wtorek, 21 stycznia 2014

802

Epilog

Stoję na szpitalnym tarasie, na dziewiątym piętrze i mimo tego, że nie płaczę łzy same spływają mi po policzkach. To takie dziwne. Nie płaczę, a jednak płaczę. Jest chłodno, wieje wiatr, a nawet trochę kropi, ale to mi nie przeszkadza bo nie czuję już nic.

Dwanaście miesięcy - tyle czasu minęło, a Ty dalej śpisz.

Moje serce krwawi każdego dnia. Każdego dnia przychodzę do Ciebie, trzymam Cię za dłoń i modlę się byś otworzył oczy. Ale nie mam już dłużej siły. Nie mam siły by dalej czekać. Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę oddychać… Nie mogę tak żyć Louis. Nie wiem jak mam dalej funkcjonować bo bez Ciebie wszystko jest nie tak. Dzisiaj cały mój świat rozsypał się na kawałki i nic już nie ma dla mnie znaczenia.

Dali Ci dziesięć procent na to, że kiedykolwiek się obudzisz. Dziesięć procent na to, że znów zobaczę Twoje piękne niebieskie oczy patrzące na mnie z tym „czymś”. Teraz już wiem co to było. Patrzyłem na Ciebie dokładnie tak samo.

Razem z chłopakami dokończyliśmy naszą trasę koncertową, wiesz? To ja śpiewałem Twoje solo. Płakałem przy każdej piosence, a fani płakali razem ze mną. Wszyscy w kółko powtarzają, że będzie dobrze, ale nie jest dobrze. Nic, kompletnie nic nie jest dobrze. Nie mogę tego dłużej znieść Lou. Czuję się pusty w środku. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym móc znów Cię przytulić, nieść pijanego przez pięć pięter po schodach by potem położyć się obok Ciebie i usłyszeć rano zachrypnięty i zaspany głosik mówiący moje imię.

Kocham Cię tak bardzo, że to aż boli.

To co się stało jest dla mnie największą karą.

Pamiętasz ten dzień, w którym wyszedłeś z domu mówiąc, że nie pojedziesz do Maxa? Wiedziałem, że kłamiesz bo nigdy wcześniej tego nie robiłeś. Widziałem to w Twoich oczach, dlatego od razu wsiadłem w samochód i pojechałem za Tobą, a wtedy zadzwonił do mnie Zayn, który powiedział mi czego się dowiedział o Maxie. A raczej Denisie – bo takie jest jego prawdziwe imię - który wyszedł ze szpitala psychiatrycznego. Tydzień po tym wszystkim co się stało odnaleźli ciała trzech zaginionych chłopaków. Były w tym jeziorze nad które cię zabrał.

Mimo tego, że dotarłem tam na czas nie udało mi się Tobie pomóc. To łamie mi serce. To boli.

Wciąż mam w głowie Twoje ostatnie słowa jakie do mnie powiedziałeś. Odbijają się echem po mojej głowie. Powiedziałeś „Kocham cię Harry. Przepraszam”.

Duszę się. Nie mogę złapać oddechu bo dławię się właśnie własnymi łzami, których nie mogę już powstrzymać.

Tak bardzo chciałbym móc Cię przeprosić, powiedzieć Ci jak bardzo żałuję tego, że Cię skrzywdziłem, że Cię zostawiłem. Może gdybym tego nie zrobił to wszystko by się tak nie potoczyło? Przepraszam Cię za to, że byłem takim egoistą.

Przepraszam za to, że właśnie się poddaję.

Tęsknie za Tobą. Za naszą przyjaźnią, za Twoimi oczami, za Twoim śmiechem, za Twoim głupim i irracjonalnym gadaniem… za Twoimi ustami, których nigdy nie dotknąłem. Zabawne, prawda? Tęsknić za czymś co nigdy nie było moje. Straciłem to wszystko przez własną głupotę, a teraz muszę z tym żyć…

Muszę?

Po co właściwie tu przyszedłem, na ten taras? Nie chciałem się tu znaleźć, a moje nogi jednak same mnie tu przyprowadziły. Ile to już? Rok. Dwanaście miesięcy. Najgorsze trzysta sześćdziesiąt pięć dni w moim życiu.

Nie wiem co robić Lou. Nie wiem co mam robić.

Kocham Cię tak bardzo, że to aż boli.

*

- Harry – wychrypiał Louis poruszając palcem wskazującym i dotykając czyjejś ręki.

- Louis?! O Boże Louis! Zayn! Zayn on się obudził! On się obudził Zayn, słyszysz?! – krzyknął Niall podrywając się na równe nogi – Boże Louis, tak się baliśmy… Tak strasznie się baliśmy, że nas zostawisz!

Szatyn otworzył delikatnie swoje powieki i spojrzał na Nialla i Zayna, którzy stali nad nim.

- Harry - powtórzył, gdy w tym momencie do środka wchodził Liam.

- Tak, Harry jest tutaj. – mówił Niall - Jest na tarasie, zaraz go przyprowadzę! Nawet nie wiesz jak się ucieszy, przychodził tu codziennie przez cały rok! Umrze z radości… - zawołał szczęśliwie blondyn i ruszył w kierunku wyjścia – On się obudził Liam, obudził się! – krzyknął i kiedy już miał wychodzić usłyszeli dziwny dźwięk.

Odwrócił się próbując rozszyfrować skąd dochodzi i zamarł widząc, że serce Louisa zatrzymało się, a on sam znów leży z zamkniętymi oczami. Nagle wszystko zaczęło dziać się niesamowicie szybko.

Zupełnie jak na filmach.

W mgnieniu oka do pomieszczenia wtargnęło kilku lekarzy, którzy kazali im się natychmiast usunąć. Rozpięli koszulę, którą miał na sobie Louis i rzucając do siebie krótkie komendy zaczęli go ratować.

- Co się dzieje?! Liam co oni mu robią?! Co mu się stało Liam?! – zapytał z krzykiem Niall, a chwilę później zaczął głośno płakać.

Ktoś krzyknął żeby wyszli, ktoś szarpnął go za rękę i chwilę później znaleźli się za drzwiami. Liam stał nie mogąc wydusić z siebie ani słowa, a zdenerwowany Zayn przyciągnął do siebie blondyna i mocno przytulił. Jeszcze nigdy nie widział go w takim stanie.

- J-jak to się stało? – zapłakał mu w ramię – Zayn, dlaczego on… p-przecież się obudził… przecież…

- Ćśśśś – powiedział cicho mulat, chociaż sam zacisnął mocno szczękę rzucając spojrzeniem na przerażonego Liama.

*

Wspólnie zdecydowali, że to Liam pójdzie na taras po Harry’ego i powie mu co się stało. Niall nie byłby w stanie tego zrobić bo do tej pory nie udało mu się uspokoić, a Zayn od kilkunastu minut siedział nieruchomo na krześle niezdolny do jakiejkolwiek reakcji.

Chłopak wyjechał windą na dziewiąte piętro i chwilę później popchnął szklane drzwi na taras. Wyszedł rozglądając się, ale bruneta nigdzie nie było. Dopiero, gdy stanął przy barierce usłyszał cichy szloch i znalazł Harry’ego zwiniętego w kulkę na ziemi za klimatyzatorami.

- Harry – powiedział czując jak jego serce przyspiesza. Tak bardzo chciał kucnąć przy nim, przyciągnąć go do siebie i mocno przytulić, ale nie był wstanie. Nie kiedy sam się z tym nie pogodził. – Harry… - powtórzył ochryple.

Chłopak podniósł głowę i oczom Liama ukazała się czerwona i zapłakana twarz bruneta. Wyglądał tragicznie.

- Ch-chciałem się z-zabić Liam. – powiedział cicho podnosząc się, dławiąc łzami i patrząc na twarz zszokowanego przyjaciela – OMAL KURWA NIE SKOCZYŁEM! – krzyknął na całe gardło topiąc się w łzach jeszcze bardziej.

W ręce ściskał telefon, na którym w notatniku napisał wcześniej swój list pożegnalny.

- Harry Louis się obudził i…

- C-co? – zapytał chłopak ściszając głos, a jego twarz nagle zaczęła przybierać inny wygląd. Łkał dalej, ale już nie z rozpaczy. Nie czekając na odpowiedź ruszył w kierunku drzwi.

- Harry poczekaj! Ja nie skończyłem! – zawołał za nim Liam, ale chłopak był już za drzwiami – KURWA! – krzyknął głośno łapiąc się za głowę i okręcając kilka razy wokół własnej osi, a łzy w końcu polały mu się po twarzy.

Wszystko było źle, wszystko było nie tak jak powinno.

*

Harry biegł korytarzem nie zwracając na nic uwagi. Serce biło mu jak szalone, a wcześniej zbiegł po schodach kilka pięter prawie łamiąc sobie kostkę. Nie przejmował się tym, że właśnie wpadł na jakiegoś lekarza, nie przejmował się tym, że potrącił pielęgniarkę, która wypuściła z rąk stos ręczników, nie przejmował się tym, że jego włosy i ubranie były mokre od stania na deszczu… nie przejmował się niczym. Nic więcej się dla niego nie liczyło. W głowie w kółko odtwarzał słowa, które powiedział Liam.

„Louis się obudził. Louis się obudził.”

Kiedy w końcu znalazł się na właściwym piętrze nawet nie zauważył siedzącego na korytarzu Zayna, który ukrył swoją głowę w kolanach. Wpadł jak burza do sali, w której leżał Louis i natychmiast znalazł się przy jego łóżku.

- Louis – powiedział zduszonym głosem – Louis, Louis, Louis – powtórzył czując na sobie rękę Nialla, który również był w środku.

Szatyn otworzył powoli oczy i spojrzał ze strachem w zielone tęczówki, aż w końcu powiedział coś co sprawiło, że serce Harry’ego wyskoczyło z piersi i roztrzaskało się o podłogę na milion kawałków.

- K-kim jesteś?

*

Kiedy wszystko się kończy człowiek zawsze zadaje sobie nieskończoną ilość pytań. Rozmyśla godzinami i zastanawia się czy to co robił było dobre, czy też nie. Stara się znaleźć jakiś sens, chociaż nie zawsze jest w stanie udzielić sobie jasnych odpowiedzi. Harry zrozumiał, że popełnił wielki, niewybaczalny błąd. Myślał egoistycznie i skrzywdził osobę, na której najbardziej mu zależało. Skrzywdził Louisa, ponieważ był przekonany, że ten nie odwzajemnia jego miłości i był pewien, że jest to coś o czym nawet nie powinien marzyć. Teraz już wiedział, że jeżeli człowiek potrafi o czymś marzyć, to równie dobrze potrafi tego dokonać. Dla niego niestety było już za późno. Stracił Louisa zanim go zdobył. Popełnił błąd, za który dostał nauczkę i za który będzie płacił każdego następnego dnia swojego życia – dopóki Louis nie odzyska pamięci na co lekarze nie dali mu żadnych szans.

- Co byś zrobił gdybyś mógł cofnąć czas? – zapytała go pewnego dnia terapeutka.

Razem z kilkoma innymi osobami siedzieli w małym kręgu i każdy mówił o swoich problemach. Nie był chory, ani nie miał myśli samobójczych. Wraz z utratą Louisa nie stracił rozumu. Po prostu przyszedł tu bo potrzebował rozmowy. Potrzebował wydusić z siebie to wszystko co go męczyło i podzielić się tym z innymi. To Niall wpadł na ten pomysł. Ten mały blondyn, który oprócz Harry’ego najwięcej płakał za Louisem trzymał się najlepiej. Zayn odciął się od wszystkich i od tygodnia nie odbierał telefonów, a Liam wręcz przeciwnie. Zaczął udzielać się w jakiś akcjach charytatywnych przez co na nic nie miał czasu. Nawet na to żeby porozmawiać o tym co się stało.

A co z One Direction? - Będzie istniało dalej. Razem z menadżerami i Simonem uzgodnili, że zrobią sobie kilka tygodni wakacji, a później wciąż będą śpiewać. Bez Louisa oczywiście, który musi zacząć od nowa nauczyć się żyć.

- Teraz co bym zrobił? – powtórzył pytanie Harry podnosząc wzrok i patrząc na twarz młodej kobiety – Walczyłbym. Po tym wszystkim co się stało zrozumiałem, że to my kreujemy rzeczywistość i jeśli chcemy coś osiągnąć to musimy do tego dążyć, a nie poddawać się na samym początku… Ja się załamałem. Chciałem popełnić samobójstwo i byłem naprawdę bardzo blisko. Wszystko nagle straciło dla mnie sens ale… Przecież sens jest w tym co sami widzimy, prawda? A ja widzę teraz sens by żyć dalej. I wierzę w to, że pewnego dnia Louis w końcu wszystko sobie przypomni… Mimo tego, że lekarze nie dali mu na to żadnych szans. Dlatego tak. Walczyłbym o Louisa. Walczyłbym bo w życiu istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.

KONIEC


Epilog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz