2
Zajął stolik, który ustawiony był przy witrynie kawiarni, znajdującej się na bulwarze. Mieszał łyżeczką w ciepłym cappuccino i przyglądał się dziś spokojnemu morzu, rozmyślając o telefonie, który otrzymał cztery dni temu, gdy zamykał antykwariat.
Zadzwonił do niego niejaki Pan Murs z wydawnictwa Allen & Unwin z siedzibą w Londynie i oświadczył, iż przejrzał jego skrypt, który bardzo mu się spodobał. Oznajmił mu, że przyjedzie do Brighton spotkać się z nim osobiście i omówić koncepcje. Tak, więc podrzucił pierwsze lepsze miejsce jakie wpadło mu do głowy i teraz siedział w kawiarni.
Upił łyk kawy i poprawił okulary zsuwające się z jego nosa, opierając głowę na dłoni. Szczerze zaskoczył go ten telefon, gdyż skrypt wysłał już bardzo dawno temu i stracił wszelką nadzieję, że komukolwiek się spodobał.
Znów spojrzał w szybę witryny i skupił się na swoim odbiciu. Na policzku widniała różowa smuga, po której przejechał opuszkami palców. Pamiątka po spotkaniu ze zmorą, która na dodatek bardzo wolno się goiła. Pamiętał, że gdy następnego poranka obudził się cały obolały, zwinięty w kłębek za szafką nocną, zastanawiał się czy przypadkiem nie miał jakichś majaków poprzedniego wieczora. Ale gdy tylko stanął przed lustrem w łazience i dostrzegł rozcięcie, pobladł. Pierwszą jego myślą było to, że zwariował. I mimo, iż od tamtego czasu nic podobnego nie miało miejsca, stał się okropnie płochliwy i każdy podejrzany dźwięk go przerażał.
Z rozmyślań wyrwały go czyjeś palce zaciskające się na jego ramieniu. Zadarł głowę i jego jasne tęczówki napotkały niezwykle barwne spojrzenie. Coś jakby mieszaninę zieleni oraz błękitu. Do tego błyszczały niezwykłym blaskiem, który jednocześnie przyprawiał Irlandczyka o dreszcze i poczucie spokoju oraz bezpiecznego domu. Dopiero po chwili poszerzył pole widzenia i odkrył, że patrzy na mężczyznę mniej więcej koło trzydziestki, który przyjaźnie uśmiechał się do niego, a czarny kapelusz sprawiał, że był niezwykle pociągający.
- Niall Horan? – zapytał mężczyzna, na co chłopak podniósł się ze swojego miejsca, stając przed nim.
- Tak, to ja – potwierdził, wyciągając do niego dłoń. – Zapewne Pan Murs, jak mniemam.
- Wystarczy Olly, jaki tam ze mnie Pan – odparł szatyn, ściskając jego dłoń i posyłając mu ciepły oraz przyjazny uśmiech, po czym obaj usiedli przy stoliku. Kelnerka przyjęła zamówienie od mężczyzny, który splótł dłonie na blacie i z nie schodzącym z twarzy uśmiechem, spojrzał na niego.
- Prawdę mówiąc, zaskoczył mnie pański, to znaczy, twój telefon – Niall odezwał się pierwszy, przerywając ciszę, która, co prawda nie krępowała go, ale była dziwna. – Myślałem, że nikogo to nie zainteresowało.
- Mnie zainteresowało. Powiedz mi, masz tego więcej? – zainteresował się i skinieniem głowy podziękował za przyniesioną kawę. – Wiesz… Jakieś notatki o Arkadii? W ogóle jak długo to piszesz?
- No… Mam jakieś notatki dotyczące to tego, to owego – wyznał blondyn, troszkę zaskoczony zainteresowaniem ze strony edytora. – I piszę w sumie odkąd się tu przeprowadziłem. To już dwa lata. Nie umiem pisać o niczym innym, choćbym chciał. Czasem mam wrażenie, że napisałem już wszystko co mogłem, jeśli chodzi o Arkadię…
- …ale za każdym razem pojawia się coś nowego, nieprawdaż? – wpadł mu w słowo mężczyzna, upijając łyk czarnego płynu, a jego jasne oczy tym razem spojrzały na niego tak jakoś inaczej, że nie mógł się od nich oderwać.
- Dokładnie – szepnął w odpowiedzi, a jasne oczy szatyna stały się jakby bardziej niebieskie niż zielone. Rozbłysły dziwnym blaskiem i Niall miał wrażenie, że wszystko wkoło nich zniknęło. A gdy mrugnął i ponownie spojrzał w jego oczy, lśniły wręcz złotymi drobinkami.
- By właściwie opisać Arkadię nie wystarczą ci tylko mgliste wspomnienia, które uważasz za pomysły – Olly odezwał się aksamitnym głosem, który przyjemnie łaskotał zmysły blondyna, rozbudzając je. – Musisz się nauczyć Widzieć.
- Ale ja widzę – odezwał się szeptem Horan, jakby bojąc się wszystko zburzyć. – Może nie najlepiej przez wadę wzroku, ale widzę.
- Nie chodzi mi o takie widzenie – szatyn znów odezwał się tym samym aksamitnym głosem, który jeszcze bardziej połaskotał jego zmysły, sprawiając iż popadł w przyjemne otępienie. I w tej samej chwili w jego głowie zapaliła się czerwona lampka. Strach powoli wdarł się w jego umysł, ale naprzeciw niemu wyszło coś czego Niall nie znał.
- Nie bój się. Chcę tylko odblokować twoje zmysły – odparł mężczyzna.
- Nie jesteś edytorem – zdał sobie sprawę chłopak.
- Nie. Nie jestem – przytaknął, a Irlandczyk choć bardzo chciał odwrócić wzrok od tych iskrzących się złotem tęczówek, to nie potrafił. – Ale nie musisz się mnie obawiać. Jesteś Skrybą na te stulecie i chcę ci pomóc. Jednak za nim porozmawiamy o tym musisz się nauczyć Widzieć. Zaufasz mi?
Milczał, nie wiedząc co robić. Nie rozumiał tego. Przez myśl przeszło mu, że naprawdę wariuje, ale gdy w końcu zdołał oderwać się od tęczówek szatyna dostrzegł, że wszystko wokół niego jest takie samo. Kelnerka krążyła między stolikami, goście rozmawiali, a za kontuarem stał stary Pan Williams. Wszystko jednak było dziwnie przytłumione, wyciszone. Ponownie, więc spojrzał na mężczyznę.
- Co mam zrobić? – spytał niepewnie, a na twarz Olly’ego wkradł się lekki uśmiech. Odstawił swoją kawę na spodeczek i wygodnie rozsiadł się na swoim miejscu.
- Zamknij oczy – polecił, a gdy to wykonał dodał: – Otwórz umysł.
- Nie wiem jak to zrobić – stwierdził blondyn.
- Zburz bariery, które kiedyś nakazano ci postawić – poinstruował go szatyn. – Zapomnij o tym, że kazano ci dorosnąć. Że wmawiano ci, iż wróżki nie istnieją. Odrzuć to wszystko, a zobaczysz prawdę świata. Otwórz umysł na magię.
- Ale ona nie istnieje – odparł Horan.
- Oboje wiemy, że jest inaczej. Nie okłamuj więc siebie samego – skarcił go mężczyzna, na co zagryzł dolną wargę. – Wpuść magię, uwalniając swoją z serca. Zrób to, a gdy poczujesz, że jesteś gotowy otwórz szeroko oczy.
Niall wziął głęboki wdech i zrobił to czego chciał ten facet, choć gdzieś podświadomie czuł, że to szczyt głupoty. Jednak było coś w tym aksamitnym głosie, co kazało mu to zrobić, bo było to właściwe. Odtrącił więc wszystko czego się wyuczył i z dziecięcym pragnieniem ponownego zobaczenia wróżek, pozwolił by przyjemna fala zalała jego umysł, a ciepło rozlało się z okolic serca, po całym jego ciele, wypełniając każdy nerw oraz kosmyk włosów. Usłyszał ciche dzwonienie, co sprawiło, iż zmarszczył brwi.
I wtedy poczuł jak mężczyzna zdejmuje mu z nosa okulary, a on szeroko otworzył oczy. Odruchowo zamrugał, spodziewając się zamazanych linii. Jakież było jego zaskoczenie, gdy wszystko było niezwykle wyraźne, a on dostrzegł łasicę z brązowym futerkiem, spijającą kawę z filiżanki mężczyzny.
- Czy to łasica? – zapytał, wskazując na stworzonko, które spojrzało na niego, przekręcając łepek.
- Nie. To mój Animus. Duch stróżujący – wyjaśnił Olly. – Przybierają różne postaci. Mój ustalił się jako łasica i tu na ziemi nie wiele ich dostrzeżesz. Ludzie na ogół mają tendencję do odrzucania magii, przez co ich duchy bardzo szybko umierają.
- A mój? – dopytywał się z kołatającym sercem w piersi. Nie chciał bowiem, by jego duszek umarł, przez jego własną głupotę. Widząc jednak uśmiech na twarzy, odwrócił wzrok, szukając czegoś, a do jego uszu znów doszło ciche dzwonienie i jasne oczy spoczęły na małej wróżce. Jej skrzydełka rozmywały się od prędkości z jaką nimi machała, a zwiewna sukieneczka falowała, gdy podleciała bliżej. Jej blask wydawał się dziwnie znajomy.
- To ciebie zawsze widziałem kątem oka – stwierdził, a ona energicznie pokiwała głową.
- Ale to nie twój Animus. To tylko wróżka, która cię pilnowała – stwierdził szatyn, a mała istotka pokazała mu język. – To jest twój Animus.
Wskazał palcem ponad jego ramię, a gdy blondyn odwrócił się napotka przenikliwe, błękitne, kocie oczy, które wpatrywały się w niego uważnie. Cichy pomruk wydostał się z krtani potężnego białego tygrysa, który podniósł się i krocząc dostojnie podszedł do niego, opierając łeb na jego udzie. Z tłukącym się w piersi sercem położył dłoń między uszami zwierzęcia i przebiegł po miękkiej sierści.
- Myślę, że nie umarł, bo gdzieś podświadomie wierzyłeś w magię – odezwał się Murs, a Niall zanurzył palce w sierści tygrysa, delikatnie przeczesując białe futro z czarnymi pręgami i zostawiając na nim ślady. – Nawet mała cząstka wiary wystarczy im, by przetrwać długie lata.
- Jest taki prawdziwy – sapnął, drapiąc za uchem wielkiego kota, który przymknął oczy z przyjemności.
- Będzie cię strzegł do końca twoich dni – oświadczył mężczyzna, a Horan podniósł na niego swoje spojrzenie. Spostrzegł, że jego tęczówki powróciły do znajomego koloru zieleni zmieszanej z błękitem.
- Dla sprostowania – wznowił Olly. – Twoja wada wzroku wynikała z tego, że zakazano ci Widzieć. To ci chyba już nie będzie potrzebne.
Przesunął okulary w jego stronę, a on podniósł je i odruchowo założył na nos. Szybko jednak zdjął, gdy odkrył, że wszystko się rozmywa.
- Chyba masz rację – stwierdził z lekkim uśmiechem, chowając je do swojej torby.
- No więc, chodźmy. Musisz zobaczyć czym jest prawdziwy świat – stwierdził Murs, podnosząc się ze swojego miejsca, a łasica zeskoczyła z jego kolan i podreptała w stronę drzwi, wiedząc co się szykuje. – W tej kawiarni go nie zobaczysz.
To było dla Nialla tak nierzeczywiste, kiedy wychodził z małej kawiarni na bulwarze, z wielkim tygrysem u swego boku i małą wróżką fruwającą wokół jego głowy. A gdy podniósł wzrok zobaczył ich całe setki, wznoszące się wysoko ponad głowami ludzi. Jego oczy otworzyły się naprawdę szeroko i pragnął, by nigdy się nie zamknęły, bo widok tych istotek oraz innych stworzeń lawirujących między stopami przechodni był niesamowity i napełniał jego serce dziwną lekkością.
♠
Siedział na metalowej ławeczce przed galerią, czekając na Emmę, z którą umówił się na zakupy. Jednak nie za bardzo miał głowę do wybierania koszulek, czy butów. Wciąż przyglądał się białemu tygrysowi, który ułożył się koło ławeczki, a w głowie echem odbijały się wskazówki otrzymane od mężczyzny za nim się rozstali.
„Ludzie nie mają Animusów, więc gdy jakiegoś dostrzeżesz wiedz, że to ktoś z magią lub z Arkadii” – tak brzmiała pierwsza wskazówka jaką dostał od Olly’ego, gdy przechadzali się wzdłuż bulwaru, a on chłonął to wszystko co teraz widział. W oddali dostrzegł nawet węża morskiego.
„Arkadia to nie twój wyimaginowany świat stworzony przez ciebie, tylko równoległa rzeczywistość, która przeplata się z twoją. To mgliste wspomnienia poprzedniego Skryby, które spłynęły na ciebie przy narodzinach, więc zastanów się pięć razy zanim coś spiszesz” – taka była kolejna i to ona zwróciła tak naprawdę uwagę Nialla na szatyna, kroczącego tuż obok niego. Doszedł, więc do wniosku, że powinien przejrzeć swoje zeszyty, sprawdzając co w nich opisał.
„Uważaj na wszystkie nocne zjawy, mary i demony, bowiem chcą cię dopaść. Skryba to cenna rzecz i przy pomocy odpowiednich zaklęć można go nakłonić do spisania jakiejkolwiek katastrofy” – i tu zaczął się bać, zdając sobie sprawę, że jest celem. Ale wtedy Olly przypomniał mu, że ma swojego Animusa, a wróżka, która zawsze koło niego jest poinformuje go, gdy zacznie dziać się coś niedobrego.
I nagle w jego głowie zrodziło się wiele pytań, na które chciał znać odpowiedzi. Mężczyzna zapowiedział jednak, że odpowie na nie przy kolejnym spotkaniu, gdyż miał do załatwienia jakąś sprawę niecierpiącą zwłoki. Rozdzielili się więc, a Niall udał się pod galerię.
Przekrzywił głowę, opierając ją na dłoni i patrząc na to piękne zwierzę, tuż przy jego nogach. Gdy wyczuło iż mu się przygląda, spojrzało na niego błękitnymi oczyma i zamrugało, jakby pytając czy wszystko w porządku.
- Nadałem ci imię, kiedy jeszcze wierzyłem w magię? – Zapytał, przypominając sobie małego tygryska, z którym często bawił się w ogrodzie, czego nie rozumiała jego matka, gdy dorastał. Potężny kot trącił nosem jego kolano, a z jego krtani wydobył się cichy pomruk. Chwile potem poczuł falę wdzierającą się w jego umysł i odruchowo zaczął stawiać mur. Jednak szybko zaprzestał, zdając sobie sprawę, że to zapewne jego opiekun w ten sposób chcę się z nim skontaktować. Otwarł się na niego, przymykając oczy, a obrazy z dzieciństwa nawiedziły jego umysł. I wtedy pojawiło się to jedno, a imię tygrysa zadźwięczało w jego umyśle.
- Emerald – powiedział do siebie, szeroko otwierając oczy i spoglądając na zwierzę, które zamruczało cicho w geście potwierdzenia.
- Imię dla jakieś nowej postaci? – usłyszał znajomy, dziewczęcy głos i wyprostował się spoglądając na blondynkę. Podniósł się z miejsca i z uśmiechem przytulił ją na powitanie. – Więc? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Ah. Tak. Powiedzmy, że tak – podrapał się po karku, a wielki kot otarł się o jego łydki.
- Gdzie twoje okulary? – dopytywała się, biorąc go pod ramię i kierując się do wejścia do galerii.
- Mam dziś szkła kontaktowe – odpowiedział szybko, spoglądając na budynek, a panna Watson wysoko uniosła brwi. – Rzadko je noszę, bo nie lubię ich zakładać.
- Szkoda, bo bez nich wyglądasz o niebo przystojniej – stwierdziła, dając mu kuksańca w bok. – I masz takie piękne, niebieskie oczy, a chowasz je za tymi ohydnymi okularami.
Uśmiechnął się, spuszczając wzrok na swoje buty. Komplementy na jego temat zawsze wprowadzały go w zakłopotanie. Nie uważał się za jakiegoś szczególnie przystojnego. Był raczej przeciętnym mieszkańcem Irlandii Środkowej. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. No może zbyt wybujałą wyobraźnią, która nie do końca okazała się być wybujała.
- O matko. Idzie tu – usłyszał głos Emmy i podniósł wzrok, spoglądając na nią. Jej policzku przyozdobił delikatny rumieniec, a wzrokiem błądziła po najbliższych sklepach jakby chcąc znaleźć najlepsze miejsce do schronienia się. Już otwierał usta by zapytać się o kogo jej chodzi, gdy sprawa sama się rozwiązała.
- I jak czarowanie księcia? – Przed nimi pojawił się chłopak, który był w antykwariacie ze swoim bratem. Jego brązowe oczy lśniły wesołymi iskierkami, a ręce skrył w czarnym płaszczu, który miał rozpięty. Niall mógł zobaczyć, jak koszula w kratę idealnie układa się na jego ciele, a granatowe dżinsy podkreślają jego nogi.
- Liam, prawda? – Odezwał się, ratując przyjaciółkę z opresji, a chłopak przeniósł na niego swoje ciepłe spojrzenie.
- Tak, tak – potwierdził i zmarszczył brwi. – Czy ty przypadkiem nie miałeś ostatnio okularów na nosie?
- Miałem, ale dziś zdecydowałem się na szkła kontaktowe – wyjaśnił, spoglądając na pobliską reklamę i wracając spojrzeniem na chłopaka, który uważnie lustrował go swoimi tęczówkami. – W każdym bądź razie, jestem Niall. A to Emma.
- Miło mi – stwierdził szatyn, ściskając jego dłoń. I to wtedy Niall dostrzegł piękną sarnę, która stała przy boku chłopaka, ze spuszczoną nisko głową, strzygąc uszami w każdą możliwą stronę, nasłuchując. Blondyn sapnął spoglądając na Liama, który zagadną Emmę, a rada Olly’ego ponownie odbiła się w jego umyślę. Zrobił krok w tył i potknął się o własne nogi, upadając na twarde kafelki.
- Ał – jęknął czując mrowienie rozchodzące się od łokcia.
- Wszystko w porządku? – Zapytał szatyn, a gdy podniósł na niego wzrok, dostrzegł złotą otoczkę wokół tęczówek. Niepewnie chwycił jego dłoń, którą chłopak do niego wyciągną. Jednak gdy tylko dotknął jego skóry obca macka wdarła się do jego umysłu, a głos Liama rozbrzmiał w jego głowie.
„Kiepski z ciebie kłamca, Niall. Odwracasz wzrok.” – odezwał się, a uśmiech wkradł się na jego usta, gdy pociągnął blondyna do góry. – Nie sądziłem, że jestem aż tak przerażający.
- P-Przepraszam – zająknął się blondyn, puszczając dłoń brązowookiego. Jednak obca macka nie zniknęła z jego umysłu, a złota obręcz wciąż skrzyła się w sarnich oczach.
Nagle silna fala energii zalała jego ciało, a strach umknął, ustępując miejsca pewności siebie i nutce złości. Jak on miał czelność wkroczyć w jego umysł? Olly to co innego. On tylko odblokował jego zmysły, a ten chłopka bezczelnie siedział sobie w jego głowie. Tak więc jego jasne oczy pociemniały i tym razem to Liam cofnął się o krok, a sarna u jego boku zaczęła uderzać kopytami o kafelki, wyraźnie spłoszona. Natomiast jego tygrys warknął niebezpiecznie i przykucnął, szykując się do ewentualnego ataku.
- Wynocha. Nie pozwoliłem ci wejść – odezwał się z wyczuwalną złością w głosie, co zaskoczyło Emmę, która zamrugała oczyma. Otwierała usta, by coś powiedzieć, ale szatyn uniósł dłoń dając jej znać, by milczała.
- Wybacz. Nie chciałem, Skrybo – odparł lekko Liam, pochylając głowę i wycofując się z jego umysłu. Złota otoczka wokół sarnich oczu zniknęła, a on wyprostował się dodając: – Wiedz, że mnie akurat nie musisz się obawiać. A teraz odwołaj swojego opiekuna i powoli, stopniowo cofnij magię, bo jeśli zrobisz to zbyt gwałtownie może nie być za ciekawie.
Irlandczyk spojrzał na tygrysa, który stanął na prostych nogach, jednak wciąż z głową przy ziemi uważnie obserwował Liama swoim niebieskimi, kocimi ślepiami. Jego sarna natomiast umknęła na drugą stronę wciąż stukając kopytami gotowa do ucieczki. I chłopak nie umiał jej uspokoić zbyt skupiony na blondynie.
- Spokój – zawołał w końcu rozdrażniony w jej stronę, a ta spojrzała na niego i spuściła głowę pod wpływem jego wzroku, które następnie przeniósł na Nialla. – Cofnij magię. Powoli.
- Czemu miałbym cię słuchać. Wdarłeś się bez pozwolenia – odezwał się wciąż rozdrażniony.
- Nie chciałem. Naprawdę – zapewnił go. – Nie mam zamiaru cię skrzywdzić, przysięgam. A teraz, tak jak mówiłem, powoli cofnij magię.
Horan wyprostował się i odetchnął głęboko, próbując zastosować się do wskazówki Liama. Jednak fala energii znikła równie szybko, jak się pojawiła. Zrobiło mu się niedobrze i musiał złapać się za brzuch, by nie zwymiotować. Po głowie rozlał się okropny ból, a nogi odmówiły mu posłuszeństwa i chwilę potem wszystko się skończyło, gdy osunął się w ciemność.
♠
Pierwsze co poczuł, gdy zaczął odzyskiwać świadomość, to okropny ból głowy, który pulsował niemiłosiernie. Bolały go wszystkie kości, a mięśnie miał jak z waty. Czuł się trochę tak jakby przebył najgorszą grypę w swoim życiu.
Przekręcił głowę, a policzek zanurzył się w chłodnym materiale poduszki. Podniósł więc powoli powieki, a jego spojrzenie spoczęło na meblościance w jego mieszkaniu. Zamrugał zaskoczony podciągając się na łokciach, bo ostatnie co pamiętał, to to, iż był w galerii razem z Emmą. Tam spotkali Liama.
- Niall – usłyszał cichy głos swojej przyjaciółki i przekręcił głowę. Przez oparcie, pochylała się nad nim blondynka, przyglądając mu się z troską, która chwile potem spojrzała przez ramię i zawołała: - Obudził się.
Skrzywił się na ten głośny dźwięk i opadł na miękką poduszkę, ponownie zamykając oczy, które niemiłosiernie go bolały.
- Która godzina? – spytał, przekręcając się na lewy bok, a prawą rękę spuszczając w dół. Mokry nos trącił jego dłoń, a on uchylił powiekę, spoglądając na tygrysa. W pierwszej chwili przeraził się na widok zwierzęcia, a potem wydarzenia dzisiejszego dnia, przytłoczyły go tak bardzo, że ból głowy nasilił się jeszcze bardziej. Jękną niezadowolony z tego powodu.
- Dochodzi dwudziesta – odpowiedziała Emma. – Spałeś prawie siedem godzin.
- Żartujesz? – Spytał zaskoczony, powoli siadając na kanapie. – To nie możliwe.
- Możliwe – usłyszał ciepły głos, a chwilę potem koło niego przysiadł Liam ze szklanką w ręce, wypełnioną złocistym płynem, którą mu podał. – Proszę. Wypij do dna, a poczujesz się lepiej.
Niepewnie wziął od niego szklankę, przyglądając się napojowi. Powąchał go i poczuł przyjemny, kwiatowy zapach, jednak nie odważył się upić łyka, znów spoglądając na szatyna, który westchnął ciężko. Pokręcił głową i podniósł się z kanapy ruszając w stronę meblościanki, przed którą się zatrzymał. Jego palce zaczęły błądzić po grzbietach zeszytów.
- Ten, kto odblokował twoje zmysły zapewne ostrzegł cię, że możesz być w niebezpieczeństwie – zaczął i wyciągnął jeden z notatników. – I musiał zrobić to bardzo nie dawno, bo gdy byłem w antykwariacie z Asą nie widziałeś mojego Animusa, prawda?
Przytaknął w odpowiedzi, wciąż zaciskając palce na szklance.
- Właściwie to dziś rano spotkałem się z Ollym – wyjaśnił. – To on je odblokował. I też nazwał mnie Skrybą. Skrybą na to stulecie, choć nie wiem o co chodzi.
- Olly, powiadasz – mruknął chłopak, kartkując notes. – Myślę, że nie mogłeś lepiej trafić. On wytłumaczy ci to wszystko lepiej niż ja. A teraz wypij. Poczujesz się lepiej.
- A mnie ktoś wytłumaczy co tu się dzieje? – zapytała Emma, gdy Niall w końcu upił łyk napoju, a gdy nic mu się nie stało opróżnił całą szklankę do końca.
- Myślę, że łatwiej by było gdyby i tobie Olly odblokował zmysły. Gdy nie Widzisz jest o wiele trudniej tłumaczyć – stwierdził szatyn. – Ha! Znalazłem.
- Ale ja widzę doskonale – oburzyła się dziewczyna, na co Horan się uśmiechnął.
- Nie o takie widzenie chodzi – odparł równocześnie z Liamem, a ona prychnęła cicho i urażona tupnęła nogą. Szatyn podał mu notatnik i wskazał na pierwszy akapit, jaki tam się znajdował. Jego jasne tęczówki spoczęły na nim i zaczęły śledzić literki.
- Możesz przeczytać na głos? – poprosił brązowooki, biorąc jedno z krzeseł stojących przy stole i siadając na nim z rękoma splecionymi na piersiach. Irlandczyk spojrzał na niego, po czym odchrząkną i zaczął czytać na głos swój tekst, choć nie przepadał za tym:
- Książę Karo był niezwykle urokliwym młodym mężczyzną, który przyciągał spojrzenia wszystkich dam dworu i nie tylko. Jego błyszczące, brązowe włosy zawsze wplatały się między srebrno-złotą koronę, perfekcyjnie ułożone. Kilkudniowy zarost przyozdabiał jego policzki i brodę dodając mu męskiego wyglądu, który był jednak łagodzony, przez delikatny uśmiech i ciepłe sarnie oczy, zawsze życzliwie i łagodnie spoglądające na innych. Był on…
Niall nagle urwał, bo tak naprawdę nie potrzebował tego czytać dalej. Za to podniósł wzrok na chłopaka siedzącego na krześle, który posłał mu przyjazny uśmiech.
- Czy teraz mi wierzysz, że nie chcę zrobić ci krzywdy? – Zapytał. – Bardziej powinieneś bać się Księcia Pik.
- On nie jest zły – zaprzeczył gwałtownie, na co Emma uniosła głowę. – Nie znasz go.
- Znam go, aż za dobrze, Złociutki – odezwał się Liam. – I uwierz mi. Gdyby jego wzrok umiał zabijać, padłbyś trupem natychmiast. Serce ma jak z lodu, a jedyne co potrafi to zabijać z zimną krwią.
- Nie prawda! – wrzasnął Niall, podnosząc się ze swojego miejsca, na co Emerald poderwał się i warknął głośno. Blondyn wziął głęboki wdech i dodał. - Tylko ci się wydaje, że go znasz. A teraz… – zawiesił na moment głos. – Możesz odprowadzić Emmę do domu. Jest już późno i nie chce by wracała sama. A ja muszę przemyśleć pewne rzeczy.
Szatyn przyglądał mu się chwilę z krzesła, a gdy Irlandczyk nie ustąpił i błękitne oczy zaczęły go świdrować, podniósł się z miejsca, wzdychając ciężko.
- W porządku. Jeśli tego sobie życzysz – postawił krzesło przy stole i układając dłoń na plecach blondynki wyprowadził ją z salonu. Słyszał jej natarczywe pytania w korytarzu, gdy szykowali się do wyjścia, na co Liam odparł tylko, że spróbuje wytłumaczyć jej wszystko w samochodzie. Potem trzasnęły drzwi, a on opadł z powrotem na kanapę, zmęczony całym dzisiejszym dniem. Sam nie wiedział, kiedy zasnął.
2
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz