- Teraz wiem, że umieściłem je w okolicach brygu – stwierdził Louis, gdy tylko Harry ruszył za nim.
Mężczyzna nic nie powiedział i książę westchnął pod nosem, gdy kontynuowali spacer po pokładzie. Mógł już przewidzieć niezręczną ciszę między nimi – niemożliwą do złamania, przynajmniej dla niego. Tajemnicą było jak długo Harry będzie utrzymywał tę atmosferę – oczywistym było, że nie pokaże na zewnątrz, że coś go boli. Równie dobrze Louis mógłby walić głową w ścianę.
Wiedząc, że oboje cierpią z powodu napiętej atmosfery, w jakiś sposób książę by sobie ulżył, ale znając kapitana, Harry prawdopodobnie miał wszystko gdzieś. W sumie, to była jedyna z cech Harry’ego, które lubił. Choć jego apatia zaczynałaby być już chorobliwa, Louis musiał przyznać, że to ograniczanie interakcji między nimi oszczędzi mu niepotrzebnych nerwów i stresu.
Gdy Harry zaczynał dorównywać mu krokiem, Louis przyspieszył i rzucił się do drzwi prowadzących pod pokład. Chwycił klamkę i otworzył drzwi, po czym rzucił Harry’emu krótkie spojrzenie. Oczy pirata zaciekle omijały Louisa i gdy wreszcie nawiązali kontakt wzrokowy, książę próbował pozostać niewzruszony.
Zielone tęczówki Harry’ego nie ukazywały żadnych emocji, prócz zwykłej ignorancji. To był jeden z tych momentów, gdy Louis żałował, że nie może czytać w myślach, bo irytowało go to, jaki Harry jest trudny do odczytania.
- Będę za tobą – powiedział spokojnie, gdy dłonią wskazał wnętrze. Oczekiwał, że Harry się uśmiechnie czy coś, jednak brak reakcji totalnie rozczarował Louisa.
- Dziękuję – powiedział kapitan, unikając wzroku księcia, po czym ruszył do przodu.
Gdy Harry wszedł do środka, jego kroki zrobiły się nagle bardzo małe. Książę zmarszczył brwi, krocząc za nim. Naprawdę wątpił, czy Harry jest na niego bardzo zły. Choć jego obecna postawa pozostawiała wiele do życzenia. A może to po prostu Louis widzi tylko to, co chce widzieć?
Udało im się zabrać książki i umieścić je w gabinecie Harry’ego, zanim wrócili po resztę. Harry był śmiesznie cichy i Louis miał ochotę dźgnąć się choćby nożem, byle tamten się odezwał. O czym kapitan myślał? Czy był zły na Louisa? Jeśli jest, to dlaczego pomaga mu nosić te wszystkie książki? Zbyt wiele pytań krzątało umysł monarchy i nic nie mógł poradzić na to, że znów zaczynał zżerać go stres. W sumie, nawet nie wiedział, dlaczego go to martwi. Ale tak było. Do tego jeszcze cała ta sprawa z niemiecką księżniczką i naprawdę, rozbolał go brzuch. Nie tak wyobrażał sobie powrót na statek.
Gdy dwójka wróciła do kwatery Harry’ego z resztą książek w ramionach, Louis wyrzucił z siebie na wdechu:
- To były ostatnie – ruszył ku półce z pozostałymi ksiażkami i obrzucił ją spojrzeniem. Harry zamknął za sobą drzwi, gdy Louis upadł na kolana i przyjrzał się stosowi książek przed nim. - Układasz je w kolejności alfabetycznej, prawda? - zapytał od razu zbierając do kupy wszystkie te, które zaczynały się od “A”. Następnie zaczął układać rząd z tymi na literę “B”, jednocześnie kątem oka obserwując Harry’ego.
Sposób, w jaki się poruszał był co najmniej dziwny. Miał wrażenie, że to coś w stylu deja vu, gdy przypomniał sobie tamtą sytuację, kiedy oboke opuścili kwaterę, by rozpocząć polowanie – ruchy Harry’ego były obezwładniające. To wspomnienie nie opuszczało go przez cały czas, gdy układał książki i wcale mu się to nie podobało.
Gdy Harry po raz pierwszy się odezwał, Louis miał wrażenie, że minęła wieczność. Jego głos był delikatny i uprzejmy.
- Ja poukładam je według alfabetu i gatunku. Nie chcę, by twój mózg padł, więc ułóż je jakkolwiek chcesz.
*
Louis uniósł głowę do góry, aby spojrzeć na kapitana, który pochylał się teraz w stronę małego stosu książek. Nie był pewien, czy dobrze słyszał, ale jeśli tak, to czy…
- Czy ty właśnie nazwałeś mnie głupim? - zapytał tępo Louis, wpatrując się jak usta pirata drgnęły w uśmieszku. Na ten widok książę uniósł brew. Harry zagryzł wargę i spojrzał na niego, przez Louis natychmiast poczuł się swobodniej.
- W żadnym wypadku.
Sposób, w jaki to powiedział była dla Louisa niczym błogosławieństwo. Za wszelką cenę starał się nie uśmiechnąć, a w zamian za to próbował utrzymać dramatyczny wyraz twarzy.
- Właśnie zasugerowałeś, że jestem głupi.
- Więc insynuacje i wyzwiska to teraz to samo?
- Czyli przyznajesz się, że uważasz mnie za durnia?
- Nie powiedziałem tego, co nie?
- A teraz sugerujesz, że wcześniej nie zasugerowałeś, iż jestem głupi?
Harry zachichotał, a Louis nie potrafił nie podziwiać uśmiechu, który zdobił mężczyznę. Naprawdę chciał, by właśnie tak wyglądał ich związek. Cały czas mogliby żartować, wygłupiać się. Szczerze mówiąc, Louis mógłby tak tu siedzieć z Harrym do końca życia, gdyby tylko mógł. Ale nie mógł – oboje o tym wiedzieli.
Gdy ta myśl przemknęła przez jego umysł, skrzywił się. Niedługo będzie musiał wrócić do Wielkiej Brytanii. Do Londynu, do swojego starego życia, do niemieckiej księżniczki, z którą będzie musiał wziąć ślub, by stać się kiedyś królem. A co za tym idzie…
Już nigdy więcej nie zobaczy Harry’ego.
- Od kiedy moje obelgi są takie subtelne? Chyba za bardzo mnie cenisz, księżniczko.
Louis patrzył na młodszego mężczyznę z małym śmiechem, choć był nieco wymuszony, gdy walczył z myślami w głowie. Kiedy ostatnim razem byli odseparowani, Louisowi brakowało przede wszystkim załogi. Ale teraz wreszcie przyjął do wiadomości, że najbardziej tęsknił za Harrym. Od tamtego momentu wszystko się zmieniło. Był bardziej, niż pewien, co czuje do pirata.
Zacisnął pięści na jednej z książek, gdy nagle sobie to uświadomił. Kochał Harry’ego, mimo tego przez co przeszli. Mimo tego, jak źle było na początku, kiedy się spotkali. Patrzył na niego jak na młodego zabójcę, który w głębi duszy cierpiał po stracie wszystkiego, co miał. Kapitan Styles jednak poradził sobie ze swoimi uczuciami dość szybko – Louis nie miał tego szczęścia. Ale teraz musiał przestać zachowywać się jak dziecko i wziąć sprawy w swoje ręce. Życie jest za krótkie.
Przypomniał sobie ten moment, gdy wychodzili z jaskini i Harry został postrzelony. Boże, Louis nigdy nie był tak opiekuńczy względem nikogo. W tamtej chwili nic nie miało znaczenia, liczył się tylko Harry. Już wtedy coś czuł, ale stchórzył. Lecz teraz musiał to powiedzieć na głos.
- Hej, Harry, ja…
- Zanim zaczniesz, mam zamiar coś powiedzieć - Harry przerwał i Louis zamrugał oczami, gdy patrzył na mężczyznę naprzeciwko. Czuł, jak jego serce zaczyna pompować krew coraz szybciej, a skóra zrobiła się cieplejsza. Potrząsnął głową w proteście.
- Możesz poczekać. Mam coś ważniejszego do powiedzenia!
W przeciwieństwie do tego, co miał nadzieję, że się zdarzy, Harry nie dał za wygraną.
- Wątpię. Zacznę pierwszy.
Nie mogąc ukryć irytacji, Louis jęknął próbując się uspokoić. Harry tylko zachichotał. Dlaczego wkurza go w takim momencie?!
- Nieważne, śmiało. Jestem pewien, że potem będziesz nienawidzić siebie za to, że nie pozwoliłeś mi zacząć jako pierwszemu – książę stwierdził beztrosko.
Harry w ogóle nie zwrócił uwagi na to, co powiedział Louis i jedynie westchnął. Louis uniósł w górę brwi na tę zmianę zachowania. Mężczyzna usiadł na podłodze, układając jedną dłoń na kolanie.
- Przepraszam za ukrywanie prawdy przed tobą przez tak długi czas.
Te słowa były tak szczere, że książę rzeczywiście zamarł na chwilę, lecz pozwolił piratowi kontynuować.
- Powtórzę to, co powiedziałem wcześniej. Ja naprawdę nie chciałem zachowywać się tak, jakbym wiedział wszystko i muszę przyznać, że to było egoistyczne uważając, iż wiem, co jest dla ciebie najlepsze. Szczerze mówiąc, nie chciałem cię zdenerwować. Dlatego miałem nadzieję, że tym mi się uda, że mi zaufasz, ale widzę, że tylko jeszcze bardziej wszystko zniszczyłem.
- To nie tak, że ci nie ufam – powiedział cicho Louis prostując się, gdy nawiązali kontakt wzrokowy. - Po prostu, to była moja sprawa, nie twoja. Nie miałeś prawa tego przede mną ukrywać. Ale przepraszam, że tak na ciebie nawrzeszczałem – powiedział, posyłając kapitanowi uśmiech. - Wszystko, co wtedy powiedziałem było nie na miejscu, ale byłem cholernie wkurzony. Naprawdę, Harry, wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyś zwyczajniej dotrzymał obietnicę, zamiast bawić się w Anioła Obrońcę.
- Brzmisz jak Liam – Harry posłał mu cyniczne spojrzenie.
- Chcesz mnie znowu subtelnie obrazić?
- Nie bardzo – pirat prychnął. - Chociaż muszę przyznać, iż jestem wdzięczny, że zostałem ułaskawiony.
Choć jego słowa mogły być uznane za sarkastyczne, to Louis nie znalazł w mimice pirata ani krzty ironii. Oczy Harry’ego znów powędrowały do książek, gdy Louis patrzył na niego z utęsknieniem. Mimo, że Harry tego nie pokazywał, mógł być cholernie przerażony myślą, iż Louis może coś do niego czuć. Harry był w nim przecież beznadziejnie zakochany i cały czas wmawiał sobie, że odwzajemnienie tego jest niemożliwe.
- Musimy przestać walczyć przez cały czas. Ten stres w końcu wpędzi mnie do grobu – powiedział delikatnie Harry, po czym przysunął się do półki i zaczął układać książki. Louis wywrócił oczami.
- Myślisz, że ty jesteś zestresowany? Spróbuj być mną, to zobaczymy jak będziesz się trzymać – mruknął Louis, siadając obok Harry’ego, by mu pomóc. Ich ramiona stykały się ze sobą, gdy układali książki. - Te ostatni kilka dni mnie zabijało.
Przeanalizował to szybko w głowie. Tajemnice, sny, niemiecka księżniczka, zamartwianie się Harrym, presja powrotu do domu…
- Jestem tylko jedną osobą i wiem, że będę mieć więcej obowiązków, gdy obejmę tron, ale to wszystko mnie przytłacza. Już nawet nie jestem w stanie płakać, po prostu-Argh! - urwał, gdy zorientował się, że został przygwożdżony do podłogi. Ramiona Harry’ego owinęły się wokół jego bioder, a ciało kapitana przykryło go całkowicie.
- Cholera, Harry! Nie jesteś lekki! Złaź ze mnie! - zaczął wyrywać się z uścisku młodszego mężczyzny. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie był zaskoczony tym atakiem czułości.
Harry podniósł głowę i gdy tylko spojrzał Louisowi w oczy, zacisnął ramiona bardziej, tuląc go mocniej i mocniej.
- Do diabła, jaki jest twój problem? - zapytał Louis. Brunet w ogóle nie zareagował na słowa księcia.
- Jeśli jesteś podobny do mnie, to chcesz się przytulić.
- Co?
- Jesteś zestresowany i masz ochotę płakać, ale twoje ciało fizycznie tego odmawia. Ja mam tak samo – Harry wyjaśnił i Louis poczuł, że jego oczy się rozszerzają. - Ja w takich chwilach mam ochotę przytulić się do kogoś, kogo kocham. To zawsze sprawia, że czuję się bezpieczniej – po tych słowach wygiął usta w uśmiechu.
To był jeden z tych rzadkich, pełnych szczęścia uśmiechów, które Louis mógłby podziwiać do śmierci. Takie sytuacje między nimi naprawdę rzadko się zdarzały i z reguły to książę pokazywał swoje słabości. A teraz, kiedy Harry się przed nim otworzył, sprawy nabrały dodatkowej wagi.
Harry poluzował uścisk, ale nie odsunął się. Zamiast tego oparł się na łokciach, by nie zgnieść Louisa.
- I wydaje mi się, że tylko to sprawi, iż będę czuł się bezpieczny, bo przytuliłem osobę, którą kocham może ze dwa razy w życiu.
Louis zareagował natychmiast. Uniósł ręce i złapał Harry’ego za kołnierz koszuli, przyciągając go do siebie, jednak nie mógł zobaczyć reakcji pirata, bo zamknął oczy i przycisnął swoje usta do warg kapitana.
Przytulił go do siebie najmocniej jak potrafił, byle tylko ich usta się nie rozłączyły. Czuł, jak Harry sztywnieje na ten kontakt i Louis nie mógł się powstrzymać uśmiechu, gdy tylko wyobraził sobie, jak oszołomiony musi być pirat.
Louis odsunął się powoli, oblizując usta i gdy poczuł smak soli morskiej westchnął, bo on zawsze towarzyszył młodemu kapitanowi. Harry spojrzał na niego zaskoczony.
- Za co to było? - zapytał bez tchu i choć nie był aż tak zszokowany, jak książę myślał, to jednak ten widok satysfakcjonował Louisa. Szatyn nie przerwał kontaktu wzrokowego mimo, że czuł jak wszystko podchodzi mu do gardła.
- Lubisz uściski od osoby, która kochasz, gdy jesteś zestresowany – zaczął niepewnie. - Ja lubię całować osobę, którą kocham, gdy jestem zestresowany. To wszystko.
Oczy Harry’ego rozszerzyły się i natychmiast wszystkie ślady jego wcześniejszego sceptycyzmu zniknęły, gdy patrzył w dół na Louisa.
- Osobę, którą kochasz? - Harry powtórzył, nie wierząc w to, co się dzieje. Louis wiedział, że nie powinien spodziewać się tylu emocji na raz od mężczyzny, który przez całe życie wszystko w sobie tłumił.
Tak dużo czasu zajęło mu analizowanie w kółko tego, co jest między nim i Harrym. Kwestia fizyczna była banalnie prosta, z psychiką gorzej. Pożądanie to jedno, miłość to drugie. Ale szczerze, Louis zawsze dramatyzował. Nie był nawet pewien, czy to co czuł, było miłością, ale im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej to czuł.
Teraz jego czas z Harrym był ograniczony i miał zamiar wykorzystać w pełni, aby pogodzić się ze swoimi uczuciami. Dlatego też Louis objął twarz Harry’ego dłońmi i spojrzał mu w oczy.
- Myślę, że wreszcie mogę dać ci odpowiedź – powiedział spokojnie, ale przenikliwe spojrzenie kapitana zaczęło go irytować. Zachichotał zakłopotany, próbując wszystko sobie ułatwić. - Technicznie rzecz biorąc jestem już zaręczony, ale bez względu na to, chcę byś wiedział, że osobą, którą kocham najbardziej jesteś właśnie ty, Harry.
Zapadła cisza i, szczerze, Louis się tego nie spodziewał. Myślał, że Harry zareaguje okrzykiem radości, albo pocałunkiem. Zmrużył oczy i zbliżył się do mężczyzny, machając mu dłonią przed oczyma.
- Halo? - mruknął, kiedy pirat się nie ruszył. Harry przyłożył dłoń do jego policzka.
- Ja śnię, prawda? - szepnął oszołomiony, a w oku pojawił się dziwny błysk. Louis odchrząknął.
- Zaczynasz brzmieć przygnębiająco – zaczął, próbując rozluźnić atmosferę. - Rany, oboje wiemy, że gdyby to był sen, to jestem bardziej niż pewien, że nie miałbym na sobie żadnych ubrań, a twój kutas byłby pięć razy większy niż jest w rzeczywistości. (Tommo, subtelny jak rzut cegłą, jebłam xD – przyp. Tłum.)
Nie mógł się nie uśmiechnąć, kiedy twarz Harry’ego zamarła. Dopiero po chwili pirat odzyskał mowę i uniósł brwi, patrząc zaciekle na Louisa.
- Jestem pewien, że tak wyglądają twoje sny, nie moje.
- Och, wątpię – Louis przewrócił oczami.
- Miałeś mokry sen o mnie, nie ma powodów do wątpliwości.
Uśmieszek natychmiast zniknął z twarzy monarchy, a w zamian za to od razu się zarumienił. Harry znów zachichotał, a książę prychnął oburzony.
- Wreszcie mówię, że odwzajemniam twoje uczucia i to jest to, co dostaję w zamian? Może powinienem…
Jego słowa zostały przerwany, gdy Harry pochylił się i złączył ich usta w kolejnym pocałunku. Mimo zaskoczenia, Louis natychmiast odwzajemnił pieszczotę i objął Harry’ego ramionami. Kapitan oderwał się na chwilę, by móc spojrzeć w oczy swojemu kochankowi, a zielone tęczówki iskrzyły szczęściem.
- Nie mogę w to uwierzyć – młodszy z dwójki roześmiał się, muskając wargami szczękę i szyję Louisa. Cóż, było lepiej, niż ksiażę mógł sobie wyobrazić.
- Dobrze, dobrze. Podłoga nie jest tak wygodna na jaką wygląda. Zostaw mnie już – rozkazał cicho z uśmiechem na twarzy. Harry posłusznie wstał, ale jego oczy nie oderwały się od twarzy Louisa nawet na moment. Patrzył na niego z takim uwielbieniem, jak nigdy wcześniej i, Boże, książę chciał się zapaść pod ziemię z nadmiaru tych emocji.
Milczeli przez chwilę, ale był to ten rodzaj ciszy, która koiła zmysły i uspokajała. Dawno nie czuł czegoś podobnego. Zabawne, iż jakieś dwadzieścia minut temu miał wrażenie, że Harry jest na niego wściekły. A teraz…
- Czy to oznacza, że jesteśmy oficjalnie razem? - Harry zapytał, a miłość biła od niego miażdżąc Louisa. Ten uśmiechnął się, analizując jego słowa.
- Myślę, że tak – Louis powiedział cicho, wzruszając ramionami.
Byli “oficjalnie” razem. Cóż, od teraz Louis umawiał się z piratem. I nieważne, jak śmiesznie to brzmiało. Nie umawiał się ze zwykłym piratem, ale z tym najgroźniejszym w historii świata.
- Kocham cię – te dwa słowa sprawiły, że Louis wpadł w panikę. Harry patrzył na niego wyczekująco, a książę zapomniał języka w gębie. Kurwa mać.
- A ja ciebie – odpowiedział. Mógł zrobić to lepiej.
- Miałem nadzieję na “ja też cię kocham”, a może to za szybko?
Odwrócił twarz, próbując ukryć zakłopotanie, po czym odetchnął ciężko.
- Daj mi trochę czasu. Jestem nowy w tej całej “związkowej” rzeczy. Nie wiem, jak otworzyć się tak, jak zrobiłeś to ty – powiedział szczerze.
- Wstydzisz się?
- Nie – Louis napiął się, gdy poczuł dłoń Harry’ego, która chwyciła go za podbródek i nakierowała na siebie spojrzenie. Harry patrzył na niego z uśmiechem.
- Jesteś uroczy.
- Spierdalaj – mruknął Louis, wyrywając się.
- Cieszę się, że nasz nowy związek nie stracił starego uroku – powiedział Styles, poprawiając kapelusz. Książę cmoknął, wywracając oczami.
- Moglibyśmy być w związku małżeńskim, a ja wciąż nie dawałbym ci wygrać z uśmiechem na twarzy.
- To sprawia, że jesteś interesujący, więc nie będę narzekać – pirat zachichotał, nim podniósł się z podłogi.
Tak naprawdę nic się nie zmieniło, chociaż byli w oficjalnym związku. Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu na myśl o nim. Wszystkie wcześniejsze wątpliwości dotyczące prowadzenia intymnego związku z Harrym były niczym jak tylko wspominaniem przeszłości.
Niebo było jeszcze niebieskie, słońce nadal górowało, a morze nie miało końca. Jedyną rzeczą, która była inna w tym momencie to to, że Harry Styles go kocha, a Louis Tomlinson może powiedzieć, że to odwzajemnia. A przynajmniej tak mu się wydawało.
- Nie zamierzasz mi pomóc z resztą? - zapytał, wpatrując się w kapitana. Ten spojrzał na niego.
- Wiesz, że chciałbym, ale mam swoje obowiązki na statku. Wrócę tak szybko jak się da i spędzimy resztę dnia razem – po tycg słowach odwrócił się i ruszył do drzwi.
- Poczułem się odrzucony – mruknął do siebie Louis, bo tak naprawdę powierzył Harry’emu wyznanie życia i to od niego teraz wszystko zależało. Jednak myśląc racjonalnie, Louis powinien być bardziej samolubny. I tylko dlatego, iż wreszcie się dogadują nie znaczy, że nagle on też ma się zmienić.
Wzdychając, ponownie spojrzał na książki i oblizał wargi. Wszystko zmierzało ku dobremu, ale problemy księcia nie zniknęły. Ale przynajmniej miał jeden kłopot z głowy podczas podróży na Karaiby. Chociaż…
W jego głowie pojawił sen, w którym Harry był o krok od śmierci, więc od razu stanął na równe nogi, a uchwyt na książkach momentalnie się wzmocnił. Dlaczego właśnie teraz przypomniał sobie o tym śnie?
Oczy Louisa zgasły, gdy usłyszał głos Harry’ego zza drzwi, wydający polecenia. W tej chwili Dusty wymknęła się z sypialni miaucząc i Louis nie miał wyboru, ale zajął się kotkiem z uśmiechem na twarzy.
Cóż, gdyby był w stanie pokonać jego emocjonalną kolejkę górską z Harrym, to może mógłby rozwiązać ten własny, nurtujący go problem i w jakiś sposób go ostrzec? I właśnie wtedy, drapiąc kota za uchem, odetchnął z nadzieją, że nie minie kolejny miesiąc przyzwyczajania się do nowej sytuacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz