3
Owinięty w kurtkę Zayna i nieznajomy szalik, który plącze się kilkakrotnie wokół jego szyi, Harry siedzi na grzbiecie dachu. Jego długie palce zaciśnięte są na butelce wina i jest coś szalenie gorącego w jego obecnym, zamotanym stanie, połączonym z faktem, że studiuje medycynę.
Lekarz. Heh. Lekarz i prawnik. Brzmi honorowo - są całkowicie kompatybilni niczym… Bonnie i Clyde, Rome i Julia, i cholera dlaczego wszyscy z nich umierają? Wzrok Louisa śledzi strome nachylenie dachu, aż do krawędzi chodnika i och, hej, żadnego umierania. Nie byłoby w tym zabawy.
Potrząsając głową, by wygnać zamglone myśli, Louis wyciąga wino z palców Harry’ego, wskazując między ich dwoje szyjką od butelki.
- Spójrz na nas, Harry. Przyszły doktor i przyszły prawnik, oboje poważni i szanowani, siedzimy na dachu.
- To był twój pomysł, by się tu wspiąć – wypomina Harry. – Ja po prostu szedłem za twoim cieniem. Poza tym wątpię, byś kiedykolwiek brał coś na poważnie.
Szturcha go delikatnie stopą, promieniejąc, gdy potrząsa włosami, które weszły mu do oczu. Jego policzki mogą być odrobinę zarumienione, lecz ciężko jest to dokładnie stwierdzić w słabym oświetleniu ulicznych lamp.
- Nieprawda – mówi z opóźnieniem Louis. – Niektóre rzeczy biorę na poważnie. Po prostu nie zamierzam tego robić, gdy rzeczy nie są poważne, jeśli zrobisz krok w tył.
- Dobrze, ale nie rób teraz żadnego kroku w tył. – Harry udaje upadek, a wszystko w jego postawie wydaje się być szczęśliwe i jasne, i otwarte. Louis nie jest przekonany o tym, czy to ma w ogóle ma sens. Wzrusza więc ramionami i bierze mały łyk wina, pozwalając sobie przetoczyć go w ustach przed połknięciem.
- Hej, Harry? – Lubi sposób w jaki to brzmi, zabawna aliteracja* i myśli o pociągnięciu tego z hej, hej, Harry, hej*, lecz nie jest aż tak pijany.
- Hej, Louis? – kopiuje Harry. Wiatr czyni bałagan w jego lokach. Potargany, artystyczny nieład zmienia w po prostu potargany, nie mający nic wspólnego z artystycznym wyglądem. Louis jest niemal pewien, że jeśli chciałby je dotknąć, Harry by mu pozwolił. To sprawia lekki ból w klatce piersiowej.
Odwracając wzrok w stronę ciemnego nieba, Louis zaciska chwyt na zimnej butelce. Zastanawiając się o co miał zamiar zapytać, przypomina sobie, jak Zayn i Liam stali pochyleni ku sobie, gdy mijał ich w poszukiwaniu płaszczy dla siebie i Harry’ego. Zayn zwykle nie zakochuje się tak szybko.
- Wiem, że to nie… - Louis oblizuje wargi i wydaje mu się, że zauważa, jak spojrzenie Harry’ego zjeżdża na jego usta. – To naprawdę nie moja sprawa, lecz Zayn jest jednym z moich najlepszych przyjaciół, a ty mówiłeś coś, że sprawy z Liamem nie wyszły. Czyli jesteście teraz przyjaciółmi?
-Liam jest świetny. – Harry milczy przez kilka sekund, jego twarz wciąż jest otwarta, lecz również skupiona. – To małe nieporozumienie . Przez minutę było niezręcznie, lecz ruszyliśmy dalej. – Przytakuje z uśmiechem. – Wszystko jest dobrze.
- Nieporozumienie – powtarza Louis. – Na jaki temat?
Oddaje butelkę w ręce Harry’ego i poprawia się na swoim miejscu, gdyż chłód płytek zaczyna przenikać przez jego jeansy.
- Na temat tego, gdzie to wszystko zmierza. – Harry bierze łyk, wyciera usta i wzrusza ramionami, napotykając spojrzenie Louisa. – Chodzi o to, że nie szukam obecnie związku. To po prostu… Jestem z małej wioski, a to wszystko jest tak duże. – Wznosi ręce do góry. – Byłem do tyłu, lecz to nie robi dużej różnicy. Nie było sceny. Kiedy się tu przeniosłem, czułem się…
Urywa i Louis kończy za niego.
- Jakbyś był wolny po raz pierwszy w życiu. Pamiętam.
Harry rzuca mu zainteresowane spojrzenie. – Czyżby?
Louis przytakuje. – Przez chwilę byłem taki sam. W pełni korzystałem z mojej nowej wolności, biegając dookoła jak jakiś… - „kompletnie beznadziejny i najgorszy, losowo przypisany współlokator na świecie”, gdyby ufać Zaynowi. W jakiś sposób ich przyjaźń stała się niezależnie silna. – Byłem trochę dziki, tak mi się wydaje.
- Czas przeszły? – Harry łapie butelkę w tym samym czasie i proponuje ją szatynowi. – Szukasz teraz związku?
Louis unosi jedno ramię. – Nie do końca aktywnie, ale tak.
- Och, okej. To w porządku. – Harry przetrząsa swoje loki obiema rękami i uśmiecha się do Louisa w sposób, który ukazuje jego prawy dołeczek. W porządku, tak. Oni są w porządku.
Louis również się uśmiecha i nie zastanawia się w jaki sposób smakuje skóra Harry’ego tuż poniżej ucha. Są teraz na różnych etapach w życiu. Louis może to uszanować. Chce zlizać każdy połyskujący ślad po winie z ust Harry’ego, lecz tego nie zrobi. To byłoby głupie - psuć coś, co mogłoby przerodzić się w perfekcyjnie cudowną przyjaźń, na rzecz nierozważnej, jednonocnej przygody.
A głupota jest tak przereklamowana.
—
Zanim Louis wychodzi z łóżka, mija południe. Mieszkanie jest ciche, lecz na blacie stoi ciepły kubek z herbatą i damska kurtka powieszona jest na jednym z kuchennych krzeseł. Tym lepiej dla Nialla.
Louis robi sobie filiżankę herbaty i wycofuje się ponownie do swojego pokoju. Myje zęby, przepłukuje twarz; wszystko, co wywoła jakąkolwiek reakcję i obudzi go we właściwy sposób. Sprawdzanie e-mailli wydaje się być dobrą opcją.
Przewija kilka nowych wiadomości. Spam, spam, notka od siostry, spam, coś wiązanego z serwisem, spam, jego mama, dwa zaproszenia na Facebooku. Jedno z nich jest od Harry’ego i Louis akceptuje je bez wahania, spędzając chwilę na przeglądaniu zdjęć chłopaka, do których ma już dostęp. Większość z nich jest absurdalna: Harry wygłupiający się ze znajomymi, rozpromieniony wpatruje się w obiektyw z szalikiem Manchester United owiniętym wokół głowy. Zdjęcie musiało zostać zrobione podczas przerwy zimowej. To rodzaj wyboru, którego powinien oczekiwać, lecz wciąż wydaje się być zaskoczony [Chodzi o to, że Louis nie spodziewał się, że Harry też kibicuje ManU – przyp.tłum.]. Ostentacyjnie zamyka galerię zdjęć i zostawia tajemnicze „I climb way up to the top of the stairs”* na tablicy Harry’ego.
Drugie zaproszenie okazuje się być od Matta, jednego z chłopaków, którego znał z studenckiego radia. Dołączona jest notatka: „Miło było cię zobaczyć! Jeśli będziesz w pobliżu, często pracuję na porannej zmianie w Starbucksie na kampusie. Mogę dać ci dodatkowe cukiereczki!
Louis uśmiecha się i akceptuje zaproszenie bez sprawdzania strony Matta.
Odpowiedź Harry’ego przychodzi kilka minut później “On the roof, it’s peaceful as can be”* pisze i Louis zakłada, że użył Google, by zrozumieć wcześniejsze wyrażenie. Szatyn myśli o dodaniu kolejnej linijki tekstu, lecz jego telefon wibruje, zanim się na to zdobywa.
Wiadomość jest od Harry’ego i no tak, Louis ma w głowie zamglone wspomnienie ich, wymieniających numery, zanim się rozstali. Louis zaciągnął do domu niezwykle rozmownego Zayna, a Harry musiał zająć się Liamem lub poszukać sobie kompana na noc. Louis nie jest cyniczny w związku z drugą opcją.
„Dziękuję za zabawianie mnie zeszłej nocy”, mówi wiadomość Harry’ego. „To była niezła zabawa”’
Krzywiąc się na smak zimnej herbaty, Louis odczekuje minutę, zanim odpowiada. „Tak, sprawiła, że poczułem się niczym na szczycie dachu.”
„Idiota :)”
Nie wywiera to żadnej reakcji na Louisie, lecz i tak odpisuje: „Mała rada: nie słuchaj niczego, co Zayn powie o mnie Liamowi. To wszystko kłamstwa.”
Hałas dochodzący z salonu, wraz z chichotem, który jest zdecydowanie zbyt wysoki dla Nialla i Zayna, sprawia, że Louis wstaje i podchodzi do drzwi. Wtedy się zatrzymuje. Po namyśle, może nie chce wiedzieć. Niewiedza jest błogosławieństwem, tak, i widział już wystarczająco nagich gołych pośladków Nialla. Starczy mu do końca życia. Woli przeczytać odpowiedź Harry’ego.
„Jakoś w to wątpię”’
Zanim Louis wykorzystuje szansę na obronę, przychodzi drugi SMS.
”Hej, chcesz zjeść jutro lunch?”
Jutro zaczyna prawo zobowiązań o dziewiątej rano. Louis potrzebuje czegoś na co mógłby czekać i lunch z Harrym wydaje się idealnym sposobem na rozjaśnienie poniedziałku; każdego poniedziałku.
„Zdecydowanie. Podaj czas i miejsce.”
—
Lunch głównie składa się z żartów o Liamie i Zaynie, którzy nie wymienili się numerami telefonów, tym samum utrudniając sobie życie, a szczególnie randkowanie. Louis nigdy nie pomyślał, że dożyje dnia, w którym Zayn będzie potrzebował pomocy z chłopakiem.
W celu ratowania ich od własnej głupoty, Louis i Harry zgadzają się na maraton Harry’ego Pottera w mieszkaniu szatyna, który kończy się z Niallem i Amy, znikającymi w połowie pierwszej części, podczas gdy Zayn i Liam rzucają sobie ukradkowe spojrzenia i komentują miękkimi głosami. Louis i Harry spędzają większość czasu, prześcigając się nawzajem w próbach naśladowania Snapa, wypowiadając takie frazy, jak „oczarować umysł” i „Ludzie pomyślą, że się do czegoś nadajesz” w losowych odstępach czasu.
Kiedy pojawiają się napisy końcowe, Louis wstaje z kanapy, by dostarczyć przekąsek. Harry idzie za nim, opierając się biodrem o framugę drzwi i patrzy na Louisa z szerokimi, pełnymi nadziei oczami. Szatynowi udaje się go ignorować. Przez jakieś pięć sekund.
- Czego chcesz?
- Usidlić twoje zmysły – intonuje Harry.
Louis przewraca oczami. – Nie dostaniesz ciasteczek mojej mamy. Musiałem bronić je przed zachłannymi rękami Nialla i obronie je również przed tobą.
Jego wypowiedź spotyka się z najsmutniejszymi oczami szczeniaka jakie zna ludzkość. Louis powinien być odporny, żyje z Niallem i Zaynem. W jakiś sposób Harry osiąga nowy poziom zniewalającego.
- Imitacja szczeniaczka na mnie nie działa – mówi Louis. – Odejdź.
Harry wypróbowuje niskiego jęku, marszcząc noc. To zdecydowanie nie jest urocze, ani trochę.
Naprawdę.
- Jedno – mówi mu Louis.
Harry pochyla się do przodu i liże policzek Louisa, tak szybko, że chłopak nie jest w stanie zareagować. Śmiejąc się, Louis odpycha go, przyciskając otwartą dłoń do klatki piersiowej Harry’ego, by utrzymać go z daleka. Styles uśmiecha się do niego, ukazując pełne uzębienie.
- Nie myślałeś o zrobieniu kariery w reklamie pasty do zębów? – pyta Louis.
Harry gapi się na niego, po czym zaczyna rechotać; oczy wesoło zmniejszają mu się, błyszcząc. Jest on zdecydowanie najpiękniejszą rzeczą jaką Louis kiedykolwiek widział. Na szczęście Louis nie ma już dłużej szesnastu lat i potrafi powstrzymać ten rodzaj pragnienia poprzez racjonalne myślenie.
Pewnego dnia być może podziękuje Stanowi za tę lekcję.
________________
I climb way up to the top of the stairs […] On the roof, it’s peaceful as can be - Louis i Harry używają tekstu piosenki “Up On the Roof” odnosząc się do ich przesiadywania na dachu w czasie imprezy. Możecie przesłuchać tutaj.
3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz