wtorek, 21 stycznia 2014

810

3

- Cześć Hazz! – usłyszał loczek następnego dnia rano, a chwilę później w kuchni pojawił się jak zwykle szeroko uśmiechnięty i zadowolony Louis. Nawet, gdyby ktoś obudził go o piątej rano na jego twarzy wciąż byłby ten sam rozbrajający i zaraźliwy uśmiech. To właśnie był Louis.

Harry wciągnął głośno powietrze widząc go w białej koszulce i szarych bokserkach. Podszedł do czajnika, który zalał wodą i sięgnął po szklankę.

- H-hej – mruknął ochrypniętym głosem brunet wpatrując się w tyłek przyjaciela.

- Co masz taki głos? Chyba nie dałem ci wczoraj, aż tak popalić? – odwrócił się do niego i zaczął drapać się z tyłu głowy – To znaczy.. chyba.. chyba wszystko pamiętam.

- Nie było najgorzej. – Harry wrócił do jedzenia swoich płatków czując na sobie wzrok Lou. Nie mógł pozbyć się z głowy myśli, że wczoraj miał przez niego erekcję.

- No dobra.. przepraszam. Przepraszam, że czytałem te pierdoły! – powiedział w końcu Louis odsuwając krzesło i siadając obok loczka – Nie wiem co mi odbiło!

- Daj spokój Lou, jest okej. – uśmiechnął się rzucając mu krótkie spojrzenie.

- To dobrze. Nie chciałem cię zgorszyć. – zachichotał szatyn wstając i robiąc sobie kawę – Ale jako twój przyjaciel powiem ci szczerze, że dokończyłem potem to czytać.

Harry zamarł z łyżką w powietrzu patrząc na jego plecy.

- I-i co? – zapytał cicho.

- Co co? Nic. Przeczytałem i poszedłem spać. – odparł śmiejąc się, a loczek nie drążył już tego tematu.

*

Z dnia na dzień było coraz gorzej. Louis tak cholernie go pociągał, że w końcu zdał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie przebywać z nim w jednym pomieszczeniu bo stanowi zagrożenie i dla siebie i dla niego. Już i tak kilka razy musiał ukrywać wybrzuszenie w swoich spodniach, które pojawiło się na skutek jakiegoś gestu Louisa co było bardzo uciążliwe.

To wszystko cholernie go męczyło i sprawiło, że zachowywał się dziwnie, co zauważyli inni członkowie zespołu. Niall i Liam kilka razy pytali go czy wszystko w porządku, a Zayn zapytał dlaczego ostatnio jest taki mało rozmowny. Te rzeczy sprawiały, że denerwował się jeszcze bardziej. Bał się, że to wszystko może po prostu wyjść na jaw.

Dlatego całkowicie przestał z nimi wychodzić. Kiedy próbowali zabrać go gdzieś na miasto wymyślał jakieś głupie preteksty byleby móc zostać w domu. Nie mógł zrozumieć dlaczego to wszystko tak daleko zaszło, ale gdy teraz o tym myślał to jego przyjaciel zawsze mu się podobał. Zawsze patrzył na niego inaczej niż na Nialla, Liama czy Zayna. To wszystko wyszło tak nagle… Co mógł teraz zrobić?

- Harry. – usłyszał nagle głos i potrząsnąwszy głową zdał sobie sprawę, że są w studiu na próbie i była jego kolej śpiewania – Harry wszystko okej? – zapytał Liam.

- Ta. Jest okej. Zamyśliłem się tylko. – powiedział.

- Ostatnio chyba często ci się to zdarza. – zaśmiał się Louis, a on jedynie wzruszył ramionami nawet na niego nie patrząc.

Szatyn zmrużył oczy przyglądając mu się uważnie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że rzeczywiście coś jest na rzeczy. Harry zachowuje się co najmniej dziwne i to nie jest normalne.

- Dobra zróbmy przerwę. – usłyszeli, a loczek od razu skierował się w stronę drzwi.

- Styles! – usłyszał za sobą dobrze znany głos. Zacisnął na sekundę oczy i odwrócił się w kierunku swojego najlepszego przyjaciela.

- Co jest Lou? – zapytał starając się być taki jak zawsze.

- Co jest Lou? – powtórzył chłopak - Ty mi powiedz. – Louis podszedł do niego i zaczął przeszywać go swoim podejrzliwym spojrzeniem.

- Dlaczego patrzysz na mnie jakbym coś ukrywał?

- Hmm… – szatyn udał, że się zastanawia – Może dlatego bo tak jest?

- Bzdura. – prychnął odwracając się z powrotem, ale szatyn odwrócił go chwytając jego rękaw.

Zobaczył jak jego przyjaciel wciąga głośno powietrze i cały się napina. Nawet nie patrzył mu w oczy.

- No dobra… to już nie jest zabawne. Dlaczego patrzysz na swoje buty Harry? O co tu chodzi? Zrobiłem coś złego? – zapytał – Wiem, że to przeze mnie… po prostu mi to powiedz do cholery. Unikasz mnie. Wiem, że moje zachowanie czasami… często… no dobra, zawsze… jest trochę eee… absorbujące… ale… cholera no! Harry! Nigdy ci to nie przeszkadzało…

- Louis…

- Nie Harry. Nie wmówisz mi, że to nie przeze mnie bo widzę jak na mnie patrzysz i wiem jak patrzyłeś na mnie kiedyś, a to jest…

- Louis…

- Po prostu nie wiem od kiedy nie mówimy sobie wszystkiego. – zakończył szatyn, a Harry w jego oczach po raz pierwszy w życiu zobaczył smutek. Było mu przykro i zachowanie bruneta zdecydowanie sprawiało mu ból.

Harry nie był w stanie znieść tego spojrzenia. Było to dla niego za dużo. Chciał go przyciągnąć i przytulić, ale nie mógł tego zrobić. To i tak za daleko zaszło.

Louis nie chciał odpuścić. Patrzył na niego wielkimi oczami i zupełnie nie wiedział co się dzieje. Za to Harry wiedział, że musi go zranić, by ten odpuścił.

- Daj mi spokój. – powiedział w końcu zaciskając pięści w kieszeniach. Te słowa ledwo przeszły mu przez gardło, a ton jego głosu był znacznie ostrzejszy niż wcześniej. Nie chciał tego mówić, ale nie był w stanie powiedzieć mu, że mu na nim zależy, że każdego dnia zastanawia się jak smakuje jego język i że kilkanaście razy miał już przez niego erekcję.

Twarz Louisa zmieniła się w ciągu kilku sekund i o ile wcześniej była smutna to w tej chwili malowała się na niej czysta rozpacz. Jego oczy zaszkliły się niebezpiecznie.

- Dać ci spokój? Harry ja cię kocham, przecież przyjaźnimy się od zawsze… Ja nie… ja nie umiem bez ciebie funkcjonować…

- Więc będziesz musiał się nauczyć. – Harry założył ręce na klatce piersiowej i spojrzał w okno na korytarzu udając, że nic go to nie obchodzi. Nie chciał teraz widzieć jego twarzy.

- Harry proszę cię… - jęknął desperacko, a jego głos zaczął się załamywać.

- Ja też cię proszę Louis: daj mi święty spokój.

- N-Nie rób tego Harry. – wyszeptał drżącym głosem – Błagam cię. – dodał nie chcąc dać za wygraną – Po prostu… po prostu… - wziął głęboki oddech – Porozmawiaj ze mną, ja nawet nie wiem co takiego zrobiłem…

- Cholera przestań. Po prostu się odczep. Raz na zawsze. – przerwał mu Harry, który był pewien, że jego paznokcie zaraz wbiją mu się w rękę do krwi.

- Tego chcesz? – zapytał cicho Louis z trudem przełykając ślinę.

- Tak, tego właśnie chcę. Idę do domu. Na razie. – rzucił i odszedł zostawiając go samego.

*

- Lou już po przerwie, gdzie zgubiłeś Harry’ego? – usłyszał za sobą głos Liam’a, ale nie był w stanie się odwrócić.

- Louis, ja jebie nie wygłupiaj się. Jestem głodny, chce to szybko odbębnić i iść na obiad. – rzucił Niall – Wołaj swojego chłopaka i chodźcie.

- Louis? – Liam popatrzył po chłopakach, gdy zdał sobie sprawę, że chłopak cały się trzęsie od cichego płaczu.

Przez chwilę stali czekając, aż chłopak się odwróci, wybuchnie głośnym śmiechem i zawoła „Ale z was głupie cioty, znowu się nabraliście”, ale nic takiego się nie stało. Niall wzruszył ramionami patrząc zdezorientowany na Zayn’a, który odwzajemnił gest. Cała trójka była w szoku. Louis nigdy nie płakał. Louis nawet nigdy nie był smutny.

To Liam jako pierwszy odważył się do niego podejść. Zatrzymał się obok niego i położył delikatnie rękę na jego ramię. Głowa szatyna była opuszczona, a zaciśnięte oczy zakryte ręką. Ewidentnie starał się ukryć płacz, ale kiepsko mu to wychodziło.

- Louis? – ton głosu Liama od razu stał się bardziej łagodny i ostrożny – Co się stało?

Niall i Zayn podeszli do niego nie wiedząc jak się zachować.

- Zo-o-stawił m-mnie. – zapłakał cicho – O-on m-mnie… z-zostawił… - nie mógł już dużej powstrzymywać płaczu. Zaczął chlipać i szlochał, gdy chłopcy zaczęli ciągnąć go do samochodu, gdy jechali do domu Liama, gdy weszli do środka i gdy posadzili go na kanapie.

Kiedy nie miał już czym płakać zaczął głośno łkać i trwało to tak długo, że chłopcy bali się, że już nigdy nie przestanie. Próbowali go uspokoić, ale mieli wrażenie, że tylko pogarszają sytuację więc po prostu z nim siedzieli. Odetchnęli z ulgą, gdy po dobrej godzinie w końcu usnął zmęczony ciągłym płaczem. Cała trójka chłopaków była przerażona jego zachowaniem. Louis nigdy w życiu tak się nie zachowywał. Przecież zawsze był najszczęśliwszą osobą na ziemi.

No właśnie. Był.


3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz