Three meters above the sky. (Trzy metry nad niebem)
Autor: Alex
Opis: Dwójka ludzi z zupełnie innych światów. Harry jest spokojnym uczniem buntującym się przeciwko swojej matce, Zayn jest gwałtowny i tajemniczy. Czy między takimi ludźmi może wybuchnąć na tyle silne uczucie, dzięki któremu mogliby przezwyciężyć wszystko?
Pairing: Zarry ( Zayn Malik i Harry Styles ) + Niam ( Niall Horan I Liam Payne)
Z udziałem: Gemma Styles; Doniya Malik; Louis Tomlinson; Anne Cox i inni.
Ilość słów: 8 324 (20 stron)
Inspiracja: Film „Trzy metry ponad niebem”
Od autorki: To mój pierwszy One Shot, tego typu, więc proszę o wyrozumiałość.
Uwaga:
- Mogą występować sceny miłosne między dwoma mężczyznami.
- Wszystkie sceny są wyobraźnią literacką autora.
- Sceny różnią się między filmem a 1S.
- Jeśli brzydzą Cię związki między dwoma mężczyznami, nie zaczynaj tego czytać.
*-*
Ludzie są dziwni. Szukają sensu w czymś, co nie istnieje. Modlą się do kogoś, kto nie istnieje. Płaczą, gdy to nie im dzieje się krzywda. Krzyczą, gdy to nie ich poniżają. Uśmiechają się, gdy ktoś się wygłupi. Zabijają się, gdy zdają sobie sprawę, że życie nie ma sensu. Odpychają od siebie ludzi i umierają samotnie, dziwiąc się, że są sami…
W życiu poszukujemy jedynej rzeczy, którą widzimy i czujemy przez całe życie – miłości. Szukamy jej, a gdy wydaje nam się, że ją znaleźliśmy, później znów spadamy w dół. I to z wysoka. Czy to znaczy, że lepiej czasem spaść, niż nigdy się nie unieść? Nie wiem, ale zdaje sobie sprawę, że znalezienie miłości jest najtrudniejszym zadaniem, jakie może sobie postawić człowiek za cel.
Jestem jedną z tych osób, które igrają z losem i nie patrzą w przeszłość. Nigdy nie chciałem być taki jak ojciec, nie chciałem naśladować starszej siostry i pójść w ślady matki. Pragnąłem być tylko sobą, tylko, że niektórym to nie odpowiadało… A najbardziej moim najbliższym.
Dzisiaj znowu byłem w sądzie, i znowu zostałem skazany na trzy lata w zawieszeniu. Wyszedłem jak najprędzej z sądu, ale niestety dogonił mnie ojciec…
- Skończ z bójkami, bo pójdziesz siedzieć! – krzyknął na mnie, a ja wyrwałem ramię z jego uścisku. – Fakt, że od dwóch lat jesteś pełnoletni, nie oznacza, że możesz sobie tak rujnować życie. – powiedział zniżając ton i patrząc na mnie błagalnie.
Z daleka zauważyłem siostrę idącą w moją stronę, odwróciłem głowę w stronę ojca i patrząc na niego, odsunąłem się o kilka kroków.
- Fakt, że jesteś moim ojcem, nie oznacza, że możesz mi dyktować jak mam żyć. – zrzucając z siebie marynarkę, podałem ją siostrze i ubrałem na siebie skórzaną kurtkę, którą miała przy sobie.
- Gdzie znowu jedziesz? – spytała, patrząc raz na ojca, a raz na mnie.
Wyciągnąłem z kieszeni kluczyki i usiadłem na motorze, nadal patrząc na wysoką brunetkę, stojącą przede mną.
- Nie wiem. – odparłem przekręcając kluczyk i po chwili słysząc znajomy odgłos Suzuki Intruder VL250, jedynej rzeczy, której potrzebowałem. – Wrócę, przed śniadaniem. – puściłem jej oczko i wyjechałem z parkingu, pozostawiając za sobą zasmuconą siostrę i wściekłego ojca.
- Uważaj na siebie, Zayn! – usłyszałem tylko krzyk swojej siostry za plecami i wtedy uderzył we mnie hałas, żyjącego miasta.
Nie zwracając uwagi jak szybko jadę i czy komuś zagrażam, wymijałem samochody stojące w korku, jednym skrętem kierownicy. Czułem jak wiatr uderza we mnie i moją skórzaną kurtkę, oraz jak przepływa przez pasma moich włosów, układając je we własną kompozycję.
Zahamowałem, gdy zauważyłem, stojącego policjanta, nadzorującego ruch na ulicy i rozejrzałem się dookoła, na wszystkich idiotów, którzy w tym momencie trąbili, gdyby w czymś im to pomagało. Tymczasem ja, miałem ochotę znaleźć się tylko wśród znajomych, nadal napawając się przeczuciem, że to będzie piękny dzień.
Mój wzrok utkwił na jednej osobie, która wystawiając głowę z okna samochodu, stukała nerwowo paznokciami w srebrne volvo. Podjechałem bliżej i położyłem dłoń na opuszczonej szybie. Uśmiechnąłem się zadziornie, gdy chłopak o jasnej karnacji i okrągłej twarzy, otulonej przez loki spojrzał na mnie.
- Hej, loczku. – powiedziałem cicho i schyliłem się, aby bliżej się przyjrzeć zielonym tęczówkom jego oczu.
- Spadaj. – odparł zachrypniętym głosem i schował się we wnętrzu samochodu.
- Harry, usiądź prosto! – usłyszałem kobiecy głos i chłopak momentalnie się wyprostował, a potem odjechał.
Nie minęła chwila i ja mogłem ruszyć. Zmierzałem przed siebie, nadal mając uśmiech na twarzy, a w mojej głowie odbijało się echem tylko jedno słowo: „Harry”, a wraz z tym imieniem wszystko inne zniknęło w ciemnym koncie, mając na celu ukazanie się mi jeszcze raz i pokazanie, jak bardzo życie jest niesprawiedliwe…
Byłem w drodze do mojej oazy, a horyzont przede mną był bladofioletowy i teraz wiedziałem, że to będzie piękny dzień.
*
- Pa, mamo. – ucałowałem kobietę niższą ode mnie i zarzuciłem plecak na ramię.
- Załóż drugie ramiączko, bo plecy będziesz miał krzywe! – krzyknęła za mną, ale zignorowałem ją, jak to miałem w zwyczaju, po przekroczeniu progu szkoły. Ruszyłem w stronę schodów, które prowadziły do ostatniej klasy, w której miała odbyć się katorga. Zanim zdążyłem podejść do przyjaciela, i profesor Pank, przyszła, więc w ciszy musiałem wejść do klasy. Usiadłem na swoim miejscu i odwróciłem się do przyjaciela, który spocone dłonie wycierał w szare, dresowe spodnie.
- Spyta mnie, zobaczysz. – powiedział, trochę drżącym głosem.
- Znowu się nie nauczyłeś? – spytałem znając odpowiedź.
- Panie Styles i Payne, proszę o ciszę! – krzyknęła Pank, i usiadłem wyprostowany, patrząc prosto na tablicę przede mną.
Szczupła brunetka, która już nie była najmłodszym i najlepszym towarem, usiadła przy swoim biurku i w ciszy palcem wędrowała po liście mojej klasy, chcąc wytypować trzy nazwiska, które miały zostać znowu ukarane jedynką i telefonem do rodziców.
Pierwszą ofiarą była Katy, niska brunetka, która zawsze wszystko umiała. Z uśmiechem na ustach, który zaraz miał zniknąć, stanęła na środku klasy. Druga była Spencer, wysoka blondynka, która mogła mieć każdego chłopaka w szkole, lecz wolała zostać na uboczu i słuchać poleceń rodziców, zdecydowanie tak jak ja… Pod każdym względem.
- Do dziewczynek dołączy… - chwila ciszy, która mogła wywołać zawał, zakończyła się pukaniem do drzwi.
Pank zmarszczyła nos i wstała, aby zobaczyć, kto miał czelność przerwać jej lekcje. Zza drzwi ujrzałem matkę Liam’a, a potem usłyszałem jak chłopak zaczyna się pakować.
- Co się dzieje? – spytałem go, gdy ten z ogromnym uśmiechem na twarzy zasuwał suwak.
- Mama zabiera mnie do lekarza. Wiesz, znowu będą robić testy na moją nerkę, aby upewnić się, czy aby na pewno jest zdrowa. – wstał, kiedy Punk spojrzała na niego.- Do zobaczenia, na urodzinach Louis’a. I…. – zatrzymał się zanim wyszedł. –Powodzenia. – jego śmiech zagłuszył westchnięcie nauczycielki, która znowu wzrokiem penetrowała dziennik.
Jeśli Payne’a nie było, jedyną osobą, którą mogła spytać…
- Pan Styles!
…byłem ja.
*
Zeskoczyłem z motoru i przeszedłem przez grupy ludzi, którzy chóralnie krzyczeli i popychali się. Stanąłem na środku placu rozglądając się wokół, w poszukiwaniu znanej mi twarzy.
- Zayn! – usłyszałem za sobą i odwróciłem się. Niall stał tuż za mną, całkowicie sam przy swoim motorze. Pomachał mi, a ja z uśmiechem na twarzy ruszyłem w jego stronę i gdy znalazłem się przed nim, przytuliłem się do niego przyjacielsko. - Znowu ci odpuścili. – zaśmiał się, swoim nieskazitelnym śmiechem. – Masz szczęście! – klepnął mnie po plecach.
- Nie nazwałbym tego szczęściem. – parsknąłem i poczułem jak nagle czyjeś ręce zacieśniają się wokół mojego pasa.- Hej, ślicznotko. – uśmiechnąłem się widząc, Perrie.
Zarzuciła swoimi blond włosami do tyłu i groźnym spojrzeniem obarczyła Niall’a, którego zasłoniła mi swoim ciałem. Jej ręce znalazły się na moich ramionach, a potem usta na moich wargach. Prowadziła pocałunek, całkowicie nieodwzajemniony…
- Idziesz?!- krzyknął Niall i ruchem dłoni wskazał na mój motor.
- Tak. – odparłem i odszedłem od dziewczyny, która próbowała mnie uwodzić swoim wzrokiem. – Zaraz wracam. – skłamałem i wsiadłem na motor, na którym po chwili podjechałem do blondyna.
- Czemu ją tak zwodzisz? – spytał mnie, i pokręcił niedowierzająco głową.
- Może znajdź sobie dziewczynę, abyś miał, o kogo się martwić… - syknąłem, uśmiechając się do niego złośliwie.
- Może ty nią zostaniesz?
Ulokowałem wzrok na jego twarzy i roześmianych niebieskich oczach, które nigdy nie przestawały lśnić. Uderzyłem go dłonią w ramie, i oboje zaśmialiśmy się, kiedy przejechał obok nas inny motor i zatrzymał się tuż przede mną.
- Chciałbym Niall, ale nie sypia się z najlepszym przyjacielem… - znowu usłyszałem śmiech blondyna, przy którym zawsze mogłem być sobą.
- Jedziecie z nami? – spytał chłopak, który zatrzymał się przed nami. – Sztywniaki, znowu zorganizowali imprezkę.
Spojrzałem na dwudziestolatka i uśmiechnęliśmy się do siebie znacząco.
- Jasne. – odparłem, a potem nasz śmiech, zagłuszyły odgłosy silników.
*
Uśmiechnąłem się do mojej siostry, która poprawiała ostatni raz moją muszkę, zanim wyszedłem z samochodu. Jej równie zielone oczy, jak moje, śmiały się i podziwiały mnie.
- Nie wiem jak udało ci się udobruchać matkę, ale gratuluję. – klepnęła mnie w plecy i pocałowała w policzek. – A teraz zmykaj, zanim nie zadzwoni, abym odwiozła cię do domu.
- Dzięki, Gemma. – pomachałem jej i wyskoczyłem z samochodu.
Ostatni raz odwróciłem się, gdy siostra wyjeżdżała przez bramę i wszedłem na teren willi, w której miały odbyć się urodziny Louis’a – chłopaka, który kiedyś nie był tylko moim przyjacielem…
Wolałem nie myśleć, co by się działo, gdyby matka dowiedziała się, że jej synek woli chłopców od dziewczynek… Znowu wepchałem to w najciemniejszy zakątek mojego umysłu i przybiłem piątkę z Liam’em.
- Udało ci się. – objął mnie ramieniem, i poprowadził w stronę wejścia do ogromnego, ozdobnego budynku.
- Jak zwykle. – powiedziałem, gdy przeszliśmy przez próg, i znaleźliśmy się wśród znajomych ze szkoły, z którymi zapoznali nas moi rodzice. Nie mogłem powiedzieć o nich złego słowa, ale każdy z nich był tak samo usidlony przez swoich rodziców jak ja, tylko, że oni nie przekraczali ich reguł i zasad, czego nie potrafiłem sobie wyobrazić…
- Harry! – Louis podszedł do nas, ubrany w szary garnitur, w którym wygląd jak jeden z modeli Vougue’a.
Mama uznawała, że to z nim powinienem się zadawać, a że był ode mnie starszy, kazała mi brać z niego przykład… Nigdy w życiu, powiedziałem jej wtedy i wyszedłem z salonu, w którym zawsze przeprowadza ważne rozmowy.
Przywitałem się z nim i złożyłem życzenia, po czym udałem się na balkon, gdzie nikogo nie było i mogłem zostać sam na sam ze swoimi myślami. Topiłem swoje życie w szampanie, który tkwił w mojej dłoni i machałem do Liam’a, za każdym razem, gdy spoglądał w moją stronę.
Był ze mną od zawsze i to nigdy nie miało się nie zmienić. Sądziłem, że moje życie nigdy się nie zmieni, że zawsze będzie układane przez matkę. Choć nie ukrywałem, że mi się to nie podoba, ona miała swoje poglądy i doświadczenia. Nie miałem wyjścia… Musiałem się podporządkowywać.
Nagle zauważyłem jak jeden ze stolików w środku przewraca się, a Liam’a zasłania mi większy od niego chłopak, zza którego wyszło ich więcej – nieznanych mi, wysokich, chłopaków w czarnych kurtkach. Jeden z nich nagle się zatrzymał i oparł o framugę drzwi, patrząc na mnie bez ustanku. Poznałem go od razu, po jego zadziornym uśmieszku, który był tak samo tajemniczy jak denerwujący. Wstałem i ruszyłem w jego stronę, i gdy zatrzymałem się tuż przed nim, omijając wcześniej basen, położyłem obok niego pustą butelkę szampana i zakładając ręce na piersi, patrzyłem na niego tak samo jak on na mnie. Czułem się dziwnie, gdy stał ze wzrokiem wbitym w moje oczy, tak, że przez chwilę wydawało mi się, jakby rzeźbił mnie w powietrzu, w całkowicie innym świecie, do którego miał tylko on dostęp.
- To znowu, ty. – powiedziałem przerywając ciszę, przez którą przedzierały się wcześniej tylko krzyki i śmiechy, jego kolegów.
- Pamiętasz. – uśmiechnął się jeszcze szerzej, wprawiając mnie w jeszcze większe zakłopotanie.
- Trudno zapomnieć o chłopaku, który wkłada głowę do obcego samochodu.
Zaśmiał się i przetarł dłońmi po swoich czarnych spodniach, opiętych na jego nogach. Jego wzrok znów był wbity we mnie, a jeden z kącików ust uniesiony do góry.
- Zayn, idziesz?! – jakiś chłopak krzyknął w naszą stronę, i wtedy mulat odwrócił się w jego stronę i pomachał przecząco głową.
- Chyba zostanę tu dłużej, bo ten chłopak będzie mnie potrzebował.- blondyn odszedł uśmiechając się i patrząc na mnie, jakby wiedział, co się ze mną stanie, gdy zostawi mnie z mulatem. – Chyba wasza impreza wymsknęła się spod kontroli. – powiedział kiwając głową w stronę zdemolowanego mieszkania.
Zignorowałem jego uwagę i próbowałem go wyminąć, lecz zagradzał mi drogę swoim ciałem. Jego wysoka fryzura, zachwiała się, gdy nagle podmuch wiatru w nas uderzył, a gdy napiął się, aby zagrodzić mi przejście, zobaczyłem spod jego białej, opiętej koszulki wyrzeźbione ciało. Nie byłem pewny, czy powinienem się go bać, czy wręcz przeciwnie.
*
Bawiąc się nim, zamrugałem kilka razy i wytknąłem mu język, uśmiechając się, gdy zmarszczył nos i zmrużył oczy.
- Mam cię dość. – stwierdził i zaczesał swoje włosy dłonią. – Będę się wybierał do domu, więc mnie przepuść. – jego ton głosu był tym razem ostrzejszy, lecz postanowiłem nie dawać za wygraną.
- Podwieźć cię?
- Nie. – odparł sucho.
- Więc, czym wrócisz? – spytałem, patrząc jak wyciąga telefon z kieszeni.
- Zaraz przyjedzie po mnie siostra. – odpowiedział na moje pytanie i zaczął wystukiwać numer na ekranie dotykowym telefonu. Zanim skończył wystukać wszystkie numerki, chwyciłem za jego telefon i zanim się zorientował, czarne blackberry było w mojej kieszeni.
- Teraz dasz się odwieźć? – spytałem podchwytliwie i wtedy wyjrzał przez moje ramie, jakby w poszukiwaniu kogoś znajomego. Po chwili jego ramiona opadły i grymas jego twarzy, przypomniał mi twarz dziecka, któremu odmówiono kupna nowej zabawki.
- Dobra. – powiedział i wsadził ręce do kieszeni. – Ale, gdy dojedziemy masz mi oddać telefon. – zagroził mi palcem.
- Umowa stoi.
*
Poczułem jak motor się zatrzymuje i wtedy uniosłem powieki do góry. Gdy zobaczyłem, że stoimy w miejscu odetchnąłem z ulgą i oparłem o coś głowę, nadal głośno oddychając.
- Możesz już mnie puścić. – usłyszałem roześmiany głos Zayn’a.
Szybko i niezgrabnie wyciągnąłem ręce spod kurtki chłopaka i podniosłem głowę z jego pleców, a schodząc z motoru potknąłem się o własne nogi, prawie upadając na chodnik przede mną.
- Dzięki za podwózkę. – poprawiłem spodnie i wyciągnąłem rozłożoną dłoń w jego stronę.
Spojrzał na mnie, a potem na moją rękę i wyciągnął telefon, który położył na wewnętrznej stronie mojej dłoni.
- Zadzwonię jutro. – uśmiechnął się i położył nogę, podpierając siebie i maszynę, na której siedział.
- Musiałbyś mieć mój numer… - parsknąłem i odwróciłem się do niego plecami, zmierzając w stronę domu, w którym mieszkam od dziewiętnastu lat.
Odgłos silnika jego motoru zawrzał, a potem usłyszałem jego głos…
- Popełniasz błąd, nie doceniając mnie.
Gdy odjechał wszedłem po cichu do domu, aby nikogo nie obudzić i gdy znalazłem się w moim pokoju – moim raju, usłyszałem ciche skrzypnięcie podłogi pod czyimiś stopami.
Gemma rzuciła się na miejsce obok mnie, na łóżko i swoimi małymi dłońmi, delikatnie przejechał po moich ramionach.
- Kto to był? – spytała.
- Nikt. – odparłem, nie chcąc drążyć tematu.
- Nikim, nazywasz chłopaka, który rozbiera cię wzrokiem??
- Gemma!
*
Obudziły mnie czyjeś dłonie, mocno szarpiące nie tylko moją głową jak i całym ciałem. Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem Liam’a stojącego nade mną.
- Co ty tu robisz? – spytałem ospale, po czym usiadłem przecierając oczy i poprawiając kołdrę, którą zrzucił Payne.
- Musisz mnie chronić. – powiedział łapiąc mnie za ramiona, abym się wyprostował i na niego spojrzał. –Gdy moja mama zadzwoni, powiedz, że śpię u ciebie.
- Wiesz, że nie lubię kłamać… - zacząłem, ale mi przerwał.
- Umówiłem się z kimś. – powiedział błagalnie.
Przetarłem twarz dłońmi i zobaczyłem jak na jego twarzy powoli pojawia się uśmiech, w tym samym czasie, gdy ja zastanawiałem się nad odpowiedzią.
- Wybieramy się do Oazy. Jeśli chcesz, możesz się z nami wybrać…
Podniosłem wzrok na chłopaka siedzącego obok mnie i gdy poczuł, że patrzę na niego spłoszył się. Wstał i zaczął ubierać bluzę, ręką poprawił włosy i stanął, wyczekując, aż coś powiem.
- Do Oazy? – spytałem, choć znałem odpowiedź. – Kim on jest? Jakiś chuligan albo… złodziej. Wiesz, jacy są tam ludzie. Tam w ogóle są geje?! – prawie krzyknąłem i zniżyłem głos, gdy zdałem sobie sprawę, że rodzice śpią nie daleko w swojej sypialni.
- Nie osądzaj go, dopóki go nie poznasz. Za często wyciągasz nie potrzebne wnioski… - odetchnął głęboko. – Więc będziesz mnie kryć, czy nie?
- Będę. – odpowiedziałem, spuszczając głowę i wstając z łóżka. – Ale uważaj na siebie. – tym razem ja skierowałem prośbę do niego.
- Kocham cię. – pomachał mi i wyszedł zamykając za sobą drzwi. – Do zobaczenia po szkole.
Rzuciłem się na poduszki i spojrzałem na biały sufit nade mną. Nic nadzwyczajnego, zostało mi tylko wytrwać kolejny dzień. Miałem złe przeczucia, a mała, słaba iskierka, była jedyną barierą między mną a autodestrukcją…
*
Wieczór powoli się zbliżał. Siedząc przy stole patrzyłem jak moja siostra przyrządza dla naszej dwójki kolacje. Zapach jajecznicy unosił się w powietrzu, a kwaskowaty smak pomarańczy czułem w ustach, po tym jak wypiłem sok. Przez małe okno w kuchni, które było przede mną, widziałem jak księżyc zastępuje miejsce słońca, a gwiazdy pokrywają całe niebo.
- Masz. – Doniya postawiła przede mną talerz i usiadła obok mnie, z własnym talerzem.
- Dlaczego jesteś taka oschła? – spytałem, i przekierowała swój wzrok z nad talerza na mnie.
- Jeszcze pytasz. Pozwoliłam ci się do mnie wprowadzić, a w zamian, co dostaje? Późne powroty do domu, krzyki, zdemolowane mieszkanie, wezwania do sądu…
- Przepraszam.
- I, co mi po twoich przeprosinach?! – wstała i zasunęła za sobą mocno krzesło, i gdy uderzyło o stół spadł jej talerz. – Cholerny egoista! – krzyknęła i zaczęła zbierać kawałki rozbitego talerza.
Kucnąłem obok niej i chciałem jej pomóc, lecz odtrąciła mnie i spojrzała na mnie złowrogo.
- Zostaw mnie, Zayn. Idź do swoich kolegów… I tak jestem ci potrzebna tylko do tego, abyś miał gdzie mieszkać.
Wstałem i ruszyłem zły w stronę holu, gdzie zarzuciłem na swoje ramiona kurtkę, nadal w ciszy chwyciłem mocno za klamkę, lecz po chwili zawróciłem do siostry i spojrzałem na nią, gdy wrzucała kawałki talerza do śmietnika.
- Każdego dnia jesteś świadkiem, mojego upadku. Trwasz i czekasz, dla mnie to wiele znaczy. Ty dla mnie wiele znaczysz. – powiedziałem za nim wyszedłem i gdy zatrzasnąłem za sobą drzwi, usłyszałem jej szloch.
*
- Tak? – moja siostra przyłożyła słuchawkę do ucha, gdy telefon stacjonarny zaczął dzwonić.
Spojrzała na mnie i zmierzyła wzrokiem, po czym podała mi telefon głośno wzdychając.
- Słucham? – powiedziałem i usłyszałem głos matki Liam’a.
- Mogę prosić Liam’a do telefonu? – spytała, wsłuchując się w mój nienaturalnie szybki oddech.
- Liam już śpi. – odpowiedziałem szybko, trochę drżącym głosem. - Mam mu coś przekazać, gdy się obudzi?
Przez chwilę nie odzywała się, pewnie przez to, że nie mogła uwierzyć, że jest syn poszedł tak wcześnie spać… Harry, znowu spartoliłeś.
- Nie. Zadzwonię jutro, rano. Dobranoc.
- Dobranoc. – odpowiedziałem i rozłączyłem się, patrząc na siostrę. – Muszę jechać po Liam’a. –powiedziałem zdecydowany i wstałem z kanapy.
- Tam będzie ten mulacik? – spytała idąc za mną, a w jej głosie słyszałem nutkę podniecenia.
- Mam nadzieję, że nie. – odparłem i zarzuciłem na siebie marynarkę. – Powiedz mamie, że poszedłem do sklepu i, że Liam u nas śpi.
- Dobrze. – odpowiedziała bez chwili namysłu. – Miłej zabawy! – krzyknęła za mną.
Prychnąłem i idąc wzdłuż ulicy, w miejsce, w którym, jeszcze nigdy nie byłem, czułem jak znikam w czerni nocy, która stawała się coraz mroczniejsza.
*
Stałem przy motorze, patrząc jak mój najlepszy przyjaciel rozmawia z jakimś wyższym od niego, szatynem. Wiedziałem, że z kimś dzisiejszej nocy będzie, więc miałem zostać w domu. Lecz… zmieniłem zdanie. Nadal patrząc na flirtujących chłopaków nie zauważyłem, jak blond włosa dziewczyna, podchodzi do mnie i staje obok.
- Nie wróciłeś wczoraj. – powiedziała i spojrzała na mnie.
- Coś mnie zatrzymało. – odpowiedziałem i wyprostowałem się.
- Chyba ktoś. Widziałam cię z tym chłopakiem… Więc teraz się przerzucasz? Znudził ci się seks z kobietami?
- Przestań. – powiedziałem unikając jej wzroku, który wywiercał we mnie dziurę.
- Trafiłam w słaby punkt. Prawda, Zayn? – palcem przejechała po moim torsie i uśmiechnęła się do mnie zadziornie.
Zignorowałem jej zaloty, i mocno chwyciłem ją za nadgarstek, po czym odsunąłem ją od siebie.
- Powiedziałem, abyś przestała. – puściłem ją i, gdy patrzałem jak masuje czerwony ślad, który po sobie zostawiłem, usłyszałem znajomy głos, na którym skupiłem całą uwagę.
Odwróciłem się i zobaczyłem chłopaka, który podbiegł do Niall’a i jego kolegi, a potem tylko krzyczał i gestykulował. Krócej… histeryzował. Rozbawił mnie. Nadal śmiejąc się podszedłem do nich i patrzałem jak oczy bruneta, zatrzymują się na mnie. Jego mina, mówiła coś w stylu: O nie! To znowu on.
- Zayn, to jest Liam. – Niall przedstawił mi chłopaka, z którym rozmawiał przez ostatnie dwie godziny. Widziałem w jego oczach zachwyt i podniecenie. W tym momencie mu zazdrościłem, że znalazł kogoś, kto bez przymusu się z nim spotkał.
- Miło mi. – chwyciłem dłoń szatyna i puściłem oczko Niall’owi, który tylko się zaczerwienił.
- Idź do domu, Harry. – powiedział Liam i spojrzał na blondyna, obok niego. – Wrócę, zanim moja mama zadzwoni.
- I, po co ja się staram? – spytał brunet, machnął machinalnie ręką i odwrócił się do nas tyłem, po czym zaczął odchodzić.
- No idź, Zayn. – powiedział do mnie Niall.
Spojrzałem na niego i chwilę się zastanowiłem, czy nie powinienem dać mu spokoju, ale coś mnie przyciągało do tego chłopaka. Kiwnąłem głową i podbiegłem do bruneta.
*
- Podwiozę cię. – powiedział Zayn, dobiegając do mnie.
Spojrzałem na niego, nadal naburmuszony. Choć miałem ochotę się uśmiechnąć, nie mogłem dać mu takiej satysfakcji.
- Nie, dzięki.
- Nie podobało ci się wczoraj? – nie dawał za wygraną, był uparty. – Proszę. To będzie ostatni raz, gdy będę cię o to prosił.
Spojrzałem na niego, nadal myśląc nad jego słowami, które były podchwytliwe.
- Co masz na myśli? – spytałem, stając i zakładając dłonie na piersi.
Muzyka z Oazy, grała na tyle głośno, że dochodziła aż do parkingu, na którym staliśmy. Stałem nieruchomo nadal wyczekując, aż się odezwie.
- Chodź, pokaże ci. – wsiadł na motor i poklepał miejsce za sobą. – Boisz się? – znowu uśmiechnął się, tak samo jak zwykle. Tajemniczość w nim, aż mnie denerwowała, ale także podniecała… Bałem się tego uczucia.
Mimo to usiadłem za nim, owinąłem dłonie wokół jego talii, i gdy ruszył, mocno się trzymałem. To był drugi raz, gdy jechałem na motorze. I o dwa za dużo…
Bez ustanku jechaliśmy, budynki wokół nas się rozmazywały, a wiatr rozwiewał nasze włosy. Uśmiechnąłem się sam do siebie, i wyprostowałem, jakbym nagle był tylko ja i ten wiatr, dzięki, któremu chciało mi się żyć. Powoli rozłożyłem ramiona, i nie trzymając się już Zayn’a, wiatr, który uderzał we mnie ze zdwojoną siłą i powinien być moim wrogiem, stał się moim przyjacielem. Zauważyłem, że mulat spojrzał na mnie i uśmiechnął się, przez co niespodziewanie silna fala uderzyła w moje serce. To nie było złe… Wręcz przeciwnie – było przyjemne.
*
Gdy poczułem, że Harry zszedł z motoru, zrobiłem to samo. Morska bryza rozwiała jego loki, przez co wyglądał… słodko, próbując później jakoś je ułożyć.
- Chodź. – powiedziałem przerywając jego szamotaniny z wiatrem i ruszyłem wzdłuż brzegu, zrzuciłem z nóg buty i wszedłem pomiędzy zimne fale morza.
- Co ty robisz? – spytał mnie brunet, śmiejąc się przy tym.
- Żyję. – odpowiedziałem, przez co umilknął. Był tak cicho, że myślałem, że poszedł, ale nagle stanął obok mnie, mrużąc oczy i patrząc przed siebie, na księżyc, który nas obserwował. – Pełnia. – powiedziałem, przez co spojrzał na mnie.
- Piękna. – szepnął i wyszedł z wody, biorąc niżej nogawki swoich spodni. – Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? – znowu to on zadawał pytania.
- Żeby ci pokazać, że nie jestem tylko chamem. – odpowiedziałem i również wyszedłem z wody.
Przeszedłem przez piasek, który czułem pod gołymi stopami. Usiadłem na żółtej kołdrze plaży i podpierając się rękoma, patrzyłem jak gwiazdy uśmiechają się do mnie.
- Pomyśl życzenie. – usłyszałem głos Harry’ego i wtedy zobaczyłem, spadającą gwiazdę.
Wiedziałam, o co poprosić, nawet gdyby to się nie miało zdarzyć, czułem się lepiej, oddając moje życzenie pod los spadającej gwiazdy.
Lokaty usiadł obok mnie i spojrzał w to samo miejsce, gdzie ja wcześniej.
- Więc, jaki jesteś? Oprócz tego, że chamski…
Zaśmiałem się i podparłem o moje kolana, myśląc nad tym, kim jestem. To było trafne pytanie, bo tak naprawdę sam nie wiedziałem. Więc, po co tu przyprowadziłem Harry’ego?
- Gdy byłem mały przychodziłem tu z rodzicami. – odezwał się pierwszy i skrzyżował ręce na piersi, nadal siedząc tuż obok mnie. – Wraz z siostrą uwielbialiśmy to miejsce, pozwalało nam przebyć krótką drogę do naszego małego raju… Widzisz ten dom? – znowu zadał pytanie, i wskazał palcem na samotny dom, stojący na jednej ze skał – kiwnąłem tylko głową i dalej go wysłuchiwałem. – Zawsze sobie wyobrażaliśmy, że kiedyś tam zamieszkamy. Że to będzie nasz zakątek, na ziemi, na której czujemy się obco. Że tylko tam będziemy mogli być sobą.
- A teraz jesteś sobą? – zadałem mu pytanie. Spojrzał na mnie, a uśmiech przebiegł przez jego twarz.
- Tak. Zdecydowanie, tak.
Uśmiechnąłem się do niego, co odwzajemnił. Byłem szczęśliwy, że to nie przy mnie czuje się obco. Miałem ochotę go do siebie przytulić, widząc jego zasmucony wyraz twarzy. Miałem ochotę na wiele rzeczy, ale nie mogłem się z nimi tak spieszyć. Chłopak siedzący obok mnie, nie był jeszcze na to gotowy… Nie był gotowy na mnie.
- Odwieziesz mnie do domu?
- Teraz nie ja o to proszę. – zaśmiałem się i zderzyłem z nim barkiem.
- Przestań, po prostu chcę być już w domu. – odparł i stanął przy moim motorze. Jego loki nadal falowały na wietrze, a oczy błyszczały jak gwiazdy nad nami.
- Wsiadaj. – poklepałem miejsce za sobą i chwilę później poczułem jego dłonie, na moim ciele.
- Jedź szybko. – szepnął, opierając głowę na moich plecach.
- Drugi raz nie musisz powtarzać…
*
Zszedłem powoli na dół, słysząc jak moja mama krząta się już w kuchni. Zapach bekonu i jajek, unosił już w całym domu, a kawa stojąca na stole, wołała mnie abym ją wziął. Chwytając za ucho kubka, napiłem się czarnej kawy i poczułem na sobie wzrok Anne, która stała obok trzymając talerz ze śniadaniem.
- Mogłeś się przynajmniej uczesać. – powiedziała i zaczęła układać moje loki. – I, gdzie jest Liam? Przecież miał u nas spać, jego mama dzwoniła do mnie.
- Mamo, zostaw. – odsunąłem się od niej i usiadłem przy stole, głośno ziewając.-Wyszedł zanim się obudziłem, zanim ktokolwiek się obudził. Pewnie jest w połowie drogi do domu.
Stała w bez ruchu i patrzyła na mnie, dopóki nie przyszedł mój ojczym. Uśmiechnąłem się do niego i obserwowałem jak siada obok.
- Wziąłeś moją kawę. – powiedział i odwzajemnił uśmiech.
- Była pyszna. – odparłem i zaśmiałem się, widząc jego minę. – Zaraz zrobię ci drugą. – wstałem i ruszyłem w stronę gazówki, aby nastawić wodę, ale mama zagrodziła mi drogę.
Już wiedziałem, co się szykuję… Tylko ona potrafiła, zepsuć humor człowiekowi z samego rana. Nie wiem, co się stało między nią a ojczymem, że się pokochali. Są swoimi przeciwieństwami, ale czy przypadkiem przeciwieństwa się nie przyciągają?
- Co to był za chłopak, który cię wczoraj odwiózł… na motorze? – spytała, nakładając nacisk na dwa ostatnie słowa.
- Kolega. – odpowiedziałem szybko, i spojrzałem na Gemmę, która weszła do kuchni i chwyciła tost w dłoń. Przyglądała się nam, a ja błagalnym wzrokiem, prosiłem ją o ratunek.
Matka stała przede mną, czekając na dalsze wyjaśnienia, a ja już nie miałem pomysłów na kłamstwa. Miałem ochotę powiedzieć jej prawdę, ale sam nie wiedziałem, co miałbym wtedy powiedzieć.
- To mój kolega ze studiów… - zaczęła Gemma, widząc moją bezradną minę. – Jest miły i mądry, pomyślałam, że dobrze, by było gdybym go zapoznała z Harry’m.
Mama parsknęła i odwróciła się do mnie plecami, wtedy ja spojrzałem na siostrę i podziękowałem jej poruszając tylko wargami. Ale zapomniałem, że po drugiej stronie stołu siedział tata… Spojrzałem na niego i spłoszony wyszedłem z kuchni. Skierowałem się w stronę schodów, czując jak idzie za mną…
*
Usiadłem naprzeciwko Niall’a i uśmiechnąłem się lekko, widząc jak wbija we mnie swój wzrok. Nie mogłem uwierzyć, że, mimo iż jestem takim kretynem, spotkało mnie takie szczęście. Niall był moim najlepszym przyjacielem, był jak brat, którego nigdy nie miałem… Kochałem go, z dnia na dzień, co raz mocniej. Był przy mnie, pomagał mi, był moim szczęściem. Bez niego nie potrafiłbym żyć.
- Co wczoraj robiłeś? – spytałem, przerywając ciszę między nami.
- Zabrałem Liam’a do wesołego miasteczka. Tak, wiem… To nie było romantyczne, ale świetnie się bawiliśmy.
- Gdziebyś go nie zabrał, i tak byłby szczęśliwy.
- Dzięki. – powiedział, rumieniąc się.
Zacząłem między palcami przewracać źdźbło trawy, i wtedy poczułem dłoń blondyna na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się do niego, i spojrzałem w górę, gdzie znajdowało się wysoko nad nami słońce. Uwielbiałem przesiadywać w ogrodzie, rodziców Niall’a. Było tutaj tak cicho i spokojnie…
- A ty, co wczoraj robiłeś? – spytał.
- Zabrałem Harry’ego na plażę. – uśmiechnąłem się, przypominając sobie tę noc. –Nie wiem, co mnie ciągnie do tego chłopaka, ale jest wyjątkowy.
- Gdy na niego patrzysz, uśmiechasz się. Gdy z nim jesteś, twoje serce się uśmiecha. Czyżby mój Zayn, zakochał się? – zaśmiał się i szturchnął mnie ramieniem.
- Czy to możliwe? – spytałem, i zobaczyłem uśmiech powiększający się na jego twarzy. – Tak, chyba możliwe.
*
Ojczym zajął miejsce obok mnie i chwycił mnie za dłoń. Spojrzałem na niego, czując jak na moją twarz wpływa grymas zakłopotania. Wbił wzrok w moje oczy, a kciukiem przejechał po zewnętrznej stronie mojej ręki.
- Mnie nie musisz okłamywać. – powiedział i uśmiechnął się delikatnie. – Coś łączy cię z tym chłopcem, prawda?
- Mama wie? – spytałem szybko i poczułem jego ramię zacieśniające się wokół mnie.
- Nie, mama jest ślepa. – odpowiedział.
Zaśmiałem się i spojrzałem na jego ogorzałą twarz od słońca, która zawsze była rozpromieniona szerokim uśmiechem.
Nigdy nie wiedziałem, czego powinienem się po nim spodziewać. Wspierał mnie i pomagał, ale nigdy nie czułem, że jesteśmy ze sobą blisko.
- Nie będę się sprzeciwiał, jeśli będziesz chciał z nim wyjść, ale nie okłamuj już nigdy matki. Gdy będziesz na siłach w końcu jej powiedzieć, będę stał tuż za tobą.
- Dziękuję. – uśmiechnąłem się i poczułem jak wstaje.
Stanął przy drzwiach i spojrzał na mój telefon, który nagle zaczął wibrować na komodzie. Uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
- Wróć przed północą. – powiedział i wyszedł.
Chwyciłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz, na którym pojawił się nieznajomy numer. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i wsłucham się w czyjś oddech.
- Tu, Zayn. Jesteś dzisiaj czymś zajęty? – spytał i pozostało mi tylko odpowiedzieć.
Wziąłem głęboki wdech. Bałem się, co z tego wszystkiego może wyniknąć, ale ryzyko było kuszące. Tajemniczość Zayn’a, niełaskawie mnie do niego przyciągała. Chciałem poznać wszystkie jego tajemnice, wsłuchać się w jego ton głos i pomóc mu, się pozbierać. Czułem, że jestem mu potrzebny.
Uśmiechnąłem się i po chwili mu odpowiedziałem, w myślach widząc, jak na jego twarz również wstępuje uśmiech.
- Tylko tobą.
*
- Gdzie jesteśmy? – spytałem, rozglądając się.
Zayn na mnie spojrzał i chwycił mnie za rękę. Zdziwiło mnie to, ale nie chciałem, aby ją puszczał. Uśmiechnął się do mnie, więc zrobiłem to samo i ruszyłem za nim, w stronę, którą mnie prowadził. Przeszliśmy przez małą furtkę, a potem wzdłuż ścieżki, która znajdowała się na środku ogrodu i zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Bez chwili namysłu, Zayn nacisnął klamkę i weszliśmy do środka, nadal trzymając się za ręce.
Wtedy usłyszałem czyjś śmiech, i zza rogu wybiegł Liam. Spojrzałem na niego, a on na mnie całkowicie zdezorientowany. Może to przez to, że mój przyjaciel był w czyimś domu i mi o tym nie powiedział lub przez, to, że wbiegł przede mnie na wpół nagi.
- Co tu robisz? – spytał mnie, a potem zza niego wyszedł blondyn, który zbladł, gdy nas zobaczył.
Zayn spojrzał na mnie, śmiejąc się i pociągnął mnie za sobą w stronę kuchni. Zatrzymał się przy lodówce i puszczając mnie, otworzył ją, po czym wyciągnął napój i wlał go do dwóch szklanek.
- Masz. – podał mi jedną, gdy dwójka przyjaciół stanęła tuż obok nas.
- Nie myślałem, że tak szybko przyjdziecie. – Niall się zarumienił i podrapał z tyłu głowy.
- Wracajcie do pokoju, dokończyć swoje sprawy. – Zayn się zaśmiał i patrzył wraz ze mną, jak idą w stronę drzwi od jakiegoś pokoju.
- Spadaj, Zayn. – powiedział Niall, nadal czerwony.
Gdy oboje zniknęli, Zayn wyciągnął środkowego palca w stronę zamkniętych drzwi.
- Wsadź go sobie w dupę, Malik! – krzyk chłopaka dobiegł do nas, i oboje się zaśmialiśmy.
- Czyj to dom? – spytałem.
- Rodziców Niall’a. Chyba zapomniał, że nas zaprosił. – puścił mi oczko i się zaśmiał.
- A, dlaczego nie poszliśmy do twojego mieszkania? - zadałem pytanie, i wtedy spoważniał.
- Wyprowadziłem się od ojca i mieszkam z siostrą, nie mam swojego mieszkania… - napił się napoju, który wcześniej mieszał w kubku, głęboko nad czymś myśląc.
- A, co na to twoja mama? – spojrzał na mnie, znowu tajemniczym wzrokiem i westchnął. Chyba nie chciał odpowiadać na to pytanie, dlatego bałem się odpowiedzi…
Odłożył kubek na blat i podparł się rękoma, nadal na mnie patrząc i wtedy zaczął mówić.
- Moja mama nie żyje. – zatrzymał się, gdy jego głos zadrżał na ostatnim słowie. – Po urodzeniu mojej trzeciej siostry, wpadła w depresje poporodową i… I nie wytrzymała.
- Przykro mi. – spuściłem wzrok i przejechałem palcem wzdłuż pęknięcia na blacie. – Więc, twoje pozostałe siostry są z ojcem?
- Nie, z babcią w Bradford. Zawiozłem je tam… Londyn zniszczył za dużo ludzi, których kochałem.
Między nami zapadła cisza, a wtedy mulat okrążył blat i stanął tuż obok mnie. Dotykaliśmy się ramionami, a ciepło jego skóry przechodziło przez czarną koszulkę, którą miał na sobie. Przegryzłem wargę i spojrzałem w bok na jego twarz, miał zmrużone oczy i właśnie oblizywał usta, które zalśniły w świetle lampki. Nagle poczułem krew w ustach i chwyciłem się za wargę.
- Cholera. – spojrzałem na palce ubrudzone moją krwią i wtedy poczułem jego dłoń trzymając mnie za brodę.
Odwrócił moją twarz w swoją stronę i biorąc do ręki ręcznik kuchenny przejechał nim po mojej wardze, patrząc głęboko w moje oczy. Jego źrenice mieniły się gwiazdami, a za anielskim uśmiechem, ukrywał swoje niecne zamiary.
- No dawaj, Styles. – szepnął i polizał usta.
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego, miażdżąc jego usta.
*
Poznałem kogoś. Rozmawiamy ze sobą codziennie. Z czasem poznaliśmy się jeszcze bardziej. Stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Zapamiętałem dotyk jego rąk i miękkość ust. Minęło sporo czasu, a my jesteśmy nadal razem. Widzieliśmy niejeden zachód słońca, nie jeden szum fal. Przerwaliśmy nie jeden szept.
Teraz patrzyłem na niego z dołu, jak rozmawia z ojcem, a on uśmiecha się od ucha do ucha, zerkając to na niego to na mnie. Wtedy nagle zniknął i pojawił się tuż obok mnie.
- Więc… - zaczął uśmiechając się coraz szerzej. – Śpię dzisiaj u Liam’a i muszę wrócić przed obiadem.
- Nie możemy tak okłamywać twojej mamy. – powiedziałem i patrzyłem jak siada tuż za mną.
- Już, nie długo… - oparł brodę o moje ramię i poczułem jego oddech, na mojej szyi. – Teraz jedź, chcę mieć cię tylko dla siebie.
Jego wargi dotknęły mojego ucha i wtedy odpaliłem silnik, oraz odjechałem nadal widząc ojca Harry’ego w oknie.
Przejechałem przez centrum, kierując się w stronę plaży, w miejsce, w które planowałem zabrać bruneta od tygodnia. Nie zajęło nam to długo, schowałem motor między krzakami i zasłoniłem dłońmi oczy Harry’ego prowadząc go do celu.
- Nie otwieraj oczu, zaraz wracam. – szepnąłem mu do ucha, i zostawiając go samego, przeskoczyłem przez bramkę.
Łokciem wybiłem szybę i nie zatrzymując się, zbiegłem po schodach, aby otworzyć od środka drzwi i jak najszybciej być znowu przy Harry’m. Chwyciłem za klamkę i zobaczyłem chłopaka wymachującego rękoma i krzyczącego moje imię.
- Już jestem. – zaśmiałem się i złapałem go za rękę.
- Mogę otworzyć oczy?
- Nie. – zaprotestowałem szybko. – Po prostu mi zaufaj.
Wprowadziłem go do środka i wymijając kolejne pomieszczenia, weszliśmy po schodach na górę i przeszliśmy przez szklane drzwi. Zatrzymałem się tuż przed pustym basen, w którym znajdowały się jedynie kolorowe, suche liście.
- Już. – powiedziałem i wtedy ujrzałem jak zielone oczy Harry’ego rozglądają się wokół, na plażę, która otaczała nas z każdych stron i przypominała mi o wszystkim, co razem przeszliśmy.
- Jak tu pięknie. – roześmiał się i rzucił mi na ramiona. – Dziękuję.
Schował twarzy w zagłębieniu u mojej szyi, i słyszałem jak moje serce zaczyna z sekundy na sekundę coraz bardziej wariować. Wtedy Harry wyprostował się i nadal utrzymując minimalną odległość między naszymi twarzami, nie zawahał się, aby mnie pocałować.
*
Uśmiechnąłem się delikatnie, przez co było mi trudno całować Zayn’a, ale wtedy zrozumiałem, że to ten moment. Chwilę później usta Malika zaatakowały mnie, i poczułem je na szyi, jak drążą swoją ścieżkę na mojej bladej skórze. Uniósł powieki do góry, i wtedy ujrzałem dwie tęczówki, w kolorze płynnego karmelu. Dotknąłem dłonią jego barku i skierowałem ją niżej, chwytając go za kołnierz koszuli i przyciągając jeszcze bliżej siebie.
- Kocham cię. – szepnął nagle i ujrzałem w jego oczach, szczerość.
- Też cię kocham. – uśmiechnąłem się i naparłem na niego całym ciałem i w kilka sekund przebyliśmy drogę do ściany, do której przycisnąłem mulata.
Z jego ust wyrwał się krzyk, i wtedy zacząłem odpinać guziki jego koszuli, gdy on ustami przejeżdżał wokół linii mojej szczęki. Delikatnie dłońmi przejechałem wzdłuż jego obojczyków i wtedy jego koszula spadła na ziemię, a on pomógł mi zdjąć swoją koszulkę, którą zahaczyłem o głowę i nie mogłem jej zdjąć.
- Niezdara. – zaśmiał się, gdy moja koszulka również spadła na ziemię.
- Zamknij się. – syknąłem i zjechałem dłońmi w dół i chwyciłem za pasek u jego spodni, mocno nim szarpiąc.
- Jesteś zachłanny. – zaśmiał się i przerwał nasz pocałunek, przez co ukarałem go chwytając jego tyłek w dłoń.
Gdy rozchylił usta, skorzystałem z okazji i językiem zacząłem błądzić po jego podniebieniu. Nasze języki zaczęły toczyć swoją własną wojnę, tak jak moje dłonie z jego paskiem. Gdy w końcu się go pozbyłem, zdjąłem je z niego i spojrzałem na jego białe bokserki, które wyglądały seksownie na tle jego ciemnych nóg. Czułem jak tracę oddech, odsunąłem się od niego łamiąc głęboki chełst powietrza, i wtuliłem się w jego rozgrzane ciało. Złożyłem krótki pocałunek na jego szyi, tuż przy żyle, która szaleńczo pulsowała. Jęknął cicho i zagryzł wargę.
Wylądowaliśmy oboje na ziemi, nadal się całując i pieszcząc, dopóki nie zachciałem czegoś więcej.
- Zayn… - odezwałem się, ledwie słyszalnym tonem. Spojrzał na mnie i od razu kiwnął głową, dając mi znak, żebym kontynuował.
Uśmiechnąłem się i wtedy zacząłem się ocierać kroczem o jego, i przejeżdżając dłońmi po jego nagim torsie, czułem jak jego całe ciało drży.
*
Jego zimne palce błądziły po moim nadbrzuszu i wtedy, spojrzałem w dół i ujrzałem jak powoli schodzi coraz niżej.
- Cholera. – syknąłem, czując się nie wyobrażalnie dobrze.
Jego szatański uśmiech gościł na jego twarzy, a dłoń schodziła, co raz niżej, nie dając mi chwili na odpoczynek. Podniósł się wyżej, aby mnie pocałować i wraz z momentem, gdy nasze usta się złączyły jego dłoń, przykryła całą moją erekcję. Zamknąłem oczy i mruknąłem cicho.
Panował nad moim ciałem, coraz szybciej masując najbardziej pożądające jego dotyku miejsce, na moim ciele. Jego usta ciągle napierały na moje, gdy jego dłoń coraz szybciej zaczęła się ruszać, doprowadzając mnie do jęków. Do tego uczucia mógłbym się przyzwyczaić, do jego zachrypniętego głosu wypowiadającego moje imię i rozpromienionej twarzy, która patrzy na mnie, marząc o najgrzeszniejszych wybrykach ze mną.
To wszystko robiło się silniejsze ode mnie i przejmowało nade mną kontrolę. Wygiąłem się w łuk, gdy orgazm zaczął się zbliżać, a usta Harry’ego otworzyły się, aby zmiażdżyć moje, gdy tylko jęknę z fali rozkoszy, która oblała całe moje podbrzusze.
Przewróciłem się wraz z brunetem, tak, że znalazł się tuż pode mną. Przejechałem dłonią po jego udach, na których były opięte jego ciemne dżinsy. Pochyliłem się i sącząc z jego ust sok miłości, wtuliłem się w jego tors, w słuchując w bicie jego serca.
Miałem się już mu odwdzięczyć i zsunąłem dłoń do jego rozporka, gdy się odezwał.
- Jestem szczęśliwy. Nigdy w całym swoim życiu nie czułem się tak dobrze. A ty?
- Ja? – spytałem i przytuliłem go do siebie. – Czuję się znakomicie.
- Tak, że mógłbyś dotknąć palcem nieba?
- Nie, nie tak. – odpowiedziałem i przyjrzałem się, wyrazowi jego twarzy.
- Jak to, nie tak?
- O wiele wyżej. – szepnąłem, wtulając się w niego. – Co najmniej trzy metry ponad niebem.
*
Ten dzień, zaczął się wspaniale. Słońce, choć wysoko zawieszone na niebie, dawało o sobie znać. Wiatr ustał, a mojej mamy nie było. Miało być idealnie, przyszedł Zayn, oraz Liam z Niallem.
- Przyjdziecie? – spytał Niall, biorąc łyk dopiero zaparzonej herbaty.
- Gdzie? – spytałem, i dostałem kuksańca w bok od Liam’a.
- W tę sobotę, biorę udział w wyścigu. – puścił oczko szatynowi, siedzącemu obok niego i potarł go po ramieniu, jakby chciał go pocieszyć. – Tylko jednej osobie, jaką znam udało się go wygrać. Teraz ja chcę spróbować. Przyjdziecie? – spytał i spojrzał na Zayn’a.
- Nie mogę… Moja mama ma urodziny. – uśmiechnąłem się. – Nie mogę tego przegapić, już wystarczająco sobie u niej przegrabiłem.
- A ty Zayn?
Mulat spojrzał na mnie, a potem na blondyna, który się uśmiechnął.
- No, pewnie.
- Obiecujesz? –blondyn spojrzał na niego i spuścił wzrok, gdy Zayn na niego spojrzał.
- Obiecuję. –uderzył go z pięści w ramię, po czym przytulił się do mnie i wtulił w zagłębienie u mojej szyi, pocierając nosem moją skórę.
Zaśmiałem się i przejechałem dłonią po jego idealnie ułożonych włosach. Później chwyciłem go za brodę i zmuszając, aby na mnie spojrzał, co nie było trudne, schyliłem się, aby go pocałować. Wyczułem posmak gumy miętowej zmieszanej ze smakiem papierosów. Nie przeszkadzało mi to, a wręcz jeszcze bardziej nakręcało.
Nagle Zayn znieruchomiał, wyprostowałem się i spojrzałem na jego przestraszoną minę.
- Aż tak źle całuję? – spytałem i zaśmiałem się. – Wyglądacie jakbyście zobaczyli moją mamę. – oczekiwałem aż wybuchną śmiechem, ale tego nie zrobili wtedy Liam spojrzał na mnie, i kiwnął głową.
Powoli odwróciłem się, mając nadzieję, że to tylko Gemma była świadkiem naszego pocałunku, lub tata. On by to zniósł, ale nadzieja prysła wraz z widokiem mamy stojącej tuż za mną. Wypuściła z rąk zakupy i w totalnym szoku, chwyciła mnie mocno za ramię i przyciągnęła do siebie.
- Wynoście się! – krzyknęła, i mogłem się tylko przyglądać jak moi przyjaciele wychodzą przez drzwi, wraz z Zayn’em, który spojrzał na mnie przepraszająco.
To nie on powinien przepraszać, tylko ja… To ja go tu sprowadziłem, i skazałem jego i siebie na wieczne potępienie.
- Haroldzie Edwardzie Styles… - wbiła swoje ostre paznokcie w moje przedramię, ale jej równie ostre słowa miały mnie skrzywdzić jeszcze bardziej. – Co ty wyrabiasz? – jej głos drżał, ale doskonale rozumiałem, co mówi, stojąc tuż obok niej – tykającej bomby, która lada chwila miała wybuchnąć. – Oszalałeś? Mam nadzieję, że to pierwszy i ostatni taki twój wybryk!
- Zayn, to mój chłopak. – wtrąciłem i widziałem, jak jej oczy płoną z gniewu.
- Do pokoju! I już nigdy nie zobaczysz się, z tym chłopcem! – krzyknęła za mną, gdy byłem już na schodach.
To się jeszcze okaże, pomyślałem w tamtym momencie, gdy zatrzasnąłem za sobą drzwi, przekraczając tylko próg mojego pokoju. A miało być doskonale…
*
Sobota. Nie byłem pewny, czy oczekiwana sobota. Zawsze spędzałem ją z Harry’m, teraz tak nie miało być… Nie mogłem usiedzieć na miejscu, siostry nie było w mieszkaniu, a gdy nagle zobaczyłem, jak mój telefon wibruje wyciągnąłem po niego dłoń i przeczytałem sms.
12: 56 PM 26-05-12
Od: Nialler.
Pamiętaj o dzisiejszym wyścigu. Obiecałeś… x
Pomasowałem sobie skronie, nadal myśląc, nad planem, aby spotkać się z brunetem i zdążyć, na wyścig, który ja niegdyś wygrałem. Niezapomniane chwile, ale także bolesne. Niall, wtedy również w nich uczestniczył. To był punkt kryzysowy naszej przyjaźni, która się okazała przetrwać wszystko.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi, i ruszyłem, aby je otworzyć, myśląc, kto za nimi może stać. Chwyciłem za klamkę i zobaczyłem wysokiego szatyna, z lekkim zarostem na twarzy. Jego włosy były ułożone w artystycznym nieładzie, a oczy uśmiechały się.
- Jestem, Louis. – wyciągnął dłoń w moją stronę, którą uścisnąłem. –Przyjaciel Harry’ego.
- Wejdź. – otworzyłem szerzej drzwi, i spojrzałem na niego, gdy stanął tuż obok mnie, wdzięcznie się uśmiechając. – Chodź za mną. – powiedziałem i zaprowadziłem go do kuchni. – Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję. – odpowiedział i usiadł na krześle, tuż przede mną. – Musisz zawalczyć o Harry’ego. – powiedział nagle. Zmierzyłem go wzrokiem, a on uśmiechnął się.
- Skąd o nas wiesz?
- Spędziłem z nim, ostatnie kilka dni, bo tylko jego mama mi ufa. – uśmiechnął się tajemniczo. – Gdyby tylko wiedziała, że ja byłem pierwszym chłopakiem jej synka… - zaśmiał się i kontynuował. – Dzisiaj Harry będzie na jej urodzinach, idź tam i pokaż, że tak szybko się nie poddasz. – puścił mi oczko.
- Musiałbym mieć zaproszenie.
- O tym też pomyślałem. – wyciągnął z kieszeni białą, ozdobną kartkę z wygrawerowanym dużym, złotym napisem: Zaproszenie.
- Dlaczego to robisz? – spytałem, a jego zadziorny uśmieszek nie schodził mu z twarzy.
- Słuchałem przez całe pięć dni, jak o tobie mówi. To musi być na poważnie, i nie pozwolę, aby się skończyło przez jego uprzedzoną matkę.
- Dziękuję. – powiedziałem i odwzajemniłem uśmiech.
Nagle wstał i ruszył ku wyjściu, ruszyłem za nim, czując zapach jego wody kolońskiej – drogiej, wody kolońskiej. Nagle się zatrzymał i spojrzał na mnie.
- Zaopiekuj się, jego dobrym sercem. – poprosił i wyszedł, nawet nie czekając, aż coś powiem.
*
Spojrzałem na zegarek i wygładziłem marynarkę, która u spodu zawinęła się. Wyczyściłem spodnie, od sierści, kota, którego jeszcze kilka minut temu miałem na kolanach, i rzuciłem ostatni raz okiem na moje włosy i mogłem wyjść, kiedy zobaczyłem Gemmę w progu.
- Będzie ten, twój Zayn? – spytała i uniosła jeden kącik ust.
- Nie. Będzie na wyścigu przyjaciela, a poza tym, matka nigdy by go nie zaprosiła.
- Harry… Wszystko będzie dobrze.
- Wątpię. – uśmiechnąłem się i wsadziłem kosmyk jej włosów za ucho. – Ale dziękuję.
Wyminąłem ją i stanąłem na schodach, które prowadziły do piekła, którym było moje życie.
*
Zatrzymałem motor, przed dwoma mężczyznami, którzy byli ochroniarzami. Ruszyłem w stronę, gdzie stali i wyciągnąłem zaproszenie, które ode mnie wzięli. Poprawiłem kołnierzyk od koszuli, do której noszenia nigdy się nie przyzwyczaję i ruszyłem w stronę wejścia. Popchnąłem drzwi i zobaczyłem wystawne pomieszczenie, przyozdobione kryształowymi żyrandolami i długi stołami, na których znajdowało się jedzenie. Rozejrzałem się wokół i wtedy, zobaczyłem Harry’ego opartego o poręcz. Podszedłem powoli do niego i położyłem dłonie, po obu jego stronach, zniżając się do jego ucha.
- Wyglądasz na znudzonego. – szepnąłem i wtedy się odwrócił, a jego ramiona oplotły się wokół mojej szyi.
- Zayn, co tu robisz?!
Zobaczysz, jeszcze przyjdzie…
- Przyjechałem cię stąd zabrać. – uśmiechnąłem się i schyliłem, aby poczuć jego zapach.
- On, nigdzie się nie wybiera.
Odwróciłem się i ujrzałem matkę Harry’ego, która wrogo na mnie spoglądała. Jej oczy kipiały złością, a jej mąż już szedł w naszą stronę. Chyba potrzebna była nam jego pomoc…
- Nie jestem już dzieckiem. – odezwał się brunet, stojący obok mnie. Poczułem jak splata nasze dłonie razem. – Jesteśmy razem i tego nie zmienisz.
Przecież obiecał…
- Anne… - mąż złapał ją za dłoń, którą wymierzyła w naszą stronę, do jej oczu cisnęły się łzy, a do ust obelgi, które były skierowane do mnie.
- Nie zabierze mi syna…
- Wcale tego nie chcę. –odezwałem się, i poczułem mocniejsze ściśnięcie dłoni chłopaka. - Kocham go.
START!
- Ty, chcesz go tylko wykorzystać. – zaszlochała matka Harry’ego, a wszyscy patrzyli na nas. – On, na to nie zasługuje.
Patrzyłem jak łzy wypływają z jej oczu, a mąż trzyma ją w objęciach. Harry stał nieruchomo, i wpatrywał się w ten sam obraz przed nami, co ja. Nie wiedziałem, co zrobić, oprócz tego, że już nigdy, nie pozwolę nas rozdzielić.
- Idźcie, już. – powiedział ojczym Harry’ego, a wtedy w całej sali rozległ się krzyk Gemmy.
*
Tłum ludzi, motory, zapach spalin, odgłos syren, karetka, czyjś płacz i krzyki. Czułem się, jak bym znalazł się w samym środku chaosu. Przebiegłem tuż obok karetki, i zobaczyłem Liam’a, który siedział na łóżku i owinięty kocem, płakał. Podbiegłem do niego i chwyciłem go za ramiona.
- Co się stało? – prawie krzyknąłem, mój głos drżał przez cały czas, gdy coś mówiłem, ale Liam w ogóle mnie nie słuchał. Trząsł się, i powtarzał jedno imię, w kółko i w kółko. – Liam, gdzie jest Niall? – spytałem, a on wtedy kiwnął głową w stronę tłumu ludzi i zaniósł się płaczem.
Widziałem jak Zayn, znika i przedziera się przez tłum. Pobiegłem za nim i ujrzałem z daleka tą znajomą blond czuprynę. Jeden z ratowników medycznych chwycił mulata za ramiona, i mimo jego krzyków, nie chciał go przepuścić.
- To mój przyjaciel! – krzyknął i upadł na kolana, tuż obok ciała blondyna.
Nie mogłem na to patrzeć. Smutek Zayn’a, śmierć Niall’a. Łzy mulata opadały na niebieską koszulkę, martwego chłopaka. Stałem, patrząc jak w kilka sekund umarł jeden ze światów Zayn’a.
Nic nie mogłem zrobić. Czułem jak ciepłe łzy, tworzą ścieżki na moich bladych policzkach. Kucnąłem tuż obok Zayn’a, i objąłem go ramieniem, czując jak drży.
- Obiecałem mu, że przyjdę. – zaszlochał i wtulił się w zagłębienie u mojej szyi. – Obiecałem mu.
- Shh. – uspokajałem go, dłonią drążąc kółka na jego plecach. –Będzie dobrze. Niall trafił w dobre ręce.
*
Po odprowadzeniu Harry’ego, szedłem wzdłuż ulicy, całkowicie otumaniony przez wydarzenia, przez emocje, które kumulowałem w sobie, przez ostatnie godziny. Nie mogłem uwierzyć, że już go nie ma…
Byłem blisko domu, gdy zaczęło padać. Nie zwróciłem na to uwagi dopóki nie zorientowałem się, że zapomniałem kluczy. Nie mogłem dłużej wytrzymać… Zjechałem po ścianie mieszkania, i pozwalając, aby moje emocje eksplodowały, zacząłem płakać, mając nadzieję, że nikt właśnie nie będzie tędy szedł, a deszcz ukryje moje łzy. Wszystko mnie bolało, włącznie z sercem, które rozpadało się na kawałki, za każdym razem, gdy uświadamiałem sobie, że Niall nie żyje.
-Zayn, co tu robisz? – usłyszałem głos, mojej siostry.
Bałem się unieść głowę i spojrzeć na jej twarz. Bałem się ją znów zasmucić, tak jak po tej nocy, gdy wróciłem w noc, w którą nasza matka popełniła samobójstwo, całkowicie zalany. Nie chciałem dłużej zadawać jej bólu.
- Zayn, dlaczego płaczesz? – spytała z troską, kucając tuż przy mnie.
Uniosłem wzrok i zaszlochałem, czując jej ramiona wokół mnie. Była kolejną osobą, na którą nie zasługiwałem.
- Niall… on.. nie… - nie potrafiłem się wysłowić, przez łzy, którymi się dusiłem.
- Spokojnie. – pogładziła mnie po policzku, swoimi ciepłymi dłońmi.
- Przepraszam. – głos załamał mi się w połowie zdania. Wtuliłem się w jej ciało mocniej, i poczułem jak podnosi się.
- Wstawaj. – podała mi dłoń. – Chodź do środka, bo się przeziębisz. – uśmiechnęła się do mnie, i pomachała dłonią, abym ją chwycił.
Spojrzałem na jej twarz i uśmiechnąłem się z wdzięcznością. Stwierdziłem, że już nigdy się nie zawaham i chwyciłem ją za dłoń.
*
Człowiek traci i zyskuje, ja doświadczyłem tych obu rzeczy. Po śmierci przyjaciela, nienawidziłem siebie, przez złamaną przysięgę i to, że go nie zatrzymałem, gdy wiedziałem, czym to grozi. Zyskałem zaufanie wielu ludzi i dobre kontakty z siostrą. Ale także zdobyłem miłość mojego życia. Od której jestem uzależniony. Jak narkoman od heroiny, nimfomanka od seksu, czy alkoholik od wódki. Widzę w nim sens życia, które zaczęło się od niego i tak miało się skończyć…
Przeszedłem i nauczyłem się wiele, zyskałem jeszcze więcej. Straciłem wielu, nauczyłem się kochać. Każdy dąży do jakiegoś celu, ja swój osiągnąłem – stałem się lepszym człowiekiem. Największymi przeszkodami byli ludzie…, Ale nie ważne ile ludzi cię krytykuję, najlepszą zemstą, będzie pokazanie im, że się mylą. Nie myśl o przeszłości, nie patrz w przyszłość – ciesz się teraźniejszością.
Uśmiechnij się, bo nie wiesz, kto może się w twoim uśmiechu zakochać. Patrz na świat, swoimi oczami, bo nie wiesz, co możesz odkryć. Słuchaj, a nikt cię nie skrzywdzi.
Życzę sobie, aby każdy w życiu zaznał szczęścia…
Nazywam się Zayn Malik, a Ty poznałeś już moją historię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz