7
Dziś znów było ciepłe popołudnie, ale jak zawsze miałem na sobie koszulkę i ogrodniczki. Były wygodne do pracy przy kwiatach. Zresztą. Skądś się musiała wziąć ich nazwa, nieprawdaż. Grzywka znów opadała mi na oczy i co chwile dmuchałem w nią.
Siedziałem na ladzie, kołysałem nogami i co chwila zerkałem na zegarek telefonu. Zachowywałem się jakbyśmy szli na randkę, a przecież to było tylko ciastko. Nawet nie wiedziałem, o której przyjdzie. Powiedziałem, żeby wpadł po południu, ale nie sprecyzowałem, o której godzinie. Liam mógł tu być równie dobrze zapięć minut jak i za godzinę.
Westchnąłem. Znów spojrzałem na wyświetlacz telefonu, a potem na wejście.
- Czyżbyś na kogoś czekał, Kochaneczku? – z zaplecza wyłonił się wuj.
- Nie nazywaj mnie tak – oburzyłem się. – Wychodzę z Liamem na ciastko.
- Liamem? – zdziwił się i podszedł bliżej mnie. – Ah. To ten, w twoim mniemaniu, śliczny chłopak od róż, prawda?
- Wujku! – zawołałem i zarumieniłem się. – Tak ten sam. Ostatnio kupił storczyka. Pomogłem mu potem jak spadł i trochę się połamał. Chcąc się zrewanżować zaprosił mnie na ciasto.
- Podoba ci się, prawda? – dopytywał się. Oparł dłonie na ladzie i spojrzał na mnie.
- Wiesz co. Dziwnie się czuję rozmawiając z tobą o takich rzeczach – mruknąłem i podciągnąłem jedną nogę pod siebie.
- Z matką nie mogłeś rozmawiać o takich rzeczach – przypomniał mi, a ja spuściłem głowę. – Więc spróbuj ze mną. Ja nie widzę w tym nic złego.
Faktycznie. Z mamą nigdy nie rozmawiałem o takich rzeczach. Ona bardzo długo nie wiedziała o mojej odmienności. Chodziłem niby na jakieś randki, ale te znajomości, związki szybko się kończyły. Tak samo jak zakończyły się moje kontakty z matką, gdy tylko powiedziałem jej prawdę o sobie. Wujcio James był inny. Otwarty, tolerancyjny i uprzejmy. Zawsze chciał rozmawiać. Tak jak teraz. To dlatego miałem pewność, że przygarnie mnie do siebie, po tym jak matka mnie wyrzuciła.
{Haven’t Met You Yet}
- Nialler – usłyszałem jego głos. Spojrzałem na niego spod grzywki. Wujaszek wyciągnął rękę i palcem na coś wskazał. Podniosłem głowę i moje oczy spoczęły na Liamie, który niepewnie mi się przyglądał.
- Dobry – przywitał się z uśmiechem i zerknął na mnie. – Eeee… To idziemy na to ciastko?
- Jasne – odparłem. Zeskoczyłem z lady, chwyciłem swoją torbę i ruszyłem do wyjścia.
- Niall – zatrzymałem się i przez ramię spojrzałem na wujka. – Nie spiesz się i bawcie się dobrze. Trochę rozrywki jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Uśmiechnąłem się do niego, a on puścił mi oczko. Spojrzałem na Liam i jemu również posłałem uśmiech.
- To co? Idziemy? – zapytałem retorycznie i wyszedłem na chodnik przed kwiaciarnie, gdzie przywitało mnie słońce. Westchnąłem, a za sobą poczułem czyjąś obecność. Spojrzałem na Liama i po chwili oboje ruszyliśmy do Hard Rock Caffee.
- Byłeś smutny – odezwał się niespodziewanie. – Coś się stało?
- Eh – westchnąłem zakłopotany i odwróciłem głowę. – Nie chcę o tym rozmawiać. To zbyt świeże.
- Oh. W porządku – odparł.
Poczułem jego dłoń na ramieniu, więc spojrzałem na niego. Grzywka znów opadła mi na oczy. Ze złości aż warknąłem. Liam zaśmiał się perliście i sięgnął do niej dłonią. Znów poczułem jego palce na czole, a w brzuchu ponownie pojawiły się te motylki. Chyba naprawdę się zakochałem.
- Przepraszam – odezwał się. – Znów to zrobiłem.
- Nic się nie stało – odpowiedziałem. – Chyba naprawdę będę musiał się wybrać do fryzjera.
Liam otworzył drzwi i puścił mnie przodem, po czym wszedł zaraz za mną.
- Tam jest wolny stolik – wskazał na jeden niedaleko nas. – Usiądziemy tam, czy wolisz się gdzieś zaszyć.
- Tam będzie dobrze – przytaknąłem mu i ruszyłem w stronę stolika.
Usiadłem, a Liam naprzeciw mnie. Rozsiadł się, nonszalancko zarzucając nogę na nogę. Jedną dłoń oparł na krześle, a drugą zacisnął na swoim kolanie.
- Patrz teraz – szepnął do mnie, po czym dodał głośnie. – Ah, witam rycerzyka w lśniącej zbroi. Cóż cię do mnie sprowadza, szlachetny panie?
Podniosłem głowę i napotkałem burzę loków i zielone oczy Harry’ego, które piorunowały wręcz Liama.
- Co podać? – zapytał mnie, a na jego twarzy rozkwit przyjazny uśmiech.
- O jacie. Muszę odnotować w kalendarzu, że Harold Styles mi się nie odgryzł – powiedział złośliwie Liam, a ja spojrzałem na niego karcącą. – Gdzie on jest?
Udawał, że szuka kalendarza po kieszeniach na koszuli.
- Nie mówiłem do ciebie ty potworze z bagien – stwierdził Harry, a ja uśmiechnąłem się pod nosem. Nie wiedziałem, że się znają. – Mówiłem do tego tutaj uroczego dżentelmena imieniem Niall.
Liam zacisnął dłonie na krawędziach stolika i spojrzał na Loczka.
- Jak mnie nazwałeś? – warknął.
- Potwór z bagien – powtórzył wyniośle Harry. – Oh. Przeprasza. Zapomniałem, że tak długie zdania do ciebie nie docierają. Powtórzę specjalnie dla ciebie. Potwór. Z. Bagien. A może przeliterować, Payne?
- Słuchaj no ty mały, głupi zającu… - zaczął Liam, ale kopnąłem go pod stolikiem.– Ał!
Odchrząknąłem, więc Loczek znów na mnie spojrzał i posłał przyjazny uśmiech. Zaczynam się go bać. W jednej chwili był gotów zabić mojego dzisiejszego towarzysza, a w drugiej słodko się do mnie uśmiecha.
- No więc… Ja chcę tę szarlotkę co ostatnio i kawę z ekspresu z mlekiem – odparłem, a on zaczął notować. – A ty Liam?
- To samo – jęknął, rozmasowując kostkę, pod stołem.
- Zaraz będzie – zawołała wesoło Harry, nachylił się do mnie i szepnął na ucho. – Uważaj na niego. To diabeł wcielony, nie człowiek.
Wyprostował się i odszedł w stronę baru. Odprowadziłem go kawałek, po czym spojrzałem na naburmuszonego Liama.
- Nie wiedziałem, że znasz Harry’ego – stwierdziłem.
- Mamy wspólnego znajomego – odparł, prostując się. – Nie wiedziałem, że ty go znasz.
- Mamy wspólnego znajomego – powtórzyłem jego słowa i spojrzałem za siebie. Daisy kręciła się za ladą, zapewne robiąc kawę dla nas. Znów przeniosłem wzrok na Liama.
- Nie przepadasz za nim – zauważyłem. – Dlaczego? On jest strasznie miły chłopakiem.
- W sumie nie wiem – mruknął, podpierając brodę na ręce. – Wystarczyło mu jedno spojrzenie na mnie, kiedy się spotkaliśmy po raz pierwszy, by mnie ocenić. Nawet mnie nie zna. Ale od tam tej pory nie przebada za mną. Z wzajemnością zresztą.
Harry przyniósł nasze zamówienie. Tym razem skończyło się na wymianie kilku piorunujących spojrzeń.
***
Pomijając incydent z tym głupim zającem, Stylsem, spotkanie z Niallem szło całkiem przyjemnie. Siedzieliśmy, zajadaliśmy się szarlotką i wesoło rozmawialiśmy. On naprawdę kochał kwiaty. Opowiadał o nich z taką pasją. A ja nie umiałem go nie słuchać. Byłem wręcz zafascynowany czułością w jego głosie, gdy o nich mówił. A tej jego oczy tak cudownie błyszczały.
Upiłem łyk kawy uważnie go obserwując. Grzywka znów opadła mu na oczy i zaczęła przeszkadzać. To było naprawdę urocze. Uh. Znów myślę w louisowych kategoriach.
- Przepraszam – odezwał się, zaczesując blond grzywkę. – Pewnie cię zanudzam.
- Ależ skąd – zaprzeczyłem, odstawiając filiżankę na spodek. – To fascynujące. Na biologii nas tego nie uczono. Ale jeśli mogę zapytać. Skąd u ciebie takie zafascynowanie florystyką? To raczej kobiece zajęcie.
- No cóż – zaczął, spuszczając wzrok na resztki ciastka i grzebiąc w nim widelcem. – Hym… Sam nie wiem. Kwiaty są delikatne. W dzieciństwie dużo chorowałem. Wiesz. Były problemy przy porodzie. Mama raz stwierdziła, że jestem wrażliwy i delikatny, jak one. Znaczy jak kwiaty. Chciałem to sprawdzić i tak mi zostało.
- Rozumiem – uśmiechnąłem się i sięgnąłem do filiżanki.
- A jaki ty jesteś? – spytał. Spojrzałem na niego znad szklanki. – Jak na razie nie wiem o tobie nic poza imieniem i nazwiskiem.
- Nie ma o czym mówić – wzruszyłem ramionami. – Nie mam specjalnych zainteresowań. Zaczynam jakieś studia. O rodzinie nie wspomnę.
- Nie znasz mojej – mruknął i znów zaczął grzebać widelcem w ciastku.
- Liam, Kotku – usłyszałem kobiecy głos nad sobą. Podniosłem głowę, a w następnej chwili ów kobieta wpiła się w moje usta. Zamrugałem lekko zszokowany. Po chwili jednak rozpoznałem dziewczynę.
Podniosłem się i odepchnąłem ją od siebie.
- Co ty wyrabiasz, Hazel – przelotnie spojrzałem na Nialla, który zawstydzony odwrócił głowę.
- No jak to co – zaśmiała się, odrzucając włosy do tyłu. – Całuję mojego chłopaka.
- No ja nie wyrabiam – uderzyłem otwartą dłonią w czoło, robiąc tak zwanego facepalma. – Widzę, że masz dobrą, ale strasznie krótkotrwałą pamięć. Normalnie jak złota rybka. 3 sekundy i puf, nic nie pamiętasz. To ci przypomnę – pstryknąłem ją w czoło. – Zerwaliśmy jakieś dwadzieścia cztery godziny temu.
Hazel uniosła wysoko brwi i splotła ręce na piersiach.
- Znam cię – prychnęła. – Nie mówiłeś poważnie.
- Oh, mówiłem jak najbardziej poważnie – warknąłem. – A teraz wyjazd podrzędna wiedźmo, która nawet faceta oczarować nie umie. Psujesz mi dzień.
- Liam, Kotku nie przesadzaj – jęknęła i zarzuciła mi ręce na szyje.
- Przepraszam – usłyszałem za sobą głos blondyna i spojrzałem na niego. – Liam chyba nie ma ochoty na twoje towarzystwo?
- Siedź cicho… - obrzuciła go gardzącym spojrzeniem. - …Przerośnięty krasnoludzie ogrodowy. Tylko czapeczki ci brakuje.
No tego było już za wiele. Nie pozwolę jej obrażać Niallera. Odepchnąłem ją od siebie, a ta spojrzał na mnie zaskoczona.
- Ty jędzo. Nie obrażaj Nialla – warknąłem. – Tylko grzecznie zwrócił ci uwagę. Mogłabyś brać z niego przykład i być bardziej uprzejma. A teraz posłuchaj uważnie bo powtarzam to ostatni raz. Między nami koniec, słyszysz. KONIEC!
Ostatnie słowo wykrzyczałem już nieźle wkurzony. Gotowało się we mnie. W sumie nie wiem czemu tak zareagowałem. Po prostu… Nikt nie będzie obrażał tego uroczego chłopaka w moim towarzystwie. Nawet taka jędza jak Hazel.
Sięgnąłem po portfel, wyciągnąłem pięćdziesiąt funtów i położyłem na stoliku. Chwyciłem Nialla za nadgarstek i pociągnąłem do wyjścia.
- Jeszcze tego pożałujesz, Payne! – krzyknęła za mną.
Spojrzałem na nią ponad ramieniem Nialla i wybuchnąłem ironicznym śmiechem.
- Już się boję, Irving! – odkrzyknąłem jej. Mocniej ścisnąłem nadgarstek blondyna i pociągnąłem za próg. Szedłem szybko, ciągnąc go za sobą.
- Liam. Boli – usłyszałem za sobą jego głos. Zatrzymałem się i speszony spojrzałem na niego.
- Przepraszam – mruknąłem, puszczając jego rękę. – Nie chciałem.
- Nic się nie stało – uśmiechnął się, rozmasowując rękę. – To było miłe, że stanąłeś w moje obronie.
Boże. Dlaczego on musi być taki słodki, miły i uroczy, nawet teraz, kiedy wyraźnie zrobiłem mu krzywdę? Dlaczego w ogóle tak myślę?
- Hazel to niegroźna jędza – spróbowałem nakierować swoje myśli na coś innego. – Nie przywiązuj zbytniej uwagi do jej słów.
- Więc…- Niall spojrzał w dół, na siebie. – Nie przypominam ogrodowego krasnala?
Znów się zaśmiałem i zarzuciłem rękę na szyje.
- A gdzie tam – odpowiedziałem rozbawiony. – Byłeś może już na London Eye? – Niall pokręcił głową. – No to właśnie tam pójdziemy.
Posłałem mu szeroki uśmiech i powoli ruszyliśmy w stronę mostu Westminsterskiego.
***
Wspiąłem się po schodach na piętro i wszedłem do mieszkania wuja. Czułem się dziwnie. Byłem w jakimś dziwnym stanie błogiego upojenia. Jakbym za dużo wypił, a nie piłem niczego poza kawą i colą, którą kupił mi Liam.
Właśnie. Liam. To on był winowajcą tego dziwnego upojnego stanu. Kilka godzin spędzonych z nim, a ja czułem się jakbym faktycznie na wciągał się koniczynki albo czegoś tam.
Zdjąłem buty i błogim uśmiechem ruszyłem do salonu, skąd dochodziły mnie odgłosy telewizora. Zajrzałem tam i zobaczyłem wujaszka na kanapie, oglądającego jakiś film w telewizji. Gdy mnie dostrzegł posłał mi szeroki uśmiech.
- Widzę po tobie, że randka się udała – stwierdził.
- Chciałbym żeby to była randka – westchnąłem. Wziąłem garść popcornu z miski i opadłem na kolana wuja. Wrzuciłem uprażone ziarno do buzi i spojrzałem do góry.
- Wujku – zagadnąłem, a on spojrzał na mnie. – Co… Co myślisz o Liamie?
- Hym… - mruknął. – Wygląda na dobrze ułożonego młodzieńca. Ale nie znam go.
- Jest naprawdę miły – odparłem.
- I wpadł ci w oko – wuj puścił mi oczko.
- No wpadł, no wpadł – westchnąłem i wrzuciłem sobie do ust kolejne ziarno popcornu. – Ale na moje nieszczęście jest też hetero. Dziś byłem świadkiem jak drugi raz rzucił swoją byłą dziewczynę, bo za pierwszym razem do niej nie dotarło.
-Hetero, powiadasz – powiedział zamyślony. Spojrzałem na niego i dźgnąłem palcem między żebra. – Ał. Co to miało być, młody?!
- Odpłynąłeś – stwierdziłem. – Nad czym myślałeś?
- Nad niczym – wzruszył ramionami. – Po prostu… Tak dziwnie na ciebie dziś patrzył, gdy wszedł do kwiaciarni. Kiedy zobaczył twoją zasmuconą twarz. Chyba naprawdę się zmartwił.
- Wujaszku – zawołałem. – O czym mu rozmawiamy?
- O Liamie? – zapytał, a ja pokręciłem głową.
- Eh. Idę się położyć – oznajmiłem, podnosząc się z jego kolan. – Jestem zmęczony.
Wycierając podłogę skarpetkami, udałem się do mojego pokoju. Wszedłem, zamknąłem za sobą drzwi i zapaliłem małą lampkę stojącą na burku. Przeciągnąłem się i ziewnąłem. Szybko zrzuciłem z siebie ubrania i przebrałem w dresy i t-shirt z głupim napisem „Irish Man”. Podszedłem do okna i odsłaniając firankę, wyjrzałem przez nie. Na małym placyku w dole panowała totalna ciemność.
Chwyciłem klamkę i jak co wieczór otworzyłem okno. Noce były równie duszne jak dni. Z placu dobiegło mnie tylko szczekanie psa i miauczenie kota. Cisza i spokój. Z dala od zgiełku głównych ulic. To mi odpowiadało.
Zasłoniłem granatowe zasłony, zgasiłem lampkę i padłem na łóżko. Z za drzwi dobiegały mnie przytłumione odgłosy telewizora. Powoli przywykłem do takiego stanu rzeczy. Naprawdę mi to odpowiadało.
Westchnąłem, wtuliłem się w poduszkę i przymknąłem oczy. Czułem piasek pod powiekami. To był naprawdę długi dzień. Długi, ale całkiem przyjemny.
Nagle po pokoju rozniósł się dźwięk mojego telefonu. SMS przyszedł. Przetarłem zaspane oczy, podniosłem się z łóżka i z torby wygrzebałem komórkę.
- Niez nam tego numeru – mruknąłem, spoglądając na szereg cyferek. Otworzyłem jednak wiadomość.
„Mam nadzieję, że bezpiecznie wróciłeś do domu. Jeszcze raz przepraszam za tę dzisiejszą akcję z Hazel. Mniemam iż dobrze się bawiłeś. Liam x.”
- Liam – uśmiechnąłem się, widząc jego podpis. Szybko mu odpisałem. Odłożyłem telefon na szafkę. Znów przymknąłem oczy, a po chwili już spałem.
7
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz