piątek, 31 stycznia 2014

964

21

Harry patrzył, jak Louis kierował długopisem, żeby stworzyć bezcelowe linie czarnym tuszem, zwracając uwagę na to, jaka mała była jego dłoń, bo ledwo objęła jedną czwartą notatnika. On powinien uczyć Louisa, jak przeliterować jego imię na papierze, ale zamiast tego, Harry skupiał się na czymś innym. Jak mógłby ktokolwiek nie lubić Louisa? To było pytanie, które Harry sobie zadawał, ale nie znalazł na nie odpowiedzi. Jasne, on nie był tak wykształcony, jak większość chłopców w jego wieku, ale jego serce było osiem razy większe niż wszystkie ich mózgi razem wzięte. To się liczy, prawda? Kogo to obchodzi, jeśli Louis postępował lekko autystycznie w swoich działaniach i natknął się na dysleksję? Był człowiekiem. Kochanym, pięknym, optymistycznym człowiekiem, którego wszyscy zasługują na zauważenie w pewnym momencie w ich życiu. Ale później Harry uświadomił sobie, że oczywiście Louis wygląda jak anioł w jego oczach. Był w nim zakochany. Z drugiej strony, trójka przyjaciół Harry’ego właśnie pierwszy raz poznała Louisa tej nocy i oni nie byli w nim zakochani. Nawet z usprawiedliwieniem chłopców, że nie poznali Louisa za dobrze, on ciągle nie mógł zrozumieć, dlaczego oni mogliby mieć z nim problem. Szczerze, to rani Harry’ego. Rani go świadomość, że jego chłopak siedział w tym zajęty, nieświadomy świata wokół ludzi, którzy nie chcieli nic z nim robić, kiedy wszystko, czego pragnął Louis, to kochanie wszystkich. Harry poczuł, że jego nos nagrzał się w temperaturze, a jego oczy zaczęły tryskać strachliwymi łzami, ale słodki ton głosu Louisa rozwiał symptomy łkania.

-Harry, myślę, że zrobiłem całkiem wystarczające zadanie. Teraz możesz mnie uczyć. – mniejszy chłopak szeroko uśmiechnął się do chłopaka, do którego się przytulił.

Harry mrugnął szybko, jego rzęsy uderzyły w skórę pod jego oczami, kiedy zarumienił się.

-W porządku, przewróć stronę.

Louis kiwnął na zawołanie i pozwolił swojemu uśmiechowi urosnąć szerzej, kiedy poczuł, że uchwyt Harry’ego zacieśnia się wokół jego ciała. Louis wziął cienki biały papier i podniósł go do góry, chowając zapisany papier za notatnik, więc czysta kartka była osiągalna.

-Narysuj prostą linię, zaczynając od jednego miejsca i pociągnij w dół. – Harry zalecił mu delikatnym tonem, patrząc jak Louis robił jak powiedział, ale również zrobił tę linię nieco za długą. Harry uśmiechnął się i podniósł swoją prawą rękę, by obwinąć ją dookoła Louisa.

-Teraz dołączymy kolejną linię do tej i przeciągniemy od lewej, do prawej strony. – Jego głos był ciągle miękki, kiedy dołączał poziomą linię od ‘L’ do pionowej.

-To jest L. L-o-u-i-s. Jeszcze cztery.

-Umiem zrobić O! – Louis pisnął, gdy narysował dość duże ‘O’ obok ‘L’, spuszczając głowę w dół na papier, kiedy zauważył, jak wielka była druga litera w porównaniu do pierwszej. – To wszystko wygląda ohydnie.

-Nie, nie – zaprotestował Harry, nie zgadzając się ze zdaniem Louisa. – To bardzo piękne. I idealne. Robisz to przecudownie. – Docisnął uspokajający pocałunek do skroni Louisa zanim jego dłoń znów owinęła się wokół opalonego chłopca. – Teraz musimy zrobić ‘U’.

Harry pociągnął Louisa dłoń w małym półkolu, robiąc ‘U’ mniej więcej tego samego rozmiaru co ‘L’. Później poprowadził rękę Louisa do zrobienia ‘I’.

-L…O…U…I… - Louis zaczął odczytywać głośno, jego palec wskazywał na każdą literę. – Jeszcze jedna.

Harry skinął.

-Tak, jeszcze jedna. S.

Louis potrząsnął ręką Harry’ego, przykładając długopis do papieru i chętnie podjął się luźnego zawijasa od tyłu S.

-Tutaj! S!

Harry pozwolił kilku chichotom uciec ze swoich ust, wpatrując się w imię, które wyglądało, jakby było napisane przez praworęcznego przedszkolaka, który pisał to lewą ręką.

-To jest idealne. To twoje imię, kochanie. Zrobiłeś to.

Louis był cichy przez chwilę, jego oczy zeskanowały litery, jakby zapamiętując każdą kropkę atramentu, która była odciśnięta na papierze, jego palce przejechały po suchych słowach, wwiercając się w nacięcia.

-Dziękuję – Louis wymamrotał szybko przed tym, jak przewrócił swoją głowę na prawo, pozwalając połowie swojej twarzy ukryć się w ciepłej piersi Harry’ego.

I to jest kiedy łzy zaczęły pojawiać się, lać bezradnie i lądować na prostych, roztrzepanych puklach Louisa, które opadły na jedną stronę jego czoła. Po cichu podziękował Bogu, że jego chłopak nie był w stanie poczuć delikatnych łez spływających na jego włosy. Aż do tego, kiedy jego nos zaczął być zapchany, co spowodowało, że chłopak z kręconymi włosami podciągnął nosem. Głowa Louisa wystrzeliła do góry, kiedy usłyszał nieznany hałas, ale odczytał go jako łzy.

-Harry? – głos Louisa brzmiał na załamany.

Wyglądał również na załamanego, co sprawiło tylko, że usta Harry’ego powędrowały w górę i zacisnęły się, by powstrzymać jakiekolwiek żałosne dźwięki. Ale łzy kontynuowały lanie się i zanim Harry zorientował się, notatnik i długopis zostały rzucone w bok, a jego zmartwiony chłopak położył swoje mokre policzki na jego kolanach.

-Hazza, przestań! – Louis zaskomlał, nie wiedząc, co zrobić, by pocieszyć swojego chłopaka, który go frustrował. – Przestań, przestań, przestań! – prawie krzyknął, a jego własne oczy zalały się łzami.

Serce Harry’ego zacisnęło się w nieprawidłowy sposób, kiedy zatrzymał wylewanie się łez ze swoich oczu, koncentrując się tylko na sposobie, w jakim Louis wyglądał na bardzo załamanego, kiedy Harry płakał.

-Dlaczego płaczesz? – wyszeptał Louis.

Harry potrząsnął swoją głową, nie chcąc powiedzieć prawdy, ale również nie chciał wprost wyjaśnić przyczyny, dla której płakał i wyjaśnić, dlaczego musieli opuścić dom Zayna.

-Powiedz mi! – Louis zażądał swoim sfrustrowanym głosem, lekko wbijając matowe paznokcie w policzki Harry’ego.

-Moi przyjaciele cholernie cię nie lubią. Myślą, że jesteś dziwny i nie na miejscu, i oni są tak cholernie samolubni, i ja teraz absolutnie nimi gardzę, Louis! – Harry podniósł swój ton głosu, jego brwi zmarszczyły się w napięciu.

Louis powoli wziął swoje małe dłonie z twarzy Harry’ego, składając razem ręce, a one wylądowały w niezgrabnym stosie na czubku ich kolan. Tak naprawdę nie wiedział jak przyjąć to, co Harry powiedział, więc milczał w nadziei, że Harry coś powie. Po kilku chwilach ciszy, Louis stał się niecierpliwy z powodu braku rozmowy i powiedział pierwszą rzecz, która przyszła mu na myśl.

-Ale wszystkie skrzaty i zagubieni chłopcy w Neverlandii kochają cię – po raz kolejny brzmiał na załamanego. Harry celowo przełknął gulę w gardle, by powstrzymać łzy. Nie mógł znów się rozpłakać.

-Lou… - Harry wysilił się.

Ale Louis nie płakał. Oczywiście był zaniepokojony, że przyjaciele Harry’ego, zwłaszcza blond włosy Niall, o którym słyszał tak wiele, nie za bardzo go polubili. Ale będąc tak cudownym chłopakiem, jakim jest, podniósł wzrok z powrotem, więc zielone i niebieskie oczy zderzyły się ze sobą.

-Tak długo, jak mnie kochasz, nie obchodzi mnie, kto jeszcze mnie kocha – wyjaśnił łagodnym głosem, nie szalonym i wesołym, jakim przeważnie był. Ale później panika pojawiła się w dole niebieskich oczu Louisa. – Ty ciągle mnie kochasz, prawda? Nadal jestem twoim całuśnikiem i nadal należymy do siebie nawzajem? Prawda? – twarz Louisa przysuwała się bliżej Harry’ego z każdym słowem, które brzmiały na coraz bardziej wymuszone, kiedy uciekły z jego ust. Nie wiedząc, jak głęboko Harry był zakochany w tym chłopaku, pochylił się do przodu i złączył ich usta w desperackim pocałunku. Ich wargi poruszały się w znajomy sposób, niechlujny, ale jednocześnie bardzo schludny i Louis właśnie wtedy dowiedział się prawdy na swoje pytania. Harry kochał go, nigdy nie przestał. Poczuł zapewnienie w swoim żołądku i to sprawiło, że reszta mięśni w jego ciele odpoczęła, zanim poczuł, że ręce Harry’ego zaczynają powoli pozbywać się jego ubrań. Wiedział, że Harry spełniał swoją obietnicę wcześniej, wiedział, że będzie pieprzony. Myśli o poczuciu go w sobie od ostatniego czasu, kiedy Harry był w nim, tylko zmotywowały jego popęd i zmusiły go, aby przejść dwa razy tak szybko, jak Harry. Desperacja wzięła górę nad Harrym, co nie było niespodzianką, ponieważ Louis był już takim nerwowym człowiekiem, co oznaczało, że jego hormony przeszły na najwyższe biegi, po jednokrotnym naciśnięciu. Udało im się ściągnąć każde ubranie, które okrywało ich ciała, a jednocześnie w tym samym czasie, Louis przejął kontrolę. Ich usta ciągle mieszały się, a ich języki ciągle gorąco się o siebie zderzały, oddechy uciekały z ich ust i wchodziły do ich nawzajem, niezależnie oni musieli otrzymywać tlen. Harry wsunął ręce na Louisa stonowane i opalone plecy, aż dotarł do czapki, którą Louis miał na sobie, jego palce zaciskały się na tkaninie, kiedy powoli zaczynał ją ściągać.

-Mmm – Louis stłumił odgłos protestu w ustach Harry’ego przed poprawieniem tkaniny na czubku swojej głowy. Louis zawsze potrzebował czapki i Harry to szanował.

Harry powoli odczepił ich usta i pochylił się przodu, by gorąco odetchnąć w płatek ucha Louisa, kiedy sięgnął do szafki nocnej po lubrykant.

-Muszę cię przygotować, później będę cię pieprzył. Dobrze?

-Dobrze – Louis odetchnął w odpowiedzi, leniwie kiwając głową przed ułożeniem rąk na szerokich ramionach Harry’ego, aby przygotować się na uczucia, których miał doświadczyć.

Kiedy trzy palce Harry’ego były nasączone chłodną cieczą, chłopak rozkazał Louisowi podnieść biodra w górę, co zrobił to natychmiast i prawie wcisnął się na jego palce w desperacji. To spowodowało, że Harry uśmiechnął się, pozwalając tylko jednemu palcu zostać. Następnie jego dwa palce pracowały w ciasnej przestrzeni, a on rozciągał palce tak daleko od siebie, jak tylko mógł, by rozluźnić skórę. Louis wypuścił zduszony odgłos rozkoszy, otworzył usta, kiedy smukłe i długie palce były dociskane w jego wnętrzu.

-Nie, przestań – Louis syknął, chcąc tylko kutasa Harry’ego i nie satysfakcjonując się jego palcami.

Harry wiedział to, więc zgodził się agresywnym wymaganiem Louisa i wyciągnął swoje trzy palce, korzystając z okazji i pokrył swojego penisa lubrykantem.

Harry był zaskoczony, że mniejszy chłopak nie brał korzyści z tego, że miał położyć się na plecach. Zakładał, że będzie próbował go ujeżdżać, tak jak Harry robił to nie tak dawno temu.

-Podnieś się na kolana – wyszeptał Harry patrząc, jak Louis posłuchał słów Harry’ego i podniósł się na kolana.

Harry zawinął swoje palce dookoła podstawy swojego penisa i dopasował go do wejścia Louisa, patrząc w oczy, które były nieco powyżej jego własnych.

-Na dół – wyszeptał.

I Louis posłuchał, tonąc z powrotem w swojej poprzedniej pozycji, aż poczuł twarde części ciała, które powoli go wypełniały. Odgłosy uznania z lewej strony obydwu chłopaków, ich oczy były zamknięte, kiedy Louis przyzwyczajał się do uczucia, jaki duży był jego chłopak, a Harry przyzwyczajał się do uczucia bycia zaciskanym tak mocno i serdecznie.

-Kiedy będziesz gotowy, kochanie – Harry mruknął, jego ręce prawie połykały biodra Louisa, gdy go chwycił, czekając na to, kiedy chłopak się ruszy.

Po kilku eksperymentalnych zaciskach i wiciu się, Louis uniósł się lekko i opadł ponownie, pozwalając sobie na mały krzyk przyjemności, kiedy przypomniał sobie, jak dobre to uczucie było. A później powtórzył swoje ruchy, leniwie podnosząc się i opuszczając z powrotem na erekcję, która wypełnia go tak dobrze i pasuje do niego jak kawałek układanki, a jęczenie Harry’ego zapewniało Louisa, że robił coś dobrze. Przypadkowe zbyt mocne zacieśnianie się przez Louisa co jakiś czas, które wysyłało Harry’ego w głęboki trans przyjemności, doprowadzało Harry’ego do orgazmu.

-To jest takie przyjemne – Louis wyjąkał swoje słowa, podczas gdy jego opuszki palców wciskały się w napięte ramiona Harry’ego, odrzucając swoją głowę w stronę sufitu, kiedy próbował wypróbować uczucie szoku, które chciał.

-Potrzebuję – Louis wykrztusił słowo, nie wiedząc jak opisać to, co chciał powiedzieć. – Potrzebuję czuć – dodał przez jęki.

Harry od razu zrozumiał i kiwał głową na krzyki i wołania swojego chłopaka. Przejął większą kontrolę nad biodrami Louisa i poprowadził chłopaka do góry i na dół swojego penisa, który już prawie był na krawędzi, starając się znaleźć ten jeden punkt, dzięki któremu Louis mógłby dojść. A później okazało się, że uderzył prosto w prostatę Louisa. Wiedział to, kiedy Louis wypuścił głośny jęk, jaki Harry kiedykolwiek słyszał. To był najsłodszy dźwięk, którego Harry był świadkiem w całym swoim życiu i zapragnął go ponownie, czując potrzebę nagrania tego, więc mógłby puszczać to sobie, kiedy Louisa nie było w pobliżu. Ale Harry dostał swoje życzenie, ponieważ Louis wypuszczał drażliwy głos każdego razu, kiedy Harry trafił główkę swojego penisa i wiązanka jego nerwów skręciła nerwy Louisa.

-Harry – jęk. – Dobrze, dobrze, tak dobrze, ja… - głos Louisa cichnął i był zasysany w mieszaninie hałasów, zarówno ich jęków mieszanych się w gorącym powietrzu, że prawie czuł się napełniony parą, jak i odgłosy ocieranej się o siebie skóry, że Harry wyobraził sobie usłyszenie tego w pornosie.

-Piękny – Harry uzupełnił to przez swoje napięte jęki, które doskonale harmonizowały się z okrzykami Louisa. – Tak cholernie piękny.

Louis czuł łzy napływające do jego oczu, ale nie wiedział, skąd się to brało. Po raz kolejny czuł się przytłoczony sposobem, w jaki Harry się w nim poruszał, powodując u niego zbliżający się orgazm bez dotykania jego penisa, jak zawsze to robił. Ale on również myślał o tym, jak bardzo kochał chłopaka, z którym był ściśle związany, a jego łzy spadły. Harry przeżywał dokładnie to samo, to było prawie przerażające jak bardzo byli podobnymi i identycznymi bratnimi duszami, kiedy nawzajem oczekiwali swoich orgazmów, tworząc lepki bałagan, że nikt nie zwrócił uwagi, dopóki nie skończyli uprawiać swojej miłości z ostatnimi jękami, które mogłyby obudzić kogoś w domu, jeśli ktoś w nim był.

Po wytrysku, chłopcy przytulili się do siebie pod kołdrą Harry’ego, obdarowali się kilkoma pocałunkami i tylko patrzyli się na siebie w milczeniu. Jedynie oddychali delikatnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.

-Bardzo cię kocham – wyszeptał Harry. – To nie ma znaczenia, kto cię kocha. Wszyscy na świecie powinni, a siedem biliardów uczuć [chodzi o domniemanych ludzi, którzy powinni kochać Lou, dop. Tłum.] nie przyczynią się do tego, co czuję do ciebie.

Uśmiech powoli urósł na ustach Louisa, jego białe i ostre zęby były jaskrawe, zanim nie zniknęły w pocałunku, który dzielił ze swoim chłopakiem.

Podciągając się, Louis odpowiedział.

-Cóż, ja kocham ciebie bardziej, niż księżycowe nietoperze kochają owoce, [co? Dop. Tłum] które wyhodowały ogrodowe skrzaty. – Przerwał, niewinnie spoglądając na zielone zdezorientowane oczy Harry’ego. - To wiele – dodał później, powodując u Harry’ego taki sam uśmiech, jaki posiadał Louis.

-Wiem, że mnie kochasz. I jestem za to bardzo wdzięczny – wyszeptał chłopak z kręconymi włosami.

-Zostaniesz jutro w domu, zamiast pójść do szklarni? Nie chcę jeszcze wracać do Nibylandii i chcę spędzić cały dzień z tobą. – Niebieskie oczy Louisa błagały.

-Szkoły.

Louis spiorunował Harry’ego wzrokiem, kiedy ten go poprawił.

Harry tylko poszerzył swój uśmiech, kiwając głową w odpowiedzi do pierwszego pytania Louisa, zanim Louis przycisnął szybki pocałunek na czubku jego nosa i miał ochotę robić to w każdej sekundzie swojego dnia.

-Tak, zostanę jutro w domu dla ciebie.

Po wszystkim, Harry spędził cały dzień z jego ulubionym chłopcem, zamiast iść do szklarni, najwidoczniej.



21
—-  -


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz