane ciało, próbując pozbyć się lepkich smug oraz poczucia winy, wstydu i upokorzenia, aż skóra czerwienieje i zaczyna szczypać. Mimo to nadal czuje się skażony i zbrukany. Naznaczony.

Ale przede wszystkim wciąż nie może uwierzyć, że podniecił go widok dwóch mężczyzn uprawiających seks, choć jakaś wredna cząstka jego mózgu podpowiada, że może nie powinien być zaskoczony.

Decyduje nigdy o tym nikomu nie wspominać.

Agreed: Połowa opowiadania za nami:) Bardzo dziękuję za miłe słowa, które dostałam od Was pod poprzednią częścią, jesteście cudowni i cieszę się strasznie, że przypadło Wam do gustu! Uff :3 Ściskam Was mocno i proszę, trzymajcie za mnie kciuki dzisiaj i jutro, bo to będą dwa bardzo stresujące dla mnie dni:]



JESIEŃ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz