9
Był mroźny poranek. Szron osiadł na krzewach czarnych róż oraz malował wzory na szybach pałacowych okien, zapowiadając rychłe nadejście zimy. W końcu zbliżała się połowa listopada. To była najwyższa pora, by zima w końcu dała o sobie znać.
Zayn siedział w gabinecie, z którego przed chwilą wyszła służka, zabierając tacę ze śniadaniem. Dziś nie zjadł z Niallem. Minął tydzień od wydarzeń w komnacie w zachodnim skrzydle. Od tamtego czasu rzadko widywał się z blondynem, bo atmosfera miedzy nimi zdecydowanie nie była najlepsza. Jadał z nim śniadania, ale nie były one szczytem jakiejkolwiek interakcji miedzy ludzkiej. Zazwyczaj zaznaczali tylko, co mają zamiar robić w ciągu dnia. Chłopak nie pytał go już o rzeczy ciekawiące go, a na które on umiał odpowiedzieć. Tak więc nie chcąc dziś męczyć zarówno siebie jak i jego, zjadł śniadanie w gabinecie, a służbę poprosił, by drugą porcję zanieśli do komnaty Horana.
Przetarł twarz dłonią, czując się zmęczony tą całą sytuacją i spojrzał na koronę spoczywającą w gablocie. Nosił ją tylko, gdy wymagała tego sytuacja lub kiedy przekraczał wrota. Teraz bezpiecznie spoczywała na granatowej, aksamitnej poduszce, zamknięta. Światło poranka dobijało się od Lilijki Harcerskiej, która wyznaczała przód i tył, a diamenty mieniły się pomiędzy srebrem.
Westchnął i odsunął krzesło od biurka. Nie miał ochoty przesiedzieć tu całego dnia, jak zazwyczaj to robił chcąc uciec od blondyna. Otworzył drzwi, a jego wzrok padł na służącego, który stał z uniesioną ręką. Najwyraźniej miał zamiar pukać. Ale gdy zobaczył księcia Pik na progu, wpatrującego się w niego przenikliwym wzrokiem, opuścił rękę i skłonił się lekko.
- Mój Panie, elficki posłaniec przyniósł przed chwilą wiadomość – odparł, wyciągając w jego stronę zwinięty pergamin, przewiązany szmaragdową wstążką, która była znakiem rozpoznawczym elfów. – Zaproszenie na Hiemelia Solstitium.
Zayn wziął list i zaskoczony spojrzał na służącego. Elfi Król od wieków nie zapraszał go na jakiekolwiek święto, więc naprawdę zdziwił się tą wiadomością.
- Powiedz posłańcowi, iż odpowiedź dam mu do wieczora i przygotuj dla niego komnatę w południowym skrzydle. Potem poinformuj kuchnię o fakcie, że gościem zamku jest elf – wydał rozkazy, a sługa skłonił się nisko i odszedł.
Zamknął drzwi do gabinetu i ruszył korytarzem, rozwiązują szmaragdową wstążkę. Jego czarna peleryna falowała przy każdym kroku, gdy rozwinął pergamin, a ciemne oczy zaczęły błądzi po tekście oficjalnego zaproszenia dla niego, Louisa i Nialla. Westchnął, bo wiedział, że nic nie ukryje się przed Elfim Królem, który najwyraźniej już wiedział, iż Skryba jest w Arkadii. I to właśnie w tej chwili przestało dziwić go to zaproszenie. Bo przecież każdy był ciekaw Skryby.
- Zayneh – usłyszał radosny głos za sobą, a już chwilę potem obok niego pojawił się Louis. Radosny uśmiech gościł na jego twarzy, a turkusowe oczy błyszczały wesoło. – Co tam słychać?
- Zostaliśmy zaproszeni na Hiemelia Solstitium – rzucił i podał mu pergamin w palcach bawiąc się szmaragdową wstążką.
- Nie tylko my – odparł książę Trefl. – Niall też.
- LouLou. Jedziemy tak tylko dlatego, że on jest u nas, a nie w Świetlistym Pałacu – westchnął brunet, wywracając oczami. – Elfi Król nie jest głupi i wie, że bez nas Niall nie pojedzie. A oczywistym jest, że chce go poznać.
- A co do Skryby – zaczął szatyn. – To jak wspólne śniadanie?
- Dziś nie zjedliśmy razem – wyznał mulat trochę przygaszony. – Tylko się męczymy.
- Powinieneś go po prostu przeprosić – odparł Tomlinson, a książę Pik zatrzymał się gwałtownie przy szklanych drzwiach prowadzących na ogrody i spojrzał na niższego chłopaka.
- Bo myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy – uniósł się i spiorunował go swoim wzrokiem, ale szatyn był jedyną osobą, która nie uginała się pod nim i nie przerażał go.
Chwilę potem wzdłuż kręgosłupa Zayna przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a serce wręcz stanęło, gdy usłyszał przeraźliwy krzyk Nialla, który przeszył go do szpiku kości. Ze świstem wciągnął powietrze i dopadł drzwi prowadzących na ogrody, bo to z nich dobiegł go głos chłopaka. Gdy tylko je otworzył kolejny rozpaczliwy jęk dobiegł jego uszu, a on na pół przerażony na pół rozwścieczony ruszył przez ogród, uwalniając magię. Usłyszał jeszcze tylko jak Louis wzywa straż, a potem puścił się biegiem między krzewami czarnych róż.
Dostrzegł blondyna w jasnym płaszczu, mocno trzymanego przez szczupłego mężczyznę. Jego czarne włosy kaskadami opadały na posępną twarz, gdzie gościł grymas wściekłości. W pierwszej chwili nie wiedział kto to, ale gdy podszedł bliżej rozpoznał w napastniku wioślarza, który przywiózł ich do pałacu tamtego dnia, gdy Niall przeszedł z nim przez wrota.
Krzyknął rozwścieczony zwracając na siebie jego uwagę. Mężczyzna warknął gardłowo i mocno odepchnął chłopaka, który upadł oraz przetoczył się po ziemi. Zayn w kilka sekund uformował czarne sztylety w dłoni i posłał je w stronę zdrajcy, ale ten odskoczył. Syknął na niego i zaczął uciekać.
- Straże! – zagrzmiał i wciągu kilku chwil, pięciu rycerzy pojawiło się przy jego boku. – Znaleźć mi tego typa i poinformować mnie o tym, jak tylko go złapiecie. Chcę go żywego.
Żołnierze pokłonili mu się i ruszyli za wioślarzem. On odwrócił się na pięcie i w jednej chwili cała jego wściekłość wyparowała, gdy zobaczył leżącego na ziemi blondyna. Znalazł się przy nim w tempie ekspresowy i ukląkł.
- Niall – wyszeptał jego imię i wyciągnął dłoń, którą dotknął ramienia. Ulżyło mu, gdy chłopaka zadrżał. Złapał go więc pewnie, pociągając do góry i obejmując ramieniem, przytulił go do swojej piersi.
- Niall, mój Maluszku – szepnął, przebiegając palcami przez jasne kosmyki, po czym złapał go za podbródek, by spojrzeć w jego twarz. Policzki były zaczerwienione i mokre od łez, które jeszcze przed chwilą po nich spływały. Jednak nie spodobały mu się oczy Horana. Były wręcz granatowe i zasnute niezdrową mgłą.
- Słyszysz mnie? – zapytał, ale nie dostał żadne odpowiedzi ze strony blondyna. – Niall. Powiedz coś.
Chłopak jednak milczał, a on jęknął w duchu. Mocno zacisnął rękę na jego talii, a drugą wsunął pod kolana i podniósł go bez większego problemu. Szybkim krokiem ruszył przez ogród, a jego peleryna powiewała złowieszczo. Wszedł na taras i spostrzegł Louisa w wejściu.
- Poślij po medyka, ale natychmiast – odezwał się stanowczo i widząc skinienie przyjaciela, ruszył schodami w górę.
Przemierzał korytarze, aż w końcu dotarł do komnaty blondyna. Otworzył drzwi zaklęciem i wniósł go do środka. Delikatnie ułożył go na łóżku, zdejmując buty z jego stóp oraz płaszcz z ramion. Przysiadł na brzegu materaca i najczulej jak umiał odgarnął jego grzywkę.
- Niall, proszę, powiedz coś do mnie – odezwał się cichym, błagalnym głosem, pochylając się nad nim i prześlizgując po policzku palcami. Wzrok chłopaka jednak pozostał utkwiony w jednym punkcie na suficie. Jękną cicho, a w następnej chwili drzwi do komnaty otworzyły się i do środka wkroczył nadworny medyk.
- Wasza Książęca Mość – powitał go starszy mężczyzna z siwizną, gdy podniósł się z materaca robiąc mu miejsce przy pacjencie. – Więc co się stało?
- Nie wiem dokładnie, Arturze – odpowiedział Zayn, splatając ręce na piersiach. – Usłyszałem jego krzyk, a potem kiedy odpędziłem napastnika, to… Jego oczy. One naturalnie nie są tak ciemne. I nic nie mówi.
- Rozumiem – mruknął starzec i usiadł na brzegu materaca. Sięgnął po dłoń chłopca i nakreślając kilka znaków rozświetlił je magią, chcąc sprawdzić co tak właściwie się stało. Brunet przyglądał się wszystkiemu z uwagą, patrząc jak z oczu Nialla znika mgła, którą były zasnute. Tęczówki jednak wciąż pozostały granatowe.
- No cóż. Ktoś próbował złamać jego naturalną barierę umysłową. Dlatego jego tęczówki mają taki ciemny kolor. Jest niestabilna – odezwał się Artur, sięgając do swojej torby medycznej i wyciągając z niej fiolkę z mglistym płynem. – Na szczęście ten ktoś nie wyrządził zbyt wielu szkód, bo chłopak bardzo mocno się bronił.
- Co by się stało, gdyby złamał tę barierę? – spytał książę, obserwując jak medyk podaje lekarstwo blondynowi.
- Byłby znacznie podatniejszy na aluzje, czary, czy nawet koszmary – odpowiedział. – To naturalna bariera nas przed nimi chroni, choć czasami uda im się przez nią przedostać. Jednak gdyby Skryba został jej pozbawiony, można by było łatwo go zmanipulować i nakłonić do napisania czegoś, czego by nie chciał.
- Rozumiem – mruknął Zayn, wiedząc czyje rozkazy wykonywał wioślarz.
- Podałem mu specjalny lek, który wzmocni jego barierę i ustabilizuje ją – wznowił medyk, odstawiając fiolkę z płynem na szafkę. – Teraz będzie spał, prawdopodobnie do wieczora. Tydzień lub dwa może być otępiały i skołowany. Powinien go brać dopóki objawy nie ustąpią. Raz dziennie. Najlepiej przed snem.
- Dobrze. Osobiście o to zadbam. Dziękuję Arturze – uśmiechnął się do starca, a ten poklepał go po ramieniu. Odprowadził go wzrokiem do drzwi, a potem przysiadł na brzegu łóżka i zaczął głaskać Nialla po głowie, podczas gdy ten powoli zapadł w spokojny sen.
Nie był pewien, jak długo siedział przy boku blondyna i przeczesywał palcami jego jasne kosmyki, zastanawiając co by było, gdyby zjadł z nim dziś śniadanie. Co by było, gdyby powiedział to durne przepraszam. Co by było, gdyby choć trochę pohamował się tydzień temu w komnacie. Z tych rozważań i wpatrywania się w spokojną twarz chłopaka wyrwał go głos Louisa.
- Zayn? – zapytał niepewnie, wyglądając zza drzwi. – Złapali go i czekają z nim na dziedzińcu.
Książę Pik podniósł się, a jego twarz stała się zimna i nie wyrażała żadnych emocji. Wyprostował się i pewnym krokiem ruszyły w stronę drzwi, a Louis cofnął się, bo wiedział, że ma do czynienia z tym Zaynem, który jest okrutny oraz bezlitosny.
Brunet przeszedł korytarzami, wyszedł na główny hol, po czym pchnął wrota prowadzące na dziedziniec. Zszedł po stopniach, przywołując magię, a w dłoni formując swój srebrzysty miecz i podszedł do rycerzy, którzy silnie trzymali zdrajcę. Próbował się wyszarpnąć, ale na jego widok uspokoił się, a szaleńczy uśmieszek wkradł się na jego usta.
- Powiedz. Zrobiłeś to z rozkazu Benedicta? – zapytał, przykładając ostrze do krtani mężczyzny, który zaśmiał się, jak opętany.
- Tak, tak. Chcę się pozbyć tego chłopca – odezwał się cicho. – Ty też tego powinieneś chcieć. Jesteś Czarnym Księciem.
- Nie jestem jak on – wycedził przez zęby, przyciskając klingę do bladej skóry zdrajcy, a po jego szyi spłynęła stróżka szkarłatnej krwi. – Dlaczego chce go zabić? To tylko Skryba.
- O nie, nie, nie. Oboje wiemy, że nie jest tylko Skrybą – odparł i znów zaśmiał się złośliwie. – Użył spinki królewicza. Mroczny Pan ma swoje przypuszczenia.
- Jakie? – zapytał stanowczo mulat, ale mężczyzna zaśmiał się prosto w jego twarz. – Mów jakie albo cię zabiję.
- A kim był ostatni kochanek jaśnie księcia? – brunet odpowiedział pytaniem na pytanie i ponownie się roześmiał. Serce Zayna zabiło szybciej na samo wspomnienie osoby, którą pokochał i stracił tak szybko. Pragnął, by to co powiedział mu teraz ten wioślarz było kłamstwem. A jeśli było prawdą, to tym razem będzie chronił Nialla i pilnował jak własnego oka w głowie. Nie pozwoli sobie go odebrać.
- Obyś się myli – odparł z wysoko uniesioną głową, a klinga jego miecza zjechała w dół na pierś mężczyzny. Błysnęła w południowym słońcu nim bez wahania przebił nią jego serce. Niemy krzyk uleciał z wąskich ust, a zaskoczenie malowało się w oczach. Mulat przekręcił klingę by mieć pewność, że ten szpieg Benedicta nie żyje i dopiero wtedy ją wyciągną.
- Spalić na stosie – rzucił tylko, machając w stronę żołnierzy, którzy pociągnęli za sobą bezwładne już ciało byłego wioślarza. Cofnął magię, a zakrwawiony miecz rozpłynął się jak zawsze. Spojrzał jeszcze na znikających rycerzy, po czym odwrócił się na pięcie i wrócił do zamku, obiecując sobie, że dopilnuje, by nie stała się Niallowi żadna krzywda.
♠
Stał w nogach łóżka, oparty o jedną z kolumn. W palcach obracał szklankę wypełnioną bursztynowym płynem, a jego tęczówki dokładnie lustrowały każdy centymetr spokojnej twarzy blondyna. Miał delikatne rumieńce na policzkach, a złota grzywka miękko układała się na jego czole. Równomierny oddech ulatywał spomiędzy rozchylonych warg.
Był wściekły na samego siebie. Bo jak mógł pozwolić na to, by tak się od niego odsunąć. Powinien posłuchać Louisa, a może nie doszłoby do tego wszystkiego. To przez niego leżał teraz w łóżku, po nieudolnym ataku szpiega Benedicta. I nie umiał sobie tego wybaczyć.
- Powinienem powiedzieć to cholerne przepraszam – warknął na siebie. Przystawił szklankę to ust i na raz wypił całą zawartość. Alkohol zaczął palić w gardle, a znajome ciepło rozeszło się po jego ciele. Odwrócił się i podszedł do stolika, na którym stała karafka wypełniona whiskey. Otworzył ją, chcąc znów nalać sobie trochę trunku, gdy usłyszał cichy jęk. Spojrzał przez ramię na łóżko i zobaczył jak blondyn wierci się pod ciepłym kocem, którym go okrył. Od razu podbiegł i przysiadł na skraju materaca, nachylając się nad chłopakiem.
- Niall, Aniołku ty mój – odezwał się cichym głosem, gdy spostrzegł niebieskie oczy wyłaniające się spod powiek. Wciąż nie były tak jasne jak zwykle, ale teraz przynajmniej patrzyły na niego, a nie tępo wpatrywały się w sufit.
- Powiedz coś, proszę – chwycił jego twarz w dłonie i nakierował na siebie. – Cokolwiek, byle do mnie. Proszę.
- To było straszne – jego głos zadrżał. – Bolało.
- Tak mi przykro. Przepraszam cię. Przepraszam za wszystko – odezwał się cicho książę, przebiegając dłonią po miękkich, jasnych włosach. – Nie powinienem cię zostawiać samego. Tak mi przykro. Przepraszam cię, Niall. Wybacz mi, proszę.
- Zayn – odparł zachrypniętym głosem Horan, a czekoladowe oczy, które do tej pory błądziły po jego twarzy w końcu spojrzały w jego niebieskie. – Znów mnie uratowałeś, jak mógłbym się na ciebie gniewać. Jesteś dla mnie taki dobry.
- Uderzyłem cię – szepnął wręcz, wpatrując się w niego.
- Tak, wiem, ale… To ja wszedłem do tamtej komnaty, mimo iż jasno powiedziałeś co mi wolno, a czego nie – odpowiedział i uśmiechnął się do niego blado. Wyciągnął dłoń i przejechał po jego policzku. Ciepły oddech bruneta owiewał jego twarz i zdecydowanie czuł alkohol, ale nie przeszkadzało mu to. Miał wrażenie, że wręcz to pasuje do niego.
- Piłeś – stwierdził cicho.
- Martwiłem się, tak bardzo – odszepnął Zayn i przejechał kciukiem po malinowych wargach. Chwilę potem nachylił się i wpił w nie. Niall prawie natychmiast odwzajemnił jego pocałunek, palce wplatając w gęste, kruczoczarne włosy, które okazały się niezwykle miękkie. Ich usta ocierały się o siebie, a tarcie między nimi było przyjemne. Brunet prześliznął się językiem po wargach jasnowłosego, a gdy ten rozchylił je, zrozumiał co się dzieje. Odsunął się więc, spoglądając na zarumienioną twarz z sercem walącym w jego piersi.
Wyprostował się, a dłoń Horana prześliznęła się przez jego tors, zatrzymując na talii. Chciał się podnieść i po prostu wyjść, ale palce chłopaka zacisnęły się na jego koszuli, więc spojrzał w jego oczy.
- Zostań – poprosił blondyn i zaczął podciągać się na łokciach. Książę od razu zareagował, poprawiając jego poduszki. Chłopak wykorzystał to, iż jest blisko, zacisnął dłoń na jego karku i przyciągnął do kolejnego pocałunku. Mulat był zdecydowanie zaskoczony tym, jednak z wielką chęcią go odwzajemnił. Odsunął się od niego i przebiegł przez grzywkę, gładząc jego policzek.
- Chce mi się pić – odparł Niall. – Mam pustynie w ustach.
- Tak, tak. Zaraz dam ci wodę – odparł brunet i podniósł się z materaca. Podszedł do stolika, gdzie koło karafki stał również dzbanek z wodą. Nalał trochę do szklanki, po czym wrócił do blondyna. Podał mu ją i ponownie przysiadł na skraju łóżka.
- Benedict poprzez swojego sługę próbował zniszczyć twoją naturalną barierę umysłową. Gdyby mu się udało mógłby tobą manipulować i zmusić do napisania czegoś, czego byś nie chciał – wyjaśnił Malik, odbierając od niego szklankę i odstawiając na szafkę, gdzie stała fiolka z lekarstwem. – Na szczęście nie udało mu się jej złamać, ale została zachwiana i możesz być przez tydzień lub dwa skołowany oraz otępiały. No i… Twoje tęczówki są ciemniejsze niż zazwyczaj, ale spokojnie. Jak twoja bariera się ustatkuje znów będą jasnoniebieskie.
Sięgnął po lekarstwo, wyciągnął korek i podał je chłopakowi, który spojrzał na mglisty płyn, nie będąc do końca pewnym czy chce to brać, czy nie. W jego mniemaniu wyglądało podejrzanie.
- To lekarstwo. Pomoże ustabilizować twoją barierę – odparł brunet, widząc niepewność Horana. – Musisz je brać dopóki nie poczujesz się dobrze.
Blondyn westchnął ciężko, ale upił niewielki łyk mglistego płynu. Zamlaskał sprawdzając, jaki jest w smaku, ale stwierdzając, że nie jest ani gorzkie, ani słodkie, wzruszył tylko ramionami. Oddał fiolkę księciu, który uśmiechnął się do niego ciepło i zakorkował ją, odstawiając na szafkę.
- Dziękuję – odezwał się niespodziewanie, a Zayn spojrzał na niego zaskoczony, na co uśmiechnął się układając dłonie na pościeli. – Dziękuję za policzek. I ten czar, który wtedy rzuciłeś.
- Ale o czym ty mówisz – odezwał się książę i zaśmiał nerwowo, dłonią pocierając kark w zakłopotaniu.
- Proszę cię. Dziennik – odparł Niall, na co brunet westchnął ciężko. No tak. Zapomniał o tej jednej rzeczy. – Pocałuj mnie jeszcze raz.
Podniósł wzrok na blondyna, który spuścił wzrok na swoje dłonie. Jego policzki zarumieniły się uroczo, na co uśmiechnął się do siebie. Wśliznął się na łóżko, siadając blisko chłopaka i złapał go za podbródek, nakierowując jego spojrzenie na swoją twarz. Chwilę potem nachylił się i złożył słodki, czuły oraz namiętny pocałunek na malinowych wargach. Nawet nie wiedział, kiedy opadli na poduszki.
- Zostaniesz dziś ze mną? – wyszeptał Horan, wpatrując się w te czekoladowe oczy.
- Oczywiście – odszepnął, zrzucając buty ze stóp i wślizgując się pod koc.
Zayn przebiegł przez jasne kosmyki i potarł swoim nosem o nos chłopaka. Chwilę potem złożył czuły pocałunek na jego czole. Ich ciała splątały się ze sobą, dopasowując idealnie, jakby czekały na to całe wieki.
Przymknął oczy, opierając policzek na głowie blondyna. Gładził go po plecach, a jego ciepły oddech łaskotał skórę na obojczykach, wprawiając go w błogi stan. W końcu jego powieki opadły i odpłynął do krainy Morfeusza.
9
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz