10
Minął ponad tydzień. Na zewnątrz robiło się coraz chłodnie, a Niall czuł się coraz lepiej. Przez kilka pierwszych dni faktycznie był otępiały oraz skołowany i wolał nie wychodzić z łóżka. Jednak z czasem wszystko ograniczyło się do zawrotów głowy. Zaczął wychodzić z komnaty, ale tylko do biblioteki, by zabrać stamtąd kilka ksiąg i z powrotem wrócić do swojej komnaty.
Coraz lepiej poznawał magię, a nauka szła mu bardzo dobrze. Opanował już jej przywoływanie i wiele podstawowych czarów. Gdy coś mu nie wychodziło prosił Zayna, by mu pokazał. Zazwyczaj zaczynał wtedy ćwiczyć z nim. Powrócili też do wspólnych śniadań, które znów były miłym początkiem dnia. Coraz więcej też rozumiał o Arkadii. Zaczął zdawać sobie sprawę z tego kim jest. Wciąż jednak nie znalazł nic o tym, dlaczego udało mu się użyć spinki księcia Pik.
Teraz siedział w swojej komnacie na miękkim futrze z nogami wyciągniętymi w stronę kominka, plecami opierając się o krzesło, które sobie podsunął. Czytał dziennik, sprawdzając co się dzieje, a na jego ustach błąkał się delikatny uśmiech. Czytał bowiem najwspanialszy list miłosny jaki kiedykolwiek dane mu było czytać.
Mój ukochany,
Me serce tęskni za tobą w każdej sekundzie życia w tym wielkim pałacu. Ucieka do tego niewielkiego domku, w którym czuję się znacznie milej i przytulniej. Bowiem ty tam zawsze ze mną jesteś.
Och, kochany, gdy kładę się spać widzę twą piękną twarz. Twe rumieńce na policzkach, które powstają, gdy kochamy się bardzo długo i mocno, wkładając w to nasze serca, uczucia, umysły. Widzę twe turkusowe tęczówki, znikające za wachlarze długich rzęs. Żałują, że w tym sennym marzeniu nie mogę wpleść palców w twe cudnie miękki i pachnące, kasztanowe włosy. Ah, jak to łamie me serce. A gdy się budzę sam w tym wielkim łożu, w tym wielkim pałacu, czuję bezsilność i mam ochotę płakać. Jak to boli, mój ukochany.
Chciałbym cię zobaczyć, chociaż na dzień, na godzinę, na minutę, a nawet na jedną sekundę. Och, jak pragnie tego me serce. Proszę cię więc, mój ukochany, przybądź do naszego małego domku. Wymknij się z pałacu niczym kochanek uciekający do swej miłości.
Na zawsze Twój,
Książę Kier.
Niall westchnął i chwycił w palce swoje pióro. Miał zamiar pomóc Louisowi, bo naprawdę bardzo go lubił. Poza tym ich miłość była taka wspaniała. Jedna z tych, o których Emma lubiła czytać w tych swoich romansach. Stalówka błądziła po pożółkłym papierze, kiedy opisywał rozważania szatyna. Postanowił, by Tomlinson zapytał Zayna o wyjazd wieczorem, gdy będzie miał lepszy humor. A on już zadba o ten dobry nastrój księcia Pik.
Rozległo się pukanie do drzwi jego komnaty, a Emerald, który siedział przy jego boku i ogrzewał go, podniósł głowę, spoglądając w tamtą stronę. Drzwi otworzyły się i do środka zajrzał Malik. Obrzucił komnatę spojrzenie, które zatrzymało się na nim i dopiero wtedy wszedł do pomieszczenia.
- Dzień dobry – przywitał się książę, posyłając mu przyjazny uśmiech i kierując się w jego stronę. Odwzajemnił jego gest, zamykając dziennik i układając go na swoich kolanach.
- Dzień dobry – odpowiedział, zadzierając głowę i spoglądając na niego z dołu. – Co cię do mnie sprowadza?
- Zobaczysz – odparł brunet i wyciągnął do niego dłoń. Niall ujął ją i dał podnieść się do pionu, żakardowa tunika w delikatny kwiatowy wzór, z postawionym kołnierzykiem przylegającym do jego szyi, opadła na jego kolana. Na nogi jak zawsze założone miał idealnie dopasowane spodnie. Wsunął na stopy trzewiki, odłożył na stolik dziennik oraz pióro i spojrzał na swojego Animusa.
- Idziesz z nami? – spytał, ale tygrys tylko przeszedł przez komnatę, wskoczył na łóżko i wygodnie ułożył się na materacu. – Uznam to za nie.
Odwrócił się i wyszedł na korytarz, gdzie gestem zaprosił go Malik. Zamknął za sobą drzwi, podał blondynowi ramię, a ten ujął je z uśmiechem, po czym ruszyli przez korytarze.
- Nie mówiłem ci, bo miejsce miało to przykre zdarzenie – zaczął Zayn. – Ale zostałeś zaproszony przez Elfiego Króla na Hiemelia Solstitium. Oczywiście my też tam jedziemy.
- A co to te Hiemelia Solstitium? – spytał Horan, spoglądając na profil księcia.
- To Święto Przesilenia Zimowego. Elfy obchodzą je bardzo hucznie. Są tańce do białego rana i wypuszczane są niedawno odchowane wróżki zimowe – wytłumaczył mulat, spoglądając już w jasne tęczówki chłopaka. – Dla nas zapewne będzie jeszcze wytworna kolacja, którą zjemy w towarzystwie Króla i innych gości.
- Oh. Ale ja się nie znam na etykiecie – odparł blondyn, przygryzając dolną wargę.
- Spokojnie. Wyruszamy dopiero piętnastego grudnia – uśmiechnął się do niego przyjaźnie. – Myślę, że do tego czasu, zdążysz opanować podstawy etykiety. Poproszę Lottie, by cię wprowadziła. Lubisz chyba spędzać z nią czas, prawda?
- O tak. Jest taka pełna energii i dużo mówi, a ja lubię słuchać jak ktoś mówi – odparł i uśmiechnął się do niego. Uśmiech bruneta poszerzył się nieznacznie, gdy weszli na wąski korytarz. Niall spojrzał przed siebie i ujrzał znajome drzwi, które prowadziły do komnaty z fortepianem. Chwilę potem przeniósł wzrok na księcia, który nacisnął klamkę i gestem dłoni zaprosił do środka.
Komnata została wysprzątana i odświeżona. W kominku wesoło trzaskał ogień, a przed nim rozłożone było futro z polarnego niedźwiedzia. Przy nim stała komoda, na której ustawione był dzbany oraz karafki z napojami. Po lewej faktycznie stała piękna sofa, wykonane z pofarbowanej na granatowo skóry. Biały fortepian wręcz błyszczał w świetle dnia.
- Kazałem ją wysprzątać i odświeżyć. Mam nadzieję, że ci się podoba. – odezwał się Zayn i to jego głos wyrwał blondyna z zachwytu.
- O tak. Jest przepiękna. – wyznał, obserwując, jak mulat podchodzi do fortepianu i naciska kilka przypadkowych klawiszy, po czym staje przy jednym z okien.
- On też tak powiedział – odparł książę, przejeżdżając palcami po parapecie i wpatrując się w widok za oknami. – Peter. To dla niego kazałem urządzić tę komnatę. Uwielbiał grać na fortepianie, a ja z przyjemnością go słuchałem. Ale to było bardzo dawno temu i od wieków tu nie byłem.
- Kim był Peter? – spytał niepewnie, troszkę się obawiając, iż rozdrażni tym Zayna. Ale on tylko spuścił wzrok i westchnął ciężko, milcząc przez dłuższą chwilę.
- Peter był Skrybą jak ty. Dokładnie drugim. Wiesz. Pierwszy nas odnalazł i spisał, a on był jego następcą Był też kimś, kto rozpalił we mnie uczucia. Kochałem go bardzo, bardzo mocno – zaczął, odwracając się przodem do fortepianu i splatając ręce na piersiach. – Widzisz… Zanim nastąpił ten cały podział na Czarnych i Czerwonych Książąt, cała nasza czwórka żyła w zgodzie. Byliśmy przyjaciółmi. Jednak, gdy pierwszy Skryba spisał nas, dodał nam pewne cechy, które nas podzielił na dobrych i złych. Próbowaliśmy jednak jakoś to zniwelować.
Przerwał na moment i przebiegł po kruczoczarnej grzywce. Podszedł do instrumentu, a jego palce przebiegły po nim odznaczając się na bieli.
- Peter chcąc to załagodzić stworzył Benedicta. Pomyślał, że wspólny wróg jakoś nas zjednoczy, ale jeszcze bardziej nas podzielił. Liam i Harry stwierdzili, że skoro jesteśmy Czarnym Książętami, to stoimy po stronie tego złego – ciągnął dalej swoją historię Malik. – Ustalił się więc Jockerem. Kimś, kto mógł zjednoczyć w sobie moc wszystkich czterech figur i pokonać Mrocznego Pana. Przyszedł czas Wielkiej Bitwy, w której wzięliśmy udział zarówno my jak i Czerwoni Książęta. Peter pokonał Benedicta, ale też został ciężko raniony i… zmarł.
Książę odwrócił się i znów spojrzał w okna, wychodzące na morze.
- Było mi naprawdę ciężko po jego odejściu. Okropnie bolało, bo ja naprawdę go kochałem. Ale gdy już skończyłem rozpaczać, kazałem zamknąć tę komnatę i stałem się tym, kim stałem. Zimnym, okrutnym księciem Pik – przekrzywił lekko głowę i kątem oka dostrzegł w lustrze odbicie Nialla, który wpatrywał się w niego dużymi oczyma, bawiąc się palcami. Uśmiechnął się delikatnie na ten niewinny widok.
- Długo nim byłem. Dopóki nie pojawiłeś się ty. Na nowo rozbudzasz we mnie te dziwne uczucia – odparł i odwrócił się przodem do chłopaka. – Wybacz mi za to, że cię wtedy uderzyłem. Ale… Wyglądałeś przy tym fortepianie i grałeś zupełnie jak Peter. Trochę mnie poniosło. Przepraszam.
- Nic się nie stało – odparł nieśmiało Horan.
- Ale teraz to twoja komnata. Możesz tu spędzać tyle czasu, ile chcesz – stwierdził z entuzjazmem królewicz, podchodząc do blondyna. Zaczesał jego jasną grzywkę i ujął drobne ręce chłopaka.
- Zagraj coś dla mnie – poprosił, pociągając go w stronę instrumentu.
- No dobrze – odparł Skryba, siadając przy fortepianie. – Życzysz sobie coś konkretnego?
- Wszystko mi jedno, ale zagraj dla mnie – odparł brunet, siadając na sofie. Założył nogę na nogę, oparł rękę na podłokietniku i lekko przekrzywił głowę, przyglądając się Niallowi. Wyprostował się, a już chwilę potem jego palce zaczęły błądzić po klawiszach, wygrywając delikatną melodię, która z każdą chwilą przyśpieszała, a potem zwalniała.
Zayn przymknął oczy, wsłuchując się w przepiękne dźwięki. Pozwolił, by melodia wypełniła go w pełni, docierając do najdalszych zakamarków jego serca oraz duszy. Napawała go przyjemnym spokojem. Delikatny uśmiech wkradł się na jego usta.
Błękitne tęczówki na moment oderwały się od klawiszy i spojrzały na księcia. Jego usta wygięły się w delikatnym uśmiechu, a gdy podniósł powieki spojrzały na niego łagodne, czekoladowe tęczówki. Jeszcze nigdy takich nie widział, odkąd go spotkał. Uśmiechnął się do niego, co mulat odwzajemnił, a jego twarz złagodniała niezwykle. Speszony spuścił wzrok z powrotem na klawisze.
Usłyszał szelest materiału i wiedział, że Zayn podniósł się ze swojego miejsca. Grał dalej nie przerywając, ale czuł, że jego policzki coraz bardziej się rumienią, gdy kątem oka dostrzegł czarną pelerynę, która zafalował. Chwilę potem poczuł, jak układa dłonie na jego ramionach. Przygryzł lekko dolną wargę, a palce mu się poplątały i pomylił się.
- Przepraszam – odezwał się cicho. – Zacznę od nowa.
- Nie musisz – odpowiedział mulat, przysiadając się. – Wystarczy na dziś.
Chwycił Nialla za podbródek i nakierował jego spojrzenie na swoją twarz. Spostrzegł te urocze rumieńce, które rozczuliły go jeszcze bardziej. Błękitne tęczówki spojrzały na niego dopiero po chwili spod rzęs. Uśmiechnął się do niego i cmoknął go w nos, który już po chwili chłopak zmarszczył. Zayn zachichotał, a chwilę potem złożył słodki pocałunek na malinowych wargach.
♠
Niall stąpał na palcach, sam nie wiedząc dlaczego. Być może to przez fakt, iż było już późno, a on obawiał się, że głośniejszy krok odbije się echem od ścian pałacu i poniesie w głąb niego, budząc wszystkich. Szybko przeskakiwał po zimnych posadzkach, które przyprawiały go o dreszcze. Jasnoszary szlafrok falował przy każdym kroku. W końcu staną przed drzwiami komnaty. Przygryzł dolną wargę i zapukał cicho. Odpowiedziało mu przytłumione proszę, więc nacisnął klamkę i wśliznął się do środka.
Jego niebieskie tęczówki przebiegły pospiesznie po komnacie. Nie zdziwiły go meble z hebanu, ciemnoszare zasłony w oknach i czarna pościel na łóżku. W końcu była to komnata księcia Pik. Jego spojrzenie w końcu zatrzymało się na brunecie, który spoglądał na niego, kątem oka. Blondyn na widok jego nagich ramion oraz pleców zawstydził się i spuścił wzrok.
- Coś się stało? – zapytał Zayn, mocząc chustę w misie z wodą i przemywając nią swoją pierś i brzuch.
- Nie. Ja t-tylko…– zająknął się, po czym odchrząknął i spod grzywki spojrzał na mulata, patrząc jak jego bicepsy napinają się. – Chciałem powiedzieć dobranoc.
Malik uśmiechnął się blado, patrząc w swoje odbicie, po czym spuścił wzrok na swoje dłonie. Wytarł je dokładnie w wilgotną chustę, po czym przetarł nią kark.
- Ale jak coś cię gryzie to mogę zostać – dorzucił i podszedł do mulata, widząc jak próbuję dosięgnąć pleców. Wyją chustę z jego dłoni i przejechał nią po plecach królewicza. Opuszkiem palców zaznaczył długą bliznę, która zdobiła lewy bark. Zayn przekrzywił lekko głowę w tamtą stronę i westchnął cicho.
- Jestem złym człowiekiem? – zapytał niespodziewanie, a Horan spojrzał w lustrze na jego odbicie. – Zabijam ludzi. Czy to czyni mnie złym człowiekiem?
- Ależ skąd. Nie jesteś złym człowiekiem. Powiedziałbym raczej, że bardzo troskliwym i niezwykle odważnym – odpowiedział, a ramiona Zayna opadły. Oparł podbródek na jego wilgotnej, ale ciepłej skórze, a czekoladowe tęczówki odnalazły jego błękit w odbiciu. – Zły człowiek to ten, który zabija dla rozrywki, dla własnej zabawy. Ty odbierasz życie tym, którzy zagrażają twoim bliskim lub tym, którym ulży to w cierpieniach. Potrzeba wiele odwagi, by odebrać komuś życie, tylko po to by uwolnić go od bólu.
- Skąd o tym wiesz? – szepnął brunet, odwracając głowę w jego stronę. Odpowiedział mu tylko delikatnym uśmiechem i ucałował jego ramię.
- Stworzyłem cię poniekąd, prawda? – odparł, robiąc niewielki krok w tył. – Wiem więc o tobie wiele.
Oddał księciu Pik chustę, po czym odwrócił się na pięcie. Jego spojrzenie od razu zatrzymało się na białej róży. Podszedł do szafki i przejechał opuszkami palców po szklanej kopule, którą była okryta. Była piękna. Jeszcze piękniejsza niż ją opisał. Śnieżnobiałe płatki układały się idealnie, a ich brzegi lekko wykręcały.
- Jest jak ty – usłyszał szept Zayna przy swoim uchu, którego dłonie ułożyły się na jego biodrach. Nawet nie wiedział, kiedy do niego podszedł. – Czysta, delikatna oraz piękna, ale potrafi walczyć.
- A ten pałac jest moją kopułą? – spytał Horan.
- Nie chcę cię więzić – wyznał. – Chcę cię chronić. Ale jeśli źle się tu czujesz…
- Nie. Przepraszam – westchnął blondyn, odwracając się przodem do Malika, pozwalając mu się objąć i przyciągnąć bliżej. – Nie czuję się tu źle. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej.
Dłoń bruneta wśliznęła się na jego policzek, gładząc go kciukiem. Zahaczył palcami o złote kosmyki, chwytając jedno pasmo w palce. Nie chciał, by to co mówił szpieg Benedicta okazało się prawdą. Nie chciał, by Niall był Jockerem, ale obawiał się, że rzeczywistość jest inna. I pewność będą mieli, gdy spotkają się z Królem Elfów.
Otwierał usta, by mu o tym powiedzieć, ale po komnacie po raz kolejny rozniosło się pukanie. Zaprosił gościa do środka, nie wypuszczając Horana z objęć. Moment potem do pokoju wśliznął się Louis, a gdy ich dostrzegł, zmieszał się trochę.
- Przepraszam. Nie wiedziałem, że Niall tu jest i ten… No wiecie – zaczął się plątać szatyn.
- Do rzeczy LouLou – wtrącił się książę Pik, przebiegając wolną dłonią przez swoją grzywkę.
- Tak więc… Zastanawiałem się. Czy mógłbym wyjechać na kilka dni? – spytał niepewnie Tomlinson, gniotąc w palcach skrawek swojej peleryny.
Mulat westchnął ciężko, a ciepła dłoń blondyna przebiegła po jego nagich plecach znacząc ścieżkę wzdłuż kręgosłupa. Spojrzał na niego, a chłopak uśmiechną się do niego uroczo. Pokręcił głową z dezaprobatą, zdając sobie sprawę, co ten maluch z nim robi, po czym znów spojrzał na swojego przyjaciela.
- Jasne. Jedź na schadzkę ze swoją miłością – odparł.
- To nie schadzka – oburzył się, ale zdradziły go rumieńce, które wkradły się na jego policzki. – Nie ważne. Dzięki. A ty Niall, rób z nim dalej to, co robisz. Cokolwiek to jest. Upojnej nocy życzę.
I po tych słowach zniknął za drzwiami komnaty. Cichy chichot opuścił usta Horana, a już po chwili przerodził w donośny śmiech, kiedy jego stopy oderwały się od podłogi. Owinął ramiona wokół szyi Malika i odnalazł jego ciemne oczy. Błyszczały w nich iskierki radości wywołane jego donośnym śmiechem.
- Mam cię zanieść do twoje komnaty, czy zostaniesz dziś ze mną? – spytał brunet, nosem prześlizgując się po jasnym policzku i napawając zapachem chłopaka mocno trzymanego na rękach.
- Bardzo chętnie wypróbuję miękkość twojego materac, o ile zechcesz? – odpowiedział blondyn, chichocząc pod nosem.
- Bardzo chcę – odszepnął królewicz i ułożył Nialla na poduszkach. Tak bardzo odznaczał się na tle czerni jego pościeli, że miał wrażenie, iż anioł upadł prosto pod jego stopy. – A powiedz mi. Bardzo cię bolało, gdy wyrywano ci skrzydła? Bo wyglądasz niczym anioł.
- Nie pamiętam – odszepnął, zawstydzony komplementem. Dłoń mulata przebiegła przez biały materiał i rozplątała luźno zawiązany pasek szlafroka. Serce Horana szybciej zaczęło pompować krew, gdy Zayn zawisł nad nim, a jedna z dłoni wsunęła się pod jego plecy. Rozchylił swoje malinowe wargi, na których już chwilę potem poczuł bruneta. Powieki blondyna opadły i westchnął, czując, jak język księcia wślizguje się do jego usta. Dłońmi przebiegł po umięśnionych ramionach i zacisną je na plecach. Starał się oddawać pocałunek, ale poddał się chłopakowi, który górował nad nim.
Jego ciepła dłoń wsunęła się pod materiał koszuli nocnej Nialla i mógł poczuć pod opuszkami rozgrzaną oraz miękką skórę na jego udzie. Jasnowłosy oderwał się od niego, a głośne westchnięcie uleciało spomiędzy jego warg. Mulat cofnął dłoń, zdając sobie sprawę, że posunął się za daleko.
- Przepraszam – odezwał się cicho. – Poniosło mnie trochę.
- Może cię ponosić częściej – odparł chłopak, na co książę Pik uśmiechnął się czule i ucałował go w czoło.
- Zaraz tak mnie poniesie, że wskoczę pod kołdrę i mocno cię przytulę – stwierdził Zayn, pocierając swoim nosem o jego. – Zdejmij szlafrok i chodźmy spać.
Blondyn przytaknął mu i podniósł się do pozycji siedzącej. Zdjął swój szlafrok i rzucił w nogi łóżka, po czym wślizgnął pod czarną pościel, zdając sobie sprawę, że faktycznie wyglądał jak anioł. Spojrzał jak brunet znika za parawanem i widział zarysy jego ciała, gdy się przebierał. Odwrócił więc wzrok, dopóki nie dostrzegł ruchu. Malik wyszedł do niego i w kilku susach znalazł się przy łóżku, wślizgując pod kołdrę. Horan opadł na poduszki i odwrócił tyłem do niego. Ich ciała dopasowały się do siebie idealnie, a gdy palce królewicza splotły się z tymi Skryby, oboje zamknęli oczy, wiedząc, że ten drugi jest tuż obok.
10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz