Jak zwykle to Zaynowi przypadło nakrywanie do stołu. Harry krzątał się po kuchni i gotował obiad. Louis udawał, że mu pomaga, choć tak naprawdę tylko przeszkadzał skacząc od jednego końca kuchni do drugiego. Liam jakiś czas temu wyszedł spotkać się z Danielle, której dość długo nie wiedział. Niall natomiast zaszył się na górze w swoim pokoju, jak to miał w zwyczaju od jakiegoś czasu.
Położył ostatni nóż i dumny z siebie spojrzał na zastawiony stół. Z kuchni dobiegł go odgłos tłuczonego szkła, a moment potem teatralny krzyk. Mulat wywrócił oczami i skierował się do kuchni.
Louis stał nad strzaskanym słoiczkiem z czerwoną papryką, która tworzyła teraz kupkę startej przyprawy i szkła. Na wprost niego stał rozzłoszczony Harry, z nożem w ręku, który ewidentnie miał ochotę zadźgać nim Tomlinsona.
- Zayn, zabierz te dwie lewe ręce z mojej kuchni, bo nie ręczę za siebie i One Direction w każdej chwili może stracić jednego z członków – warknął Loczek.
Zayn chichocząc pod nosem, chwycił szatyna pod ramię i pociągnął w stronę salonu.
- Chodź Loueh – odezwał się, gdy chłopak odkładał fartuch na blat kuchenny. – Zostawmy księcia kuchni w swym królestwie z jego zabawkami.
- Słyszałem – zawołał za nimi Harry i obaj uśmiechnęli się pod nosem.
Minęli nakryty stół i usiedli na kanapie, włączając telewizor. Skakali po kanałach i na chwilę zatrzymali się przy wieczornych wiadomościach, gdy z korytarza dobiegł ich trzask drzwi. Po chwili na progu salonu pojawił się Liam, uważnie lustrując pomieszczenie.
- Coś ładnie pachnie – stwierdził Payne, wchodząc do środka. – Dziwi mnie, że nie ma tu jeszcze Nialla. Takie zapachy zwykle go wabią.
„Racja” – pomyślał Zayn i zmarszczył brwi. Chwilę jeszcze patrzył na redaktorkę prowadzącą dziennik, po czym podniósł się z kanapy.
- Pójdę po niego – zaproponował, znikając w korytarzu.
Wspiął się na piętro i skierował do pokoju blondyna. Drzwi były uchylone, więc zapukał w nie lekko.
- Niall? – zapytał Zayn, popychając drzwi i zaglądając do pokoju Irlandczyka. Panował w nim w miarę przyzwoity porządek. Niebieskie ścinany zdobiło kilka obrazów. Na zaścielonym łóżku leżał włączony laptop Horana. Zayn wiedział, że nie powinien zaglądać, jednak pchany ciekawością i troską o przyjaciela spojrzał na wyświetlaną stronę.
Twitter.
Przejrzał wiadomości jakie otrzymał w interakcjach i pokręcił głową. Kolejne nieprzyjemne słowa. Tak wiele ostatnio ich pod adresem Niallera. Blondyn cały czas powtarzał w wywiadach, że jest lekkoduchem i nie obchodzi go co ludzie o nim myślą, on jednak znał prawdziwe oblicze Nialla Horan. Te nieprzychylne słowa trafiały do Irlandczyka niesamowicie. Było to tak silne, że raz przyłapał go w łazience z żyletką nad swoim nadgarstkiem. Chciał od razu powiedzieć reszcie i Simon’owi, ale chłopak obiecał mu, że przestanie. Zaufał mu. Uwierzył. Wiedział, iż blondyn nigdy nie kłamie i zawsze wypełnia swoje przysięgi.
- To wtedy wszystko się zaczęło – mrukną do siebie Zayn i uśmiechnął lekko. Od tamtej chwili nie odstępował Nialla na krok. Wspólne wypady na miasto, w hotelu zawsze brał pokuj z nim. Aż po pewnej imprezie, mocno zakrapianej, zaszli trochę za daleko. I tak zostało. Od roku byli już razem i Zayn wspierał Nialla jak tylko mógł. Ten natomiast odwdzięczał mu się niesamowitymi pieszczotami.
Jego uśmiech poszerzył się, gdy przypomniał sobie ostatnią noc z nim. Wciąż zastanawiali się jak powiedzą o tym chłopakom. Mieli trochę obaw, jednak mimo wszystko kochali się. I nic tego nie zmieni.
Przymknął laptop i wyszedł z pokoju Nialla. Swoje kroki skierował do swojej sypialni, gdzie być może siedział na łóżku, wtulał się w poduchę przesiąkniętą jego zapachem i płakał cicho, tak by nikt go nie usłyszał. Jednak i w swojej sypialni nie znalazł swojego chłopaka. Zmarszczył brwi i dopiero teraz dostrzegł światło palące się w łazience. Podszedł do białych drzwi i zapukał.
- Niall? Jesteś tam? – zapytał, przykładając ucho. Jednak nie usłyszał niczego po drugiej stronie. Tylko cisza.
- Niall? – ponownie go zawołał i dalej nic. Serce Zayna przyśpieszyło, obawiając się, że coś się stało. Nacisnął klamkę i drzwi od razu ustąpiły. Wszedł do jasnego pomieszczenia wyłożonego kafelkami i zatrzymał się w połowie kroku. Pobladł, źrenice mulata rozszerzyły się, a do oczu napłynęły łzy.
- Niall – wyszeptał jego imię, łamiącym się głosem. – Coś ty zrobił?
Jego mały Irlandzki blondyn leżał w nieduże kałuży szkarłatnego płynu, jakim była jego krew. Biała koszulka polo i szary sweterek, które miał na sobie, powoli zaczęły nasiąkać nią. Z twarzy zniknęły wypieki, które tak w nim uwielbiał, a niesamowicie błękitne oczy skrył za powiekami, których rzęsy wachlarzem układały się na policzku. Wyglądał tak spokojnie. Wszystkie jego troski, kłopoty, problemy znikały wraz z upływem krwi.
Opamiętał się szybko i za lustrem odnalazł bandaż elastyczny. Ukląkł przy chłopaku i drżącymi dłońmi sięgnął do rękawa szarego sweterka, na którym widniała ciemna plama krwi.
- LIAM! – wrzasnął zrozpaczony Zayn, podciągając rękaw Nialla. Chwycił jego szczupłą i smukłą rękę i zaczął mocno bandażować. Tak by więcej krwi nie wypłynęło z drobnej osoby Nialla. Chwilę po tym w progu łazienki pojawił się Liam. Chłopak był równie zszokowany tym widokiem co on.
- Dzwoń po pogotowie – polecił Zayn wciąż bandażując nadgarstek Nialla. Czuł jak coś ściska go w gardle, a łzy powoli zaczynają spływać po policzkach.
Zabandażował rękę, po czym ułożył sobie na kolanach głowę chłopaka. Odgarnął z jego czoła niesforną grzywkę i przeczesał blond włosy. Pogładził jego blady policzek i kciukiem przejechał po wąskich, malinowych ustach, które tak często wyginał w cudnym uśmiechu, przeznaczonym tylko dla niego.
Z jego gardła wydostał się zduszony jęk. Podciągnął Nialla, objął go w pasie i przytulił do siebie, mając jego bezwładne, drobne ciało między swoimi nogami.
- Ni-all – wydukał Zayn przez łzy, nie kontrolując samego siebie i ucałował blondyna w chłodny policzek. Kątem oka dostrzegł, że do Liama dołączył również Harry i Louis. Tomlinson stał, niedowierzając własnym oczom, z ustami przysłoniętymi ręką. Harry natomiast opadł na kolana i kręcił głową z niedowierzaniem. W jego zielonych tęczówkach również zaczęły zbierać się łzy.
~*~
Był tak zszokowany tym wszystkim, że nawet nie zorientował się, kiedy przyjechało pogotowie i zabrano mu Nialla. Liam jako ten opanowany i rozsądny, który niedawno zdał na prawko, zwiózł całą czwórkę do szpitala, gdzie przewieziono Horana. Teraz cała trójka zajmowała krzesełka tuż przed salą, w której leżał ich przyjaciel. Wszyscy czekali na to co powie lekarz. Wszyscy mieli nadzieje, że nie stracił zbyt wiele krwi i przeżyje. On miał nadzieję, że zdążył na czas.
Liam wrócił do nich, kończąc rozmowę.
- Powiadomiłem Simona o całym zdarzeniu – wyjaśnił. – Powiedział, że przyjedzie najszybciej jak tylko będzie mógł. Zayn?
Mulat podniósł głowę i spojrzał w orzechowe oczy przyjaciela. Payne położył mu dłoń na ramieniu i mocno ścisnął.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- Tak – wydukał, spuszczając wzrok na swoje palce. – A właściwie to nie.
Przyznał i skrył twarz w dłoniach. Raniona mu zadrżały i zalała go kolejna fala łez. Poczuł jak Louis oplata go swym ramieniem i przyciąga do siebie, pozwalając mu wypłakać się na jego ramieniu. Liam poklepał go po ramieniu i pogładził jego plecy.
„Dlaczego nic nie zauważyłem?” – winił siebie w myślach Zayn. – „Dlaczego? Mieliśmy tyle intymnych zbliżeń, a ja nic nie dostrzegłem”.
Zaczął analizować zachowanie swojego chłopaka w ostatnich miesiącach. W lutym wyjechali do Stanów na trasę. Wtedy też znów zaczęła się ta cała nagonka na niego. Że nie pasuje, jest beznadziejny, niszczy wygląd zespołu. Starał się jak mógł by podtrzymać na duchu swojego kochanka. I nie tylko on jeden. Widział przyjacielskie gesty Liama względem blondyna. Myślał, że wszystko jest dobrze. A potem… Niall odmówił małych igraszek w nocy po jednym z koncertów. Tłumaczył się tym, iż jest zmęczony. Uwierzył mu i po prostu poszli spać. Zachowywał się raczej zwyczajnie, choć trochę przygasł przez te wydarzenia. Ale każdy by trochę przycichł. Zamykał się na długo w łazience tak, że zasypiał sam, ale budził się i jego boku. Teraz to dostrzegł.
„Znów zaczął” – uświadomił sobie w głowie. – „Ale dlaczego tego nie dostrzegłem?”
Szukał dalej w myślach. Dlaczego nie dostrzegł świeżych nacięć na jego ciele. Być może dlatego, że ich zbliżenia intymne ograniczyły się do pocałunków i ewentualnego dotykania w miejscach intymnych. Nic więcej. Żadnego seksu. Myślał, że to przez te przykrości. Nie naciskał. Teraz tego żałował.
Zaszlochał jeszcze głośniej i mocniej wtulił się w ramię Louisa.
- Dlaczego nie zauważyłem, że coś nie gra – jęknął w ramię przyjaciela, który gładził go po plecach.
- Nikt z nas nie dostrzegł – odezwał się łagodnie Tomlinson.
- Loueh – wydukał. – Ty nie rozumiesz.
Szatyn chciał zapytać o coś jeszcze, ale w następnej chwili z sali szpitalnej, w której leżał Niall wyszedł lekarz. Cała czwórka jak na komendę zerwała się z miejsc i podeszła do rudego mężczyzny przed czterdziestką.
- I co z nim, panie doktorze? – zapytał Liam.
- Pan Horan stracił sporo krwi jednak w porę i właściwie zareagowaliście – odezwał się lekarz. – Przeżyje, Nie macie się czego obawiać. Teraz jednak jest bardzo osłabiony i śpi.
- Czy możemy do niego wejść? – zapytał zatroskany Harry.
- Oczywiście, ale mam do was jeszcze jedno pytanie – odparł rudy doktor. – Zauważyliście może kiedy pan Horan zaczął się okaleczać?
Liam już otwierał usta by odpowiedzieć, Zayn jednak go uprzedził.
- Koło lutego. Zaczął się dziwnie zachowywać. Przycichł – wyznał. – Wcześniej też to robił, ale kiedy raz go przyłapałem obiecał mi, że więcej tego nie zrobi.
- Proszę pana, z okaleczaniem się tak po prostu nie można skończyć – wyjaśnił mężczyzna. – Można to stłumić, ale bez pomocy odpowiednich lekarzy nie da się z tego wyjść. Wystarczy najmniejsze niepowodzenie, coś co w nas trafia, by znów zacząć.
- Rozumiem – mruknął Zayn.
- Proponuje by pan Horan po dojściu do siebie udał się do dobrego psychologa – zaproponował lekarz. – I oczywiście mógł dalej liczyć na wasze wsparcie.
- Dopilnujemy wszystkiego – zapewnił go Liam. – Możemy do niego wejść?
- Tak, proszę – rudy doktor odsunął się od drzwi. – Tylko nie bądźcie za głośni. Potrzebuje odpoczynku.
Cała czwórka przytaknęła i powili weszła do sali, która przypominała pokuj, pomijając białe ściany. Pod jedną z nich, stała skórzana sofa, a obok niej szklany stolik do kawy. Był też skórzany fotel do kompletu. Oczy jednak wszystkich zwróciły się na przeciwległą ścianę, przy której stało łóżko, na którym spoczywało drobne ciało Nialla. Podłączony był do kroplówki oraz urządzenia monitorującego rytm jego serca. Bandaż, który założył mu Zayn został zmieniony na podsądny, profesjonalny opatrunek. Przy łóżku stała szafka nocna i proste, drewniane krzesło n którym usiadł Zayn. Chwilę wpatrywał się w spokojną twarz Irlandczyka, po czym sięgnął do jego chłodne, opatrzonej ręki.
~*~
Przez otępiały umysł Nialla zaczęły przedzierać się jakieś dźwięki i jasne myśli. Znał te głosy. Jeden z nich zdecydowanie należał do Zayna. Do jego Zayna. Właścicielem drugiego głosu zdecydowanie, był Simon Cowell. Docierały do niego strzępki ich rozmowy, która była o nim. „Lekarz powiedział, że potrzebuje pomocy specjalisty…”. „W takim razie… Dłuższą przerwę. Odwołam wszystkie…”. Po chwili jednak osłabiony znów osuną się w objęcia Morfeusza i zasnął.
~*~
Ponownie przez otępiały umysł blondyna zaczęły przedzierać się jasne myśli. Tym razem dotarła do niego cisza, którą mąciło rytmiczne pikanie. Przypomniał sobie też co do niego dotarło za pierwszym razem gdy się przebudził. Rozmowa Zayna i Simona. To mogło oznaczać jedno. Nie umarł.
Powili zaczęły docierać do niego bodźce zewnętrzne. Zapach, który znał, ale nie umiał skojarzyć z miejsce. Poczuł też chłód oraz ciepło. A dokładniej ciepłą, dużą dłoń ściskającą jego drobną i szczupłą. Znał ją, aż za dobrze.
- Zayn – wymsknęło się z jego ust i mocniej ścisnął swoje długie palce na ręce chłopaka.
- Niall? – usłyszał zaniepokojony głos nad sobą i jakiś ruch. Powoli otworzył oczy, po chwili jednak zamknął je z powrotem, przez ostre, jasne światło, które podrażniło jego tęczówki. Palce Zayna przesunęły się po jego czole, odgarniając z niego grzywkę, po czym wplotły we włosy chłopaka.
- Niall – powtórzył Zayn, siadając na brzegu łóżka i splatając swoje palce z palcami Irlandczyka. Ten przekręcił głowę i powoli rozchylił powieki, odsłaniając swe przenikliwie błękitne tęczówki, które spoczęły na zmęczonej twarzy Malika. Zmęczonej, ale szczęśliwej, którą rozpromienił szeroki i ciepły uśmiech.
- Nareszcie – szepnął cicho Zayn, pochylając się nad chłopakiem i składając czuły i długi pocałunek na jego czole. – Byłeś nieprzytomny przez trzy dni.
Nie odpowiedział tylko odwrócił wzrok od chłopaka.
- Kochanie – zaczął Malik, gładząc jego policzek, po czym łapiąc za podbródek, zmusił do ponownego spojrzenia na siebie. – Czemu to zrobiłeś? Czemu znów zacząłeś? Dlaczego ze mną nie porozmawiałeś, tylko uciekłeś do tak drastycznych środków?
- Miałeś wtedy sporo własnych problemów – wychrypiał Niall. Zayn pomógł podnieść mu się do pozycji pół siedzącej i podał szklankę z wodą, która stała na szafce. Niall upił kilka łyków i oddał ją Malikowi, który odstawił szklankę.
- Twoja ciotka zmarła, byłeś trochę przybity – wyznał. – A ja nie chciałem cię dobijać takimi błahymi sprawami.
- Ale to nie są dla mnie błahe sprawy, Niall – odezwał się szeptem, głaszcząc jego dłoń kciukiem. – Twoje problemy są moimi problemami. Przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Po co znów zacząłeś? Zdajesz sobie sprawę co czułem kiedy zobaczyłem cię nieprzytomnego w naszej łazience? Myślałem, że nie żyjesz.
Niall spuścił wzrok i spojrzał wprost na opatrzony nadgarstek. Zalała go fala wstydu i nienawiści do samego siebie. Jak mógł nie pomyśleć o najbliższej mu osobie. Jak mógł nie pomyśleć o Zaynie. O tym jak się poczuje, gdy stanie mu się krzywda. Gdy przeholuje. No i stało się to tamtego wieczoru.
Wszedł na Twittera, a jego interakcje zalała kolejna fala niemiłych tweetów pod jego adresem. Na początku wtulił się w poduszkę i po prostu chciał się wypłakać. Jednak nieprzyjemne teksty kierowane w jego stronę odbijały się echem w jego głowie. Poderwał się wtedy z łóżka i kierowany starym, dobrym przyzwyczajeniem, udał się do łazienki. Z maszynki do golenia Zayna wyciągnął cienkie ostrze. Szargany emocjami, zbyt gwałtownie naciął nadgarstek, a krew zaczęła płynąć zbyt gwałtownie. Przeraził się, upuścił żyletkę i przycisnął rękawem ranę, który już po chwili przyozdobiła ciemna plama. Chciał kogoś zawołać, ale był zbyt przerażony. Potem już pamięta tylko ja osunął się na ziemię i odpłynął.
- Niall – znów usłyszał ciepły i delikatny szept Zayna, który przysunął się znacznie bliżej. Mulat wyciągnął ciepłą dłoń i ułożył na policzku Irlandczyka. Ten przymknął oczy, a z jego policzków spłynęły łzy.
- Przepraszam – wyszeptał drżącym głosem blondyn. – Faktycznie nie pomyślałem o tobie.
- No już dobrze – powiedział cicho brunet, ocierając łzy z policzków chłopaka. – Ważne, że żyjesz. Że wszystko dobrze się skończyło.
- Przepraszam – powtórzył nie kryjąc się ze łzami. – Tak bardzo cię kocham. Przepraszam.
Zayn rozłożył swe ramiona i zamknął je w silnym uścisku wokół kruchej i delikatnej osoby jaką był Niall. Przycisnął go mocno do swojej piersi, głaszcząc po włosach i co jakiś czas całując w czubek głowy. Chciał mu przypomnieć, że zawsze jest do jego dyspozycji, że zawsze może na niego liczyć, nieważne co by działo się w jego życiu. Jest tylko dla niego. A jego płacz? To powolna i prosta melodia. Melodia jego łez, za którą nie przepadał, ale której czasem musiał wysłuchać.
Blondyn powoli się uspokoił. Malik lekko odsunął go od siebie i starł resztki łez z jego policzków. Duże, lazurowe oczy Nialla spoczęły wprost na jego twarzy i wpatrywały się w niego z takim uczuciem jakiego dawno nie widział u chłopaka.
Westchnął i przeczesał palcami blond kosmyki.
- Posłuchaj. Wraz z resztą zespołu i Simonem podjęliśmy pewne kroki – zaczął spokojnie Zayn, wpatrując się w swojego chłopaka. – Po pierwsze, odwołaliśmy wszystko co było zaplanowane na najbliższe dwa miesiące. Za główny powód podaliśmy problemy zdrowotne. Koniec końców to prawda. Po drugie – Malik zwiesił głos. – Udasz się do psychologa. I dopilnuje żebyś trafił do niego, a nie do Nando’s. A na koniec, zabiorę cię do Bradford i oficjalnie przedstawię moim rodzicom.
- Ale… - zaczął Niall, jednak brunet przerwał mu, kładąc palce na jego ustach.
- Tak, wiem – posłał chłopakowi delikatny uśmiech. – Moja religia i wiara, tak, tak. Jednak… Po tym co zaszło zdałem sobie sprawę, że nie mogę i nie chcę cię już dłużej ukrywać. Nie mówię tu o ujawnianiu się. Na razie rodzice i chłopaki. Chce cię mieć dla siebie dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Ani sekundy, minuty, dnia krócej. Bo po prostu… Kocham cię.
Przejechał kciukiem, po wąskich, malinowych ustach Nialla i nachylił się do nich, by przypieczętować swe słowa długim, czułym pocałunkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz