Opis: Zayn Malik najlepszy, wśród zabójców na zlecenie, stanął przed najważniejszym wyborem w swoim 23 letnim życiu. Musiał wybrać pomiędzy prawdziwą miłością, a niczym nie szarganą opinią najlepszego zabójcy. Co wybrał i co najważniejsze, czy podjął właściwą decyzję?
Od autorki: Jej, w końcu skończyłam pisać tego one-shota. Jest to najdłuższy jedno-part, jaki kiedykolwiek napisałam. Mam nadzieję, że się spodoba. Starałam się, napisać go jak najlepiej, ale czy mi się udało? Nie mam pojęcia. Liczę na waszą opinię, komentarze mile widziane. :) Za nagłówek dziękuję Ani :).
1.
Granatową poświatę nieba spowiły ciemne chmury, zwiastujące nadchodzącą burzę. Wiatr rozwiewał kolorowe, jesienne liście, które tańczyły z każdym jego podmuchem. Korony drzew kołysały się i uginały pod naporem wichru. Kropelki deszczu biły o szyby okien, tworząc na nich dziwaczne wzorki. Jedynym źródłem światła dla uciekających przed ulewą ludzi były uliczne lampy. Od paru dni pogoda nie była łaskawa dla londyńczyków . Każdy marzył, aby jak najszybciej się zmieniła. Dzieci z utęsknieniem czekały, na słońce, które przywróciłoby uśmiech na ich twarzach. Zayn Malik siedział w miękkim fotelu, obok kominka , w swoim dużym, przytulnym domu. Nie przejmując się pogodą, za oknem raczył swoje podniebienie gorącą malinową herbatą, której aromat koił jego zmysły. Oczy bruneta, w kolorze świeżo parzonej kawy utkwione były, w fotografii przedstawiającej drobną postać blondyna uśmiechniętego od ucha do ucha . W lazurowych tęczówkach chłopaka kryła się radość i chęć życia . Więc dlaczego ktoś zlecił Zaynowi jego zabójstwo ? I dlaczego po raz pierwszy Malik miał przed tym opory ? Był znany z dokładności i wyrachowania . Nigdy nie miał problemu z wykonaniem zadania . Dostawał zlecenie. Przyjmował je. Poznawał swoją ofiarę . Zaprzyjaźniał się z nią. Rozkochiwał w sobie . Zapraszał ją do swojego domku w lesie, pozornie w celach towarzyskich, a tam odbierał życie, oczarowanym jego osobą ofiarą. Proste. Nie miało dla niego znaczenia czy to był chłopak, czy dziewczyna. Zayn podobał się obu płcią i doszczętnie to wykorzystywał. Posiadał atletyczną sylwetkę, którą zdobiły liczne tatuaże. Idealnie skrojone rubinowe usta, zgrabny nos, zadarty lekko do góry, ciemne hipnotyzujące oczy, okalane przez długie, gęste rzęsy, oraz równe krzaczaste brwi . Jego włosy zawsze były perfekcyjnie ułożone. Dla wielu osób był uosobieniem piękna . Malik od małego miał styczność z bronią. Jego ojciec był członkiem gangu, dbając o bezpieczeństwo rodziny nauczył jedynego syna walczyć i posługiwać się każdego rodzaju bronią. Choć często nie było go w domu Zayn nie narzekał . Miał wszystko czego chciał. Zabawki, drogie ubrania, najnowsze modele komórek. Znakomicie dogadywał się z rodzicami i rodzeństwem. Nigdy nie sprawiał kłopotów, był grzecznym i pogodnym dzieckiem, tak jak chłopak na zdjęciu. Jedno wydarzenie zniszczyło wszystko. Jego rodzina została zabita. Zastrzelił ich odwieczny wróg, gangu jego taty -Jeams. Akurat wtedy gdy młody Malik był na wakacjach u stryja. Miał wtedy 17 lat. Gdyby był mniejszy, można by było wmówić mu, że jego ukochana rodzina odeszła do nieba, lepszego świata. Przemieniła się w anioły o pięknych białych, krystalicznie czystych skrzydłach, z aureolami nad głowami. Aniołami, którzy teraz nad nim czuwają i chronią od niepowodzeń i niebezpieczeństw. Zebranie się w sobie po stracie najbliższych, zajęło brunetowi rok. Gdy osiągną pełnoletniość uciekł z domu, opiekującego się nim wujka. Postanowił sobie jedno, nie da się więcej skrzywdzić. Będzie silny. Silniejszy od swojego ojca. Za cel obrał sobie zemstę. W dwa miesiące odnalazł zabójcę jego rodziny. Potrafił walczyć i dobrze strzelać. Nie został wychowany na mięczaka. Wykonał 5 śmiertelnych strzałów . Po jednym za każdego członka swojej rodziny. Poczuł się potężnie . Podobał mu się strach w oczach mordercy jego bliskich, okrzyki bólu i błagalne szepty, proszące o łaskę.
Ten widok utwierdził go w przekonaniu, że jest lepszy, silniejszy od innych. Nie miał o kogo się bać, ani troszczyć. Nikt nie był jego słabym punktem. To w pełni go satysfakcjonowało. Przez trzy lata, od śmierci rodziny zmienił się nie do poznania. Stał się wyprutym z wszystkich uczuć człowiekiem. Nie okazywał żadnych emocji, krzywda drugiego człowieka nie robiła na nim wrażenia. Jego twarz miała ciągle stały wyraz. Tylko z oczu Zayna można było wyczytać emocje jakie się w nim kłębiły. Dlatego zawsze chodził w ciemnych okularach, które dodawały mu tajemniczości. Dopiero gdy poczuł metaliczny smak krwi spowodowany przygryzaniem wargi otrząsną się ze wspomnień. Oblizał pełne usta, dopijając już zimną herbatę. Dawno już nie myślał o zmarłej rodzinie, usilnie starał się zapomnieć, choć nie chciał się przed sobą przyznać, cholernie za nimi tęsknił. Czuł ból, a zarazem pustkę, której nie potrafił wypełnić. Wstał otrzepując niewidzialny kurz z czarnych, opinających jego umięśnionych uda rurek. Postawił kubek na stoliku, a obok niego zdjęcie, ostatni raz zerkając na blondyna z lazurowymi tęczówkami. Coś mówiło Zaynowi, że to zlecenie totalnie zmieni jego życie. Zbyt dużo myśli kłębiło się w jego głowie, nie dając mu spokoju, którego obecnie potrzebował. Musiał się uspokoić, opanować. Opuścił salon, kierując się w stronę jego ulubionego pomieszczenia, którym była strzelnica. Pewnie kroczył przez korytarz w swoich czarnych mokasynach. Dotarłszy do celu otworzył mosiężne drzwi i pewnie wkroczył do środka, od razu sięgając po bron i nauszniki, które miały za zadanie chronić jego uszy od głośnego huku rozbrzmiewającego po każdym naciśnięciu spustu. Mimo tego, że był już przyzwyczajony do tego rodzaju odgłosów, będąc zabójcą na zlecenie, uznawanym przez ludzi za jednego z najlepszych, w domu wolał mieć je na uszach . Przyzwyczaił się do tego, a on nie lubił zmian nawet tak drobnych. Mając wszystko poukładane i zaplanowane, żyło mu się lepiej i pewniej. Już dawno popadł w rutynę, co mu wcale nie przeszkadzało. Tym razem nawet półgodzinne strzelanie i marnowanie naboi, na nic mu nie zdało. Przywołało za to wspomnienia. Niosące rozdzierający i palący ból, który płyną wraz z krwią do wciąż rozbitego na małe kawałeczki serca Zayna.
-Tato, gdzie idziemy-zapytał lekko przestraszony jedenastoletni Zayn. Nie wiedział co się dzieje. Przyjechał wraz z ojcem do opustoszałych magazynów, a teraz podążał za nim, niepewnie stawiając kroki.
- Spokojnie Zayn, nie bój się, nic nam nie będzie-zapewnił go tata.
Wkroczyli do jednego z magazynów. Po chwili Malik zauważył parę manekinów, stojących od siebie w równych odstępach, oraz kilka puszek, stojących w perfekcyjnie poukładanym rządku, na starych i zniszczonych skrzyniach.
-Mój syn musi umieć strzelać, w końcu jesteś z rodziny Malików- rzekł wyprutym z emocji głosem, wręczając Zaynowi broń.
Zayn jedynie pokiwał głową i wziął broń, trzęsącymi ze zdenerwowania rękoma. Ustawił się na wprost manekina. Skoncentrował się i podniósł pistolet , zerkając na ojca, chcąc upewnić się, że dobrze to robi. Zawiedzenie ojca, było ostatnią rzeczą jakiej pragną młody Malik.
-Świetnie Zayn, a teraz naciśnij spust i strzelaj-poinstruował go.
Malik odwrócił wzrok od taty, kierując go z powrotem na swój cel. Po chwili w pomieszczeniu można było usłyszeć głośny huk. Strzały trafiły w ramie i bok manekina.
-Nieźle jak na pierwszy raz synek-pochwalił go ojciec.
Zawsze nazywał go tak, gdy był z niego dumny. Uradowany Zayn promiennie uśmiechnął się i przytulił do piersi ojca. Jak zawsze pachniał tytoniem, prochem i mocnymi, męskimi perfumami . Ale Zaynowi to nie przeszkadzało, ponieważ to był zapach jego ojca. Ojca, którego bardzo kochał….
Brzęk upadającej broni, wyłudził go z transu. Kryształowe krople łez spływały po jego policzkach, mocząc jego czarną koszulę. Nie mógł płakać. Był silny. Był prawda ?
2.
Obudziły go promienie słoneczne, wdzierające się so jego pokoju, otulając swoim ciepłem nagie plecy mulata. Ziewnął i przetarł opuchnięte od wczorajszego płaczu oczy. Nie miał ochoty wstawać. To był ten dzień. Dziś miał zapoznać się z Niallem i zdobyć jego numer. To dziś miał spojrzeć w żywe lazurowe tęczówki Irlandczyka i stanąć z nim twarzą w twarz. Usłyszeć jego głos, z wyraźnym irlandzkim akcentem, wydobywający się z malinowych ust Nialla. W końcu wstał, po 10 minutach bezczynnego wpatrywania się w sufit. Wyciągnął z szafki czyste bokserki i udał się w stronę łazienki, powolnie stawiając kroki, jakby tym mógł opóźnić jego spotkanie z blondynem. Zadrżał, gdy pod bosymi stopami, poczuł chłód płytek. Ściągną z siebie bokserki i wrzucił je do kosza na brudy. Wszedł do kabiny, odkręcając ciepłą wodę. Nalał na rękę odrobinę jabłkowego szamponu i zaczął energicznie wcierać do we włosy, aż powstała piana. Opuszkami palców masował bolącą od wczorajszego płaczu głowę. Następnie zaczął dokładnie myć swoje karmelowe ciało miętowym żelem pod prysznic. Lubił tę mieszankę, delikatny zapach jabłkowego szamponu i mocniejszy miętowego żelu, spajały się ze sobą tworząc piękną won, uwielbianą przez Zayna. Czuł się wspaniale, jakby wraz z woda spływały jego troski, więc Zayn po umyciu się, przez następne parę minut, po prostu stał cisząc się ciepłym strumieniem wody.
Wyszedł spod prysznica, warcząc pod nosem, gdy mokra grzywka zaczęła opadać nie jego oczy, mimo ciągłego poprawiania. Gdy w końcu się z nią uporał wytarł się miękkim, puchowym ręcznikiem. Założył czystą parę bokserek , wyszczotkował dokładnie zęby i wziął się za suszenie i układanie włosów. Wszedł z łazienki dopiero gdy w jego mniemaniu były już perfekcyjnie ułożone, ale przedtem uśmiechną się, mrugając okiem do swojego odbicia w lustrze. Po chwili stał przed wielką mahoniową szafą, drapiąc się po karku. Zayn wcale się nie stroił, on po prostu lubił dobrze wyglądać. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Co z tego, że czasem przebierał się po parę razy, by w końcu ubrać pierwszy strój, który wybrał?
Tak było i tym razem. Na nogi ubrał czarne rurki, zwisające na jego biodrach. Na umięśnione ramiona założył szarą koszulkę, z logiem jakiegoś zespołu, a na nią skórzaną kurtkę. Jego strój dopełniały czarne mokasyny. Ostatni raz przejrzał się w lustrze, poprawiając swoją fryzurę .Użył swoich ulubionych perfum, wziął kluczyki ze stolika i był gotowy do wyjścia.
-Zaczynamy zabawę - mruknął pod nosem, wsiadając do czarnego ferrari, ze skórzaną tapicerką.
3.
Niall Horan jak co dzień wstał o 6.00, szybko ubrał niebieskie szorty, szary podkoszulek i adidasy. Przed wyjściem z domu, zabrał jeszcze komórkę i słuchawki. Truchtem wybiegł z mieszkania, przedtem zamykając jeszcze drzwi frontowe. Ciepłe promienie słońca, muskały jego mleczne i umięśnione ramiona, a wiatr rozwiewał i targał włosami blondyna. Muzyka sprawiała, że jego spięte mięśnie się rozluźniły. Na spierzchniętych i czerwonych od wiatru, i ciągłego oblizywania ustach, błądził lekki uśmiech. Wolność- to uczucie zawsze ogarniało go gdy biegł. Potrzebował go równie mocno, jak i muzyki, która była jego życiem, odskocznią od codzienności.
Niall nie miał szczęśliwego dzieciństwa, w młodości borykał się z nadwagą. Był trochę niezdarny, nosił ortopedyczny aparat na zębach, to były kolejne 2 powody do drwin rówieśników. Na szczęście miał wspaniałych i kochających rodziców. W ramionach, matki zawsze znajdywał pocieszenie. Maura była jego opoką, przyjaciółką , powierniczką jego wszystkich sekretów, nawet i tych najwstydliwszych. Niall od zawsze bał się odrzucenia i braku akceptacji, której swoją drogą nie zyskał. Gdy coraz częściej przyłapywał się na tym, że spogląda na chłopców w sposób jaki powinien patrzeć na dziewczyny - uświadomił sobie, że jest gejem. Ten fakt załamał Nialla. Miał się za gorszego. Był rozdrażniony. Uważał, że Bóg go nie kocha skoro tyle już wycierpiał, a jego problemy narastają. Pewnego dnia, gdy Maura po raz kolejny zastała swojego syna, zwiniętego w kłębek, na łóżku i łkającego w poduszkę; przeprowadziła z nim poważną rozmowę. Blondyn tuląc się do jej piersi, wyznał jej, że jest gejem. Maura, nie była zła, ani zdziwiona. Kochała swojego syna bez względu na wszystko. Był dla niej najważniejszy, zawsze traktowała go jak oczko w głowie. Była świetną matką. Przez parę godzin, gładząc jego włosy, przekonywała Nialla, że bycie gejem to nic złego. Wiedziała, iż w Mullingar Niall nie jest szczęśliwy, przez to bolało ją serce. Chcąc, w końcu ujrzeć , na twarzy swojego syna uśmiech, postanowiła, że przeprowadzą się do Londynu. Ojciec Horana, nie sprzeciwiał się wyjazdowi. Darzył syna równie mocnym uczuciem jak Maura. Po przeprowadzce wszystko się zmieniło. Niall się zmienił. Przefarbował włosy, ściągnął aparat ortopedyczny i wraz z rodzicami udał się do dietetyka. Teraz wygląda zupełnie inaczej. Gdyby ktoś z dawnych ”znajomych” go teraz spotkał na pewno by go nie poznał. Obecnie ma blond włosy, ze złotymi refleksami połyskującymi w słońcu, które z nic w świecie nie może ujarzmić, choćby nie wiadomo jak się starał. Piękne morskie oczy z iskierkami radości, okalane gęstymi rzęsami, są jego największym atutem. Jego znajomi twierdzą, że nie sposób się w nich nie zakochać. Mleczna cera, gładkie policzki, na których często pojawiają się rumieńce, sprawiają, że Niall wygląda jakby był z porcelany, delikatny i kruchy. Jego malinowe usta, zawsze są wygięte w uśmiechu, ukazującym proste, śnieżnobiałe zęby. Niall Horan, jest sexowny i przystojny, a zarazem uroczy, i słodki ,i nikt nie może temu zaprzeczyć.
Nagle biegnąc i nucąc pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek, usłyszał donośny krzyk. Zaniepokojony odwrócił głowę i zauważył płaczącą kobietę, której wzrok utkwiony był w mały dziecku, biegnącym za kudłatym szczeniaczkiem. Chłopiec nie zważając na nawoływanie matki, biegł co chwile potykając się o swoje malutkie stópki, prosto w stronę drogi, przez którą co chwile, z zawrotną prędkością przejeżdżały różnorakie modele samochodów. Niall był zdecydowanie bliżej chłopca niż, jego zrozpaczona matka. Nie zastanawiając się, szybko ruszył w stronę dziecka, które właśnie wbiegło na drogę. Przerażony spostrzegł, że wprost na chłopca pędzi czarne ferrari.
Przeraźliwy krzyk. Pisk opon. Płacz dziecka. Przyśpieszony oddech. Szybko bijące ze strachu serce.
Właśnie te odgłosy zarejestrował słuch Nialla.
W ostatniej chwili złapał w ramiona chłopca, przytulając go do swojej klatki piersiowej i skoczył. Udało mu się. Ocalił życie małej istotki, która teraz moczyła swoimi łzami jego podkoszulek. Zamkną oczy, czując otępienie i przeraźliwy ból w tyle głowy, i ręce . Zapewne była złamana, jednak w tej chwili nie zwracał na to uwagi. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała nierównomiernie. Z malinowych ust blondyna wydobywał się równie nierównomierny i słaby oddech, spowodowany biegiem, bólem ręki i głowy, a przede wszystkim strachem o siebie, i dziecko.
- Halo słyszy mnie pan? Nic panu nie jest ? Jak się pan czuję ? Proszę otworzyć oczy. No dalej chłopaku, otwórz oczy!- ktoś do niego mówił i delikatnie nim potrząsał. Ociężale podniósł powieki. Jego załzawione błękitne tęczówki wyłoniły się z pod kurtyny gęstych, ciemnych rzęs i spojrzały na stojącego nad nim osobnika. Kilka razy zamrugał i na nowo utkwił spojrzenie w mężczyźnie- Świetnie chłopcze, a teraz powiedz mi co cię boli?- zielonooki, krótko ścięty brunet około 30, uśmiechną się do niego życzliwie.
- Ja… boli mnie głowa i ręka - wychrypiał, próbując poruszyć wymienioną przed chwilą kończyną- ałł- sykną mrużąc z bólu oczy. To nie było najmądrzejsze posunięcie z jego strony, zważając na to, że ramię zaczęło piec go niemiłosiernie, a w oczach od razu pojawiły się łzy.
- Nic mu nie jest?- usłyszał lekko ochrypnięty głos. Odwrócił delikatnie pulsującą głowę, bojąc się, że zbyt gwałtowny ruch przysporzy mu tylko więcej cierpienia. Wolał drugi raz nie ryzykować.
Ujrzał piękne oczy, w kolorze świeżo parzonej kawy, wpatrujące się w niego z niepokojem i troską. Ten chłopak był intrygujący. Jego twarz była niczym maska, tylko jego tęczówki ukazywały kłębujące się w nim emocje. To było dziwne. Ten chłopak był dziwny, a najdziwniejsze było to, że Niallowi to wszystko nie przeszkadzało.
-Tak, myślę, że jest tylko trochę poobijany, poza rękom w gipsie i lekkim wstrząsem mózgu nic mu nie będzie. Miał duże szczęście, obawiałem się, że będzie o wiele gorzej. Bóg nad nim czuwał-odpowiedział mężczyzna, uśmiechając się przyjaźnie.
- Co, co z dzieckiem?- zaniepokoił się Niall
-Spokojnie chłopaku, wszystko z nim w porządku, siedzi u mamy na kolanach i co chwilę pyta o swojego super bohatera- zaśmiał się brunet
- Tak, chodzi o Ciebie, uratowałeś mu życie. Były na to małe szanse, a jednak mimo to zaryzykowałeś i Ci się udało. Nie wiele osób odważyło by się na taki czyn. Jesteś bohaterem chłopcze i nawet nie próbuj zaprzeczać- powiedział mężczyzna, widząc zdezorientowaną minę, która pojawiła się na twarzy blondyna po wzmiance o super bohaterze.
4.
To działo się szybko, zbyt szybko. W jednej chwili pędził swoim samochodem, co chwile zwiększając prędkość, a w drugiej gwałtownie, z piskiem opon hamował widząc małe dziecko wbiegające na drogę i jakiegoś nieznajomego blondyna, ratującego je w ostatniej chwili. Przez jakiś czas siedział bez ruchu w aucie, uspakajając oddech i drżenie rąk. Po paru minutach, na lekko chwiejnych nogach wyszedł z samochodu i podążył w stronę zbiegowiska. Żeby lepiej widzieć ściągną okulary przeciwsłoneczne i przeciskając się pomiędzy ludźmi dotarł do ofiar wypadku. Usłyszał głos, jakiegoś mężczyzny, który mówił coś do leżącego na drodze blondyna, co jakiś czas nim potrząsając. Zayn dokładnie przyjrzał się posturze, rannego blondyna . Chłopak kogoś mu przypominał, jednak teraz mulat nie mógł sobie przypomnieć kogo, więc postanowił nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami. W pewnej chwili, Zayn usłyszał jeszcze jeden głos, o wiele cichszy i delikatniejszy. Jakby ktoś z wielkim trudem mógł mówić. Okazało się, że poszkodowany chłopak odpowiadał mężczyźnie, który usilnie starał się złapać z nim kontakt.
- Nic mu nie jest?- te słowa wypłynęły z jego ust zanim mógł się powstrzymać. Z niewiadomych przyczyn obawiał się o drobnego, ale umięśnionego blondyna. Na swojej skórze poczuł mrowienie- ktoś na niego patrzył. Ściągnięty wzrokiem spojrzał w morskie oczy blondyna, których głębia spowodowała, że zmiękły mu kolana, a w dole brzucha poczuł przyjemne ciepło. Zaynowi zdawało się, że wszyscy słyszą, jak jego serce przyśpieszyło i zaczęło kołatać w jego piersi.
‘’Nie Malik, nie możesz się zakochać. Słyszysz?! Miłość nie jest dla Ciebie. Otrząśnij się debilu!’’ – powtarzał sobie jak mantrę Zayn. Jednak było już na to za późno.
Musiał stąd iść, jak najszybciej, z dala od tych wszystkich ludzi, z dala od niego…
Więc dlaczego nie chciał? Czemu wolał zostać, podejść do błękitnookiego i przejechać opuszkami palców po jego rumianym policzku, badając jego fakturę? Delikatnie, bojąc się, że może go jeszcze bardziej skrzywdzić. Dlaczego tak bardzo chciał zamknąć go w szczelnym uścisku, chronić przed złem tego świata, troskliwie całować w czoło, szepcząc, że z nim jest bezpieczny? Dlaczego chciał posmakować jego malinowych ust, które w tej chwili zmieniały kolor na czerwony, ponieważ Niall w zdenerwowaniu je przygryzał? Dlaczego tak bardzo chciał przebiec palcami przez włosy chłopaka, sprawdzając czy rzeczywiście się takie miękkie i aksamitne na jakie wyglądają ? Dlaczego chciał schować nos w zagłębieniu szyi blondyna i delektować się jego zapachem? Dlaczego tak bardzo łakną jego bliskości?
Zayn nigdy nie był zakochany. Nie szukał miłości. Twierdził, że to bezużyteczne uczucie, które i tak w końcu przemija. Któregoś dnia odchodzi, pryska jak bańka mydlana, pozostawiając za sobą ból i cierpienie, a on go nie chciał. Jednak teraz jedynym czego chciał i pragną był niebieskooki blondyn.
- Proszę się odsunąć i zrobić przejście, karetka już przyjechała- nakazał młody policjant. Mógł mieć około 25 lat. Jego umięśnione, szerokie ramiona schowane były pod granatowym mundurem. Sarnie oczy emanowały spokojem i opanowaniem. Pełne rubinowe usta, wygięte były w delikatnym, życzliwym uśmiechu. W jego towarzystwie można było czuć się bezpiecznie. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest dobrym człowiekiem, któremu bez wahania można było ufać.
-Witaj, jestem Liam Payne, a ty jak się nazywasz, super bohaterze- przedstawił się policjant, słodko się do niego uśmiechając. Tak, aż za nadto słodko. Zayn to widział i z zazdrości miał ochotę przywalić mu w tą jego uroczą buźkę.
- Niall Horan – odparł blondyn, rumieniąc się przy tym.
Zaraz. Co? Nie, nie i jeszcze raz nie! Boże, tylko nie to. To nie może być Niall Horan .Mulat nie wiedział co ma zrobić i jak się zachować. Skoro ten chłopak nazywa się Niall Horan , to oznacza, że Zayn zakochał się z swojej niedoszłej ofierze. Zamkną oczy i wziął parę głębszych oddechów, starając się uspokoić. Otworzył je i ruszył w kierunku swojego auta, zakładając okulary. Ostatnim co usłyszał była, nazwa szpitala do którego zabierają blondyna. Szybko wsiadł do auta i w roztargnieniu odpalił silnik.
5.
Ten przystojny brunet, o pięknych, dużych, sarnich oczach onieśmielał Nialla. Blondyn czuł się dziwnie widząc, jak policjant próbuje z nim flirtować. Jasne, było mu miło, w końcu nie codziennie, świetnie zbudowany i przystojny mężczyzna zaczyna Cię podrywać, ale przecież znajdują się na miejscu wypadku! Niall jest poszkodowany i jedyną rzeczą , której teraz potrzebuje do szczęścia, są tabletki przeciwbólowe. Dużo tabletek przeciwbólowych. Więc uśmiecha się mimo bólu jaki czuje, gdy sanitariusze przenoszą go na nosze, bo wie, że zawiozą go do szpitala. Do szpitala, w którym na pewno lekarz poda mu tabletki przeciwbólowe. Przed zamknięciem drzwi ambulansu, zauważa jeszcze oddalającą się sylwetkę, mulata, o kawowym spojrzeniu.
W niedługim czasie został przywieziony do szpitala. Przydzielono mu młodego doktora Louisa Tomlinson, dobrego znajomego Nialla. Louis był przystojnym brunetem o szaro-niebieskich oczach, w których tańczyły iskierki szczęścia. Przez życie podążał z wesołym uśmiechem, który nie schodził z jego przystojnej twarzy, z zarysowanymi kośćmi policzkowymi i lekkim zarostem. Z nieładem na głowie, uroczym uśmiechem i odstającymi uszami, wyglądał jak elf. Niall uważał go za najbardziej uroczą i beztroską osobę, jaką miał przyjemność spotkać w życiu. Mimo tego, że często zachowywał się jak nastolatek, był też mądry, uprzejmy, inteligentny, wykształcony i odpowiedzialny. Troszczył się o pacjentów, w każdej chwili gotowy do pomocy. Dobrze zajął się Niallem, opatrzył mu rany, założył gips na złamaną rękę i ku uldze blondyna, zlecił podanie środków przeciwbólowych, które były dla Irlandczyka wybawieniem.
- Czyżby nasz super bohater, był nie w sosie? Co to za markotna minka Niniusiu?- zaświergotał Louis, piskliwym dziewczęcym głosikiem.- No już uśmiech proszę- uśmiechną się, dźgając Nialla w policzek.
-Pff..-Horan udał obrażonego, odwracając głowę w drugą stronę.-Nie jestem super bohaterem-jęknął- Dlaczego muszę tu leżeć? Łóżko jest niewygodne! -zapytał po chwili- Nie mam z kim rozmawiać, nudzi mi się!- fukną, wyginając usta w podkówkę.
- Ale z ciebie maruda, przecież rozmawiamy! Poza tym, oprócz ciebie mam jeszcze dwoje pacjentów, do nich też muszę zaglądać- Tomlinson usiadł na łóżku, obok Horana i ponownie dźgnął go w policzek.- No dobrze, poddaje się. Co chcesz robić?- zapytał zrezygnowany Louis.
- Chcę wrócić do domu-odparł Niall poprawiając poduszkę.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. Zaproponuj coś co będziesz mógł zrobić.- Tomlinson, zadziornie wystawił mu język. – No dalej Niall.!-pogonił go - Zrozum, masz wstrząs mózgu, nie możesz tak po prostu iść do domu. Jeszcze po drodze coś Ci się stanie i co wtedy? Co z sercami zakochanych w Tobie nastolatek? Zabiły by mnie chyba, gdyby dowiedziały się, że Cię wypuściłem, a ty np. zemdlałeś, na przejściu dla pieszych i przejechał po Tobie tir- Tomlinson złapał się za serce, wycierając niewidoczne łzy w swój kitel- Ałł, to bolało- zawył, gdy Irlandczyk zdzielił go po głowie.
- I miało boleć! Myślałeś, że zrobiłem to pieszczotliwie?- Horan długo nie wytrzymał i wybuchł śmiechem widząc, jak przyjaciel pociera bolące miejsce, zabijając go wzrokiem- Też Cię kocham- posłał mu całusa w powietrzu.
Nagle ucichł.
- Co się stało blondi, zobaczyłeś ducha-zapytał go Louis
Lecz Niall miał gdzieś pytanie Tomlinsona.
Ponieważ za szybą stał ON. Tajemniczy, przystojny chłopak, o którym Niall nie mógł przestać myśleć. Kawowe tęczówki mulata przeszywały go na wskroś i błądziły po jego ciele, powodując, że przez ciało blondyna przechodziły dreszcze. Przyjemne dreszcze. Chłopak po prostu tam stał i wpatrywał się w niego z przygryzioną wargą, nie poruszając się nawet o milimetr.
6.
Nie wiedział co zrobić. Ten niepozorny blondyn namieszał mu w głowie. Długo zastanawiał się jak rozwiązać tą sprawę. Przecież miał zadanie do wykonania, dostał zlecenie- zabicie Nialla Horana. Nie wykonując go okryłby się hańbą, a do tego nie mógł dopuścić. Za długo pracował na miano najlepszego zabójcy. Ludzie mu ufali, jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Wiedzieli, że jeżeli przyjął od nich zlecenie, wykona go bez mrugnięcia okiem, nie przysparzając problemu ani sobie, ani zleceniodawcy. Z drugiej jednak strony, gdy tylko pomyślał o tym, że mógłby w jakikolwiek sposób skrzywdzić niebieskookiego, czuł jakby ktoś wbijał mu igły w serce. Nie miał pewności, czy dałby radę nawet zaplanować jak to zrobi i gdzie. Chodził rozwścieczony i sfrustrowany po domu, paląc jednego papierosa za drugim. Nawet nie trudził się otwieraniem okna, tak więc pokój w którym się znajdował był cały zadymiony i ledwie dało się w nim oddychać.
-Muszę go zobaczyć-powiedział do siebie, zaciągając się po raz ostatni.
Ruszył w stronę łazienki; musiał się odświeżyć. Ściągną z siebie ubranie i bokserki, następnie wrzucił je do kosza na brudny. Dokładnie umył każdą część ciała, nucąc pod nosem jakąś melodię. Pierwszy raz od 5 lat śpiewał, kochał to, ale po śmierci rodziny, zaprzestał wszystkiego co mu się z nią kojarzyło. Dokładnie pamiętał jak jego młodsze siostry przychodziły do niego i prosiły, żeby im coś zaśpiewał. Kiedy były malutkie śpiewał im na dobranoc. Jego mama śmiała się, że jest czarodziejem, ponieważ tylko jemu udawało się je uśpić. Pamiętał jak mawiała: „ Jesteś niesamowity Zayni, w przyszłości będziesz wspaniałym ojcem i nie mówię tego, ponieważ jestem twoją mamą.”- a on zawsze wtedy tulił się do niej wdychając zapach jej perfum. Zawsze pachniała kwiatami i cynamonem.
Wyszedł z pod prysznica z uśmiechem na ustach, dalej nucąc pod nosem słyszaną w radiu piosenkę. Zapomniał wziąć ze sobą bielizny na zmianę więc owinął swoje biodra ręcznikiem. Staną przed lusterkiem i zaczął suszyć włosy. Gdy były już suche, wziął się za ich układanie. Skończywszy dokładnie wyszczotkował zęby i ruszył do pokoju, aby się ubrać. Tam od razu założył białe bokserki. Stanął przed mahoniową szafą mrucząc pod nosem „ co ja mam ubrać”. Po 5 minutach bezczynnego wpatrywania się w swoje ciuchy, postanowił założyć granatowe rurki, biały podkoszulek, a na niego czerwoną koszulę w kratę. Zdziwił się, że takową jeszcze posiada, ponieważ od 5 lat w jego garderobie przeważał czarny kolor. Przed wyjściem użył jeszcze swoich ulubionych perfum i wyszedł z domu, zamykając na klucz drzwi wejściowe. Wsiadł do auta i ruszył do szpitala, do którego zawieźli blondyna.
Okazało się, że budynek szpitala znajdował się nie daleko od domu Zayna, więc szybko do niego dojechał. Zaparkował i pewnym krokiem ruszył w stronę głównego wejścia.
- Przepraszam- mruknął- przepraszam- powiedział głośniej, gdy kobieta z recepcji nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi- w której sali znajduje się Niall emmmm..- zaciął się zdając sobie sprawę, że nawet nie zna nazwiska blondyna.
- Ma Pan na myśli Nialla Horana- zapytała, w końcu unosząc głowę, przeszywając Zayna wzrokiem. Wyglądała na około 23 lata. Czarne jak smoła włosy miała upięte w niechlujnego koczka. Bursztynowe oczy podkreśliła tylko delikatnie mascarą, a usta pomalowała krwisto czerwoną szminką. Była piękną kobietą i gdyby Zayn nie był gejem, zrobiłby wszystko, żeby się z nią umówić.
- Tak Niall Horan- uśmiechną się do niej uroczo. Dziewczyna wpatrywała się w niego jak w obrazek, przygryzając w zdenerwowaniu wargę- powiesz mi …-przerwał unosząc jedną brew, przysuwając się bliżej recepcjonistki.
- Alex- odpowiedziała, spuszczając głowę, żeby ukryć rumieńce.
- A więc Alex, powiesz mi słoneczko, w której sali leży Niall Horan- przesuną opuszkami palców po policzku dziewczyny, która od razu podniosła na niego wzrok. Jej policzki zdobiły rumieńce, identycznego koloru co szminka, którą pomalowała usta.
- Ja.. ni-nie mogę, nie jest Pan z-z rodziny. Nawet, nie znał Pan nazwiska pacjenta.- wyjąkała nerwowo, na nowo spuszczając wzrok, bawiąc się palcami u rak.
- Zayn kochanie, mam na imię Zayn- powiedział zniżając uwodzicielsko głos- popatrz na mnie kochanie, chcę zobaczyć twoje piękne oczy- mrukną zakładając za ucho, opadającą na jej twarz grzywkę.
- Zay-Zayn ja nie mo-mogę- jęknęła
- Możesz kochanie, to proste, po prostu powiedz mi numer sali, to tylko cyfra słoneczko- przerwał jej mulat. Ta dziewczyna zaczynała go pomału irytować. Miał jej dość, ale musiał dowiedzieć się, na której sali leży blondyn, więc postanowił grać dalej- no już, jaki to numer- szepną przy jej uchu.
- Dwa-dwanaście- wyjąkała, biorąc drżący oddech.
- Widzisz kochanie, jakie to było proste- zapytał mulat uśmiechając się zadziornie- grzeczna dziewczynka- powiedział i ruszył w kierunku sali nr 12, nawet nie patrząc na dziewczynę, która teraz z trudem łapała oddech i wachlowała się jakimiś dokumentami, patrząc szeroko otwartymi oczyma na oddalającą się sylwetkę Malika.
9, 10, 11, 12- odliczał pewnie krocząc przed siebie, choć tak na prawdę niesamowicie się denerwował. Bał się, choć sam do końca nie wiedział czego. Był pewien jednego, na pewno nie wejdzie do środka. Nie dałby rady.
Zobaczył go, był tam. Siedział na łóżku śmiejąc się z czegoś, co powiedział siedzący na krześle obok brunet. W jego morskich tęczówkach, tańczyły iskierki szczęścia. Zayn nie mógł przestać się w niego wpatrywać. Nawet w zwykłej zielonej bluzce, opinającej jego umięśnioną klatkę piersiową i szarych spodniach od dresu, wyglądał niesamowicie pociągająco i gorąco. Mulat błądził wzrokiem po ciele blondyna, przygryzając wargę. Nie zauważył nawet, że Niall przestał się śmiać i teraz parzy na niego zdenerwowany i zdziwiony. Kiedy ponownie przeniósł wzrok na tęczówki blondyna, po raz kolejny poraziła go ich głębia. Wpatrywali się w siebie nawzajem pożerając się wzrokiem. W tym momencie Zayn cholernie chciał wejść do Sali i po prostu go pocałować. Mocno i namiętnie, przekazując mu wszystkie kłębiące się w nim emocje, ale nie mógł dopóki osoba, która zleciła zabójstwo Nialla żyje i mu zagraża. Właśnie w tamtym momencie podjął decyzje. Znajdzie i zabije skurwiela, który zlecił mu zabójstwo najpiękniejszej i najwspanialszej osóbki, którą spotkał z życiu. Ostatni raz spojrzał w błękitne oczy blondyna i nie dając mu najmniejszej szansy na zrobienie czegokolwiek, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia szpitala, nie zaszczycając ani jednym spojrzeniem oczarowanej nim recepcjonistki.
Przez następny tydzień szukał osoby, która zleciła mu zabójstwo Nialla. Również codziennie odwiedzał go w szpitalu. Patrząc na niego z uwielbieniem w oczach. To było jak uzależnienie, Niall był jego narkotykiem. Nie mógł obejść się bez jego codziennego widoku. Mulat pragnął go jak nimfomanka sexu, jak narkoman heroiny, jak alkoholik wódki. Był pewien jednego kocha Nialla Horana i nie da go nikomu skrzywdzić.
7.
Malik odnowił stare znajomości i dzięki nim zdobył imię, nazwisko i adres swojego zleceniodawcy.
-Harry Styles, lat 24, Baker Street- Malik siedział w czarnym fotelu przy kominku, czytając informacje o chłopaku, który zlecił mu zabójstwo Nialla. JEGO Nialla. - ma siostrę Gemmę i matkę Annie, ojciec nieznany, ciekawe.- mruknął biorąc łyk malinowej herbaty.
Resztę wieczoru spędził na dokładnym przejrzeniu informacji i dogłębnej analizie. Pewny, że nic nie przeoczył i zna je już na pamięć, wziął prysznic, i położył się spać, myśląc o przystojnym Irlandczyku, o morskim spojrzeniu.
Obudził go dźwięk budzika, co było dziwne, bo nie pamiętał, żeby go nastawiał. Przetarł swoje zaspane oczy, ziewając przeciągle. Z pod kurtyny gęstych, grubych, czarnych rzęs wyłoniły się zaspane kawowe tęczówki. Z jego pełnych malinowych ust wydobył się jęk. Czym prędzej wyłączył budzik, który często nazywał „cholernym ustrojstwem”. Niechętnie wstał z wygodnego i wciąż ciepłego łóżka, jak co dzień zapominając ubrać kapcie. Wygrzebał z szafy czyste bokserki i ruszył do łazienki. Ściągną z siebie spodnie od dresu i szary podkoszulek, który swoją drogą był biały gdy go kupował. Obsługiwanie pralki, wcale nie jest takie łatwe jak się wydaje. Gdy Malik robił pranie, zazwyczaj wkładał do pralki wszystkie brudne ciuchy, nie patrząc na ich barwę. Skutkiem jego bezmyślności, są ubrania, które zmieniają swój pierwotny kolor, na inny. Wrzucił ciuchy do kosza na brudne ubrania, od razu wchodząc pod prysznic. Z jego ust wydobył się dziewczęcy pisk, gdy przez pomyłkę włączył zimną wodę zamiast ciepłej. Umył głowę i każdy centymetr swojego ciała. Wytarł się w miękki zielony ręcznik i założył bokserki. Wyszczotkował zęby, a następnie ułożył włosy. Z szafki wyciągną balsam do ust i wtarł niewielką ilość w usta. I tak, może to nie było zbyt męskie, ale jego usta musiały być miękkie i delikatne. Podszedł do mahoniowej szafy zastanawiając co ma dziś ubrać. Zdecydował się na czarne rurki, białą bluzkę z napisem YES i dżinsową kurtkę. Użył swoich ulubionych perfum , a następnie ruszył w kierunku wielkiego lustra, wiszącego w jego sypialni. Poprawił kurtkę i włosy, uśmiechając się do swojego odbicia. Ostatni raz zerkną w stronę lustra i powędrował do korytarza, aby tam ubrać buty. Ostatnim miejscem w jego domu, które odwiedził przed wyjściem była strzelnica, w której wcześniej przygotował sobie broń. Po dokładnym sprawdzeniu i upewnieniu się, że ma wszystko co potrzebuje wyszedł z domu. Zamkną drzwi frontowe i ruszył w kierunku auta. Zayn miał zdecydowaną przewagę, nad Harrym. Wiedział jak wygląda i gdzie mieszka, za to Styles nie wiedział o nim zupełnie nic. Zapewne nawet nie spodziewał się, że wszystko obróci się przeciwko niemu. Żył w błogiej nieświadomości myśląc, że zapewne, Malik już wykonał jego zlecenie. Nawet nie wiedział jak bardzo się mylił.
8.
Siedział w aucie przed kamienica Stylesa, zastanawiając się jak wszystko rozegrać. Mógł wejść niepostrzeżenie do jego mieszkania i po prostu go zabić, ale on wolał poznać powód, intencje, którymi kierował się Styles zlecając mu zabójstwo Nialla. Musiał się tego dowiedzieć, ta wiedza stała się dla niego priorytetem.
Otworzył neseser, z którego wyciągną pistolet. Załadował magazynek i schował broń, z tyłu za paskiem swoich spodni. Wyszedł z auta i upewniwszy się, że je zamknął, ruszył pewnym krokiem, w stronę drzwi wejściowych.
Wszedł do środka, podążając w stronę windy. Wszedłszy do niej, nacisnął przycisk z numerem 4, na tym właśnie piętrze znajdowało się mieszkanie Stylesa. Wyszedł z windy, kierując się w stronę mieszkania nr 6. Zapukał do drzwi, przestępując z jednej nogi na drugą. Nigdy wcześniej się nie denerwował, ale dziś było inaczej. Z zamyślenia wyrwał go ochrypły głos.
- Kim Pan jest?- zapytał chłopak, a w jego głosie słyszalna była nutka irytacji. Zapewne pytał o to samo po raz kolejny.
- Ach, tak przepraszam zamyśliłem się- Zayn podniósł wzrok, napotykając na swojej drodze malachitowe tęczówki.- Mam parę pytań, na które muszę poznać odpowiedź.
- I co w związku z tym, do czego ja jestem Panu potrzebny?- zapytał wyraźnie zdziwiony.
- Lepiej będzie jeżeli wejdziemy do środka- mruknął przechodząc obok niego i wchodząc do mieszkania.
- Nie, nie zaraz co ty człowieku do cholery robisz?- krzyknął za nim Styles.
Zayn zignorował jego pytanie, rozglądając się po mieszkaniu. W pewnej chwili stanął jak wryty. Na jednej ze ścian, w mieszkaniu Stylesa, było pełno zdjęć Nialla. Zamknął oczy, próbując się uspokoić. Odwrócił się w stronę Stylesa, który wpatrywał się w niego beznamiętnie.
- Czego chcesz?- odezwał się w końcu Harry.
- Jak już mówiłem, przyszedłem, aby uzyskać parę odpowiedzi, na moje pytania- odparł siląc się na spokojny ton.
- To bardzo ciekawe, ale wiesz jakoś nie mam ochoty na rozmowy z tobą więc będzie lepiej, jeżeli z tond wyjdziesz.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie- warkną Malik- nie mam zamiaru, powtarzam, nie mam zamiaru nigdzie się z tond ruszać. Więc lepiej usiądź na tej jebanej sofie, albo ja Ci w tym pomogę.
Styles tylko przez chwilę wyglądał na wystraszonego, ponieważ po chwili zaczął się histerycznie śmiać.
- Uspokój się kurwa- Malik złapał go za ramiona pchając na sofę- A więc jeszcze raz- zaczął zobaczywszy, że Styles w końcu przestał się śmiać.- Ja zadaję pytania, ty na nie odpowiadasz zrozumiano?- spojrzał na niego czekając na odpowiedź. Styles mrukną coś pod nosem. Usadowił się wygodniej na sofie , posyłając mu zirytowane spojrzenie.
- Kim jest osoba ze zdjęć, na twojej ścianie.- zapytał starając się nie pokazać po sobie, że nie jest zdenerwowany. Co było trudne zwarzywszy na to, że Harry bezczelnie się do niego uśmiechał.
- To, jest Niallek. Mój Niallek.
-Ach tak, to jest Twój Niallek?- prychnął Zayn
- Tak, Mój Niallek, masz może z Tym jakiś problem- warkną Styles, wstając z kanapy.- On był, jest i będzie mój rozumiesz?- krzykną, zbliżając się do Zayna
- A to jest ołtarzyk dla Twojego Niallka? Nie uważasz, że to lekko.. dziwne, szalone, pojebane?- wymieniał Malik.
- Nie twój zasrany interes. Mogę sobie kurwa robić co chce, a Tobie nic do tego.
- Ciekawe gdzie jest teraz Twój Niallek,? Zapewne nie wytrzymał z takim pojebem jak Ty i uciekł. Jakie to smutne- kpił Malik.
- Nialla już nie ma- zaśmiał się gorzko Harry- Nie ma go, nie ma go-nucił pod nosem
- Nie chciał mnie, moje słoneczko mnie nie chciało. Rozumiesz to?!-krzykną, szarpiąc za swoje loki- Zostawił mnie, tak po prostu odszedł- załkał żałośnie- a skoro ja nie mogę go mieć nikt nie będzie go miał!- wrzasną.
Harry Styles był świrem. Zachowywał się jak psychopata. Na zmianę śmiał się , płakał i krzyczał. Można było się po nim wszystkiego spodziewać. Zayn ponownie spojrzał na ścianę pełną zdjęć Horana. Niall był taki piękny i delikatny. Emanował szczęściem i radością.
- Dlaczego tak bardzo, interesowałeś się moim Niallkiem?- Malik ponownie odwrócił się stronę Harrego, zauważając w jego rękach nóż.- Czyżbyś zakochał się w moim słoneczku?- warkną Styles- MOIM Niallu?- pytał podchodząc coraz bliżej.
- Jesteś żałosny Styles. Przyjmij w końcu do wiadomości, że on Cię nie kocha i nigdy już nie pokocha.
- Zabiję każdą osobę, która się do niego zbliży. Jakieś ostatnie słowo, przed śmiercią- zapytał z szalonym uśmiechem
- Dobranoc Harry- warkną Malik, wyciągając broń i pociągając za spust.
Po pokoju rozniósł się wrzask bólu i odgłos upadającego ciała na podłogę.
Nikt nic nie usłyszał, ponieważ Malik użył tłumika. Zayn szybko uwinął się z zatarciem po sobie śladów. Niepostrzeżenie wyszedł z mieszkania Stylesa. Tym razem nie skorzystał z windy. W ekspresowym tempie zbiegł po schodach i wyszedł z budynku. Odtworzył drzwi i wsiadł do auta, ruszając z pod budynku z piskiem opon. Od razu po przyjechaniu do domu ściągną z siebie wszystkie ciuchy wkładając je wraz z rękawiczkami do czarnego worka na śmieci. Przebrał się w szare spodnie od dresu, czarną bokserkę i bluzę z Adidasa, i wyszedł z domu. Ponownie wsiadł do samochodu tym razem udając się do domku w lesie, gdzie spalił swoje lekko zakrwawione ubrania. Po powrocie do domu, wziął prysznic i poszedł spać. Spokojny i pewny, że Niall jest już bezpieczny.
9.
Obudził się mrucząc pod nosem imię Horana. Przeciągną się na łóżku, ziewną i przetarł piąstkami oczy. Z nieładem na głowie, rumianymi policzkami i zaspanym kawowym spojrzeniem, wyglądał niezwykle uroczo. Wstał z ciepłego łóżka, jak co dzień wyciągając z szafki bokserki ruszył do łazienki. Ściągną spodnie od dresu i wszedł pod strumień ciepłej wody. Dokładnie umył każdy centymetr swojego ciała. Wyszedłszy z pod prysznica, osuszył swoje ciało ręcznikiem. Założył czyste bokserki i wrzucił mokry ręcznik do kosza na brudy. Wyszczotkował zęby, wysuszył i ułożył włosy, a następnie użył truskawkowego balsamu do ust. Uśmiechną się do swojego odbicia w lustrze i wyszedł z łazienki. Podszedł do szafy wyciągając z niej czarne rurki i granatową koszulę. Ubrawszy się, założył jeszcze czarne mokasyny. Nie jadał śniadania, w ogóle nie zbyt często odwiedzał swoją kuchnię, ostatnie próby gotowania skończyły się na tym, że prawie spalił kuchnie i sąsiedzi chcieli wezwać straż pożarną. Z trudnością udało mu się ich uspokoić poprosić, żeby nigdzie nie dzwonili. Wrócił do łazienki i użył swoich ulubionych perfum. Wyszedłszy z niej , wziął ze sobą kluczyki do samochodu i wyszedł z domu. Wszedłszy do samochodu odpalił silnik i z piskiem opon ruszył w kierunku szpitala. Zatrzymał się jeszcze w sklepie, gdzie kupił parę owoców i sok pomarańczowy dla Nialla.
Po dotarciu do szpitala, od razu ruszył w stronę Sali Nialla, nie patrzył nawet w stronę recepcji, gdzie na pewno siedziała Alex. Doszedłszy do Sali numer 12, wszedł do niej, od razu siadając na krześle na wprost zaskoczonego i lekko onieśmielonego Horana.
-Cześć, emmm jestem Niall, a ty?- zapytał lekko zaskoczony blondyn, gdy zobaczył, że mulat w końcu odważył się i wszedł do jego sali, aby porozmawiać. Przynajmniej taką miał nadzieję.
-Zayn- odparł krótko. Poprawiając się na niezbyt wygodnym krześle.
- Miło mi Cie poznać Zayn- blondyn nie zrażony zachowaniem mulata, próbował podtrzymać rozmowę.
-Mhm- mrukną Zayn podnosząc na niego wzrok- em.. to dla ciebie- powiedział podając mu owoce i sok pomarańczowy.
-Dziękuję, to miłe z twojej strony- zarumienił się Horan. Malik tylko skiną głową, nawet na niego nie patrząc.
- Kim jesteś Zayn? Chciałbym Cię lepiej poznać.- zaczął po dłuższej chwili Niall.- wydajesz się bardzo ciekawą i miłą osobą- Horan uśmiechnął się życzliwie do mulata.
- Nie jestem pewien czy warto mnie poznawać- powiedział przygryzając wargę.
-Oczywiście, że warto!- oburzył się Horan
- Jestem prywatnym zabójcą Niall. Pewnego dnia zadzwonił do mnie chłopak i..- przerwał na chwilę, próbując jakoś dobrać odpowiednie słowa- on, on chciał, żebym Cię zabił- dokończył w końcu.
- Co, jak to, Boże nie rozumiem- jąkał się blondyn, a pierwsze łzy zaczęły płynąć po jego policzku.
- Tu nie ma nic do rozumienia Niall. Ktoś kazał mi Cię zabić- powiedział Zayn, chciał coś jeszcze dodać, ale Niall już mu na to nie pozwolił.
- Cz-czyli pojawiłeś się tu, aby mnie zabić, tak? -zapytał-To smutne Zayn, bo ja jak głupi łudziłem się, że po prostu Ci zależy. Widziałem Cię , jak przychodziłeś tu codziennie przez tydzień, więc pomyślałem, że dziś w końcu się odważyłeś i przyszedłeś ze mną porozmawiać, poznać się bliżej .Przyniosłeś mi nawet te owoce. Ach ta moja dziecinna naiwność-prychnął pod nosem- Najwidoczniej jestem głupcem, liczącym na szczęśliwe zakończenie, wiesz tak jak w filmach- uśmiechną się smutno przez łzy- Jestem głupi prawda Zayn? Cóż widocznie, nie zasługuję, na szczęście. Więc zrób to Zayn, pociągnij za spust, wbij mi nóż w serce, cokolwiek. Po prostu zakończ moje marne życie- powiedział, klękając na łóżku patrząc na Malika. Łzy spływały po jego rumianych policzkach, mocząc zieloną koszulkę, którą miał na sobie.
Zayn wstał z krzesła i ukląkł na wprost niego, i przez chwilę wpatrywał się w morskie oczy blondyna , które mimo tego, że teraz były opuchnięte i czerwone od łez, nadal były piękne. To były te same oczy, o których codziennie śnił. Te same, przez które miękły mu kolana. Pod, których spojrzeniem rumienił się jak zakochana nastolatka.
-Nie mógłbym zabić osoby która sprawia, że czuję się jakbym obudził się po latach snu. Która sprawiła, że chcę żyć, dalej egzystować i funkcjonować na tym świecie pełnym osób traktujących innych jak przedmioty, goniących za sławą, pieniędzmi, gardzących krzywdą innych i dążących po trupach do celu, bo dzięki tobie zapominam o tym wszystkim. Zanim Cię zobaczyłem i poznałem byłem złym człowiekiem, nie interesowali mnie inni, stworzyłem barierę, za którą chroniłem się przed ludźmi, za nią czułem się bezpieczny. Zburzyłeś ją, swoim jednym spojrzeniem, moje zatwardziałe i zranione serce, na nowo zaczęło bić. Potrzebuję Cię. Twojego dotyku, głosu, zapachu, ciepła. Powiedz mi jak, mógłbym skrzywdzić, kogoś kto wypełnił pustkę powstałą po stracie rodziny? Osobę która złagodziła ból jaki czułem od 5 lat, której sama obecność sprawia, że jestem szczęśliwy? Jak mógłbym zabić osobę którą stała się dla mnie najważniejsza na świecie, osobę , którą kocham całym sercem? -wyszeptał, a po chwili poczuł, jak ktoś delikatnie ściera łzy płynące po jego policzkach. Na swoich ustach poczuł ciepły i drżący oddech blondyna. Do jego nozdrzy dotarł słodki zapach truskawek, miętowego żelu pod prysznic i od razu pokochał ten zapach. Zapach jego miłości. Przymknął powieki rozkoszując się bliskością i dotykiem Nialla.
- Powtórz to, proszę- blondyn opuszkami palców obrysował kontur jego ust.
-Kocham Cię- wyszeptał, prawie niesłyszalnie, ale Niall usłyszał.
-Kocham Cię - powiedział już głośniej otwierając oczy i, aż zachłysną się powietrzem gdy zobaczył jak blisko znajduje się twarz Nialla.
Blondyn niepewnie usadowił się na jego kolanach ,oddalając swoją twarz od jego zaledwie na parę sekund, co i tak spotkało się z niezadowolonym jękiem Zayna. Blondyn rozumiejąc o co chodzi uroczo się do niego uśmiechną i delikatnie ustami musną oba policzki mulata, sprawiając, że Zayn się zarumienił.
Blondyn przez chwilę myślał, że to koniec. Gdy usłyszał jak mulat powiedział, że ktoś zlecił mu jego zabójstwo- załamał się. Osoba, w której się zakochał, przyszła go zabić. Przynajmniej tak wtedy pomyślał, ale kiedy Zayn mu wszystko wyjaśnił, powiedział mu, że go kocha. Poczuł się fantastycznie i bezpiecznie. Uwierzył mulatowi. Widział prawdę w jego oczach. Czuł się ważny i potrzebny, a co najważniejsze kochany.
-Tak bardzo, chcę Cię teraz pocałować- wyszeptał Zayn, przejeżdżając nosem po szyi blondyna. Niall zadrżał pod wpływem tego dotyku.
-Więc na co czekasz Zayn?- zapytał, biorąc w dłonie twarz mulata, gładząc kciukiem jego policzek.
Ich usta połączyły się w delikatnym pocałunku. Przepełnionym miłością i pożądaniem. Niall wplątał palce w kruczoczarne włosy mulata, ciągnąc za ich końce, przez co Malik jękną przeciągle w jego usta i przysuną go jeszcze bliżej siebie. Zaczął kreślić, tylko jemu znane wzory na plecach blondyna. Zayn niepewnie przejechał językiem po dolnej wardze Nialla, prosząc o pozwolenie na wejście do środka. Niall szybko otworzył usta, pozwalając Malikowi na błądzenie i masowanie językiem jego podniebienia i wnętrza policzków. Blondyn mrukną zadowolony, gdy ich języki połączyły się we wspólnym, powolnym tańcu. Dopiero gdy zabrakło im powietrza niechętnie się od siebie odsunęli, ale nie za daleko, mulat by na to nie pozwolił.
- Kocham Cię, Zayni tak bardzo mocno-przerwał całując go w kącik ust- Boże nie spodziewałem się, że ktoś tak bardzo zawładnie moim umysłem-kolejny, krótki pocałunek-Codziennie mi się śniłeś- i kolejny- Nie mogłem przestać o tobie myśleć- mruknął, na nowo łącząc ich usta w leniwym i namiętnym pocałunku.
Malik nie przypuszczał, że się zakocha. Gdyby ktoś jeszcze miesiąc temu powiedział mu, że drobny i niepozorny, farbowany blondyn spowoduje, że świat Zayna stanie się piękniejszy wyśmiał by go. Zayn Malik się nie zakochuje, zwykł mawiać wszystkim dookoła. Nawet nie wiedział jak się mylił.
Ponieważ teraz Niall Horan był dla mulata całym światem. Słońcem w pochmurny dzień. Ciepłym swetrem, w zimne wieczory. Światłem w ciemności. Piękną melodią kojącą zmysły. Wiatrem w jego skrzydłach. Spełnieniem jego najskrytszych marzeń. Parasolem, chroniącym go przed deszczem. Jego życiem. Zayn kochał Nialla, a Niall kochał Zayna. Mieli siebie nawzajem, ciesząc się swoją bliskością. To było najważniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz