wtorek, 21 stycznia 2014

811

2

- Gdzie jest Louis? - zapytał loczek. Impreza w domu Danielle była ogromna i ciężko było kogokolwiek znaleźć. Harry od piętnastu minut szukał swojego przyjaciela, którego miał pilnować.

- Miałeś go pilnować? Nie wiem.. - powiedział Zayn.

- No właśnie wiem, że miałem! Ale go na dwie sekundy nie można zostawić samego. - zdenerwował się.

- Szukacie Louisa? Jest w toalecie na górze, widziałam jak wszedł tam z jakimś chłopakiem. - odezwała się obok nich koleżanka Danielle.

- Że co? - powiedzieli równocześnie, a Harry podał swój bezalkoholowy drink Zayn’owi i ruszył w stronę schodów.

Louis? W toalecie? Z chłopakiem?! Zaraz, zaraz.. JEGO Louis? O nie. Cokolwiek tam się dzieje on się na to nie zgadza.

Przeszedł przez długi korytarz, po czym bez pukania szarpnął mocno za klamkę od łazienki. Nie spodziewał się, że drzwi nie będą zablokowane, dlatego od razu znalazł się w środku.

Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że Louis będzie trzymał w ręku skręta. Już bardziej podejrzewałby go o flirtowanie z tym kolesiem, niż palenie trawki. Siedzieli na oparciu wanny.

- Louis idziemy do domu. - powiedział Harry podchodząc do niego i wyrywając mu z ręki skręta.

- On nigdzie nie idzie, odwal się. - zaśmiał się nieznany Hazzie chłopak.

- Nie ty o tym decydujesz więc zamknij dziób. - syknął wrzucając skręta do muszli klozetowej, a następnie podnosząc szatyna za ramię do góry.

- Haaarrryyy - zachichotał szatyn, kiedy ten ciągnął go na dół, a potem do samochodu.

Zjarany Louis okazał się poczwórną dawką śmiechu, o ile to w ogóle możliwe. Gadał całą drogę jakieś kompletne głupoty, które w ogóle nie miały sensu, a śmiał się przy tym bezustannie. Harry nie mógł już z nim wytrzymać. Mimo, że sam nie palił czuł się tak jakby był gorzej nafukany od niego.

Weszli do ich wspólnego domu, gdzie Harry rzucił się na kanapę w salonie.

- Wykończysz mnie Louuuuu! - krzyknął twarzą do poduszki, gdy starszy chłopak wciąż śmiał się i śmiał.

- Pierdoły gadasz - zawołał siadając w jego nogach z laptopem na kolanach - Poróbmy cooś..

Loczek odwrócił się na plecy i podwinął nogi żeby zrobić Louisowi trochę miejsca. Patrzył jak ten próbuje otworzyć przeglądarkę, a w rezultacie otwiera mu się kilkanaście okien.

- Klikaj więcej, na pewno pomoże. - zaśmiał się, a szatyn spojrzał na niego z udawanym gniewem.

- Poczytamy co o nas piszą w Internetach! – entuzjazm Louisa był po prostu zozbrajający.

Harry patrzył na jego profil. Z lekkim uśmiechem na twarzy przeszukiwał strony co jakiś czas parskając śmiechem. Wyglądał niesamowicie, jak zawsze.

Uśmiech zszedł z twarzy loczka, gdy zdał sobie sprawę z tego o czym myśli. Ciężko mu było przyznać przed samym sobą, że Louis mu się podoba i że coś do niego czuje. Westchnął do siebie. Nigdy nie odważyłby mu się tego powiedzieć. Wiedział, że ich przyjaźń wtedy dobiegłaby końca i nie mógł do tego dopuścić. Dlatego po prostu na niego patrzył.

- Dowód na to, że Larry Stylinson istnieje… – przeczytał nagle Louis, a Harry przełknął ślinę wyrwany ze swoich zamyśleń – Hahaha.. to na ostatnim wywiadzie kiedy się do siebie uśmiechnęliśmy. Ludzie niczego nie przeoczą. – zachichotał.

- To prawda. – odpowiedział Harry – Niczego.

- O cholera, ktoś tu podał link do jakiegoś popularnego opowiadania o nas! Poczytajmy! – ucieszył się.

- Nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł. To jakieś głupoty. – powiedział szybko Harry.

- Daj spokój Hazz.. dobra.. co my tu mamy.. o! …O kurwa! – wytrzeszczył oczy – Nie sądziłem, że aż tak dokładnie wszystko opisują! Hahaha słuchaj… Przeczesał ręką kręcone włosy i popchnął go mocno na ścianę wpijając się w jego wargi i namiętnie całując. Louis jęknął z rozkoszy.. mm.. – zaśmiał się, a na jego twarzy pojawił się rumieniec – Oddychał szybko odwzajemniając pocałunek Harry’ego, który szybkim ruchem ręki zdjął z niego koszulkę. Uśmiechnął się pod nosem widząc jak ciało niższego chłopaka zadrżało z przyjemności, gdy przejechał opuszkami palców po jego nagim torsie…

- Weź nie czytaj tego. – przerwał mu Harry, który czuł, że zaczyna mu się robić gorąco. Louis popatrzył na niego śmiejąc się.

- Dobre, co? Ale to dopiero początek… Louis odwrócił się tak, że teraz to Harry był przyciskany do ściany. Zaczął całować jego szyję. Od obojczyka, po ucho i z powrotem. Chłopak zamruczał cicho i zacisnął ręce na włosach szatyna, gdy poczuł jak ciepłym oddechem dmucha mu w ucho… O Boże.. słuchaj tego! Szybkim ruchem ręki Harry został odwrócony twarzą do ściany. Chwilę później jego spodnie i bokserki zostały opuszczone na ziemię, a Louis nachylił się nad jego ramię „Będziesz jęczał z rozkoszy”, wyszeptał mu na ucho i silnym ruchem w…

- Dość! – zdenerwował się Harry podnosząc się do pozycji siedzącej i zamykając mu laptopa. Louis odwrócił głowę spoglądając na niego.

- Ty to lubisz psuć zabawę. – mruknął cicho nachylając się nad niego ze śmiechem na twarzy.

Harry natychmiast się odsunął. Wiedział, że Louis robi sobie żarty, jest naćpany i w ogóle.. dlatego nie mógł dopuścić to tego, żeby się do siebie zbliżyli. Wstał i rzucając mu krótkie „idę spać” poszedł do swojego pokoju.

- Ja pierdolę – rzucił do siebie widząc wybrzuszenie w swoich spodniach.

Długo nie mógł zasnąć, a w głowie ciągle słyszał słowa, wypowiedziane przez Louisa.

„Będziesz jęczał z rozkoszy”


2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz