wtorek, 21 stycznia 2014

809

4

Następnego dnia Louis obudził się z ogromnie uciążliwym bólem głowy i czuł się fatalnie. Rozejrzał się zdając sobie sprawę, że jest u Liama w domu. Od razu przypomniał sobie co się stało wczoraj i od razu poczuł jak łzy napływają mu do oczu.

Odetchnął jednak głęboko i udało mu się nie rozpłakać. Postanowił, że się nie podda tak łatwo, ma gdzieś to, że się zbłaźni przed Harry’m. Pójdzie teraz do niego i z nim porozmawia i będzie go prosił, błagał i przepraszał chociaż nie wie za co. Zniesie każde upokorzenie, byleby tylko uratować ich przyjaźń.

I niby o prawdziwą przyjaźń nie trzeba walczyć, ale on o to nie dbał. Wiedział, że Harry musi mieć jakiś konkretny powód dla którego go zostawił. Bo nigdy nie zrobiłby tego tak po prostu. Wiedział to.

Poszedł pod prysznic starając się zachowywać bardzo cicho by nie obudzić Liama, który pewnie jeszcze spał i pół godziny później wymknął się z jego domu. Po zaledwie dwudziestu minutach siedział już w swojej kuchni, w której zawsze rano spotykali się z Harry’m.

Zaczął się denerwować, gdy usłyszał jak jego przyjaciel kręci się na górze. Każda sekunda dłużyła mu się niemiłosiernie. Słyszał jak wchodzi do łazienki, a po kilkunastu minutach z niej wychodzi i zamarł, gdy usłyszał jak loczek schodzi po schodach.

Wszedł do kuchni bez słowa co było dla Louisa kolejnym ciosem. Był jednak tak zdesperowany, że nawet to nie zniechęciło go od próby ratowania ich przyjaźni. Wstał.

- Harry, błagam… porozmawiaj ze mną. – powiedział bezsilnie – Harry proszę cię. Ja… przepraszam za to coś co zrobiłem, rozumiesz? Przepraszam. Zrobię wszystko, wszystko, przysięgam…

- Wszystko? – zapytał nagle odwracając się i odkładając kubek z kawą na jasny blat.

Serce podskoczyło mu do gardła, gdy zobaczył w jakim stanie jest Louis. Blada jak kartka papieru twarz, czerwone, podkrążone oczy i ten smutny, zrozpaczony wzrok sprawiły, że nie dużo brakowało, a Harry by pękł.

- Wiesz, że tak. – odpowiedział smutno Louis patrząc mu prosto w oczy.

Harry chciał powiedzieć „Więc się odpierdol.”, ale po tym co zobaczył nie był w stanie, aż tak go zranić.

- Więc nie rozmawiaj ze mną. – rzucił szybko i ruszył do wyjścia.

- Nie Harry! - Louis podbiegł do niego odwracając go do siebie – Ja tego… ja nie… ja tego tak nie zostawię, rozumiesz? Przecież jesteśmy przyjaciółmi…

- Byliśmy nimi Louis. – głos Harry’ego był taki zimny i nieczuły, że Louis zastanawiał się czy to rzeczywiście on. Loczek odepchnął jego rękę.

- Harry… - Lou nie wytrzymał i załamał się – Nie możesz mnie tak traktować…

- Serio? – roześmiał się nerwowo czując, że jeszcze chwila i on nie wytrzyma - To patrz. – powiedział i wyszedł z kuchni mijając w progu zszokowanego Liama, który musiał wszystko słyszeć. Przeszedł obok niego nawet na niego nie patrząc.

Ruszył w kierunku samochodu po jego policzkach zaczęły płynąć łzy. Jeszcze nigdy nie widział Louisa w takim stanie jak go zostawił i był pewien, że po tym co mu powiedział będzie z nim jeszcze gorzej. Znienawidzi go. Tak, teraz to już pewne. I niby tego właśnie chciał, ale to tak cholernie bolało…

Pamiętał, że to Louis zawsze go pocieszał, gdy było mu smutno, czy płakał podczas wywiadu mówiąc o chamskich komentarzach pod jego adresem. Zawsze był przy nim wtedy, gdy go potrzebował, a teraz on – Harry Styles, jego najlepszy przyjaciel – tak po prostu go zostawił. Z dnia na dzień. Bez żadnych wyjaśnień.

- Jesteś pierdolonym tchórzem Styles. – powiedział do siebie patrząc w lusterko i uderzył ze złością w kierownicę.

Mógł zaryzykować, mógł mu wszystko powiedzieć, ale nie. Wolał stchórzyć i sprawić, że jego najlepszy przyjaciel go znienawidzi. Westchnął głęboko wiedząc, że chłopcy będą na niego wkurwieni za to jak go potraktował. Tak, Liam na pewno im wszystko powie. A on nie będzie mógł powiedzieć im prawdy i się wytłumaczyć…

Że kocha Louisa. Bardziej niż powinien. Nie jak brata.

I już nie chodziło o to, że bał się, że powiedzą, że jest gejem bo w zespole wszyscy wiedzieli, że Harry lubił się zabawić raz z dziewczyną, a czasem z chłopakiem i nikt z nich nigdy się tym nie przejmował. Po prostu nie chciał żeby Louis się dowiedział. Bo Louis, mimo tego jak się ubierał był oczywiście hetero, nie mówił tego, ale w końcu zawsze miał tylko dziewczyny. Wiedział, że wyśmiałby Harry’ego, gdyby przyznał się, że coś do niego czuje. Powiedziałby reszcie i wszyscy by się z niego nabijali.

Nie. Nie zniósłby tego.

*

- Louis… - usłyszał nad sobą głos Liama.

Siedział na podłodze przy wejściu do kuchni, w miejscu, w którym zostawił go Harry. Nie płakał, chociaż oczy miał czerwone, więc najwyraźniej limit jego łez po prostu się wyczerpał.

- Hej, wszystko będzie dobrze, rozumiesz? – łagodny głos Payne’a działał na niego wyjątkowo kojąco – Chcesz porozmawiać o tym co się stało? – zapytał siadając obok niego na podłodze.

- Przepraszałem go… błagałem… ale on… o-on… - wziął głęboki oddech – n-nie chciał tego słuchać.

- Wiem Lou. Słyszałem wszystko. Za co go przepraszałeś?

- Nie wiem. Za to co zrobiłem. – wyszeptał.

- A zrobiłeś mu coś przez co mógłby się tak zachowywać?

- N-nie. Nie wiem… widocznie tak… tak, musiałem coś zrobić. Tylko nie wiem co. – podniósł wzrok na siedzącego obok chłopaka – A może za mało go przeprosiłem? Może… może powinienem to zrobić jeszcze raz?

- Louis…

- Zadzwonię do niego Liam. – powiedział wyciągając szybko telefon – Z-zadzwonię do niego. – powtórzył szukając numeru.

- Nie rób tego Louis. – mruknął patrząc na niego ze współczuciem.

Szatyn nie słuchał go. Nacisnął zieloną słuchawkę i czekał. Jeden sygnał, drugi, trzeci… siódmy. Nic.

- Nie odbiera. Spróbuję jeszcze raz… na pewno nie słyszy.

Liam patrzył jak Louis dzwoni po raz drugi i trzeci. Był w okropnym stanie. Nie dopuszczał do głowy myśli, że Harry nie chce się już z nim przyjaźnić. Za, którymś razem Harry musiał wyłączyć telefon bo szatyn powiedział, że włącza się poczta. Był przekonany, że rozładowała mu się bateria. Ten widok bolał podwójnie bo nikt nie był przyzwyczajony do takiego Louisa. Był kompletnie bezradny i nie wiedział co ma robić. Zachowywał się irracjonalnie i gadał jakieś głupoty. A najgorsze było to, że był przekonany, że to on zrobił coś złego.

- Jak myślisz gdzie teraz jest? Może zadzwonię do któregoś z ochroniarzy…?

- Louis przestań. Oddaj mi telefon. – głos Liama był spokojny. Za spokojny.

- N-nie… - łzy zaczęły spływać po twarzy szatyna – Harry… on… on na pewno by ode mnie odebrał Liam… na pewno by odebrał… to przecież Harry… mój Harry…

- Daj mi ten telefon Lou.

- …Liam dlaczego on nie odbiera? – szlochał chłopak nie wiedząc co ze sobą zrobić.

- Ciiiii. – Liam zabrał mu z ręki telefon, a następnie przyciągnął do siebie i przytulił – Spokojnie Lou, już dobrze. Już dobrze, słyszysz?

*

- Co z nim? – zapytał Niall kiedy razem z Zaynem weszli do domu Liama.

- Jest na górze, mówił, że pójdzie się przespać, ale jestem pewien, że nie śpi. Jak przechodziłem to słyszałem jak płacze. Zmusiłem go żeby się spakował i przez pewien czas będzie mieszkał u mnie. – westchnął – I zabrałem mu też telefon.

- Masakra… my próbowaliśmy rozmawiać z Harry’m ale skomentował to mówiąc, że to jego sprawa i że nie chce o tym rozmawiać. W ogóle nie chciał słyszeć nic o Lou. – Zayn wzruszył ramionami.

- Może oni się o coś pokłócili? Musiało coś się stać… - podsunął blondyn.

- …tylko, że Lou sam nie wie co. Ale pamiętacie, że on już od dawna zachowywał się jakoś inaczej? Unikał wspólnych wyjść, imprez… eh.

- Nie wiem co myśleć. – Niall usiadł na wysokim krześle w kuchni i nalał sobie soku.

- Lou jest w tragicznym stanie. Nigdy go takiego nie widziałem. Dobrze, że nie mamy teraz żadnych koncertów bo byłoby bardzo ciężko. – westchnął Liam siadając naprzeciwko Nialla – Możliwe, też że potrzeba trochę czasu. To ich pierwsza kłótnia… o ile mogę tak powiedzieć. Nie są przyzwyczajeni… może im przejdzie.

- Mam nadzieję. – powiedzieli równocześnie Niall i Zayn.


4

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz