wtorek, 21 stycznia 2014

812

1

- Hahahahaahhh – pijany śmiech Nialla potoczył się echem po całej garderobie, w której on i reszta członków One Direction się zamknęli. Mieli ochotę spędzić trochę czasu sami, bez ochrony. Chcieli napić się sami i pogadać, jak to robili kiedyś, gdy nie mieli tyle na głowie.

– Too-oo było dobre Tommo! – krzyczał blondyn czerwony na twarzy, a Louis nie mógł się opanować.

Śmiał się jak głupi prawie płacząc. Już zdążył zapomnieć co go rozśmieszyło i w pewnym momencie śmiał się sam z siebie i z tego, że się śmieje.

Nielogiczne.. ale czy Louis Tomlinson kiedykolwiek zachowywał się logicznie?

(x)

- Ja już.. ja już może podziękuję.. – zachichotał Harry, kiedy chcieli mu dolać do szklanki. Czuł jak wszystko wokół niego wiruje – Nie trafię do pokoju w takim stanie..

- Lou cię zaprowadzi… Oczywiście jak sam będzie w stanie. – powiedział Zayn ocierając łzy śmiechu wywołane wcześniejszymi rozmowami - Chociaż.. w sumie to chyba ty musisz go zaprowadzić.

- Chciałbym.. chciałbym zakomunikomunikować wam.. że jestem tutaj najtrzeźwiejszejszy. – mruknął poważnie, a Harry wybuchnął głośnym śmiechem – Ja i Kevin.. go zaprowadzimy! My go zaprowadzimy, po prostu.. – wykrzyknął wyjmując spod siebie plastikowego gołębia – Prawda Kevin?!

Harry popatrzył na Louisa roześmianymi oczami, a w głowie miał jedno zdanie „Mój przyjaciel jest popierdolony”. Zaczął się śmiać. Uwielbiał tego chłopaka. Przez tego szaleńca nie było dnia, w którym niemiałby na twarzy szerokiego uśmiechu. Cieszył się, że poznał kogoś takiego jak on bo nigdy wcześniej z nikim tak dobrze się nie dogadywał. A mu mógł powiedzieć wszystko. Ufał mu bezgranicznie i oddałby za niego życie, gdyby musiał. I wiedział, że Louis zrobiłby dokładnie tak samo.

- Widzę, że będzie dziś z tobą urwanie głowy Tomlinson. – powiedział szczerząc zęby – Odstaw już tę szklankę, nie będę znów cię niósł, niańczył ani..

- ..lulał do snu? Hazz lulanie musi być! – zachmurzył się szatyn, a Liam zaczął się śmiać – Toż to codzienny rytuał.. tradycja i.. i.. i tak dalej.. no.. przecież się kochamy!

- Ciiiicho ktoś idzie! - syknął Liam odzyskując trzeźwość umysłu - Jak nas tu ochrona znajdzie to będzie problem..

- Mam w ochronie dupę. - mruknął Louis, a Harry zatkał usta ręką nie mogąc się powstrzymać od śmiechu.

Nasłuchiwali przez chwilę i rzeczywiście za drzwiami ktoś był. Z pewnością wszyscy szukali ich po całym hotelu, ale tutaj w starej garderobie.. nie było szans żeby ktoś tu zajrzał. Kiedy kroki ucichły wrócili do picia i rozmów.

Po godzinie powoli zaczynali odpadać. Starali się jak najciszej dostać do swoich pokojów. Harry szedł z Louisem opartym na ramieniu po schodach ewakuacyjnych. Innej drogi nie było. No chyba, że chcieli zostać złapani przez ochronę.

- Lou ale się najebałeś - szepnął Harry chichocząc, gdy szatyn postanowił zrobić przerwę i uwiesił się wyższemu przyjacielowi na szyi mówiąc, że nie ma już siły.

- Mhm.. - dmuchnął mu w szyję ciepłym oddechem, a po ciele Harry’ego przeszedł dreszcz. Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Louis był szalony to fakt, ale czasami jego zachowanie było tak urocze i słodkie, że największemu twardzielowi zmiękłoby serce.

Harry objął go w pasie żeby się nie przewrócił i rozglądnął się. Cholera, jeszcze pięć pięter.

- Koniec przerwy BooBear. - powiedział czując, że lada chwila chłopak uśnie mu w rękach - Louu..? - spojrzał w dół na jego twarz - Nie do wiary.. - szepnął do siebie kręcąc głową ze śmiechem. Usnął.

Loczek westchnął ciężko. Schylił się lekko jedną ręką wciąż obejmując śpiącego przyjaciela, a drugą włożył mu pod kolana i podniósł go na ręce. Chłopak mruknął coś zupełnie niezrozumianego i poruszył głową znajdując wygodne miejsce przy szyi młodszego.

Wyszedł z nim na ostatnie piętro, po czym podszedł cicho do drzwi. Minęło dobre dwadzieścia minut zanim udało mu się je otworzyć. Wszystko przez śpiącego mu na rękach Louisa, którego nie chciał obudzić. Popchnął nogą drewniane drzwi i wszedł do środka.

Położył delikatnie Louisa na łóżku, który od razu zwinął się w mały kłębek. Harry stał patrząc na niego przez dłuższą chwilę i uśmiechając się, aż zdjął mu ze stóp conversy, a potem zrzucił swoje i poszedł do łazienki. Kiedy wrócił położył się obok niego i przykrył ich kołdrą.

- Dobrze, że jesteś bo było mi zimno - wymruczał z zamkniętymi oczami Louis i wtulił się w Harry’ego.

Hazza objął go ramieniem i złapał się na tym, że zastanawiał się jak można być jednocześnie tak szalonym i tak kochanym. Skarcił się w myślach uznając, że stanowczo za dużo miłych myśli dotyczących Louisa pląta się w jego głowie. Zamknął oczy i po niedługiej chwili po prostu odpłynął.

*

Kiedy otworzył oczy następnego dnia pierwsze co zobaczył to smacznie śpiący Louis, który od razu wywołał na jego twarzy uśmiech. Zabawne było to, że kiedy spał wyglądał tak niewinnie i bezbronnie. Zupełnie jak małe dziecko. Za to kiedy nie spał.. był nadpobudliwy, absurdalny i komiczny.

"Tak, tylko Tomlinson mógł być jednocześnie winny i niewinny". pomyślał Hazza ze śmiechem i zaczął się podnosić tak, żeby go nie obudzić.

- Harrrryyyy… - usłyszał zaspany głos.

- Hmm? - mruknął znów na niego spoglądając.

Lou otworzył powoli oczy i uchwycił nad sobą zielone tęczówki.

- Cześć - uśmiechnął się.

- Cześć.. alkoholiku. - odparł Harry przeczesując ręką włosy.

- Aż tak źle? - jęknął szatyn, a kiedy jego przyjaciel pokiwał głową dodał - Jak się tu znalazłem?

- A jak myślisz? - prychnął chłopak - Przyniosłem cię. Szliśmy schodami i stwierdziłeś, że potrzebujesz przerwy, a potem zasnąłeś i musiałem cię nieść przez pięć pięter..

Tomlinson zaczął się śmiać. Wizja niosącego go Harry’ego była dla niego co najmniej zabawna. Harry również parsknął śmiechem i pokręcił głową.

- Śmiej się, śmiej. - warknął Harry udając obrażonego i wstając - Ciekawe co ty byś zrobił beze mnie.

- No już, już. Dziękuję Harold. - mruknął przeciągając się jak kot - Jezuuu.. moja głowa. - jęknął, gdy zmienił pozycję na siedzącą - Już nigdy więcej alkoholu..

Harry rzucił mu rozbawione spojrzenie, kiedy wyjmował z szafki czyste ubranie. Zaraz po tym poszedł pod prysznic.

*

Wywiad, który mieli zaraz po śniadaniu był dla Louisa niewyobrażalnie męczący. Wypił chyba trzy butelki wody mineralnej i wciąż czuł się źle. Czterdzieści minut wydawało mu się trwać wiecznie, a kiedy w końcu wywiad dobiegł końca odetchnął z ulgą. Wsiedli do samochodu i ruszyli w kierunku Londynu.

- Żyjesz Lou? - usłyszał troskliwy głos Liama, któremu wtórował cichy chichot Nialla i krzywy uśmieszek na twarzy Zayna.

- Żyję. Jest dobrze. - zaśmiał się szatyn.

- To świetnie bo dziś są urodziny Dani. I ma nadzieję, że przyjdziemy wszyscy. Już jej nawet powiedziałem, że tak.

- Co?! - wykrzyknął Tommo - Ale jak to.. znowu.. alkohol? - jęknął.

- Ty masz zakaz picia! Nie będę cię znowu niósł. - wtrącił szybko Harry i wszyscy zaczęli się śmiać.

Louis jęknął w duchu. Wiedział, że będzie ciężko.


1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz