niedziela, 19 stycznia 2014

764

4

Światło poranka wdarło się do salonu, otulając go przyjemnym blaskiem. Rozjaśniło ciemne kąty i pokazało potencjał pomieszczenia. Gdyby nie stosy piętrzących się wszędzie zeszytów oraz notatników, byłby to naprawdę przestronny, jasny i elegancki salon.

Zayn zmarszczył nos i wyżej naciągną koc, którym był nakryty. Mrucząc cicho, niczym kot, bardziej wtulił się w miękką poduszkę. Dopiero ciche tykanie zegara, zasygnalizowało mu, że coś tu nie pasuje. Otworzył oczy, a jego ciemne spojrzenie spoczęło na meblościance pełnej notatników oraz zeszytów. Zmarszczył brwi zastanawiając się gdzie jest i co się tak naprawdę wydarzyło. Podciągnął się na łokciach i nieprzyjemny ból, gdzieś po prawej pod żebrami przypomniał mu, co się stało. Usiadł więc ostrożnie na brzegu kanapy, spuszczając stopy na podłogę.


- Marco – stanowczym głosem przywołał swojego opiekuna i czarny wilk podszedł do niego. Przebiegł długimi palcami przez jego sierść, po czym dodał, drapiąc go za uszami: – Gdzie jest chłopak?

Animus odwrócił się i ruszył w stronę przejścia. Malik podniósł się więc z kanapy, krzywiąc odrobinę z bólu i poszedł w ślady zwierzaka. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy, to biurko stojące pod oknem, które wyglądało trochę jak meblościanka w salonie – zawalone kartkami oraz notesami. Podszedł bliżej i zaczął przerzucać strony jednego z zeszytów. Natrafił tam na kartki poplamione kawą, ale wystarczyło mu kilka krótkich spojrzeń, by wiedział, iż to opis jego białej róży. Z delikatnym uśmiechem przebiegł opuszkami palców po stronach, mając w pamięci kwiat, który stał teraz przy jego łożu w zamku.

Odwrócił się, a jego wzrok spoczął na blondynie, który spał na brzuchu z rękoma skrytymi pod poduszką. Kołdra zsunęła się odrobinę, odsłaniając nagie plecy chłopaka, który miał spokojny sen. Jasne włosy rozsypały się wokół jego twarzy, przysłaniając ją częściowo. Jednak nie skryły dorodnych rumieńców na policzkach. Z pomiędzy rozchylonych, malinowych warg wydobywało się ciche pochrapywanie.

Podszedł bliżej łóżka, przykucając przy nim i odgarniając złote kosmyki, które opadły na twarz. Chłopak poruszył się, mrucząc coś niezrozumiale pod nosem, a Zayn zamarł obawiając się, że go obudził. Nie chciał, żeby przyłapał go na gapieniu się. Był przecież księciem Pik – zimnym i bezlitosnym draniem. Jednak Irlandczyk spał dalej, a on odetchnął z ulgą.

- A może, by tak zabić go teraz, Marco – odezwał się do swojego opiekuna, ale jedyne co zdołał zrobić, to uśmiechnąć się czule na widok tego chłopaka, który spał jak małe dziecko, rozwalony na łóżku. Chwilę potem potrząsnął głową i wyprostował się, przebiegając palcami po ciemnych włosach. Obrzucił pomieszczenie przelotnym spojrzeniem i po cichu wrócił do salonu, przez który przemknął.

Nacisnął klamkę do drzwi i zajrzał do pomieszczenia, które się za nimi znajdowało. Okazało się, iż to łazienka, więc postanowił z niej skorzystać. Potrzebował szybkiego prysznica, by zmyć z siebie resztki brudu z wczorajszego spotkania z demonem. Zrzucił więc z siebie ubrania i jednym krótkim pstryknięciem sprawił, że zniknęły, a na pralce pojawił się świeży komplet. Na czarnej koszuli ułożył spinkę i wśliznął się do kabiny.

Odkręcił kurek z ciepłą wodą, a strumień uderzył w jego pierś. Oparł dłonie na zimnych kafelkach, pochylając głowę do przodu. Woda zmoczyła ciemne włosy, spłynęła po karku i zaznaczyła ścieżkę w dół pleców wzdłuż linii kręgosłupa. Westchnął głośno, prostując się i przebiegając palcami przez mokre, kruczoczarne włosy.

Sięgnął po żel należący Nialla, który był o zapachu kokosu. Wycisnął odrobinę na dłoń, po czym zaczął wcierać go w swoje ciało. Jego palce błądziły po ramionach, poprzez tors, dłużej zostając na dobrze wyrzeźbionym brzuchu. I Zayn pragnął, by w tej chwili to dłonie blondyna błądziły po jego ciele.

- Kurwa – warknął, nieostrożnie przejeżdżając po prawym boku. Syknął cicho i spojrzał na sporego siniaka, który tam gościł. Skrzywił się, jednak już dawno przyzwyczaił się do odnoszenia ran. Jego własne ciało było tego dowodem. A już na pewno kilka blizn, które znajdowały się na jego plecach i łydce lewej nogi.

Wszedł pod strumień, by zmyć pianę. Jego dłonie znów wplotły się w czarne kosmyki i zaczesały je do tyłu. Zjechał na kark, a potem wzdłuż ramion. Przymknął oczy, relaksując się i pozwalając wodzie spływać po jego ciele. Wsłuchiwał się w szum, oczyszczając umysł i robiąc w nim miejsce na przemyślenia.

W końcu zakręcił wodę i wyszedł z zaparowanej kabiny. Dokładnie wytarł ciało oraz włosy. Założył czystą bieliznę, na ramiona zarzucił czarną koszulę, której rękawy podwiną, a pod szyją zostawił rozpiętych kilka guzików. Na zgrabne nogi wsunął ciemne dżinsy i biorąc spinkę podszedł do lustra, gdzie ułożył wilgotne kosmyki, a potem wpiął ją w nie.

Wyszedł w pełni ubrany i odnalazł kuchnie, która okazała się być równie nieduża co łazienka. Brunet westchnął i zaczął przeszukiwać szafki, chcąc znaleźć garnki. Był głodny i miał zamiar zrobić śniadanie. Co z tego, że panoszył się po kuchni blondyna. Poza tym, kiedy gotował wyciszał się i mógł pomyśleć. A właśnie to musiał zrobić.



Niall spał wyjątkowo spokojnie tej nocy. Nie przerażały go cienie na ścianach, które przybierały podejrzane kształty, czy pojawiające się i znikające ślepia za oknem jego pokoju. Właściwie, to była taka pierwsza spokojna noc, od czasu nocnej mary. Być może obecność księcia Pik jakoś na to wpłynęła i zjawy nie chciały mieć z nim do czynienia?

Obudziły go przyjemne zapachy dochodzące do niego z kuchni. Stłumione skwierczenie sprawiło, że uchylił jedno oko i ziewnął głośno. Podciągnął się na łokciach i spojrzał na budzik stojący na szafce. Wskazywał godzinę dziewiątą piętnaście, a gdy zdał sobie sprawę, że jest sobota, jego głowa ponownie opadła na poduszki. Jednak zapachy dochodzące z kuchni nie pozwalały mu ponownie zasnąć. Usiadł więc na brzegu łóżka, przeciągnął się porządnie i założył na ramiona wyciągniętą koszulkę.

Powłócząc nogami i przebiegając palcami przez jasne włosy doczłapał się do kuchni. Wyjrzał zza framugi i zawstydził się na widok bruneta, stojącego przy kuchence. Był ubrany na czarno, ale podwinięte do łokci rękawy i rozpięta pod szyją koszula sprawiły, iż wyglądał niesamowicie. I zaczął zastanawiać się, jak mógł stworzyć coś tak seksownego i pociągającego.

- Wiem, że się gapisz – usłyszał nagle głos mulata, na co podskoczył przestraszony. Odchrząknął więc i stanął w progu opierając się o framugę.

- Gotujący książę? – zapytał, patrząc jak wbija na patelnię jajka, a potem miesza na niej drewnianą łyżką.

- Dobrze mi się myśli, kiedy gotuję – wyznał Malik, przelotnie zerkając na blondyna. – A potrzebowałem pomyśleć o wczorajszym wieczorze.

- I do jakich wniosków doszedłeś? – dopytywał się Niall, wkraczając do kuchni i obierając się biodrem o blat, zaglądając na patelnie. Gdy zobaczył jajecznicę na boczku z żółtym serem, mimowolnie oblizał wargi.

- Że cię nie zabiję – odparł, a kącik jego ust drgnął. – To co zrobiłeś z moją spinką… Zaintrygowało mnie i wydaje mi się, że możesz być kimś więcej niż tylko Skrybą.

- Więcej niż Skrybą? – powtórzył jego słowa, wysoko unosząc brew.

- Tak. Zwykły Skryba nie zdołałby użyć mojej spinki. Dodajmy do tego fakt, iż wczoraj zaatakowało nas Umbrae – odparł, wykładając jajecznicę na dwa talerze. – To ten demon, tak dla jasności. To wszystko sprawia, że możesz być kimś więcej, a Benedict chcę cię wybadać i ewentualnie pozbyć się.

- Kim jest Benedict? – spytał Niall, marszcząc brwi. – Nie przypominam sobie bym kogoś takiego tworzył.

- Jego nie trzeba tworzyć. On po prostu istnieje. Egzystuje i czeka na moment, by ponownie zaburzyć równowagę w Arkadii. – wyjaśnił Zayn, gdy usiedli przy stole. – Wystarczy mu ludzki strach, mrok, cienie, ciemność. Wystarczy mu wszystko co jest złe i budzi grozę. Ma serce z kamienia.

- To on jest tym złym – stwierdził Irlandczyk, a brunet przytaknął mu w odpowiedzi i wziął się za śniadanie. Horan wpatrywał się w swoją porcję, grzebiąc w niej widelcem i powoli przyswajając informacje przekazane przez księcia. Próbował połączyć to z tym co już wiedział i z tym co się wydarzyło.

- Czyli tak właściwie mam kontrolować tego całego Benedicta, tak? – spytał w końcu, biorąc się za posiłek.

- Nie. Masz pilnować nas, książąt – wyjaśnił Malik. – Benedict, to oddzielna historia. Nie pisałeś o nim, więc nie znajdziesz go w magicznym dzienniku, który dostaniesz.

Blondyn przytaknął i spojrzał w stronę okna. Słońce zdecydowanie dziś nie kryło się za chmurami. Morze było spokojne, a na horyzoncie widział pływające statki. Chwilę potem zerknął na mulata, zastanawiając się czy powiedzieć mu o tym, jak spokojna była dzisiejsza noc. Przygryzł lekko dolną wargę i w końcu zdecydował się na powiedzenie prawdy.

- Wiesz. Dziś po raz pierwszy spałem spokojnie – wyznał, patrząc na swój talerz. – Odkąd zaatakowała mnie ta nocna mara, widywałem dziwne cienie, ślepia za oknami wpatrujące się we mnie. Wyczuwałem czyjąś obecność. Ale dziś. Dziś spałem spokojnie. Czy to przez twoją obecność?

- Możliwe – przytaknął, a ta informacja sprawiła, że Zayn jeszcze bardziej przekonał się o tym, iż Niall jest kimś więcej niż zwykłym Skrybą. – Mogę tu zostać jeszcze jedną noc? Nie czuję się na siłach by wracać do domu.

Niall spojrzał na niego, wpatrując się w te czekoladowe tęczówki i przytaknął. Nie chciał zostawać sam, a poza tym czuł się wyjątkowo spokojny i bezpieczny przy brunecie. Doszedł też do wniosku, że przy Zaynie dowie się znacznie więcej o Arkadii niż przy Liamie i Ollym. Miał wrażenie, że oni nie chcą, by wiedział o czymkolwiek więcej niż to co mu przekazali. Wydawało mu się, iż chcą by tylko kontrolował Arkadię. By kontrolował bruneta, bo to jego uważali za wielkie zło.

Ponownie spojrzał na księcia, przyglądając się jego rysom twarzy. Były ostre, a kilkudniowy zarost wcale ich nie łagodził. Oczy otulone były długimi rzęsami. W lewym uchu miał małe srebrne kółko, które sprawiało, że wyglądał na niegrzecznego chłopca. Jednak czarna spinka we włosach sprawiła, iż na usta Horana wkradł się delikatny uśmiech.

- Czy wszyscy książęta mają takie spinki we włosach, jak twoja? – zapytał, gdy skończył swoje śniadanie. Mulat podniósł wzrok napotykając błękitne spojrzenie pełne ciekawości. Sprawiło to, że blady uśmiech wkradł się na jego usta.

- A widziałeś z nią Liama? – odpowiedział pytaniem na pytanie, podnosząc się ze swojego miejsca i kierując się do kuchni. Blondyn podreptał za nim, więc ciągnął dalej. – Tylko ja mam spinkę. Louis, książę Trefl, ma sygnet. Li ma bransoletkę, a Harry, książę Kier, ma łańcuszek z wisiorkiem.

Irlandczyk przypomniał sobie tę bransoletkę z czerwonym rombem, którą widział u szatyna tamtego dnia, gdy kupowali książki. Moment potem spojrzał na Malika, który zmywał talerze. Stanął w progu, opierając się o framugę i splatając ręce na piersi, zastanawiając się o co zapytać. Miał mętlik w głowie. Tak wiele pytań zaczęło pojawiać się w jego głowie i nie wiedział od czego zacząć.

Te rozważania przerwało pukanie do drzwi. Niall podszedł do nich i zerknął przez oczko. Gdy spostrzegł kto za nimi stoi, spanikowany odwrócił się i spojrzał na bruneta stojącego w przedpokoju.

- To Liam i Olly – odezwał się półszeptem, chwytając go za nadgarstek i ciągnąć w stronę salonu. – Schowaj się w moim pokoju.

- Po co? Bardzo chętnie podroczę się ze szczeniaczkiem Liamem – odparł Zayn, a Niall spiorunował go spojrzeniem. – Dobra, dobra. Będę cicho, jak mysz pod miotłą.

Popchnął go w stronę przejścia, gdy pukanie się ponowiło. Rozejrzał się po pokoju i rzucił mulatowi jego kurtkę, po czym podbiegł do drzwi. Otworzył, uśmiechając się szeroko na powitanie.

- Cześć – zawołał i przepuści ich w progu, wpuszczając do mieszkania. – Co was sprowadza?

- Mamy dla ciebie magiczny dziennik i wieczne pióro – wyjaśnił mężczyzna, gdy rozsiedli się na kanapie w salonie. Murs wyciągnął z torby przedmioty i podał mu je.

Jasne oczy Irlandczyka rozbłysły, gdy wziął do ręki ciemnozielone pióro ze złotą zakrętką. Otworzył je i spojrzał na wąską stalówkę. Chwilę potem wziął dziennik obity w bordową skórę, ze złotymi rogami oraz klamrą. Pociągnął za nią, a ta kliknęła cicho, dając mu dostęp do stronic. Otworzył na pierwszej, gdzie od razu zaczęły pojawiać się pierwsze słowa. Przejechał po pożółkłych kartkach opuszkami palców i zaczął czytać. Jednak zaprzestał po kilku linijka i zamknął dziennik, spoglądając na nich.

- Pióro napełnia się samo… – zaczął Olly, ale Horan wpadł mu w słowo.

- Jak wiele dowiem z tego dziennika o Arkadii? – spytał z ciekawością wymalowaną na twarzy. Mężczyzna wraz z księciem Karo wymienili spojrzenia.

- Tyle ile ci potrzeba, aby trzymać w ryzach nasz świat – odparł szatyn, poprawiając kapelusz na włosach.

- Ale ja chcę wiedzieć wszystko – odparł z fascynacją w głosie. – Chcę wiedzieć naprawdę wszystko, każdy szczegół…

- Naprawdę nie potrzebujesz wiedzieć więcej niż to, co przekazuje dziennik – powiedział ostro Murs, gasząc entuzjazm chłopaka. – Jedyne co masz robić to w nim pisać. Nie zrozumiałeś tego ostatnim razem?

- Zrozumiałem – odpowiedział cicho, spuszczając wzrok na swoje dłonie, w których trzymał przedmioty. – Dziękuję, że tak szybko przynieśliście mi dziennik i pióro.

- Drobiazg – wtrącił się Liam, posyłając mu delikatny oraz ciepły uśmiech, chcąc załagodzić sytuację. – Zatroszcz się dobrze o te przedmioty i uważaj na siebie, dobrze?

Blondyn przytaknął w odpowiedzi i odprowadził ich do drzwi. Zamknął za nimi, opierając dłoń na drewnie i spuścił wzrok na dziennik. Westchnął głośno, odwracając się, a jasne tęczówki, trochę przygaszone spoczęły na Zaynie, który oparł się o framugę i z rękoma splecionymi na piersi wpatrywał się w Nialla.

- Jeśli zechcesz to odpowiem na twoje pytania – odezwał się brunet.

- Będę pamiętał – odparł Horan, posyłając mu uśmiech i mijając go w przejściu. Rozsiadł się na kanapie i otworzył dziennik zaczynając go czytać, czując na sobie spojrzenie księcia Pik.



W mieszkaniu przy Marine Parade panował spokój i cisza przerywana jedynie cichym tykaniem zegara. Na kanapie w salonie spokojnie spał Zayn. Skryty pod ciepłym kocem i wtulony w przyjemnie pachnącą poduszkę, miał lekki sen. Jak zawsze, gdy znajdował się w nowym miejscu.

W pokoju obok cicho pochrapując spał Niall. Jak zwykle rozwalony na łóżku, przekręcał się z boku na bok w niespokojnym śnie. Coś ciągle niepokoiło jego podświadomość i co jakiś czas wybudzało. Nie zdawał sobie kompletnie sprawy, że z kąta przy szafie wpatrywała się w niego para złowrogo lśniących ślepi. Chwilę potem z cienia wyłoniła się szponiasta ręka. Demon sunął po podłodze, a gdy znalazł się tuż przy łóżku pochylił się nad chłopcem.

- Niall – wycharczał jego imię, a pomiędzy kłami pojawił się rozdwojony język, niczym u węża, czy jaszczurki. Blondyn jęknął cicho, czując strach wkradający się w jego świadomość i przekręcił głowę. Demo wyciągnął palce i długim pazurem narysował ścieżkę na bladym policzku, zjeżdżając na szyje, aż do zagłębienia między obojczykami.

- Niall – ponownie wycharczał, a Irlandczyk szeroko otworzył oczy, myśląc iż to kolejny koszmar. Zajęło mu chwilę nim zorientował się, że tuż przy jego twarzy znajduje się para przerażająco lśniących ślepi.

W pierwszej chwili zabrakło mu tchu i kompletnie nie wiedział co zrobić. Moment potem ciszę rozdarł krzyk pełen przerażenia. Poderwał się z materaca, próbując uciec od Demona, ale ten wyciągnął szponiaste ręce i zacisnął je mocno na nadgarstkach, odsłaniając długie kły. Blondyn ponownie krzyknął i w tym momencie do pokoju wpadł Zayn.

Spojrzał na demona, który mocno przytrzymywał roztrzęsione ze strachu ciało Horana, a chwilę potem, jego ciemne tęczówki obramowane były złotem. W dłoni w tempie błyskawicznym uformował się srebrzysty miecz ze złocistą rękojeścią i ruszył na zjawę. Ta jednak uskoczyła przed klingą.

Zayn warknął cicho, co spotkało się z donośnym prychnięciem ze strony demona.

- Książę Pik – wycharczał.

- We własnej osobie – odpowiedział i pstryknął palcami wolnej dłoni, nad którą rozbłysnął jasny płomień, który rósł z każdą chwilą. – Znikaj Mojaro albo posmakujesz mojego ognia.

Wyciągnął dłoń z płomieniem w jej stronę, a ta przerażona zasyczała i cofnęła się pod samą ścianę. Mulat wykorzystał to i mocno zamachnął się mieczem, który rozpłatał demona na dwie części. Z niemym krzykiem rozpłynął się w ciemności pokoju, który on obrzucił jeszcze uważnym spojrzeniem. Następnie zostawił płomień w oknie, by nic nie zdołało się wedrzeć do pokoju, po czym spojrzał na blondyna.

Niall siedział skulony przy ścianie i próbował skryć głowę między rękoma. Cały trząsł się ze strachu i próbował powstrzymywać łzy zbierające się pod jego powiekami. Zayn wypuścił z dłoni miecz, ale ten nie uderzył z brzdękiem o podłogę, tylko rozpłynął się.

Wspiął się na łóżko i usiadł przy boku przerażonego chłopaka. Jego dłonie wśliznęły się na ramiona Horana, a ten krzyknął przestraszony.

- Spokojnie. To ja – odezwał się delikatnym, jedwabiście miękkim głosem, chwytając twarz chłopaka w ręce i nakierowując jego przerażone spojrzenie wprost na swoje tęczówki, wciąż skrzące się złotem. – Spokojnie. Już dobrze. Już go nie ma.

Przebiegł długimi palcami przez jasne kosmyki, dostrzegając jak Irlandczyk odwraca wzrok. Szybko z powrotem nakierował jego spojrzenie na swoje.

- Nie patrz w okno – polecił.

- A-Ale one tam s-są – wydukał w odpowiedzi blondyn. – Boję się.

- Nie patrz w okno, a odejdą – odparł tym jedwabistym głosem wciąż utrzymując kontakt wzrokowy. – Uspokój się. Nie masz się czego bać. Jestem tu, więc nic ci nie zrobią. Tylko nie patrz w okno i uspokój się.

- R-Robisz to co Olly – wyszeptał Niall, nie mogąc oderwać wzroku od tego spojrzenia, które sprawiało, że czuł się bezpiecznie. – To jakiś rodzaj magii, prawda?

- To nie pora na to. Nie stała ci się żadna krzywda? – spytał Malik, a on w odpowiedzi pokręcił głową. Przyciągnął więc roztrzęsione ciało do siebie i zamknął je w silnym, ciepłym uścisku. Lewa dłoń błądziła po plecach, gładząc je delikatnie. Prawa natomiast przebiegała co róż przez złote włosy. Zaczął się delikatnie kołysać na boki, chcąc uspokoić chłopaka.

- Już dobrze, Maluszku – wyszeptał cicho i delikatnie. – Już dobrze. Już po wszystkim.

Delikatnie opadł na poduszkę, wciąż tuląc do siebie przestraszonego blondyna. Poruszył się w jego objęciach, a gdy spostrzegł, gdzie zerka od razu ułożył dłoń na jego głowie.

- Nie patrz w okno, Maluszku – szepnął i przekręcił się tak, by je zasłonić. Niall skrył twarz w jego uścisku, mocno zaciskając palce na koszulce. Przylgnął do piersi bruneta, który głaskał go po głowie, próbując uspokoić.

- No już. Nie bój się – wyszeptał cicho, gładząc go po plecach. – Nie stanie ci się żadna krzywda.

- Obiecujesz? – Horan zadarł głowę i z nadzieją w oczach spojrzał na księcia.

- Obiecuje – odpowiedział i w przypływie emocji ucałował go w czoło. – Spróbuj zasnąć.

- Ale boję się – szepnął Irlandczyk.

- Nie masz czego, naprawdę – zapewnił go mulat, przebiegając ponownie po blond kosmykach. – Jestem tu i nie pozwolę zrobić ci krzywdy. W oknie jest płomień. Nic już tu nie wejdzie. Uspokój się i spróbuj zasnąć.

Gładził go po plecach, czując jak jego ciało coraz mniej drży. Oddech uspokajał się, łaskocząc skórę na jego obojczykach. Dopiero, kiedy uścisk dłoni Nialla zelżał na jego koszulce, poruszył się ostrożnie, sięgając po kołdrę, którą ich nakrył.

Nie spał, pilnując płonienia w oknie, co jakiś czas podsycając go i odstraszając demony, czyhające za oknem, aż zagaśnie. Czuwał nad spokojnym snem blondyna, aż do świtu, kiedy demony rozpierzchły się z powodu wschodzącego słońca. Dopiero wtedy zgasił ogień i pozwolił swoim powiekom opaść, by przespać się choć dwie, trzy godziny.


4

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz