niedziela, 19 stycznia 2014

763

5

Powoli zaczął się wybudzać ze spokojnego snu. Przyjemny zapach, który do niego dotarł i otulał go szczelnie, sprawiał iż nie miał ochoty otwierać oczu. Jednak ciepła dłoń, która przebiegła po jego plecach, podwijając lekko koszulkę do góry, spowodowała, że powoli podniósł ciężkie powieki. Jego jasne tęczówki spoczęły na szarej koszulce, więc lekko zadarł głowę, a wzrok spoczął na spokojnej twarzy bruneta. Z pomiędzy pełnych ust, ulatywał równy oddech, a na wargi blondyna wkradł się delikatny uśmiech.

Westchnął cicho na powrót, wtulając się w pierś mulata, gdy przypomniał sobie, co działo się w nocy. Zapewne gdyby był sam, demon zrobiłby mu krzywdę. Albo co gorsza zabił. Zacisnął palce na koszulce mulata, chowając nos w zagłębieniu jego szyi. Ciepła dłoń Zayna przesunęła się w bok i zacisnęła na jego talii. Kciukiem gładził jego rozgrzaną skórę i Horan, podniósł głowę, by spojrzeć w czekoladowe tęczówki.


- W porządku? – zapytał książę, zabierając dłoń z talii i przebiegając nią po jasnych kosmykach. Niall przytaknął i rozluźnił uścisk na koszulce chłopaka. Powoli podniósł się do pozycji siedzącej, a jasne tęczówki spoczęły na ścianie, gdzie widniał czarny napis.

Zabiję Cię. B.

W jego jasne tęczówki znów wkradł się strach, a on wpatrywał się w słowa nie wiedząc co zrobić. Przecież miał tylko pisać i uważać na siebie. Nikt mu nie mówił, że ktoś będzie chciał go zabić. Co on takiego zrobił?

Zayn usiadł na materacu, również patrząc na namalowane na ścianie litery. Wiedział kto to napisał. Imię tylko jednej osoby zaczynało się na B. Jednak zastanawiało go co takiego ma blondyn, że Benedict pragnie śmierci Skryby. Nigdy się w to nie mieszał, bo wiedział, że Skryba nic mu nie zrobi. Zastanawiał się czy jego własne rozważania nad wyjątkowością tego drobnego chłopaka nie są przypadkiem właściwe.

Irlandczyk wtulił się w niego, na co od razu zareagował, układając dłoń na jasnych, miękkich włosach.

- Miałem tylko pisać w dzienniku – wydukał łamiącym się głosem. – Dlaczego, ktoś pragnie mojej śmierci?

Cichy szloch rozniósł się po niewielkim pokoju, a serce bruneta zatrzepotało w jego piersi. Wiedział, że już dawno poddał się urokowi tego słodkiego chłopca, ale nie przypuszczał, że aż tak bardzo. I chęć zabicia go, z którą tu przybył, zamieniła się w chęć dania mu spokoju. Nie chciał, by płakał i bał się. Pragnął, by jego serce było spokojne, a na ustach gościł uśmiech, którego tak naprawdę jeszcze nie miał okazji zobaczyć. To wszystko powinno mu się wydawać dziwne - jego pragnienia - ale przywykł do tego, iż magia gra według swoich zasad i poddał się tej energii, która przepływała między nimi.

- Nie płacz, Maluszku – odezwał się cicho, zamykając go w silnym uścisku, gładząc po plecach i lekko kołysząc. – Nie pozwolę cię skrzywdzić. Przysięgam.

Odsunął lekko blondyna, kciukiem starł łzy z jego policzków i przebiegł palcami przez włosy. Uśmiechnął się do niego ciepło, nawet na moment nie zdejmując dłoni z jego pleców.

- Posłuchaj mnie teraz uważnie – poprosił Zayn, na co Horan przytaknął. – Nie możesz tu zostać. Nie w tym mieszkaniu. Spakuj więc najpotrzebniejsze rzeczy i zabierz dziennik wraz z piórem. Zjemy coś na mieście, a potem zameldujemy się w jakimś hotelu.

- Ale ja nie mam pieniędzy – wyznał. – Znaczy… Jakieś tam mam, ale to niewiele. Nie starczy…

- O pieniądze się nie martw. Ja wszystkim się zajmę, dobrze? – odparł cicho. Chłopak przytaknął więc, ucałował go w czoło i podniósł z łóżka. – Masz być gotowy za piętnaście minut.

Odprowadził bruneta spojrzeniem i wygrzebał się spod pierzyny. Wysunął spod łóżka torbę podróżną, otworzył szafę i wyciągnął z niej pierwsze lepsze ubrania, jakie wpadły mu w ręce. Zasunął zamek, przebrał się, a do swojej torby podręcznej odruchowo wrzucił telefon, portfel, dziennik i pióro. Gotowy wraz z bagażem udał się do przedpokoju, gdzie już czekał na niego Zayn. Jak zwykle był ubrany na czarno, ale skórzaną kurtkę zastąpił płaszcz. Niall założył swój szary, pod szyją zawiązał szalik, wsunął buty na stopy i wyszedł za mulatem, który wziął jego torbę podróżną.

Weszli do najbliższej knajpki, gdzie zajęli stolik w ustronnym miejscu. Zamówili dwie jajecznice i herbaty, po czym zapadła między nimi cisza. Blondyn bawił się swoimi palcami przez jakiś czas, wciąż trochę przestraszony i nie wiedząc co teraz zrobić. To wszystko nie tak miało wyglądać.

- B to od Benedict, prawda? – zapytał w końcu, na co Malik przytaknął. – Dlaczego chce mnie zabić?

- Benedict to zło wcielone. Podporządkowany jest mu każdy demon, duch czy cień. Nie ważne czy to ziemski, czy arkadyjski – zaczął mulat, ale zamilkł, gdyż kelnerka przyniosła ich zamówienie. Wznowił dopiero, gdy znikła. – Zapewne któryś z cieni doniósł mu co zrobiłeś z moją spinką. Myślę, że ma cię za kogoś więcej niż tylko Skrybę.

- Za kogoś więcej, czyli kogo? – spytał bezsilny Horan, nawet nie biorąc widelca w ręce.

- Nie wiem. Od stuleci nie miałem styczności ze Skrybą, bo Liam i Olly skutecznie ich przede mną chronili – przyznał się Zayn, wzdychając ciężko i przebiegając dłonią przez kruczoczarne włosy. – Nie mam pojęcia jacy byli twoi poprzednicy i co potrafili. Ale jedno wiem na pewno. Gdybyś był zwyczajnym Skrybą, nie interesowałbyś tak Benedicta, bo po prostu nie umiałbyś mu zagrozić.

Niall spuścił wzrok i kompletnie stracił apetyt. To wszystko wydawało się takie proste. Może trochę za proste i teraz widział całość. A najgorsze było w tym wszystkim, że jakiś koleś czyhał na jego życie, demony straszyły go po nocach i nie miał dachu nad głową. Bo w tej jednej sprawie musiał zgodzić się z brunetem - zostanie w domu było zbyt niebezpieczne.

- Wiem, że jesteś w trudnej sytuacji – mulat odezwał się miękkim i ciepłym głosem, więc podniósł na niego swoje błękitne spojrzenie. – Ale w tej chwili musisz wybrać komu bardziej ufasz.

Odwrócił wzrok i rozejrzał się po lokalu. To akurat nie było trudne. Liam wraz z Ollym ukrywali przed nim wiele, a słuchając księcia Pik, odniósł wrażenie, że chcieli go odciąć od wszystkiego co stworzył. A tego nie chciał. Ukrywali przed nim tak wiele ważnych rzeczy. Pragnąc, by tylko pisał w dzienniku. A Zayn? Ochronił go przed demonami i wyznał więcej niż mogłoby się wydawać. Nie ukrywał przed nim niczego i za każdym razem odpowiadał szczerze. A przede wszystkim czuł się przy nim dobrze oraz bezpiecznie.

- To akurat nie jest tak trudne jakby mogło się wydawać – odparł ponownie przenosząc wzrok na ciemnowłosego chłopaka. – Bardziej ufam tobie niż Liamowi.

W końcu wziął widelec w palce i zaczął rozgrzebywać jajecznicę na swoimi talerzu. Malik przyglądał mu się uważnie i widział jak zagubiony oraz przytłoczony wydarzeniami jest w tej chwili Irlandczyk. Jego jasne oczy były przygaszone i to mu się nie podobało, bo potrafiły błyszczeć w środku nocy jak dwie gwiazdy, nawet gdy mu groził.

- Cieszę się, że mi ufasz – odezwał się i pogładził go po ramieniu, a błękitne tęczówki spojrzały na niego, więc posłał mu pokrzepiający uśmiech. – Widzę, że jesteś zagubiony, więc pytaj.

- Mam zbyt wiele pytań i zbyt wiele się dzieje. Nie wiem o co pytać najpierw – wyznał i westchnął ciężko. – Chociaż… Dziś przenocujemy w hotelu, a jutro? Jutro przeniesiemy się do kolejnego, by te zjawy za nami nie nadążały?

- Jutro zabiorę cię do Mrocznego Dworu – odpowiedział lokując ciemne spojrzenie w blondynie, który spojrzał na niego zszokowany. – Oh, czyli o tym też Liam ci nie powiedział? Skryba może przejść do Arkadii, ale kilku ostatnich w całym swoim życiu nie zobaczyło jej na własne oczy.

- Dlaczego? – zapytał zaskoczony Niall.

- Bo książę Kier, Liam i Olly od kilku stuleci przyjmują tę samą taktykę. Nie wpuszczają Skryby do Arkadii tylko pilnują, by pozostał w tym świecie i spisywał kroniki z dala od niej – wyjaśnił brunet, przyglądając się niedowierzaniu jakie malowało się na twarzy chłopaka, po czym dodał: – A ty masz tam Kryształowy Pałac na dalekiej północy. W nim Salę Piśmienną, gdzie znajdują się wszystkie kroniki spisane przez każdego Skrybę począwszy od pierwszego.

- Mam własny zamek? – spytał z jeszcze większym zaskoczeniem Irlandczyk, na co książę przytakną w odpowiedzi.

- Ale tylko Olly może cię do niego zabrać, bo to on jest Strażnikiem – wyznał Malik. – Jedyne co mogę ci zapewnić, to dostęp do mojej królewskiej biblioteki. Na pewno znajdziesz tam odpowiedzi na wiele pytań. Ah. No i mój zamek otoczony jest zaklęciami, więc będziesz mógł spać spokojnie, nie obawiając się, że coś wyjdzie z kąta albo będzie straszyć cię zza okna.

Delikatny uśmiech wdarł się na malinowe usta Horana, a w oczach zatańczyły znajome iskierki, rozświetlając je lekko. To sprawiło, iż Zayn poczuł się naprawdę dobrze. I skłamałby mówiąc, że ten widok nie poruszył jego serca, bo było wręcz przeciwnie. Zabiło tak mocno, od nie pamiętnych czasów. Przyglądał się jak, chłopak w końcu bierze się za swoje śniadanie i pochłania je w tempie ekspresowym.



Za oknami było już ciemno. Krople deszczu uderzały o szyby, a świst wiatru przyprawiał Nialla o dreszcze. Okrył się więc szarym kocem, który znajdował się w nogach łóżka i skupił na szumie wody, dochodzącym z łazienki przylegającej do pokoju. Jego błękitne tęczówki błądzi po tekście, który tworzył się na pożółkłych stronach magicznego dziennika.

To wydawało mu się dziwne. Czuł się trochę jak szpieg, czytając o rozmowie, jaka prawdopodobnie rozgrywała się teraz między Liamem, a Olly. Przynajmniej wiedział, iż Zayn miał rację. Pozostanie w mieszkaniu źle by się dla niego skończyło. Z tego co wyczytał, to ktoś tam był i wywrócił wszystko do góry nogami. Domyślał się czyja to sprawka i to wszystko naprawdę zaczynało go przerażać. Szczerze pragnął być już w pałacu księcia Pik. Ufał mu i jeżeli on mówił, że tam będzie bezpieczny, to tak właśnie będzie.

Oderwał wzrok od literek i spojrzał w okno, za którym dostrzegł szybko przemykające cienie. Za każdym razem jego serce zaczynało bić szybciej. Przerażała go wizja, że nawet w tym niewielkim, hotelowym pokoju mogły ich znaleźć demony. Na samą myśl włosy na karku stawały mu dęba i bał się siedzieć w pokoju sam, nawet jeśli Zayn był w łazience obok.

Szum wody, w który się wsłuchiwał ucichł, więc odwrócił wzrok w stronę drzwi. Otworzyły się po paru chwilach, a z pomieszczenia wyszedł brunet. Czarne spodnie od dresu, nisko wisiały na jego biodrach, a ciemnoszara koszulka idealnie opinała jego ciało. Suszył kruczoczarne włosy, w zębach trzymając spinkę. Jego czekoladowe oczy od razu odnalazły Irlandczyka, który natychmiast spuścił wzrok na dziennik i odkrył, że tworzony tekst zmienił się. Teraz dotyczył jego i mulata. Zatrzasnął go więc i zamknął klamrę, odkładając na materac.

- Wyczytałeś coś ciekawego? – spytał Zayn, odkładając spinkę na szafkę nocną, a ręcznik rzucił na ramę łóżka.

- Tylko tyle, że ktoś potem był w moim mieszkaniu i przewrócił je do góry nogami – odpowiedział, śledząc każdy ruch ciemnowłosego, który podszedł do okien. Chwilę potem jego dłonie poruszały się płynnymi ruchami w górę i w dół oraz na boki, tworząc złocistą siatkę. – Czy to ochroni nas przed demonami?

- Tak. Nie wejdą oknem – potwierdził ze spokojem. Niall dokładnie przyglądał się każdemu ruchowi nadgarstków. Były tak płynne i delikatne, że chłopak nie mógł napatrzeć się na to, jak książę rzuca obronne czary.

- Czy ja też tak potrafię? – zapytał z ciekawością, gdy mulat skończył i spojrzał na swoje dzieło. Jednak przeniósł spojrzenie na jasnowłosego, wciąż otulonego szczelnie szarym kocem.

- Oczywiście, że potrafisz. Posiadasz magię, jak każdy Skryba – odparł i podszedł do Horana, wyciągając w jego stronę dłoń. Blondyn spojrzał na nią, po czym wygrzebał się z koca i chwytając ją, dał się pociągnąć w stronę drzwi prowadzących do pokoju. – A teraz przywołaj magię.

Niall zrobił to o co poprosił go Malik. Przymknął powieki, które zatrzepotały odrobinę, gdy znajoma fala rozlała się po jego ciele, wypełniając go od stóp po cebulki włosów i przyjemnie łaskocząc każde zakończenie nerwu. Westchnął cicho, a chwilę potem zza długich rzęs wyłoniły się niebieskie tęczówki, rozjaśnione przez złoty krąg na brzegach. Od razu wyczuł za sobą obecność ciemnowłosego.

- A teraz powiedz: Filum aureum texo securities – Zayn wyszeptał na ucho Irlandczyka, chwytając za jego nadgarstki i unosząc je w górę.

- Filum aureum texo securities – powtórzył zgodnie z prośbą, czując ciepło bijące od księcia i trochę zmieszany pozwolił, by delikatnie poruszył jego dłonią. Spod opuszków uwolniły się złote smugi, które powoli spłynęły w dół, napinając się i tworząc nici. Niall zamrugał, przyglądając się temu oraz pozwalając, by mulat płynnie poruszał jego dłońmi.

Kolejne złote nici wypływały spod jego palców tworząc tę samą złocistą siatkę, którą zrobił brunet na oknie. Delikatny uśmiech wkradł się na jego malinowe wargi, gdy powoli kończyli, a chwilę potem napełniła go nutka dumy. Sam rzucił prawdziwe zaklęcie. No dobrze. Może nie sam, ale to była jego magia.

- I jak? – zapytał, odwracając głowę i napotykając czekoladowe tęczówki tak niespotykanie blisko. Z tej odległości nie były już tak ciemne jak dwa węgielki. Dostrzegał różne odcienie brązu. Od tych najciemniejszych do niezwykle jasnych i zapragnął po raz kolejny dokładnie opisać kolor oczu księcia Pik. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że są tak piękne i niezwykle barwne.

- Doskonale – pochwalił go. Zamrugał i zrobił krok w tył, puszczając jego nadgarstki. Miał wrażenie jakby sparzył sobie opuszki palców - tak przyjemna była w dotyku skóra jasnowłosego. Odchrząknął, prostując ramiona i zerkając na chłopaka spod długich rzęs.

- Musisz nauczyć się tylko zaklęć i będziesz mógł używać magii do woli – wyjaśnił, siadając na swoim łóżku. Przebiegł palcami przez włosy i kątem oka ponownie spojrzał na blondyna, który przyglądał się swojemu dziełu. Moment potem opadł na poduszki, przymykając zmęczone oczy. Kilka godzin snu między świtem, a dziesiątą rano zdecydowanie mu nie wystarczało.

Materac przy jego boku ugiął się i wiedział, że Horan usiadł obok niego. Podniósł więc powieki i przekręcił głowę w jego stronę.

- Właśnie zdałem sobie z czegoś sprawę – zaczął, spoglądając na leżącego chłopaka. – Dlaczego wymyślony przeze mnie świat nagle ożył?

- Czy Liam i Olly naprawdę niczego ci nie wyjaśnili? – odpowiedział pytaniem na pytanie, podciągając się na łokciach.

- Znaczy. Wspominali coś, że jestem Skrybą na to stulecie, że otrzymałem mgliste wspomnienia swojego poprzednika… – zaczął Niall, ale brunet przerwał mu, siadając na wprost niego.

- Właśnie. To nie ty stworzyłeś ten świat, tylko ktoś inny dawno temu przed tobą – odparł. – Ty zostałeś wybrany na następcę. To trochę jak z ludźmi, którzy na nowo opisują Śródziemie.

- Jak się ma Śródziemie do Arkadii? – zdziwił się Irlandczyk.

- A tak, że graniczy z nim i Narnią – odpowiedział Zayn, a blondyn zamrugał. – Kryształowy Pałac znajduję się na granicy z Narnią. Kiedyś należał do Białej Czarownicy, ale gdy Król Piotr ją pokonał oddał nam to co nasze.

- Nabijasz się ze mnie, prawda? – rzucił chłopak, na co mulat odpowiedział mu tylko ciepłym uśmiechem.

- Chciałby, ale jak mówi stare powiedzenie. W każdej historii tkwi ziarnko prawdy – ciągnął dalej. – Widzisz, twórcy tych magicznych krain, musieli skądś zaczerpnąć wiedzy. Wszystkie te światy - Alagaesia czy Nibylandia - istnieją naprawdę. Równolegle do tego świata i wielu innych. Tylko trzeba wiedzieć, jak się do nich dostać.

- Druga gwiazda na prawo, a potem prosto aż do rana – wyrecytował Niall, spoglądając na księcia Pik, na twarzy, którego poszerzył się uśmiech.

- Dokładnie – przytaknął. – Wszystko co słyszałeś o potworach, koszmary, legendy opowiadane przy ogniskach. Wszystkie te historie są prawdziwe.

Niall spojrzał na bruneta, który uważnie mu się przyglądał. Chwilę potem spuścił wzrok na swoje dłonie, które zaciskał na nogawkach spodni.

- Musisz tak wiele się nauczyć – stwierdził, gładząc chłopaka po jasnym policzku i odruchowo, odgarniając włosy za ucho. – A to wszystko jest tam, w Arkadii. Nie w tym dzienniku, który dostałeś. A teraz idź spać.

- Dobrze – odezwał się cicho i zszedł z łóżka księcia. Wśliznął się pod kołdrę swojego i dopiero, gdy ułożył się wygodnie, Zayn zgasił światło. Patrzył jak przemyka przez pokój i kładzie się do swojego łóżka. Moment potem jego jasne tęczówki spoczęły na drzwiach, gdzie skrzyła się złota siateczka. Dostrzegł, jak coś próbuję prześliznąć się przez szparę między podłogą, a drzwiami, jednak zaklęcie na to nie pozwoliło.

Skulił się pod kołdrą i mocno zacisnął powieki, nie chcąc nic widzieć. Przekręcił się na drugi bok, skrył twarz w poduszce i powoli rozchylił powieki. Coś stuknęło w szybę, jednak to nie były krople deszczu. Spojrzał więc w tamtą stronę i stwierdził, że przewracanie się na drugi bok było błędem. Teraz miał widok na okno, za którym co chwilę przelatywały zjawy oraz cienie i rozbijały się na szybie, ukazując swoje szpony i kły.

Sapnął przestraszony i wyplątał się ze swojej kołdry. Przeskoczył w kilku susach odległość dzielącą jego łóżko od tego należącego do bruneta, a gdy spostrzegł, że odsłonił rąbek przykrycia, wśliznął się pod nie, wtulając w ciepły tors chłopaka. Zayn szczelnie okrył go kołdrą, obejmując ciepłym ramieniem i gładząc jego plecy. Przebiegł palcami przez jego złote kosmyki i ulokował dłoń na jego karku, który delikatnie masował. A gdy chłopak w końcu zasnął, ułożył policzek na czubku jego głowy i pozwolił sobie w końcu odpocząć



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz