3
Stał przy regałach na antresoli i układał książki fantasy na półkach, zastanawiając się czy to co w nich napisane jest prawdą. Spojrzał na okładkę jednej z nich, na której widniała głowa lwa i przejechał po niej opuszkami palców. Kiedy był młodszy strasznie uwielbiał Opowieści z Narnii i pragnął być trochę jak Edmund, gdy już przestał być aroganckim dzieciakiem, który dokuczał młodszej siostrze. Odłożył książkę na półkę i sięgnął po kolejną do kartonu.
- Jakoś nie mogę ogarnąć tego wszystkiego co powiedział mi Liam – odezwała się Emma, która opierała się o balustradę i zajadała jabłko. Dziś miała na sobie bluzkę w groszki, dżinsy z wysokim stanem i szarą marynarkę. Niall wciąż się zastanawiał, jak tak elegancka dziewczyna może lubić spędzać czas z nim, a nie z jakimś chłopakiem jej pokroju.
- Ale to prawda – odparł, odkładając książki na półkę i spojrzał na nią, odgarniając z czoła jasną grzywkę. – Spójrz. Nie potrzebuję okularów od kiedy Olly odblokował moje zmysły.
- No wiem, ale te wszystkie rzeczy – westchnęła, obracając owoc w palcach. – Animusy, duchy, wróżki… I co właściwie mieli na myśli, nazywając cię Skrybą?
- Nie wiem dokładnie. Olly ma mi to wyjaśnić – stwierdził, schylając się po ostatnie książki do kartonu i układając je na półce. Następnie wziął karton i skierował się do schodków.
- I naprawdę ten twój Animus wygląda jak tygrys? – zapytała schodząc za nim, a jej obcasy stukały o drewno. Blondyn uśmiechnął się lekko, spoglądając w stronę witryny antykwariatu, gdzie ułożył się Emerald. Jego ogon zwisał z parapetu i kołysał się lekko. Choć miał zamknięte ślepia, to jego uszy były postawione i nasłuchiwały wszystkiego dookoła.
- Tak – przytaknął, a zza winkla wyłonił się Liam, który był w towarzystwie Olly’ego. Rozmawiali o czymś żywo, a mina chłopaka zdradzała, iż wyraźnie coś go niepokoi. Nacisnął klamkę i sarna wraz z fretką weszły przodem, a oni zaraz za nimi.
- Dzień dobry – przywitał się z uśmiechem Niall, co obaj odwzajemnili i zamknęli za sobą drzwi. Mężczyzna zdjął kapelusz i podszedł do blondynki. Skłonił się lekko, delikatnie całując zewnętrzną stronę jej dłoni.
- To zapewne panna Emma, o której słyszałem – odezwał się znajomym aksamitnym głosem i Horan miał nieodparte wrażenie, że tęczówki Mursa są teraz jasnoniebieskie i skrzą się złotem. Przysunął się więc bliżej Liama, splatając dłonie na piersiach i nachylił się do niego.
- Czy on właśnie robi podejście do odblokowania jej zmysłów? – szepnął, zerkając na księcia Karo, który skinął lekko głową i schował ręce w kieszenie płaszcza. Przyglądali się z boku, jak mężczyzna zgrabnie owija sobie dziewczynę wokół palca, a ta oczarowana wykonuje każde jego polecenie.
- A gdy uznasz, iż jesteś gotowa otwórz oczy szeroko – polecił, gdy stała przed nim, a jej powieki opadły. Cofnął się stając przy boku Liama. Blondyn wskoczył na ladę, gdzie oparł dłonie na blacie i przyglądał się dziewczynie, która gwałtownie otworzyła oczy. Moment potem szeroko otworzyła usta, wysoko unosząc palec.
- Czy ja widzę to co wiedzę? – zapytała Watson.
- Zależy co widzisz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Irlandczyk.
- Sarnę. I to… To łasica, czy gronostaj? Zawsze mam z tym problem – stwierdziła.
- Łasica – odpowiedział mężczyzna. – Widzę, że wszystko jest w porządku, tak więc przejdźmy do ciebie, młody człowieku. Pisałeś coś ostatnio? – spytał, na co Niall pokręcił przecząco głową. – Dobrze. To mogło by się źle skończyć.
- Po tym co mi powiedziałeś, wolałem nie ryzykować, choć palce aż mnie swędzą, by coś napisać – wyznał, na co Olly uśmiechnął się czule.
- Nie wątpię, ale na razie musisz się wstrzymać – odparł, a on śledził swoimi jasnymi oczyma Emmę, która podeszła do Emeralda. Wplotła palce w jego futro i przebiegła nimi wzdłuż grzbietu na co kot zamruczał z przyjemności.
- Niall, skup się – Liam pstryknął palcami przed jego nosem. Wzdrygnął się i przeniósł na nich wzrok. Mężczyzna, który stał przed nim poprawił kapelusz na swojej głowie, łasica wskoczyła na ladę, a potem do kieszeni jego płaszcza, gdzie schowała się.
- Więc powiecie mi teraz co mieliście na myśli nazywając mnie Skrybą. W dodatku na to stulecie? – spytał, splatając ręce na swoich kolanach i spoglądając to na jednego to na drugiego.
- Jesteś kimś na wzór kronikarza Arkadii – zaczął Murs, przestępując z nogi na nogę. – Kiedy się urodziłeś, poprzedni Skryba zesłał ci mgliste wspomnienia Arkadii, które rozwijały się w twoim umyśle, aż do jego śmierci. Powiedziałeś, że zacząłeś pisać dwa lata temu. Wtedy musiał umrzeć poprzedni Skryba, więc jego obowiązki automatycznie przeszły na ciebie.
- Czyli co dokładnie muszę robić? – dopytywał się blondyn.
- Musisz pisać o Arkadii, ale w odpowiednim momencie, a nie kiedy najdzie cię wspomnienie – wznowił szatyn. – Widzisz, twoim zadaniem jest pilnowanie, by nic nie zachwiało równowagi między Arkadią i ziemią.
- Istoty z tamtej strony potrafią przechodzić tutaj, przez co potem miewasz takie przygody, jak te z marą – wtrącił się Liam.
- Skąd wiesz? – zdziwił się Horan.
- Asa mi powiedział. To ten mały kociak, którego przygarnąłeś – wyjaśnił. – Mój przybrany brat tak naprawdę nim nie jest. To zmiennokształtny. Poprosiłem go, by miał na ciebie oko, gdyż widziałem, że dzieje się coś niedobrego wokół ciebie. Tamtego dnia naprawdę dużo zjaw krążyło nad antykwariatem.
- Rozumiem – przytaknął Irlandczyk i ponownie spojrzał na Olly’ego. – Czyli jeżeli dobrze rozumiem. Mam pisać o Arkadii, ale w odpowiednim momencie, by nic nie przedostało się na ziemię, aby i wasz świat był we względnym porządku? – spytał dla pewności na co obaj przytaknęli. – I mam uważać, by nikt zły mnie nie porwał, bo może zmusić czarami do napisania złego zakończenia albo czegoś w tym stylu?
- Dokładnie – przytaknęli obaj jednocześnie.
- Przepraszam, że się wtrącam – dotarł do nich głos Emmy, która najwyraźniej straciła zainteresowanie Emeraldem i wcisnęła się między Liama, a Olly’ego. – Ale skąd Niall będzie wiedział kto jest zły i kiedy ma wtrącić się z pisaniem?
- Niall poniekąd zdążył już trochę ukształtować naszą krainę po swojemu. W końcu dwa lata pisania, bez tej wiedzy, którą teraz mu przekazaliśmy to szmat czasu – stwierdził szatyn, patrząc na blondynkę. – Myślę, że doskonale wie kto jest zły, a kto dobry. A co do pisania.
- Załatwię ci specjalny dziennik – odparł Murs. – To co będzie się działo w Arkadii, bądź będzie miało jakiś związek z nią, będzie się pisało samo. Gdy Niall uzna, że trzeba coś uporządkować lub ukształtować to inaczej, będzie musiał tylko poczekać do kropki, po której będzie mógł wznowić opowieść po swojemu.
- Dostanę magiczny dziennik? – podekscytował się, a jego oczy rozbłysły. Na początku cała ta sytuacja wydawała mu się pokręcona i dziwna, ale teraz coraz bardziej mu się podobała. Wystarczy, że będzie pisał i miał oczy szeroko otwarte, a tak poza tym może prowadzić normalne życie.
- Tak. Dziennik, który tylko ty będziesz mógł czytać. Chyba, że dasz komuś pozwolenie. I wieczne piór – odparł mężczyzna, posyłając mu przyjazny uśmiech, który Niall odwzajemnił. Podobało mu się to wszystko coraz bardziej. A myślał, że będzie to jakoś bardziej skomplikowane. Jednak nie widział w tym nic skomplikowanego. Ma tylko siedzieć grzecznie na tyłku, nie wychylać się i pisać.
♠
Było grubo po siedemnastej, kiedy wychodził z antykwariatu, zamykając go. Odgarnął z czoła grzywkę i ziewnął głośno, rozmyślając o tym wszystkim co dziś usłyszał. I naprawdę cieszył się, że był piątek. Miał teraz całe dwa dni, które mógł poświęcić na leniuchowanie, odpoczywanie i rozmyślanie o tym wszystkim.
Wcisnął ręce w kieszenie płaszcza, pochylając głowę. Mgła osadzała się na jego włosach, przez co stawały się wilgotne i wykręcały. Nie zwracał jednak na to zbytniej uwagi zastanawiając się, co chciałby pierwsze sprawdzić w dzienniku, który otrzyma od Olly’ego. Odpowiedź okazała się nad wyraz prosta. Oczywistym bowiem było, że najbardziej interesuje go książę Pik. Był ciekaw co u niego, zwłaszcza, że nazbierało się tyle pomysłów w jego głowie, że aż go bolała.
Te rozmyślenia przerwał niepokój, który pojawił się gdzieś w jego umyśle. Emerald skradał się, uważnie rozglądając dookoła, jakby szukał źródła jego niepokoju. Znów naszło go to nieodparte wrażenie, iż ktoś za nim idzie. Przekręcił lekko głowę w prawo, mając nadzieje, że być może kątem oka coś dostrzeże, tak się jednak nie stało. Przystanął więc na środku, pustego chodnika, spoglądając za siebie. Jednak poza kotem przebiegającym przez jezdnie we mgle, nie dostrzegł nic nadzwyczajnego. Odwrócił się więc i zamarł.
Na wysokości jego piersi, znajdowała się klinga miecza, która błysnęła w mroku ulicy. Oddech Nialla zamarł na moment, a potem stał się nierówny ze strachu, gdy czubek, dotknął jego piersi. Emerald warknął i przygotował się do skoku, a wtedy zza nóg jego napastnika wyłonił się duży wilk, którego sierść była czarna jak noc i warknął na białego tygrysa.
- Uspokój swojego opiekuna albo przebiję twoje serce na wylot – odezwał się głęboki, melodyjny głos, który przyprawił go o dreszcze.
- Emerald, spokój – poprosił tygrysa, a ten usiadł wciąż cicho warcząc, z nisko spuszczoną głową. W następnej chwili, poczuł jak długie palce napastnika zaciskają się na jego ramieniu i ciągnął. Zastał popchnięty na ścianę pobliskiego budynku, o którą mocno uderzył, a chwilę potem poczuł chłodne ostrze na swojej szyi. Szeroko otworzył oczy, przyglądając się konturowi napastnika, który moment potem wyłonił się z mroku.
Jego jasne tęczówki padły na niczym nie wzruszoną twarz chłopaka mniej więcej w jego wieku. W czarne włosy wpięta była spinka w kształcie pika, której kamienie mieniły się w bladym świetle. Grzywka opadała na ciemne oczy, a przy prawym widniał mały tatuaż tej samej figury karcianej co spinka we włosach. Pełne usta wygięły się w kpiącym uśmiechu i Niall doskonale wiedział kim jest ów brunet.
- Książę Pik – wyszeptał drżącym głosem.
- Strzał w dziesiątkę – odezwał się tym głębokim głosem, a jego oczy zalśniły złowrogo. – Czy nasz kochany Liamek nie ostrzegał cię przede mną? Wiesz. Czasem lepiej go słuchać.
Mocniej docisnął ostrze do szyi, a Niall odchylił głowę do tyłu. Zaczął szukać w głowie czegoś, co uchroniło by go od niechybnej śmierci. Przecież to on go stworzył. Musi mieć słaby punkt.
- Mogę wiedzieć chociaż czemu chcesz mnie zabić? – zapytał szybko, grając na zwłokę, przeszukując w myślach wszystko co do tej pory napisał.
- Bo nie lubię, kiedy Skryba zaczyna porządkować nasz świat – wyznał ze spokojem w głosie, jakby ta sytuacja nie była mu ani trochę obca. – Wolę, kiedy wszystko toczy się po swojemu, a nie jest układane przez ciebie. Wszystko tylko burzysz.
- Ale… Ale przecież… - zająknął się, gdy książę Pik poprawił uścisk na mieczu, a w jego głowie pojawiła się ostatnia rzecz, którą napisał, zanim zaczęło się to wszystko. – Ale przecież gdyby nie ja, nie miałbyś swojej białej róży.
Na kamiennej twarzy bruneta pojawił się szok. Jego pełne usta rozchyliły się i ze świstem wziął oddech, a ciemne oczy otworzyły się tak szeroko, jakby dopiero teraz dostrzegł to na co patrzył praktycznie każdego dnia. Uścisk na rękojeści miecza poluzował się, a klinga nieznacznie odsunęła od jasnej skóry szyi Irlandczyka.
Coś zaszeleściło na końcu wąskiej uliczki, w której się znaleźli i obaj spojrzeli w tamtą stronę. Usłyszeli prychnięcie, a para wielkich, złowrogich ślepi zalśniła w ciemności. W następnym momencie z cienia wyłoniła się ciemna postać z kłami, jak sztylety. Jej postrzępione kontury falowały, jakby była z jakiejś płynnej materii. Czarny miecz, który zaciskała w szponiastych palcach, zachowywał się podobnie.
- Uciekaj – usłyszał Niall, a jego błękitne oczy spoczęły na księciu Pik, który uważnym wzrokiem lustrował demona, odsuwając miecz od jego szyi. – No już. Uciekaj.
Ponaglił go brunet, gdy wciąż stał w jednym miejscu. Dopiero spojrzenie ciemnych tęczówek otoczonych złotą oblamówką sprawiło, że ruszył się z miejsca i zaczął biec.
Emerald biegł przy jego boku, dotrzymując mu kroku, dopasowując się idealnie do jego własnej prędkości. Gdy spojrzał przez ramię dostrzegł mulata podążającego tuż za nim. Wybiegli na King’s Road i wystrzelili w dół ulicy, która była dziwnie pusta. Niall zaczął się zastanawiać czy to nie sprawka magii.
Gdy ponownie spojrzał przez ramię dostrzegł, jak książę Pik odparowuje każdy cios posyłany w jego stronę. Czarny miecz zderzał się ze srebrnym, a w powietrzu unosił się szczęk metalu. Zatrzymał się chcąc wiedzieć, jak skończy się ta potyczka i czy brunetowi nic się nie stanie.
Demon zamachnął się, a jego ciemne ostrze rozcięło materiał kurtki oraz ciemną skórę na ramieniu chłopaka, który krzyknął krótko, a Horan przygryzł dolną wargę. Moment potem mulat otrzymał potężny cios w brzuch, który odrzucił go na drugą stronę bulwaru.
- Emerald. Zajmij się tym czymś – rozkazał Animusowi blondyn, a sam pobiegł w stronę księcia Pik. Przykucnął przy nim, delikatnie odsłaniając ranę na ramieniu, która krwawiła. Chłopak jęknął żałośnie, zdrową ręką chwytając się za brzuch.
- Boli – wysapał, a Niall rozpiął skórzaną kurtkę i podciągnął koszulkę. Po prawej stronie był czerwony ślad, który zapewne zsinieje do jutra. W pierwszej chwili chciał zadzwonić po pogotowie, ale gdy pomyślał, z jakiego powodu mulat znalazł się w takim stanie, zrezygnował. Przecież nie powie lekarzowi, że zaatakował ich demon, bo sam wyląduje na oddziale psychiatrycznym.
Nagle po ulicy rozniósł się przeraźliwy skrzek, który przyprawił blondyna o gęsią skórkę. Spojrzał przez ramię i zobaczył jak rozdrażniony demon próbuje trafić w jego opiekuna, ale on za każdym razem uskakuje.
Irlandczyk kompletnie nie wiedział co zrobić i pragnął mieć w tej chwili przy boku Olly’ego, który na pewno wiedziałby co robić. A do tego dziwne głosy zakłócały jego myśli, szepcząc coś ciągle. Chciał je odepchnąć, ale one jeszcze bardziej się nasilały, jakby domagały się jego uwagi. Postanowił więc się w nie wsłuchał i odkrył, że jak mantrę powtarzają: Spinka księcia Pik.
Spojrzał na przedmiot wpięty w kruczoczarne kosmyki chłopaka i sięgnął po niego, pospiesznie odpinając.
- Obiecuję, że zwrócę – odparł, widząc spojrzenie księcia. Wyprostował się i postawił kilka kroków w stronę demona, zdając się na szepty, które mówiły mu jak postępować.
Stanął, skupiając się na spince. Jej kryształowe oczka, rozbłysły znajomym złotym blaskiem, który pojawił się w jego niebieski oczach rozjaśniając je, gdy uwolnił swoją magię i połączył z tą zawartą w przedmiocie. Symbol Pika zarysował się wokół jego postaci, tworząc barierę ochronną, a spinka zawirowała na jego dłoni, po czym wystrzeliła w górę i zawisła dwa metry nad jego głowę. Fale energii rozchodziły się po najbliższej okolic z każdym jej pełnym obrotem, napełniając Nialla mieszanką potężnej odwagi, ale i okrucieństwa.
Idąc za kierującymi go szeptami, przywołał Króla Pik. Karta pojawiła się między jego palcem wskazującym, a środkowym. Gdy ją puścił, ta zawirowała, a karciany król chwilę później stanął między nim, a demonem. Zamachnął się swoim ciężkim mieczem i rozdzielił demona na pół. Czarny miecz upadł na chodnik, a po chwili rozpłynął się wraz z właścicielem.
Spinka delikatnie opadła na jego wyciągniętą dłoń. Powoli zaczął cofać magię, stopniowo rozłączając ją z tą należącą do przedmiotu, a cała odwaga i okrutność, które się pojawiły, zaczęły znikać. Pod jego stopy upadła karta, na której widniała postać Króla Pik, a gdy całkiem cofną magię, poczuł tylko zmęczenie; nic poza tym. Szybko wrócił, więc do bruneta, który z niedowierzaniem wpatrywał się w niego.
- Mogę? – zapytał niepewnie Irlandczyk, na co brunet skinął głową, wciąż się w niego wpatrując.
- Jak to zrobiłeś? – sapnął, gdy chłopak wpinał spinkę w ciemne kosmyki.
- Głosy podpowiedziały mi co mam robić – wyjaśnił, pomagając mu podnieść się z ziemi. – Zabiorę cię do siebie. To niedaleko.
Pociągnął go za zdrowe ramię i pozwolił, by owinął je wokół szyi. Dał mu przyzwolenie do oparcia się na swoich barkach i powoli ruszyli w dół ulicy.
Brunet spojrzał kątem oka na blondyna, szukając w nim czegoś, co pomogłoby mu dojść do tego, jakim cudem udało mu się użyć spinki. Tylko on mógł z niej korzystać. Tylko jego magię mogła wzmacniać, a jednak ten niepozorny chłopak, który był zwykłym Skrybą, użył tej wyjątkowej magii jego figury i przywołał Króla Pik. Że też on nie wpadł na ten pomysł, tylko sam mierzył się z demonem.
Westchnął cicho spoglądając na zamgloną ulicę, wciąż myśląc o spince i fakcie, że chłopka jej użył. Wstępne teorie zaczęły rodzić się w jego głowie, ale odłożył je na bok i znów spojrzał na blondyna, dokładnie przyglądając się jego twarzy. Złote kosmyki otulały delikatną twarz. Na jasnych policzkach widniały dorodne rumieńce, a piękne, błękitne oczy, które przywodziły na myśl spokojne morze, otulone były długimi rzęsami. Malinowe usta były rozchylone i trochę popękane, ale to mu nie przeszkadzało. Pomyślał, że trochę jest jak ta biała róża, którą dla niego stworzył. Z tego powodu delikatny uśmiech wkradł się na jego usta. Szybko jednak go stłumił.
- Zayn – odezwał się niespodziewanie, zwracając tym samym na siebie uwagę blondyna, który spojrzał na niego, wysoko unosząc brwi. – Tak mam na imię. Zayn Malik.
- Niall Horan – odpowiedział uprzejmie. – Ale myślę, że to już wiesz.
Wspięli się po schodach, a Irlandczyk wygrzebał z kieszeni płaszcza klucze, którymi otworzył drzwi na sień. Powoli dowlekli się na ostatnie piętro, gdzie znajdowało się jego mieszkanie. Zamek szczęknął i weszli do ciepłego przedpokoju.
Niall najpierw zaprowadził do salonu Zayna, którego posadził na kanapie. Dopiero potem pospiesznie się rozebrał, wpadł do kuchni, gdzie z szafki wyciągnął apteczkę, a do szklanki nalał wody.
Pomógł brunetowi zdjąć kurtkę oraz buty i podciągnął rękaw koszulki wyżej.
- A chciałem dziś wrócić do domu – wyznał i skrzywił się, gdy blondyn przyłożył nasączony wodą utlenioną wacik. Horan chciał zapytać, jak miał zamiar wrócić, ale zdecydował się, że zrobi to jutro.
- To chyba nie byłoby najroztropniejsze posunięcie – stwierdził, szykując opatrunek. Przyłożył do rany gazę, a następnie zaczął owijać bandaż wokół jego ramienia.
- W rzeczy samej – przytaknął Malik, przyglądając się każdemu ruchowi jasnowłosego. Pozwolił mu posmarować maścią bok, jednocześnie napawając się delikatnym dotykiem jego dłoni, które najwyraźniej nie chciały przysporzyć mu jeszcze większego bólu. Przyjął od niego tabletkę przeciwbólową i popił szklanką wody.
- Dobranoc – powiedział Niall, gasząc wszędzie światła i kierując się do siebie. Kątem oka dostrzegł, jak wilk układa się przy kanapie, a w odpowiedzi usłyszał cichy pomruk chłopka.
Opadł na materac swojego łóżka i spojrzał na sufit. Delikatny uśmiech wkradł się na jego usta. Książę Pik okazał się być jeszcze przystojniejszy niż starał się go opisać, a spinka we włosach dodawała mu uroku. Nawet fakt, że chłopak chciał go zabić nie sprawił, iż uśmiech zniknął z jego twarzy. Bo Niall tak naprawdę wiedział, że tego nie zrobi. Wystarczył odpowiedni argument. Poza tym, to on go stworzył. Więc znał go na pamięć.
3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz